0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Iga Kucharska / OKO.pressIlustracja: Iga Kuch...

Krótko i na temat: najnowsze wiadomości z Polski i ze świata

Witaj w sekcji depeszowej OKO.press. W krótkiej formie przeczytasz tutaj o najnowszych i najważniejszych informacjach z Polski i ze świata, wybranych i opisanych przez zespół redakcyjny

Google News

14:05 29-06-2026

Prawa autorskie: Photo by Mauricio VALENZUELA / AFPPhoto by Mauricio VA...

Wenezuela. W gruzach żywych szuka się gołymi rękami

Wenezuelski dziennik „El Nacional”: kraj nie radzi sobie ze skutkami trzęsienia ziemi. Ludzie nie czekają na pomoc ratowników i sami, gołymi rękami, próbują odkopać najbliższych spod ziemi. Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 1450 osób. Ale za zaginionych wciąż uważa się przeszło 46 tysięcy osób

Na zdj. Akcja poszukiwawcza w miejscowości Caraballeda, stan La Guaira w Wenezueli. Fot. Mauricio Valenzuela / AFP

Co się wydarzyło?

Niewystarczająca liczba ratowników, problemy ze sprzętem i dostępnością paliwa oraz chaos logistyczny – Wenezuela pogrąża się w kryzysie po środowym trzęsieniu ziemi.

„El Nacional”, niezależny wenezuelski dziennik, na który powołuje się Polska Agencja Prasowa informuje, że w kolejnych miejscowościach, które zawaliły się pod wpływem wstrząsów, pracuje zaledwie po kilku strażaków. Brakuje też sprzętu, który pomógłby podnieść betonowe płyty bloków.

BBC podaje, że bliscy rodzin gołymi rękami przeszukują ruiny zawalonych budynków – i szukają najbliższych. Wenezueleczycy mają pretensje do rządzących, że nie tylko nie pomagają, ale wręcz utrudniają akcję ratowniczą, zamykając ulicę i kierując mieszkańców do wielogodzinnego oczekiwania na specjalne przepustki umożliwiające wejście.

„Trzęsienie ziemi ukazało fuszerkę w projektowaniu wielopiętrowych bloków, których część złożyła się jak domki z kart” – pisze „Wyborcza”. Mieszkańcy Carabelledy dopiero po zawaleniu się ich domów zobaczyli, że ściany ich bloków były wypełnione zaprawą z masy z dodatkiem styropianu. Wykonawcy oszczędzali na materiałach, doprowadzając do tragedii doświadczanej dziś przez tysiące rodzin.

Tragedia przeciążyła szpitale i ośrodki medyczne, które już wcześniej zmagały się z niedoborem leków i personelu, zużytym sprzętem oraz ograniczoną przepustowością. Jak dodał hiszpański portal „El Plural” w wielu miejscach rannych opatruje się na podłodze z powodu braku noszy, a część szpitali nie dysponowała wystarczającym sprzętem chirurgicznym potrzebnym do przeprowadzenia zabiegów ratujących życie. Według doniesień portalu niektóre rodziny musiały płacić setki dolarów za transport karetką, a prywatne kliniki odmawiały przyjęcia pacjentów bez wcześniejszej zapłaty.

Przewodniczący wenezuelskiego parlamentu Jorge Rodriguez ogłosił w niedzielę, że w wyniku trzęsień ziemi zginęło co najmniej 1450 osób, a 3150 jest rannych. Eksperci obawiają się, że ten bilans znacznie wzrośnie. ONZ szacuje liczbę zaginionych na ponad 50 tysięcy. Nadzieję wielu dają jednak historie takie, jak ta, kiedy po 96 godzinach od tragedii spod ruin ratownikom udało się wydobyć ojca i syna. Żyją. Reuters wyliczył, że dotarcie do uwięzionych zajęło 12 godzin.

W niedzielę z gruzów uratowano 60-latkę. Pod ruinami zawalonego budynku spędziła 86 godzin, żyje.

Jaki jest kontekst?

W poniedziałek, 29 czerwca, mija piąta doba od trzęsienia ziemi w Wenezueli. Wstrząsy o magnitudzie 7,2 i 7,5 nawiedziły północną Wenezuelę w środę wieczorem czasu miejscowego (w nocy ze środy na czwartek w Polsce), powodując rozległe zniszczenia. Uszkodzonych lub całkowicie zawalonych jest ponad 770 budynków.

Była to „największa klęska żywiołowa w historii Wenezueli” – zaznaczył Rodriguez.

Zdaniem El Plural, trudności z koordynacją pomocy humanitarnej doprowadziły także do poważnych problemów logistycznych. Tysiące wolontariuszy przybyło z Caracas z wodą, żywnością, lekami i sprzętem, jednak jedyna droga łącząca stolicę Wenezueli z La Guairą została zablokowana przez prywatne samochody, ciężarówki z pomocą i ciężki sprzęt, uniemożliwiając przejazd karetek oraz pojazdów ratowniczych.

ONZ informuje, że na miejsce zostało wysłanych 39 ekip poszukiwawczych, m.in. z Meksyku, Hiszpanii, Kataru i Stanów Zjednoczonych. Każda z nich liczy od 50 do 100 osób. Łącznie do Wenezueli przybyło ok. 2,7 tysiąca ratowników z zagranicy. Ale i one napotykają trudności. Ratownicy z Kolumbii byli godzinami przetrzymywani przez wenezuelskie służby celne na lotnisku, zanim dostali pozwolenie na wyjazd w miejsce tragedii. Hiszpańscy ratownicy po dwóch dniach oczekiwania na lotnisku na wydanie im wiz ostatecznie postanowili odwołać swój udział w akcji.

Przeczytaj więcej w OKO.press:

Przeczytaj także: