W PiS-ie buzuje nie od walk frakcyjnych, ale od pomysłów – przekonuje Mateusz Morawiecki. Były premier opowiedział zwolennikom PiS, jak wygrać z Tuskiem i TVN-em. I przykrył Czarnka
Były uściski, klepanie po plecach, sztama i pokaz braterstwa. W końcu Mateusz Morawiecki i Przemysław Czarnek wystąpili na jednym wiecu. W poniedziałek 8 czerwca 2026 pojawili się w Gorzowie Wielkopolskim na scenie przypominającej scenografie niskobudżetowych festiwali. To wydarzenie PiS zapowiadał od kilku tygodni, miało zamknąć usta tym, którzy ekscytują się konfliktem pisowskich frakcji.
Niezgrabnie zażartował Czarnek, że są z Morawieckim jak Gorzów i Zielona Góra, ale w jednym Lubuskiem (że co?). Nie pojawiła się zdarta metafora o dwóch płucach partii. Czarnek krzyczał, gromił i wzywał rząd do dymisji. Morawiecki opowiadał, jak doprowadzić do „drugiej rewolucji godnościowej”. Choć były premier też umie rzucić emocjonalną frazą: „Kłamstwo, szalbierstwo, szachrajstwo” – mówił o rządach obecnej koalicji.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że gdyby to faktycznie był festiwalowy konkurs, niewielką przewagą wygrałby Morawiecki. Czarnek krzyczał o przebudzeniu Polków, ale z tej frazy, która pojawiła się już w Hali Sokół, gdy PiS ogłaszał, że jest on kandydatem na premiera, nie udało mu się na razie zrobić przeboju. Morawiecki za to zremiksował stare śpiewki PiS-u i ułożył je w całkiem zgrabną „piosenkę” o trzech „o”.
Tego samego dnia portal Wirtualna Polska opublikowała rozmowę z Jarosławem Kaczyńskim. Prezes PiS od lat nie udziela wywiadów mediom spoza kręgu wspierających jego partię, więc warto to odnotować. Choć wywiad przeszedł właściwie bez echa – co też warto zauważyć.
Zanim o tym, co mówili Czarnek i Morawiecki, sprawdźmy, co o nich mówi Kaczyński. Zwłaszcza że na ten wywiad mogliście nie zwrócić uwagi.
Kaczyński raz jeszcze tłumaczy, dlaczego wybrał Czarnka jako lokomotywę prekampanii PiS-u. Choć pewnie bardziej adekwatne byłoby określenie byłego ministra „koniem pociągowym”, biorąc pod uwagę obecną sytuację sondażową partii Kaczyńskiego. Nawet przy obecnym lekkim trendzie wzrostowym jest to ok. 25 proc. poparcia.
Otóż Czarnek zdaniem Kaczyńskiego „dla poważnej części” obecnego i potencjalnego elektoratu PiS „jest kandydatem bardziej wiarygodnym”. Ta wiarygodność bierze się z jego biografii.
Morawiecki był szefem banku, a pochodzi z Wrocławia i rodziny inteligenckiej – mówi Kaczyński. O Czarnku opowiada zaś tak: „Jest profesorem, akademikiem, ale wywodzi się z mniejszej miejscowości. Nie chcę używać tego pojęcia, którym lubił się posługiwać realny socjalizm, ale po prostu zmienił środowisko, stał się naukowcem, inteligentem. Ma łatwość nawiązywania relacji z ludźmi, także z mniejszych miejscowości, rozmawiania o ich codziennych problemach. Część elektoratu, o którą chcemy walczyć – mocno konserwatywna, zamieszkuje poza wielkimi miastami – to bardzo poważna część polskiego społeczeństwa”.
Pojęcie ze słownika realnego socjalizmu, jakie ma na myśli Kaczyński, to „awans klasowy”. Czyż tak namalowany wizerunek Czarnka nie przypomina postaci Karola Nawrockiego? Chłopak ze społecznych dołów dociera do elit, ale po drodze nie zatraca kontaktu ze swoim środowiskiem. A zwłaszcza z jego językiem i problemami. Zarazem ludowy i elitarny, swój i aspiracyjny – taki kandydat to święty Graal wyborów prezydenckich. A na razie PiS prowadzi prekampanię nieco prezydencko.
Ciśnie się jednak na usta pytanie: czy aby Kaczyński nie przecenia konserwatyzmu swojego elektoratu i czy aby na pewno ma czego szukać wśród osób najbardziej konserwatywnych, skoro tam umościł się Braun? To pytanie zresztą stawia wprost Morawiecki, obiecując zarazem walkę o elektorat centrum.
O Morawieckim Kaczyński mówi w samych superlatywach, choć nieco protekcjonalnie: „sprawny i zdolny”. Były premier ma przed sobą wielką przyszłość, ale będzie „musiał może trochę zaczekać”. A swoje pomysły ma realizować w przyszłym rządzie Przemysława Czarnka. Czy tak będzie, to się jeszcze okaże, bo jak pisał w OKO.press Witold Głowacki „w otoczeniu byłego premiera panuje przeświadczenie, że kilka dobrze odmierzonych ruchów może znacząco zmienić układ sił w PiS jeszcze przed startem realnej kampanii wyborczej. Niewykluczone, że to prawda – i że Morawiecki stoi dziś przed szansą odzyskania wpływu na partię, w której jeszcze kilkanaście tygodni był wraz ze swoimi stronnikami bardzo skutecznie marginalizowany”.
A Morawiecki ma plan.
Miejsce tego wiecu z udziałem byłego premiera i kandydata na premiera zaskakuje: pojechali bowiem na ścianę zachodnią, do miasta, gdzie w 2025 roku Karol Nawrocki miał o jedną trzecią niższe poparcie niż Rafał Trzaskowski. A w 2023 KO wyprzedziła tam PiS o 15 punktów procentowych.
„Karol Nawrocki wygrał nie tylko z Trzaskowskim. Nie tylko właśnie z Tuskiem samym. Wygrał z TVN-em, Telewizją Publiczną, Polsatem niestety, Onetem, Wirtualną Polską, RMF-em. I jeszcze czym chcecie? Gazetą Wyborczą Rzeczpospolitej. Można? Można!” – tak zdefiniował Morawiecki sukces Nawrockiego z wyborów prezydenckich 2025. To popularna w PiS perspektywa: Nawrocki wygrał w warunkach nierównowagi medialnej. Był underdogiem w liberalno-lewicowym systemie medialnym.
To, co Morawiecki nazywa „wygraną z”, było jednak pewną koincydencją. Wybory prezydenckie przypadły na czas, gdy rósł Kanał Zero, rosła Telewizja Republika. On pomagał im, a one jemu. Krajobraz medialny stał się bardziej fragmentaryczny, nowi gracze w czasie kampanii się umocnili.
Nie jest to jedyny moment, w którym widać, że kampania Nawrockiego (którą zresztą współtworzyli też ludzie Morawieckiego) stała się „playbookiem” PiS-u.
Morawiecki ostrzega wyborców PiS: Tusk będzie chciał z wyborów 2027 roku zrobić referendum nad Grzegorzem Braunem. „On będzie chciał zrobić, aby było to referendum nad Braunem, tym, kto będzie rządził z Braunem. On taką pieśń próbuje podsunąć Polakom.
Zauważyliście? Będę Was bronił przed Braunem. To są takie wybory”.
I jest to zapewne trafne odczytanie przynajmniej części strategii obecnego obozu rządzącego. „Obrona przed Braunem” może być jednym z ważnych czynników mobilizujących w 2027 roku zwolenników Koalicji 15 października. Właśnie dlatego już dziś PiS tak jednoznacznie od Brauna się odcina. W wywiadzie dla Wirtualnej Polski Kaczyński mówi o Braunie, że „to zjawisko spoza sfery normalnej polityki” i „nie ma o czym rozmawiać”.
Tak jak można by się spodziewać, Czarnek z Morawieckim rysują czarny obraz rządów Donalda Tuska. Jednak ten drugi uczula jednocześnie zwolenników PiS, by nie zakładali, że skoro te rządy są złe, a poprzednie dobre, władza sama wejdzie im w ręce. „Nie należy nam się powrót do władzy tylko dlatego, że obecnie jest chaos. Nie należy nam się powrót do władzy wyłącznie dlatego, że służba zdrowia kuleje, właściwie jest już na kolanach, właściwie już się czołga”.
To oczywiste nawiązanie do słów jego poprzedniczki w fotelu premiera, Beaty Szydło, która mówiła o nagrodach przyznanych ministrom, że im się po prostu należały, co w 2018 roku wywołało oburzenie nawet zwolenników PiS.
Co zatem musi zrobić PiS, żeby wygrać w 2027 roku? „Potrzebna nam jest odwaga, odnowa i oferta. Trzy razy «o»” – twierdzi Morawiecki.
„Taka odwaga, jaką miał Karol Nawrocki. Patrząc temu złu prosto w oczy” – przywołuje znów zwycięskiego kandydata PiS Morawiecki.
Morawiecki wspomina, że niedawno „jacyś współcześni Hunowie” podpalili krzyż, pod którym Jan Paweł II wypowiedział słowa: „Niech zstąpi duch twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi”. Jaki z tego morał? „Oni mieli odwagę, taką bezczelność, czelność, podpalić krzyż. A my musimy bronić krzyża, bronić naszych wartości chrześcijańskich, bronić Polski, bronić narodu polskiego”.
Odwagę trzeba też mieć według Morawieckiego, żeby zreformować służbę zdrowia. Racja. Tyle że tej odwagi zabrakło również jego dwóm poprzednim rządom.
Wreszcie, odwagi potrzeba, żeby się nie ugiąć wobec rozliczeń. „Będziemy gnębieni, będziemy ścigani. Ja już mam 23 postępowania prokuratorskie, śledztwa. Też się z nich śmieję, tak, jak wy”.
Pod hasłem „odwaga” kryje się też sprzeciw wobec likwidacji prac domowych („temu rządowi się wydaje, że bez systematycznej pracy mogą być kołacze”), sprzeciw wobec edukacji zdrowotnej, wobec paktu migracyjnego, umowy z Mercosourem. Walka o przedsiębiorców też ma być przejawem odwagi.
Czyli: na wszystkie dotychczasowe punkty przekazu PiS Morawiecki nakleił etykietę „odwaga”.
Odnowa ma dotyczyć podejścia PiS do koalicjantów. Były premier ma jak najgorsze wspomnienia z jesieni 2023, gdy wędrował od Krzysztofa Bosaka do Władysława Kosiniaka-Kamysza i żaden nie chciał z nim zawrzeć koalicji.
Dziś mówi więc, że nawet jeśli Bosak, Mentzen i Kosiniak-Kamysz wylewają na niego i PiS wiadra pomyj, to on nie odpłaca im pięknym za nadobne. „Staram się merytorycznie z nimi walczyć, jak na debatach różnych z Bosakiem, z Mentzenem, z Kosiniakiem, ale nie atakuję personalnie po to, żebyśmy mieli zdolność koalicyjną. To, czego nam zabrakło w 2023 roku. Na wszelki wypadek”.
Oferty, czyli trzeciego punktu swojego planu, Morawiecki nie chce w całości zdradzać. Zwłaszcza że prace programowe, jak mówi, jeszcze trwają. Przedstawia jednak „dwa konkrety”:
„Precz z ogłupianiem naszych dzieci” – woła Morawiecki. „Dlaczego chiński TikTok podsuwa z chińskim dzieciom mądre rebusy, działania matematyczne, algorytmy, filmiki zachęcające do uczenia się matematyki, do wiedzy inżynierskiej. A ten sam TikTok Polakom, Niemcom czy Hiszpanom podsuwa same idiotyzmy?”
I co konkretnie z tym zrobi? Zakaz korzystania z mediów społecznościowych „co najmniej do 15. roku życia” i zakaz używania smartfonów w szkole „co najmniej w podstawówce, a może nawet do drugiej klasy szkoły średniej”.
Morawiecki chwali się, że za jego rządów oddawano średniorocznie 225 tys. mieszkań. O tej manipulacji pisaliśmy w OKO.press wiele razy.
A jak chce dziś pomóc Polakom, którzy mieszkań nie mają? „Deregulacja, plany zagospodarowania przestrzennego, niższe koszty finansowania i prefabrykaty. Tak mamy plan, kochani”. Szczegółów – brak, ale zapewne jeszcze o tym usłyszymy.
A na koniec wróćmy jeszcze do wywiadu z Kaczyńskim. Pytany o jedną rzecz, którą Donald Tusk zrobił dobrze, prezes PiS odpowiada:
„Podwyżka płac dla nauczycieli. To rzeczywiście zrobił. Chociaż tak myślę, że gdybyśmy dalej rządzili, też byśmy to zrobili – nawet jeżeli nie było tego w programie”.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Komentarze