0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Bartosz Banka / Agencja Wyborcza.plBartosz Banka / Agen...

Eurostat liczy nadwyżkę zgonów w stosunku do średniej z przedpandemicznych lat 2016-2019. W grudniu 2021 roku przypadł u nas szczyt fali wywołanej wariantem delta, podczas której nie wprowadzono ograniczeń poza już istniejącymi - słabo przestrzeganymi - nakazami noszenia maseczek w zamkniętych miejscach publicznych i ograniczenia miejsc w tychże.

Więcej nadmiarowych zgonów niż w Polsce fala delty przyniosła w innych krajach „nowej" Europy – Bułgarii, Rumunii, Słowacji i Chorwacji, tylko nieco wcześniej, w październiku i listopadzie. W dwóch pierwszych krajach mieliśmy jednak do czynienia z zapaścią służby zdrowia. U nas do niej nie doszło, bo rząd nakazał przygotowanie wystarczającej liczby łóżek i miejsc na intensywnej terapii. Obawiając się utraty kruchej większości w parlamencie oraz części potencjalnego elektoratu sceptycznego wobec szczepień przeciw COVID-19 i znużonego restrykcjami, puścił 4. falę na żywioł. Na COVID-19 zmarło ponad 30 tys. osób. Trzeba do tego jeszcze doliczyć te, które nie otrzymały na czas fachowej pomocy z powodu przemianowania części oddziałów szpitalnych na covidowe.

Przeczytaj także:

Bułgaria, Rumunia, Słowacja, Chorwacja i Polska to kraje o najniższym odsetku zaszczepionych przeciw COVID-19 w Unii Europejskiej - i tu widać wyraźną korelację pomiędzy nadmiarowymi zgonami, a poziomem zaszczepienia w 4. fali, która przetoczyła się przez Europę latem i jesienią 2021 roku.

Ciekawy jest przypadek Łotwy, która wprowadziła jesienią 2021 roku rygorystyczny lockdown, dzięki czemu uniknęła losu zbliżonego do Rumunii i Bułgarii mimo niskiego odsetka zaszczepionych - w tym wśród najbardziej narażonych seniorów.

Bułgaria i Rumunia miały tak niski poziom zaszczepienia i tak wysoką nadmiarową śmiertelność, że przesunęły skalę - gdyby jednak usunąć je z wykresu, to praktycznie wszystkie pozostałe kraje byłej „demokracji ludowej" znalazłyby się w lewym górnym kwadrancie - słabe zaszczepienie, wysoka śmiertelność. Kraje „starej" Europy byłyby zaś w kwadrancie przeciwległym - wysokie zaszczepienie, niska nadmiarowa śmiertelność.

Widać wyraźnie, że ze szczepieniami mamy w naszej części świata problem - i napisano już na ten temat wiele. Socjologowie i psychologowie społeczni główne przyczyny widzą w niskim poziomie zaufania do instytucji państwowych, przywiązaniu do medycyny ludowej (i zastępującej ją współcześnie medycynie „alternatywnej"), słabo funkcjonującej ochronie zdrowia i braku tradycji szczepień dorosłych.

W niechlubnej czołówce

Według danych z Rejestrów Stanu Cywilnego w stosunku do lat 2016-2019 zmarło w Polsce w latach 2020-1021 o 189,8 tys. więcej osób - 73,8 tys. w 2020 i 116 tys. w 2021 roku.

Jednak nie tylko szczepienia przyczyniły się do tragicznego bilansu dwóch lat pandemii na wschodzie UE. Jeśli wyciągnąć średnią z danych miesięcznych o zgonach nadmiarowych podawanych przez Eurostat (taka operacja obarczona jest nieznacznym marginesem błędu, lepiej byłoby przeprowadzić tę operację na liczbie nadmiarowych zgonów, ich jednak Eurostat nie podaje - dyskusję na temat metodologii można przeczytać tutaj), to więcej osób niż w Polsce zmarło tylko w Bułgarii.

Widać, że w krajach naszego regionu rok 2021 był o wiele bardziej tragiczny niż 2020 - wtedy z kolei ucierpiały państwa zachodniej Europy, które przyjęły na siebie pierwsze uderzenie koronawirusa. Nasze kraje ochronił wtedy skuteczny lockdown. Od jesieni 2020 roku dzieje się jednak na wschodzie Unii tragicznie. W jakimś stopniu chyba zgubiła rządy w naszym regionie pycha - bo skoro tak dobrze poszło na wiosnę, czemu jesienią miałoby być inaczej?

Polski rząd zapewniał, że jest przygotowany na jesień, ale planowana liczba łóżek covidowych okazała się być śmieszna w stosunku do rzeczywistych potrzeb. Brzemienna w skutki była też decyzja, by - jak ujął to szef Rady Medycznej prof. Andrzej Horban - „trochę osób powinno się zakazić". Zrezygnowano wtedy z prób wygaszania ognisk epidemicznych, testowanie ograniczono do osób z objawami COVID-19.

