Nasz naród jak trawa
Ale czy życica prężna czy wiechlina cherlawa?
A może łąka mietlicy upstrzona głuchym owsem?
Bez znaczenia. I tak ją ze szwagrem spalimy na wiosnę.
*zachęcamy do tworzenia kolejnych wersji w komentarzach lub przesyłania na adres redakcji*

Andrzej Duda 15 sierpnia 2018 zdążył wygłosić dwa przemówienia z okazji Święta Wojska Polskiego. Rozpoczynając uroczystą defiladę opowiadał, jak Polska zatrzymała falę komunizmu w Europie i jaki w to wkład miała Matka Najświętsza. Przemówienie wieczorne na placu Piłsudskiego, przed widowiskiem „Wolność we krwi” , było już bardziej świeckie, ale poetyckie w duchu XIX-wiecznego romantyzmu.

Polska rodziną silna

Zaczyna się od scenki, w której Andrzej Duda spotyka się z powstańcami, by „powspominać”:

„Jaki dreszcz przenika, gdy człowiek pomyśli, skąd się wzięły takie postawy, skąd się wzięli ci chłopcy, żołnierze, determinacja obrony Rzeczypospolitej, determinacja Powstania Warszawskiego i Żołnierzy Niezłomnych i wreszcie odzyskania przez nas wolności, która mamy w wolnym, niepodległym, suwerennym kraju – pięknej Rzeczypospolitej”.

No właśnie, co pchało setki tysięcy młodych Polaków i Polek do zrywów patriotycznych? Czym była zdaniem prezydenta jedna i ta sama siła, która kazała warszawskiej młodzieży przyłączyć się do Powstania Warszawskiego, a niektórym Żołnierzom Wyklętym pacyfikować wsie na Podlasiu? Andrzej Duda ma zaskakującą odpowiedź:

„Wniosek jest tylko jeden – rodzina. To w rodzinach została przeniesiona ta wielka siła dążenia do niepodległości. Tego, że nigdy nie wolno się poddać…”

Uwaga, teraz będzie moment, którym prezydent zapisze się w annałach polskiej poezji:

„… jako naród będący zlepkiem tych rodzin jesteśmy jak trawa. Można po nas przebiec, pochylimy się, ale podniesiemy się znowu. Nic nie jest w stanie nas złamać.

Ani chwilowa porażka, ani niewola, ani straszliwe straty, które poniesiemy. Zawsze będziemy, nieustannie dążyli do wolności. Taka jest Polska. Tacy jesteśmy my, Polacy”.

Ta mowa-trawa prezydenta Andrzeja Dudy skojarzyła nam się ze słynnym fragmentem „Dziadów” Adama Mickiewicza. I zainspirowała do twórczej reinterpretacji romantycznego dzieła.

Duda Mickiewiczem polskiej polityki

Wersja Mickiewicza:

Nasz naród  jak lawa
z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa

Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.

Wersja Dudy I (według OKO.press)

Nasz naród jak trawa
z wierzchu cienka i słaba, sucha i cherlawa
Lecz obcy but nie zgniecie rodzinnych korzeni
I pęd wolności naród na nowo rozpleni.

Wersja Dudy II (według Bartka Kocejki)

Nasz naród jak trawa
Jakoś sama rośnie, niepotrzebna uprawa
Miłość do pastwiska, gdy raz się zaczyna
Z ojca kosą spada dziedzictwem na syna.

Wersja Dudy III (według Bartka Kocejki)

Nasz naród jak trawa
Ale czy życica prężna czy wiechlina cherlawa?
A może łąka mietlicy zdobna głuchym owsem?
Bez znaczenia. I tak ją ze szwagrem spalimy na wiosnę.

Tylko tyle mieliśmy inwencji. Zachęcamy do tworzenia kolejnych wersji w komentarzach na FB lub mailem na adres [email protected]

Trawa? A dlaczego nie Bartek?

Wypowiedź prezydenta idzie pod włos dotychczasowej retoryce PiS, w której Polska jest wielkim, dumnym krajem, przed nikim się już nie płaszczy, nie czołga, nie klęka na kolana. Do takiej wizji pasowałoby porównanie narodu z dębem Bartkiem, który ma ponad 600 lat, przetrwał niejedną dziejową zawieruchę, ma prawie 30 metrów wysokości i ponad 13 metrów obwodu (pnia).

Polskę do tego okazałego drzewa porównał 15 marca 2018 Victor Orbán, gdy (nawiązując do Stanisława Worcella), stwierdził, że „Węgry i Polska to dwa wieczyste dęby, które wyrastają z różnych pni, ale mają splecione korzenie”. Trzeba przyznać, że brzmi to efektowniej, niż wersja o Węgrach i Polsce jako dwóch łąkach.

Skoro jednak Polska nie jest dumnym dębem, ale deptaną, ale wytrwałą trawą, pozostaje ustalić: jaka to trawa. Politycy „dobrej zmiany” powiedzieliby, że poprzednie rządy chciały w Polsce rozpuścić rolki sztucznych trawników – rozmaite dżenderyzmy i lewackość wyhodowane na Zachodzie – nie z polskiej gleby, polskiej tradycji.

Kto wyrwie chwasty z polskiej trawy

Zdaniem Dudy, my Polacy (a może i Polki?) jesteśmy trawą, która „nieustannie dąży do wolności”. Nie jesteśmy żadnym tam równo przystrzyżonym angielskim trawnikiem. Czy nie powinniśmy bać się zatem zachwaszczenia, nieuporządkowanego rozplenienia?

Kto dba o to, byśmy odpowiednio wzrastali w wolności? Czy to możliwe, by kluczową rolę odgrywał w tym procesie Kościół Katolicki?

W Piśmie Świętym czytamy wszak:

Ja jestem prawdziwą winoroślą, a mój Ojciec jest ogrodnikiem. Usuwa On ze Mnie każdy pęd, który nie przynosi owocu, a każdy, który owoc przynosi, oczyszcza, aby owocował obficiej. Wy już jesteście czyści ze względu na Słowo, które wam przekazałem.

Który kraj może być bardziej czysty ze względu na Słowo, niż kraj zawierzony przez premiera Morawieckiego Maryi – Czarnej Madonnie, kraj w którym  intronizowano Chrystusa na Króla?

Symbolicznej głębi tego obrazu dopełnia fakt, iż marszałek Sejmu Marek Kuchciński z wykształcenia jest technikiem ogrodnictwa, a z powołania – specjalistą od odszczurzania i odgrzybiania.

Słowa prezydenta Andrzeja Dudy w zaskakujący sposób nawiązują też do piosenki „Dosko” Stachursky’ego:

Potężna wichura, łamiąc duże drzewa,
trzciną zaledwie tylko kołysze.

Może takiej polskiej trawy chciałby Duda? Zapomniana miedza, łąka leżąca odłogiem, ale bezpieczna na peryferiach prawdziwych pól i wielkich lasów?

 

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym