Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny
Premier Rumunii Marcel Ciolacu ogłosił, że podaje się do dymisji. To reakcja na wynik pierwszej tury wyborów prezydenckich
Marcel Ciolacu poinformował, że rezygnuje ze stanowiska premiera Rumunii, a jego centrolewicowa partia PSD opuszcza rządzącą koalicję.
Decyzja zapadła wkrótce po ogłoszeniu wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich w Rumunii. Kandydat popierany przez rząd, Crin Antonescu, zajął trzecie miejsce. Nie powalczy zatem o fotel prezydenta w drugiej turze, która odbędzie się 18 maja 2025.
“W grudniu utworzono koalicję rządzącą z dwoma celami: zapewnieniem stabilnego rządu i wybraniem kandydata, który wygra wybory prezydenckie w Rumunii. Nie udało nam się osiągnąć jednego z tych dwóch celów” – powiedział dziś Marcel Ciolacu, cytowany przez portal telewizji Digi24.
“Wczoraj widzieliśmy głosy Rumunów, co oznacza, że koalicja rządząca nie ma legitymacji. Zaproponowałem moim kolegom opuszczenie koalicji rządzącej, co wprost prowadzi do mojej rezygnacji ze stanowiska premiera” – mówił.
“Zamiast pozwolić, aby przyszły prezydent zastąpił mnie (kim innym), postanowiłem sam zrezygnować” – powiedział Ciolacu po spotkaniu partii PSD. Jak ustaliła agencja Reuters, ministrowie PSD mają pozostać w rządzie do czasu wyniku drugiej tury wyborów i sformowania się nowej parlamentarnej większości.
W drugiej turze prezydenckiego wyścigu w Rumunii powalczą skrajnie prawicowy George Simion z partii AUR oraz startujący jako niezależny kandydat burmistrz Bukaresztu Nicușor Dan. Rumunki i Rumuni 18 maja wybierać będą – w telegraficznym skrócie – między opcją prorosyjską a proeuropejską. W rumuńskim systemie politycznym prezydent ma większą władzę niż np. w Polsce. To on desygnuje premiera, może też odrzucić jego kandydatów na ministrów.
George Simion, który w pierwszej turze uzyskał bardzo wysoki wynik (41 proc. głosów), 4 maja mówił o zwycięstwie „rumuńskiej godności”. Jak relacjonowała w OKO.press Paulina Pacuła, podkreślił, że „pozostaje dłużnikiem człowieka, który powinien słusznie zajmować urząd prezydenta”.
Nawiązał tym samym do Călina Georgescu, skrajnie prawicowego kandydata, który dzięki zmanipulowanej kampanii w mediach społecznościowych, niespodziewanie wygrał wybory w listopadzie 2024 roku. Władze rumuńskie dopatrzyły się szeregu nieprawidłowości i unieważniły wybory. Na Georgescu ciąży obecnie sześć zarzutów. Wśród wielu Rumunów ma on obecnie status prześladowanego guru.
Simion w kampanii prezydenckiej zapewniał, że w jakiejś formie będzie chciał „oddać władzę” Georgescu. Powtórzył tę obietnicę w niedzielę wieczorem 4 maja w orędziu do swoich zwolenników:
„Mówię tutaj przed narodem rumuńskim, że dotrzymam słowa. Rumunia potrzebuje jego [Georgescu — red.] mądrości i wizji. I dlatego nie widzę władzy dla siebie. Jestem tu, aby przywrócić porządek konstytucyjny. Chcę demokracji, chcę normalności i mam tylko jeden cel. Zwrócić narodowi rumuńskiemu to, co zostało mu odebrane. Umieścić prosty, czysty lud z powrotem w centrum procesu decyzyjnego” — powiedział.
Przeczytaj także: