„Nauczyciele w Sosnowcu ustawili szpaler, jak ustawiał Wehrmacht w wielu miastach” - stwierdził Patryk Jaki. Potem przeprosił, ale Niemcy jako metafora wszelkiego zła jest dla PiS symptomatyczna. Mógł Jaki sięgnąć do ścieżek zdrowia w PRL, strajków górniczej „S”, ale wolał Niemców. Taki jest też sens metafor premiera o sędziach - kolaborantach Vichy

Podczas porannej rozmowy 23 kwietnia 2019 w  Radiu Zet Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości, dużo miejsca poświęcił strajkowi nauczycieli. Powtarzał ulubioną manipulację PiS, że „w latach 2012-2015 nie było podwyżek i nikt nie protestował”. Pouczał, że nauczyciele powinni przestać nagrywać piosenki i przebierać się za zwierzęta. „Ja boję się o wizerunek nauczyciela” – ubolewał.

Jednak największe poruszenie wzbudziły słowa Jakiego o szpalerze strajkujących nauczycieli z Sosnowca. „Oni walczą o godność, a sami depczą godność innych nauczycieli. To, co zrobili nauczyciele w Sosnowcu, to jak ustawili szpaler, jak ustawiał Wehrmacht w wielu miastach” – stwierdził Jaki.

Tych słów nie odwołał, choć prowadząca rozmowę Beata Lubecka zwracała mu kilkukrotnie uwagę, że są obraźliwe.

Cytat obiegł media i Patryk Jaki za swoje słowa przeprosił ok. 12:00 w Radiu Plus. „Ja porównałem zachowanie, upokarzanie innych szpalerami. To porównanie było złe, ja się z tego wycofuję”.

Z jego późniejszych wpisów na Twitterze można wnioskować, że ukorzył się niechętnie i bez przekonania. „Prezydent Sosnowca z PO może porównać ten haniebny szpaler, który miał upokorzyć niestrajkujących nauczycieli do najgorszych czasów historii a ja nie mogę? Przeprosiłem za słowa (nie ocenę) a polityk PO nie” – skarżył się Jaki.

  • Zobacz fragment rozmowy Radia Zet

    „Problem z nauczycielami jest taki, że oni walczą o godność, a sami depczą godność innych nauczycieli. To, co zrobili nauczyciele w Sosnowcu, to jak ustawili szpaler, jak ustawiał Wehrmacht w wielu miastach” – perorował Jaki.

    Prowadząca rozmowę Beata Lubecka w tym momencie mu przerwała, zwracając uwagę, że przesadził: „No nie, no nie, nie, nie” – powtarzała z niedowierzaniem.

    „A to Pani się podobał ten szpaler?”

    „No, nie można porównywać tego do Wehrmachtu”

    „A dlaczego? To jest upokarzanie ludzi, ostracyzm, który dla mnie osobiście jest nie do zaakceptowania. Osoby, które zrobiły ten szpaler nigdy nie powinny być nauczycielami. Nigdy, nigdy!”

    „To była zbrodnicza organizacja. Przesadził pan, naprawdę” – kręciła głową Lubecka.

    „Wehrmacht?! Przecież to była regularna armia niemiecka” – tłumaczył niezrażony niczym Jaki.

    „No, dobrze, ale walczyła w dobrej sprawie?”

    „A jak się zachowywali? Robili szpalery? Pani zna moją ocenę działań żołnierzy Wehrmachtu. Jeżeli chodzi o to, co zrobili ci nauczyciele z Sosnowca, czyli upokarzali innych nauczycieli, którzy chcieli zostać z uczniami, to jest po prostu nie-do-zaakceptowania! Jeżeli komuś się to podoba, tak jak Gazecie Wyborczej, która robi z tego wielkie halo, to też najlepiej świadczy o nich”.

Sosnowiec w 2019 i 1980 roku

Strajkujący nauczyciele w jednej z sosnowieckich szkół ustawili się 10 kwietnia 2019 w szpalerze w korytarzu wejściowym. Ubrani na czarno „witali” w tej sposób nauczycieli, którzy zdecydowali się pracować w trakcie strajku. Zdjęcia z tego wydarzenia opublikowała „Gazeta Wyborcza”.

Szpalery to tradycja związkowa

Tak, ich celem jest napiętnowanie, sprawienie, by nieuczestniczący w strajku czuli się niekomfortowo. Tej samej metody używali robotnicy podczas strajków w PRL. W końcu trudno w zakładach pracy, gdzie pracuje kilkadziesiąt, czy kilkaset osób, utrzymać jednomyślność, a przewodniczącym strajku zależało na tym, by wobec monolitu władzy utrzymywać dyscyplinę i upór robotników.

Dziennikarz „Trybuny Robotniczej” zapisał taką relację pracownika kopalni w Sosnowcu w sierpniu 1980:

„Kiedy nas tam przywieziono, przewodniczący Figiel zapowiedział, iż kilku z placu podjęło pracę. Chciałby ich przedstawić. Podał nazwiska. Przeszliśmy przez szpaler. Część biła złośliwe brawa, część gwizdała… Mowa była również o wręczeniu nam Budowniczego Polski Ludowej… Po czym odwieźli nas z powrotem na plac. Wtedy już nie było mowy o podjęciu roboty…”*

Mając takie historyczne i adekwatne przykłady, Patryk Jaki decyduje się na porównanie strajkujących pracowników z żołnierzami Wehrmachtu.

Fakt, powiedzenie, że sosnowieccy nauczyciele zachowali się jak „Solidarność” w 1980 roku, nie brzmiałoby tak efektownie.

Trudno powiedzieć, czy Jakiemu chodziło o szpalery, w które ustawiali się żołnierze Wehrmachtu, by defilować w podbitych miastach, czy raczej o szpalery, w których bito, czyli tzw. „ścieżki zdrowia”. W obu przypadkach skojarzenie historyczne jest jednak nietrafione.

Krótka historia „ścieżek zdrowia”

Specjalnie dla wiceministra przytoczymy opis takiego szpaleru organizowanego przez żołnierzy Wehrmachtu z meldunku sytuacyjnego ZWZ z lipca 1941 roku:

„Po wyjściu bolszewików pogromu Żydów nie było. Prześladowanie zaczęło się niezwłocznie po wejściu Niemców. Namówione przez nich i podszczute męty ukraińskie i polskie spędziły Żydów do więzienia, celem umycia zwłok pomordowanych przez bolszewików (…) Spędzonych przeganiano przez szpaler ludzi z pałkami lub kamieniami w rękach. Zanim Żydzi dotarli do trupów, byli już dotkliwie pobici”.

A tak szpaler utworzony przez esesmanów opisuje Stanisław Grzesiuk w „Pięciu latach kacetu”:

„Dostałem karabinem po plecach, lecz nawet nie zwróciłem na to uwagi, bo całą uwagę skupiłem na robieniu uników, żeby nie oberwać od esesmanów, którzy stali ustawieni w szpaler, a my biegliśmy między nimi, żeby dołączyć do kolumny. Mimo wprost akrobatycznych uskoków dostało mi się jednak kilka solidnych uderzeń”.

  • szpalery w PRL

    Szpalery zwane „ścieżkami zdrowia” stosowane były w PRL również przez ZOMO. Karol Modzelewski tak opisuje ich genezę w książce „Zajeździć kobyłę historii”:

    „Po tym, jak zomowcy »poszli w bój bez broni« i musieli walczyć z tłumem gołymi pałkami, odreagowali swój strach, znęcając się okrutnie nad schwytanymi ludźmi. Czytałem ze ściśniętym gardłem w pierwszych komunikatach KOR suche, protokolarne opisy bicia na komendzie ludzi przykutych do kaloryfera lub przepuszczania zatrzymanych przez szpaler bijących milicjantów („ścieżka zdrowia”), a zwłaszcza strzyżenia zatrzymanych „na zero” tępym scyzorykiem; a przecież w więzieniach słyszałem i widziałem niejedno.

    Wiem oczywiście, że historycznym prototypem »ścieżki zdrowia« była nieludzka kara wymierzana w dziewiętnastowiecznej armii carskiej nieposłusznemu żołnierzowi rękami, a właściwie wyciorami jego współtowarzyszy. Ironiczna nazwa była jednak rodem z PRL, a sam proceder, wbrew przypuszczeniom historyków antykomunistycznej opozycji, wydaje mi się związany ze zwyczajowym postępowaniem milicji, a także Służby Więziennej wobec zatrzymanych chuliganów i odbywających karę kryminalistów.

    Gdy siedziałem w Wołowie, więzienna »atanda« przepuściła przez ścieżkę zdrowia grupę małolatów przywiezionych z zakładu karnego dla młodocianych na ul. Fiołkowej we Wrocławiu za »bunt«, który polegał na zbiorowej głodówce. Widziałem tych chłopców; wyglądali jak śmiertelnie przerażone dzieci. Myślę, że w 1976 przemoc, stosowana dotychczas rutynowo wobec „marginesu społecznego” i niebudząca zainteresowania porządnych obywateli, »wybiła« na powierzchnię i obróciła się przeciwko każdemu, kto się nawinął zomowcom pacyfikującym Radom lub Ursus”.

Argumentum ad Hitlerum

Słowa Jakiego pojawiają się zaledwie kilka dni po innych skandalicznych porównaniach padających z ust polityków obozu Zjednoczonej Prawicy. Premier Mateusz Morawiecki porównał polskich sędziów do kolaborujących z Trzecią Rzeszą sędziów państwa Vichy. Porównanie, którego użył Mateusz Morawiecki robiło karierę w mediach przez całe święta. Pomimo skandalu premier za swoje słowa nie przeprosił.

Zabieg, którego użyli obaj politycy nazywa się potocznie „argumentum ad Hitlerum”, bądź też „reductio ad Hitlerum”. Ten sposób argumentowania uważany jest za błąd logiczny oraz przejaw ubóstwa wyobraźni i braków merytorycznych.

„Argumentum ad Hitlerum” ma jednak drugi wymiar. Jest elementem przemyślanej strategii obrzydzania pewnych postaw i zjawisk poprzez asocjację z nazizmem. Kto chciałby pochwalać cokolwiek, co robili naziści? Nikt (oprócz Janusza Korwin-Mikkego). Przykładem tej wersji „argumentum ad Hitlerum” jest:

  • forsowanie przez prawicę i ruchy anti-choice narracji, w której walka feministek o prawo do legalnej i bezpiecznej aborcji jest tym samym, co przymusowy nazistowski program eugeniki;
  • twierdzenia, że wegetarianie to radykałowie, którzy deprecjonują wartość ludzkiego życia, bo „Hitler też był wegetarianinem”.

Słowa Patryka Jakiego są więc klasycznym argumentum ad Hitlerum. Wiceminister porównał bowiem strajkujących pracowników do żołnierzy Wehrmachtu, choć skojarzenie to opierało się na wątłych podobieństwach, zaś różnice w wymowie, celach działania i kontekstu były kolosalne. Chodziło o obrzydzenie postawy strajkujących. Pokazanie ich jako posępnego kommando, które gotowe jest do ataku na nieprawomyślnych członków społeczności.

Naziści, Niemcy, Wehrmacht

Patryk Jaki mógł za radnym PiS użyć porównania do ścieżek zdrowia organizowanych przez ZOMO, mógł odwołać się do Armii Czerwonej, armii carskiej, gdzie szpalery również były popularne. Powód, dla którego wybór padł akurat na żołnierzy Wehrmachtu, mógł być jeszcze jeden.

W wyobraźni polityków PiS niepodzielnie króluje II wojna światowa, sami naziści (Niemcy) są zaś koroną tego uniwersum, baśniowym złem absolutnym.

Paski Wiadomości TVP ostrzegają, że „Totalna opozycja i Niemcy chcą ukarać Polskę”; regularnie powraca temat reparacji, których mamy się od Niemiec domagać (cały czas nad tym pracuje specjalna sejmowa komisja, której przewodniczy poseł Arkadiusz Mularczyk); na horyzoncie majaczy Donald Tusk, czyli „niemiecki polityk„; popularny portal nazywany jest „Der Onet” nie tylko w prawicowej publicystyce, ale na oficjalnym profilu ministerstwa; IPN poprawia Nałkowską, żeby jasne było, że to jednak „(Niemcy) ludziom zgotowali ten los”, a wszystko to dlatego, że zdaniem PiS Niemcy próbują się wybielić i zwalić na Polaków winę za Holocaust.

Nie ma w Polsce PiS większego zła. Niemiec zabijał Polaka w czasie wojny, a teraz Niemiec mąci w Polsce, finansując rozmaite pucze, destabilizując państwo wewnętrznie, podburzając przeciwko prawowitej władzy PiS.

Tam, gdzie jest Niemiec, tam są zawsze knowania i próba zaszkodzenia Polsce i Polakom. A czym jest według PiS strajk nauczycielski, jeśli nie właśnie puczem mającym obalić PiS? I kto na tym obaleniu przede wszystkim skorzysta, jeśli nie Niemcy?


*J. Miemiec, Co wydarzyło się w kopalni „Sosnowiec”…, s. 5. [w] A. Leszczyński, Anatomia protestu, Wydawnictwo TRIO,
Warszawa 2006

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press