0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Wyborcza.plFot. Maciej Zienkiew...

Narwiański Park Narodowy obchodzi w lipcu 30 urodziny. Powołano go w 1996 roku, na zachód od Białegostoku, w bogatej przyrodniczo dolinie Narwi. To dom bielików, bobrów, gronostajów, a jego symbolem jest błotniak stawowy — nieliczny ptak z rodziny jastrzębiowatych.

Z okazji 30-lecia Parku Ministerstwo Klimatu i Środowiska ogłosiło pakiet inwestycji, które mają pomóc w utrzymaniu Narwi w dobrej kondycji. „Jeszcze w tym roku wystartuje program renaturyzacji rzeki Narew. Woda wróci do jej osuszonych koryt, dzięki czemu odzyskamy około 16 km rzeki. Nasz urodzinowy prezent wzbogaca także plan działań przeciwpożarowych, zakładający wyposażenie miejscowych OSP w specjalistyczny sprzęt” – mówiła ministra Paulina Hennig-Kloska.

O tym, czego potrzebuje Park i jak susza wpływa na ten cenny ekosystem, rozmawiamy z dyrektorem Grzegorzem Piekarskim.

Ostatni dziki fragment

Paweł Średziński: Narwiański Park Narodowy miał sporo szczęścia, bo zdążył powstać przed zmianami dotyczącymi prawa w zakresie tworzenia tej formy ochrony przyrody. A jakie przesłanki stały za jego powołaniem w 1996 roku?

Grzegorz Piekarski: Narwiański miał to szczęście, że wcześniej był parkiem krajobrazowym. Nie powstawał z niczego. Udało się też parkiem narodowym objąć najcenniejszy, anastomozujący, czyli wielokorytowy odcinek Narwi. Na innych odcinkach melioracja i regulacja zmieniła dolinę tej rzeki.

Dlatego park chroni ostatni niezmieniony fragment doliny Narwi.

Park obejmuje dziś prawie 7 tysięcy hektarów. Nie mamy na terenie parku zabudowań poza siedzibą parku w Kurowie i budynkach przy stawach w Topilcu. Mamy za to oprócz samej rzeki – bagna, torfowiska i nadrzeczne łąki. To też z pewnością ułatwiło w przeszłości utworzenie parku.

drzewa nad rzeką
Narwiański Park Narodowy, fot. Paweł Średziński

Narwiański Park Narodowy bez melioracji

Dlaczego właśnie ten fragment doliny Narwi ocalał przed melioracją i regulacją?

Oprócz tego, że teren ten zaczęli lepiej badać naukowcy, to nie zdążyły tu dotrzeć melioracje, zatrzymały się w Rzędzianach. Melioranci też w pewnym sensie przyłożyli się do powstania parku, ponieważ doszli do wniosku, że dalsze prace w dolinie Narwi, stają się coraz bardziej kosztowne i nie było na to środków. Przestały się w jakikolwiek sposób opłacać. Odcinek Narwi chroniony dziś parkiem byłby dość trudny do zmeliorowania.

Przeczytaj także:

Do tego pojawili się ludzie nauki, którzy zaczęli proponować utworzenie parku krajobrazowego, a docelowo parku narodowego. W ten sposób ocalało 45 kilometrów rzecznej doliny. Te wszystkie czynniki ocaliły naszą polską Amazonię, jak nazywa się ten odcinek Narwi.

Jak wygląda dziś struktura własnościowa na terenie parku? I jakie to ma konsekwencje?

To jest dziś nasza bolączka, wciąż prawie 60 procent gruntów w granicach parku znajduje się rękach prywatnych. Jednocześnie ich właściciele nie użytkują ich, jak to robiono jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Ludzie przestali kosić ręcznie, a bagienny teren nie nadaje się do dzisiejszych form gospodarowania z użyciem ciężkiego sprzętu. Muszę tu zaznaczyć, że mamy w naszym parku pewien paradoks. Obszar parku był tak cenny przyrodniczo dzięki ekstensywnemu użytkowaniu kośnemu przez ludzi. Dziś ta forma tradycyjnego rolnictwa nie jest już praktykowana.

Stąd nie zobaczymy już nad Narwią charakterystycznych stogów siana i ludzi ręcznie wykaszających swoje grunty rozrzucone pomiędzy jej korytami i starorzeczami.

A to dzięki temu, że na progu lata ludzie wykaszali łąki, wypasali na nich zwierzęta, a potem zimą zwozili łodziami, nazywanymi pychówkami, pokos, używając do podściółki w oborach, teren doliny Narwi nie zarastał i był atrakcyjnym siedliskiem dla wielu gatunków ptaków wodno-błotnych.

Będzie ptasi raj

Park sam wykasza te łąki?

Z racji tego, że należy do nas 40 procent gruntów położonych na terenie Parku, to staramy się w każdym roku wydzierżawiać ponad 1000 hektarów do wykaszania.

Od samego początku park wykupuje też grunty prywatne. Nie jest to łatwy proces, bo struktura własnościowa jest rozdrobniona. Często są to malutkie skrawki podzielone pomiędzy wielu właścicieli, dziedziczących prawa do ziemi po przodkach. Wiele z nich ma powierzchnie zaledwie 0,2 hektara i mniej. Są to wąskie paski o szerokości na kosę. Ich właścicielom często nie zależy na zbyciu nieużytkowanych przez nich gruntów.

Do tego wiele nieruchomości ma niewyjaśnione kwestie dotyczące spadkobierców i pomimo naszych dobrych chęci nie możemy wykupić wszystkiego, chociaż korzystamy z prawa pierwokupu, jak tylko pojawi się działka na sprzedaż. W taki sposób zostaliśmy jako park właścicielem kompleksu stawów rybnych w Topilcu i sąsiadującego z nimi lasu. To niezwykle ważne, z racji tego, że powstały one w latach 80. i miały niekorzystny wpływ na park. Po pierwsze były zasilane z rzeki Czaplinianki i zatrzymywały wodę, która nie docierała do Narwi. Po drugie w okresie jesiennym, po odłowie ryb, była z nich spuszczana do Narwi woda z resztkami karmy i zanieczyszczeniami, towarzyszącymi hodowli.

Mamy zamiar zamienić ten obszar w ptasi raj, gdzie będą stawy o różnej głębokości. Powstaną wyspy, a miłośnicy ptaków będą mogli skorzystać z punktu obserwacyjnego.

Będzie to miejsce, gdzie ptaki będą miały spokój, dogodne miejsce do gniazdowania i wychowywania młodych, więc to będzie ostoja przyrody.

Zatrzymać wodę w Parku

Stawy w Topilcu nie są jedynym miejscem, gdzie próbujecie przeciwdziałać skutkom braku wody i suszy, a co za tym idzie niekorzystnym zmianom w siedlisku.

Szczególnie cennym przyrodniczo obszarem jest Bagno Rynki. Jest to trochę syzyfowa praca, bo z powodu braku odpowiedniego nawodnienia mamy tam sukcesję roślinności. Ale ponieważ jest to obszar cenny przyrodniczo, możemy tam prowadzić jedynie ręczne wykaszanie. Ciężki sprzęt zniszczyłby to torfowisko. Chcemy też na terenie Bagna Rynki zatrzymywać wodę w rowach i zbudować zastawki. Po drodze musimy przejść formalności – pozwolenie wodnoprawne, a następnie pozwolenie na budowę.

Z tego, co Pan mówi, wynika, że dziś najważniejszym zadaniem parku jest zatrzymywanie wody.

Musimy zatrzymać jak najwięcej wody w parku. Kluczowym działaniem jest odbudowa progu piętrzącego w Pańkach i utrzymanie jazu w Rzędzianach. To one w połączeniu z progiem w Radulach pozwolą skuteczniej spowalniać ucieczkę wody z rzeki na odcinku w granicach parku.

Chcemy przywrócić wodę i łączność z Narwią do koryt, gdzie już jej nie ma. Tak, aby wrócił do nich przepływ biologiczny.

Próg w Pańkach powstał kilkanaście lat temu, z inicjatywy Polskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. Niestety uległ uszkodzeniu, trzeba było go rozebrać, zabezpieczyć brzeg. A teraz musimy go wybudować w nowym miejscu.

Dzięki tym inwestycjom będzie możliwość utrzymywania podwyższonego poziomu wody na znacznym odcinku rzeki. Narew jest specyficzna. Różnica poziomów jej dna na terenie parku wynosi zaledwie 20 centymetrów. Płynie powoli i nawet małe spiętrzenie przynosi dobry skutek.

Wodowskaz, który stoi na suchym terenie
Wodowskaz, który stoi na suchym terenie. Fot. Paweł Sredziński / OKO.press

Rolnicy protestują

Jednak nie wszystkim ten plan zatrzymywania wody w Pańkach i Rzędzianach się spodobał?

Jest grupa rolników, którzy twierdzą, że budowa progu spowoduje zalanie ich gruntów położonych poza parkiem. Poprzedni próg piętrzył wodę około 25 centymetrów wyżej, niż to początkowo zakładano, co mogło powodować pewne niedogodności. Obecnie projektowany próg będzie piętrzył wodę niżej, zgodnie z postulatami grupy rolników. Nowy próg, ze względu na wcześniejsze uszkodzenie brzegu, zostanie również przesunięty w stosunku do poprzedniej lokalizacji.

Wody potrzebuje nie tylko rzeka.

Więcej wody w Narwi to korzyści dla rolnictwa, ale też dla turystyki kajakowej, która przy niskich stanach zamiera.

Problemy z Siemianówką

Jest jeszcze jeden problem zgłaszany przez ekspertów zajmujących się wodami. To zbiornik Siemianówka.

Siemianówka ma niewątpliwy wpływ na to, ile wody jest w Narwi. Powstała blisko strefy źródliskowej. Przy obecnych zmianach klimatycznych, czyli braku śnieżnych zim i wiosennych roztopów, wezbrań wody oraz z powodu wysokich temperatur wiosną i latem, wpływ zbiornika Siemianówka na Narew jest bardzo widoczny.

Jednocześnie Siemianówka nie pełni funkcji, jakie zakładano przy jego projektowaniu. Miał zapewniać wodę dla Białegostoku i nawadniać pola. Z drugiej strony: zapobiegać wezbraniowej fali wiosennej, a w okresach niżówkowych zapewniać wodę dla Narwiańskiego Parku Narodowego.

Minęło ponad 30 lat od pełnego napełnienia zbiornika, potrzebne jest nowe podejście i sposób zarządzania tym zalewem. Może to być zmniejszenie jego powierzchni, w celu ograniczenia parowania wody. Teraz jest dobry czas na przygotowanie nowego sposobu zarządzania Siemianówką. Trwają prace nad planem ochrony dla parku oraz planami zadań ochronnych dla obszarów Natura 2000 położonych nad górną Narwią. Jednocześnie Wody Polskie, które sprawują zarząd nad Siemianówką, muszą przygotować nową instrukcję gospodarowania wodą, bo obecna straci moc w 2029 roku. Dlatego mamy nadzieję, że we współpracy z różnymi interesariuszami uda się wypracować wspólną wizję.

Musimy zdać sobie sprawę, że nie będzie już tyle wody co w latach 70., kiedy powstał projekt Siemianówki i ruszyły prace nad jej budową.

Dziś brak wody coraz częściej odczuwa nie tylko Narew, ale i ludzie, którzy wykorzystują ten zbiornik rekreacyjnie. Do tego jest to akwen płytki, woda w nim szybko się nagrzewa i dochodzi do zakwitów sinic.

Narwiański Park Narodowy bez głównej atrakcji

W tym roku wody też jest już mało. Park musiał ponownie zamknąć największą atrakcję turystyczną – przeprawę promową z Waniewa do Śliwna.

Mimo że tej zimy był śnieg, okazało się, że było go za mało, żeby podnieść poziom wody w rzece. Susza hydrologiczna, która panuje, jeszcze ten problem pogłębiła. W tym roku po raz pierwszy musieliśmy zamknąć przeprawę już w maju. Potem przez kilka dni popadało, przybyło 15 centymetrów wody i mogliśmy znów otwierać. Jednak pod koniec czerwca przyszły ekstremalne upały i ubyło 22 centymetry wody. Promy pływające „osiadły na mieliźnie”. Kładka musiała zostać po raz kolejny zamknięta.

Mniej wody to również coraz większe ryzyko pożarowe.

W ostatnim czasie spłonęło już około 10 hektarów trzcinowisk. Dzięki szybkiej reakcji strażaków i wsparcia samolotu gaśniczego Lasów Państwowych udało się ten pożar ugasić. Większy ogień był w 2020 roku. Wtedy spłonęło około 25 hektarów w parku. Obecnie w związku z rosnącym zagrożeniem pożarami pracujemy nad lepszym przygotowaniem się do ich gaszenia. Będziemy uruchamiać sieć punktów poboru wody do gaszenia, przebudowujemy infrastrukturę na przetrzymywanie sprzętu przeciwpożarowego.

Zagrożenia nad Narwią

A jakie są inne zagrożenia?

Jest ich kilka. Z jednej strony to gatunki inwazyjne. Oprócz obcej kolczurki, rośliny, której stanowiska eliminujemy, wyłapujemy norki amerykańskie. Te niewielkie drapieżne ssaki mają negatywny wpływ na ptaki, zmniejszając ich sukces lęgowy. Udaje nam się skutecznie tę presję ze strony norek ograniczać. Do tego mamy zabudowę, która wchodzi na obszary wcześniej zalewane, a dziś w okresie suszy coraz częściej przekształcane w działki budowlane.

Nie zgadzamy się na inwestycje budowlane w naszych granicach. Naszym celem jest utrzymanie tego wąskiego korytarza migracyjnego jako niezakłóconej całości.

Wspomniałem wcześniej o zmianie w użytkowaniu rolniczym. Dawny sposób użytkowania łąk został zarzucony i dziś mamy problem z ich zarastaniem. To kolejne duże zagrożenie.

Życzenia w dobie suszy

Masowa turystyka nie jest zagrożeniem w waszym parku?

Nie, a to z racji jego specyfiki. Docierają tu w większości turyści świadomi, szukający kontaktu z przyrodą. Jednocześnie staramy się opowiadać o parku i jego przyrodzie szerszemu gronu.

Od 2020 roku funkcjonuje nasz Ośrodek Edukacji Przyrodniczej Młynarzówka, gdzie w nowoczesny sposób, z użyciem różnych technologii multimedialnych, można poznać Narew, a nawet usiąść w czatowni, gdzie usłyszymy głosy różnych ptaków. Organizujemy też wydarzenia specjalne, angażując się w obchody Dnia Wody, Dnia Rzeki czy też Dnia Łosia.

Jesteśmy też parkiem otwartym dla wędkarzy i zarybiamy Narew w granicach parku gatunkami wskazanymi przez naszą Radę Naukową. Ponieważ kładkę Waniewo–Śliwno trzeba coraz częściej zamykać, modernizujemy „Kładkę Wśród Bagien”, która od kilku lat ze względu na zły stan techniczny była zamknięta. Dodatkowo wybudujemy nowy odcinek kładki pomiędzy Młynarzówką a dworkiem w Kurowie, żeby Park był jeszcze bardziej atrakcyjny turystycznie.

A czego życzyłby parkowi jego dyrektor z okazji 30. urodzin?

Odpowiem krótko. Wody! Nasz park zależy od wody i dzięki niej nasza unikalna przyroda będzie mogła przetrwać.

Na zdjęciu Paweł Średziński
Paweł Średziński

Publicysta, dziennikarz, autor książek poświęconych ludziom i przyrodzie: „Syria. Przewodnik po kraju, którego nie ma”, „Łoś. Opowieści o gapiszonach z krainy Biebrzy”, „Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, „Rzeki. Opowieści z Mezopotamii, krainy między Biebrzą i Narwią leżącej" i "Borsuk. Władca ciemności. Biografia nieautoryzowana".

Komentarze