Podobnie lekceważąco do 2. fali podeszły również inne kraje regionu, np. Czechy. Wszyscy zapłacili za to wysoką cenę. Szczepionek jeszcze nie było, restrykcje wprowadzono za późno.

Zachodnia część Europy po przejściu 1. fali była jeszcze w dużej mierze odporna - my całkowicie immunologicznie naiwni, bo przecież powstrzymaliśmy 1. falę.

W Polsce doprowadziło to do zapaści systemu ochrony zdrowia - przed szpitalami ustawiały się kolejki karetek, pacjentów wożono setki kilometrów w poszukiwaniu miejsca, zwiększył się znacząco odsetek umierających w domach. A potem przyszła 3. fala wywołana wariantem alfa, na przełomie 2020 i 2021 roku zaczęły się szczepienia - które szły jak burza, ale na początku lata okazało się, że właściwie wszyscy chętni już się zaszczepili.

Wtedy jednak rząd - ku zaskoczeniu ekspertów - przestał aktywnie namawiać do szczepień, powiększył tylko bazę łóżkową. System wytrzymał, zaprzepaszczono jednak szansę, by zmniejszyć liczbę ofiar pandemii. Rządzący zasłaniali się polskim „genem sprzeciwu", jednak w sondażach większość społeczeństwa była za wprowadzeniem paszportów covidowych, które w tamtym czasie, przed wariantem omikron, pozwalały jeszcze ograniczać transmisję. Poza tym były dobrym narzędziem, nakłaniającym wahających się do zaszczepienia. Kilka miesięcy później gładkie wprowadzenie wysokich kar za wykroczenia drogowe i wyraźna poprawa kultury jazdy pokazały, że w Polsce można wprowadzać bardziej restrykcyjne obostrzenia w imię dobra publicznego.

Dlaczego umierają mężczyźni?

Opór przeciwko szczepieniom i ograniczeniom covidowym w naszej części Unii to tylko część przyczyn tak złego bilansu pandemii.

W tle jest jeszcze gorsza niż na Zachodzie organizacja i dofinansowanie ochrony zdrowia oraz gorszy stan zdrowotny społeczeństw, szczególnie w przypadku mężczyzn.

Rafał Halik, epidemiolog i specjalista zdrowia publicznego, tłumaczył OKO.press, że już przed epidemią system był niewydolny, o czym świadczyły kolejki do lekarzy i do szpitali: „Czerwona lampka zapaliła się podczas bardzo nasilonego sezonu grypowego w okresie wiosennym 2017".

„Zjawisko wczesnej, bo już w wieku 40 lat, zapadalności na choroby układu krążenia, to ogólna charakterystyka regionu Europy Wschodniej i Środkowo-Wschodniej. A przecież to są najważniejsze czynniki ciężkiego COVID-u.

Na to wszystko nakładają się zachowania ryzykowne zdrowotnie, jak palenie, alkohol, wysokotłuszczowa dieta pełna czerwonego mięsa oraz przetworzonych dań (wystarczy wspomnieć „wypoczynek przy grillu”), mała aktywność fizyczna i inne ryzykowne zachowania, czego przykładem jest stan bezpieczeństwa naszych dróg i dominacja wśród ofiar wypadków właśnie mężczyzn" - dodawał ekspert.

Płacimy więc za opóźnienie cywilizacyjne w stosunku do zachodniej Europy, wieloletnie zaniedbania w ochronie zdrowia i w profilaktyce, a także za to, że jesteśmy już społeczeństwem o strukturze takiej jak w krajach rozwiniętych - starzejącym się. To właśnie w tym rosnącym odsetku schorowanych seniorów wirus znalazł sobie najwięcej ofiar.

A jaka część zgonów nadmiarowych to osoby cierpiące na inne schorzenia, które nie otrzymały na czas fachowej pomocy? Podawane codziennie dane o zgonach na COVID-19 były niekompletne - GUS ostatecznie poinformował o 12,5 tys. więcej śmierci covidowych. Są już również dane za pierwsze półrocze 2021 roku i tam nadwyżka wyniosła prawie 12 tys. O ile jesienią 2020 roku dużo było nadmiarowych zgonów niezaklasyfikowanych jako COVID-19, to w 2021 roku według GUS było ich tylko 4 tys.

To kwestie wymagające głębszej analizy - bo duży odsetek nadmiarowych zgonów niezaklasyfikowanych jako COVID-19, mógł równie dobrze być wynikiem tego, że ludzie umierali w domach i karetkach, przed stwierdzeniem choroby. Generalnie jednak wszystkie - prawie 190 tys. - śmierci ponad normę w latach 2020-2021 są konsekwencją pandemii i z tym zjawiskiem będziemy prawdopodobnie mierzyć się jeszcze przez lata w związku z tzw. długiem epidemicznym. Zapłacimy za niezdiagnozowane w porę schorzenia, za bardziej stacjonarny tryb życia, wreszcie za psychiczne konsekwencje lockdownów, zdalnego nauczania i pracy, czy po prostu strachu przed wirusem lub utratą źródeł zarobku.

;

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze