W dwóch wrocławskich lasach wycięto drzewa – również te stare i pomnikowe. Prace prowadzono na terenach objętych moratorium, czyli ministerialnym zakazem wycinki. Społecznicy alarmują, nadleśnictwo twierdzi, że działało zgodnie z prawem, a Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych i resort klimatu sprawdzają, kto ma w tym sporze rację.
W Lesie Mokrzańskim wycięto ok. 30 dębów w wieku od ok. 100 do 155 lat. W Lesie Ratyńskim wycinki wykryto w sześciu wydzieleniach, na terenach, które mają być chronione w jako „starolasy” – informuje wrocławska inicjatywa Ratujmy Las Mokrzański.
„Wycinki zostały przeprowadzone poza aktualnym Planem Urządzenia Lasu (PUL) – jako tzw. cięcia »przygodne« (interwencyjne/sanitarne), co w praktyce utrudnia społeczną kontrolę skali pozysku” – podają społecznicy. Oba lasy leżą w granicach Wrocławia.
„Kolega z komitetu biegał po lesie i zauważył, że zniknęły stare dęby. Mniej więcej w tym samym czasie dostaliśmy od sygnalisty, który chce zachować anonimowość, informację, że w Lesie Ratyńskim też dzieją się niepokojące rzeczy” – relacjonuje Grzegorz Idziak z Komitetu Społecznego Ratujmy Las Mokrzański.
To inicjatywa, której członkowie brali udział m.in. w procesie wyznaczania lasów społecznych dookoła Wrocławia. „Wiedzieliśmy, że są tam wydzielenia i moratoryjne, i staroleśne, i lasu społecznego, więc postanowiliśmy to sprawdzić. Zrobiłem wizję lokalną na miejscu i odkryłem konkretne wycinki w Lesie Ratyńskim. Jestem bardzo wdzięczny osobie, która nam to zgłosiła – nie tylko dlatego, że dzięki niej wiemy o wycince, ale również dlatego, że leśnicy mogą poczuć się obserwowani. Być może myślą czasami, że kilku furiatów z naszego komitetu chodzi po lesie i szuka, a tu okazuje się, że mieszkańcy też zwracają uwagę na ich działania, patrzą, sprawdzają i alarmują” – dodaje.
Nadleśnictwo tłumaczy, że cięcia wykonano zgodnie z prawem.
W styczniu 2024 roku, od razu po objęciu stanowiska, ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska ogłosiła moratorium na wycinkę drzew w wytypowanych przez resort najcenniejszych lasach. Miał być to wstęp do spełnienia jednej z obietnic wyborczych – objęcia ochroną 20 proc. lasów. Moratorium przewiduje dwie strefy: czerwoną i niebieską. W czerwonej wycinek nie ma w ogóle. W niebieskiej gospodarkę leśną zmodyfikowano i ograniczono. Na razie te zasady obowiązują bezterminowo.
Prace nad sformalizowaniem ochrony lasów ruszyły zaraz potem. Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ) zorganizowało dwie narady, do których zaprosiło zarówno społeczników oraz przyrodników, jak i Lasy Państwowe oraz przemysł drzewny. Powołało również zespoły pracujące nad wyznaczeniem lasów społecznych w 14 aglomeracjach i zaczęło pracę nad wyznaczaniem starolasów (będzie to nowa forma ochrony przyrody, dotycząca najstarszych drzewostanów).
Do 2027 roku 2 proc. terenów podlegających Lasom Państwowym ma być chronione jako starolasy – jest to wymaganie unijne. Proces ich wyznaczania podzielono na dwa etapy. W pierwszym tereny do ochrony miały wyznaczyć LP. W drugim swoje propozycje starolasów mogą wysyłać do Ministerstwa przyrodnicy. „Pierwszy etap ma być zatwierdzony do końca maja 2026 przez Ministerstwo, zaś propozycje drugiego etapu mają być ocenione przez LP do końca tego roku” – mówi Grzegorz Idziak.
Według polecenia ministry klimatu na terenach, które są brane pod uwagę jako starolasy w pierwszym etapie ich wyznaczania obowiązuje zakaz wycinki.
„W lasach, które są brane pod uwagę w drugim etapie wyznaczania starolasów, takiego zakazu już nie ma” – podkreśla Grzegorz Idziak. „Jedno z wydzieleń, gdzie odkryliśmy wycinki, jest brane pod uwagę jako starolas w drugim etapie. Leśnicy mówili nam, że nic nie wiedzą o starolasach – to nieprawda. Wiedzą, zgodnie z harmonogramem, nie tylko o pierwszym, ale i o drugim etapie” – dodaje.
Wysłaliśmy pytania zarówno do Nadleśnictwa Miękinia, jak i RDLP Wrocław w sprawie wycinek w dwóch lasach. Obie instytucje odpowiadają, że prace„prowadzono w celu zapewnienia bezpieczeństwa publicznego poprzez usunięcie drzew stwarzających zagrożenie dla użytkowników szlaków turystycznych i dróg leśnych oraz w celu ochrony stanu sanitarnego lasu, poprzez wykonanie cięć sanitarnych, o których mowa w art. 9 ust. 1 ustawy o lasach”.
„W Lesie Mokrzańskim usunięto stare drzewa, bo według leśników zaatakował je opiętek, szkodnik dębów. Jego »zaraźliwość« jest spora, ale nie prowadzi do całkowitego zamierania drzewostanów dębowych. Jak większość szkodników działa selektywnie. Spotkałem się z taką opinią, że nie zdarzyło się, żeby powalił więcej niż 50 proc. drzewostanu dębowego. Mimo to dęby wycięto” – mówi Grzegorz Idziak.
„Pokazuje to problem w interpretacji przepisów. Według ustawowego zapisu, którym tłumaczy się Nadleśnictwo, w każdym lesie, który nie jest objęty ochroną rezerwatową, leśnicy mają obowiązek prowadzenia zabiegów sanitarnych i związanych z bezpieczeństwem. Pod tym pretekstem można sobie właściwie wejść dowolnie do każdego lasu i go wyciąć. Co więcej, leśnicy nie biorą pod uwagę polecenia ministry klimatu i środowiska, według którego w wyznaczonych lasach wycinek nie powinno się w ogóle prowadzić. Czekamy na rozwiązania systemowe, które te problemy interpretacyjne rozwiążą” – dodaje.
Jak wyjaśnia, w Lesie Ratyńskim Nadleśnictwo wycięło jesiony, które zamierały przez chorobę wywołaną grzybem, prowadzącą do zamierania korzeni. Usunięto zarówno młode drzewa, jak i te o wymiarach pomnikowych.
„Ten sam artykuł 9 ustawy o lasach, na który powołuje się Nadleśnictwo, mówi o ochronie wód i gleb. Otóż Las Ratyński jest przesuszony. W przeszłości był lasem łęgowym, osuszyli go Niemcy, a po wojnie wszystkie cieki uregulowały Lasy Państwowe. Z powodu przesuszenia ten teren stał się lasem grądowym, a rosnące tam jesiony w naturalny sposób się osłabiły. Leśnicy nie wyciągają z tego wniosku, że być może powinniśmy zadbać o stosunki wodne. Że trzeba zatrzymać wodę w lesie, na przykład przez zastawkowanie cieków. Wyciągają taki wniosek, że rosnące tam jesiony należy wyciąć. Usuwa się nie tylko drzewa chore, ale również prewencyjnie te zdrowe” – dodaje Grzegorz Idziak.
Jak tłumaczy, według ustaleń naukowców z Uniwersytetu Queen Mary w Londynie, nie należy wycinać młodego pokolenia jesionów, bo wykazuje ono większą odporność na grzyby. Dzięki niewielkim zmianom w DNA w porównaniu do starszych pokoleń mają duże szanse na przetrwanie.
Grzegorz Idziak podkreśla, że nie tylko wycinki drzew są problemem, ale również wywóz drewna z lasu. „Rozmawialiśmy z RDLP i z Nadleśnictwem. Prosiliśmy, żeby do czasu wspólnej wizji w terenie zatrzymać wszystkie prace, również wywózkę tego, co zostało pozyskane. Ustaliliśmy sposoby komunikacji na przyszłość i zasady informowania nas o cięciach, nawet tylko sanitarnych gdziekolwiek w lasach społecznych, moratoryjnych, czy planowanych starolasach” – mówi społecznik.
3 lutego przekazał OKO.press, że mimo rozmów z leśnikami, ze spornych wydzieleń wywieziono drewno. „Ta wywózka utrudni ocenę prac, na którą umówiliśmy się z RDLP we Wrocławiu” – podkreśla Idziak.
Tomasz Międzyrzecki, zastępca nadleśniczego ds. gospodarki leśnej w Nadleśnictwie Miękinia potwierdza, że w Lesie Mokrzańskim wycięto ponad stuletnie dęby – pomimo objęcia tego terenu ministerialnym moratorium. „Na obszarach uwzględnionych do wzmocnionej ochrony zgodnie z wytycznymi MKiŚ można realizować prace, o których mowa w art. 9 ust. 1 ustawy o lasach” – podkreśla Międzyrzecki.
Jak dodaje, strona społeczna jest informowana o planowanych pracach. „Prace nieplanowane, które wynikają z art. 9 ust. 1 ustawy o lasach i zapewnienia bezpieczeństwa nie były konsultowane ze stroną społeczną” – odpowiada na pytanie o brak komunikacji ze społecznikami.
Zaznacza również, że „w wykazie cięć planowych sporządzonym na 2026 rok nie znajdują się lasy objęte moratorium czy też starolasy zweryfikowane w etapie I”. Leśnicy opublikowali szersze wyjaśnienia na swojej stronie facebookowej:
O wycinkę zapytaliśmy również Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych we Wrocławiu. Rzeczniczka RDLP Malwina Sokołowska potwierdza, że prace w Lesie Mokrzańskim przeprowadzono na obszarze moratorium. W Lesie Ratyńskim część spornych wydzieleń to także tereny z zakazem i ograniczeniem wycinki.
Czy Nadleśnictwo przekroczyło swoje uprawnienia i nagięło zasady, powołując się na art. 9 ustawy o lasach?
„Postępowanie kontrolne zlecone przez Dyrektora RDLP we Wrocławiu jest w toku. Dopiero jego zakończenie pozwoli na jednoznaczną ocenę zasadności podjętych działań. Jednocześnie w sprawę zaangażowane jest Ministerstwo Klimatu i Środowiska. RDLP we Wrocławiu pozostaje z MKiŚ w stałym kontakcie roboczym. Po zakończeniu kontroli przygotuje podsumowanie jej wyników oraz przekaże zgromadzone materiały do dalszej analizy. Działania te potwierdzają deklarowaną wolę wyjaśnienia sytuacji oraz utrzymania współpracy ze stroną społeczną. Zgodnie z ustaleniami ze stroną społeczną planowane jest również spotkanie terenowe z Dyrektorem RDLP we Wrocławiu” – odpowiada Malwina Sokołowska.
Wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała w rozmowie z OKO.press komentuje: „Nadleśniczy popełnił błąd, nie przeprowadzając należytych konsultacji. Miał przesłanki merytoryczne dające możliwość cięć sanitarnych wynikających wyłącznie z kwestii bezpieczeństwa. Wystarczyło to odpowiednio skonsultować”.
Dodaje też, że czeka na wyniki kontroli w RDLP. „Dyrektor RDLP Wrocław wraz z zespołem jest jednym z liderów procesu tworzenia lasów społecznych. To profesjonalna merytoryczna załoga. Zakładam, że to był po prostu wypadek przy pracy” – mówi wiceminister.
Społecznicy podchodzą do sprawy z mniejszym optymizmem. W swoim stanowisku inicjatywa Ratujmy Las Mokrzański pisze: „Działania wykonywane pod pretekstem wyjątków sanitarnych i realizowane jako cięcia przygodne poza PUL nie mogą stać się praktycznym wytrychem do regularnego pozysku w lasach moratoryjnych, społecznych i potencjalnych starolasach – bez konsultacji i transparentności”.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Komentarze