0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: "Wiesti", 4 lutego 2026"Wiesti", 4 lutego 2...

„Myślę, że jest to dla nas wszystkich zrozumiałe, porozumienia nie ma” – mówi na tle wyjących we Kijowie syren ostrzegających o rosyjskim nalocie prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, który właśnie przyjmuje polskiego premiera Donalda Tuska.

W Abu Zabi zakończyła się kolejna, dwudniowa tura ukraińsko-rosyjsko-amerykańskich negocjacji pokojowych. Kolejna runda „niebawem”. Ukrainę reprezentowali Rustem Umerow, Kyryło Budanow, Dawyd Arachamia, Serhij Kyslycia, Andrij Gnatow, Wadym Skibicki i Oleksandr Bewz. Ze strony amerykańskiej – Steve Witkoff, Jared Kushner i Josh Gruenbaum, a także Daniel Driscoll i generał Alex Grinkewich.

Rosję reprezentowali wojskowi, a nie dyplomaci Putina, którzy do tej pory blokowali negocjacje dywagacjami o „tysiącletniej Rosji” i „historycznych korzeniach konfliktu” od XI wieku.

Negocjacje toczą się tajnie (tak tajnie, że nie ma z nich zdjęć, tylko migawki z arabskiej telewizji – na zdjęciu). Nie ma przecieków, zwłaszcza ze strony ukraińskiej, ale za to jest dużo komentarzy amerykańskich i rosyjskich. Choć są ogólne, sporo nam mówią.

W skrócie: Rosja znowu powiedziała, że chce całej Ukrainy. I jej nie dostała. Więc zabija i zabijać będzie, póki jej starczy sił. A może krócej.

Ale 314 jeńców ukraińskich wraca do domu. Prezydent Zełenski zapowiedział zaś, że na wszystko, co wyrabia Rosja, Ukraina odpowie. A rzeczywiście na czas rozmów Ukraina jakby powściągnęła ataki na Rosję:

“Zatwierdziłem nowe operacje bojowe SBU. Będziemy nadal osłabiać wroga” – powiedział prezydent Ukrainy. Zaznaczył, że ukraińskie rakiety Flamingo sięgają teraz poligonów, z których są wystrzeliwane hipersoniczne balistyczne Orieszniki. I się delikatnie uśmiechał. Podziękował wojskowym, którym się to udało.

Dolary Putina

Jak poinformował 4 lutego ukraiński wywiad wojskowy HUR, podczas ostatniego zmasowanego ataku na Ukrainę 3 lutego Rosja wykorzystała 562 środki ataku powietrznego (w tym ponad 70 rakiet). Były one warte 324,8 mln dolarów (o ponad 190 mln dolarów więcej niż podczas poprzedniego masowego ostrzału 20 stycznia). „Za te środki przez cały rok mogłoby funkcjonować miasto Kaługa z populacją ponad 320 tysięcy. Kwota ta jest również porównywalna z półrocznym budżetem obwodu kostromskiego” – pisze HUR.

I dalej: „Zamiast poprawiać warunki życia i rozwijać infrastrukturę własnych regionów, Kreml wydał te środki na ataki na infrastrukturę cywilną Ukrainy. Jednocześnie większość wydanych środków – 79,2% – okazała się bezużyteczna: ukraińska obrona przeciwlotnicza zniszczyła 450 celów powietrznych”.

Przeczytaj także:

Rosja zabija, bo się boi

Pierwszy wniosek, jaki z tego wyciągamy, jest taki: Rosja gra powyżej swojej klasy. Mają to ukryć barbarzyńskie rosyjskie ostrzały Ukrainy. Odwracają uwagę nie tylko od tego, co dzieje się w Abu Zabi, ale przede wszystkim od rosyjskiego poważnego kryzysu zimowego.

W Rosji nie trzeba rakietowego ostrzału, by całe miasta nie miały prądu, ludzie zamarzali, nie działał transport publiczny, a pociągi się wykolejały. Wystarczy mróz. A do tego jest kryzys gospodarczy, o którym Putin mówi, że jest przejściowy i pod kontrolą – ale jak mówi, to należy z tego rozumieć przede wszystkim, że kryzys jest.

Do tego właśnie na froncie przestały działać Rosjanom starlinki amerykańskiej firmy Space X, należącej do Elona Muska. Aktywne są tylko urządzenia z białej listy, a więc ukraińskie. I tym żyje teraz rosyjski internet – ze armia Putina właśnie oślepła.

Tymczasem Rosja ze wszystkich sił przedstawia się więc teraz jako państwo nieugięte, które zrealizuje ultimatum Putina wobec Ukrainy: podporządkuje ją sobie i rozprawi się ze wszystkimi, którym podległość Rosji się nie podoba.

Wysocy kremlowscy urzędnicy powtarzają to w kółko od wielu dni.

Rosyjska nieustępliwość na wyrost

„Nasze stanowisko w sprawie Ukrainy jest niezwykle jasne. Rozumieją je zarówno władze w Kijowie, jak i amerykańscy negocjatorzy, którzy świadczą dobre usługi w prowadzeniu tych trójstronnych negocjacji i którym jesteśmy wdzięczni za ich wysiłki” – ogłasza rzecznik Putina pierwszego dnia negocjacji, 4 lutego.

„Dopóki Kijów nie podejmie odpowiednich decyzji, Rosja kontynuuje specjalną operację wojskową” –podkreśla.

Nieco inna wersję przedstawia 5 lutego Dmitrij Miedwiediew, wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa: „Rosja podczas specjalnej operacji wojskowej broni swoich obywateli na swoim historycznym terytorium”.

Nie wiadomo, czy nie gorsza jest przy tym opowieść samego Putina w „Dniu Jedności Rosji” (5 lutego), że dla Rosji

„najważniejszy był bezgraniczny szacunek dla narodów, które były częścią Rosji,

całkowity szacunek dla ich kultury, tradycji i wartości duchowych. Właśnie dlatego na przestrzeni wieków nasze wartości stały się wspólne. Na zewnątrz z pewnością się różnią, i to jest bardzo ważne, to dobrze, to trzeba wspierać, ale fundamentalne wartości są wspólne”.

Ukraina dostaje uzasadnienie swego oporu

Te opowieści czynią opór Ukrainy całkowicie zrozumiałym. Ukraina za ten „bezgraniczny szacunek” wyrażany jej przez cztery lata dziękuje. „Jeśli przegramy, stracimy naszą niepodległość” – mówi prezydent Zełenski w wywiadzie dla France 2.

W wieczornym wystąpieniu do współobywateli 4 lutego Zełenski mówi, że kluczowe jest, aby rozmowy doprowadziły do prawdziwego pokoju i nie dawały Rosji nowej okazji do kontynuowania wojny.

„Nasze ukraińskie stanowisko jest jasne: wojna musi zostać realistycznie zakończona. Rosja musi być na to gotowa. Partnerzy również muszą być gotowi, aby to zapewnić, realnymi gwarancjami – gwarancjami bezpieczeństwa – realną presją na agresora. I aby teraz było odczuwalne – aby ludzie na Ukrainie to odczuli – że sytuacja rzeczywiście zmierza w kierunku pokoju, w kierunku zakończenia wojny, a nie w kierunku tego, że Rosjanie wykorzystają wszystko na swoją korzyść i będą kontynuować ataki. Nie powinno być żadnych nagród dla agresora.

Jeśli agresor otrzyma jakąkolwiek nagrodę, Rosja prędzej czy później złamie każde porozumienie”.

A jednak Rosja negocjuje i zwala na „podżegaczy”

To jest więc prawdziwy negocjacyjny pat.

Wydaje się jednak, że w gorszej sytuacji jest jednak Rosja, bo po tym wszystkim, co naopowiadała (musiała naopowiadać), nie powinna w zasadzie do rozmów siadać. Szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow ostrzegł przecież tuż przed negocjacjami, że „jeśli strona ukraińska przedstawi idee bezpieczeństwa, które sekretarz generalny NATO Mark Rutte przedstawił wcześniej w Kijowie, podczas rozmów w Abu Zabi, będzie to dowodem na to, że Wołodymyr Zełenski nie chce pokoju”.

Zatem na dzień dobry Rosja wielokrotnie powtórzyła, że na gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy się nie zgadza. I próbowała wmówić światu, że to tylko głupi pomysł Ukraińców.

Popatrzmy, co się z tą argumentacją stało w Abu Zabi.

Po pierwsze – to, co mówił Rutte, opowiadał wcześniej sekretarz stanu USA Marco Rubio: USA i NATO zgadzają się, że Ukraina ma dostać gwarancje. To nie jest już tylko postulat Ukrainy.

A po drugie – wszelkie znaki na niebie i ziemi mówią, że temat ten był w Abu Zabi omawiany. Rosja zaś nie protestowała publicznie, chowając się za zasadą poufności rozmów.

Jak zwykle jednak, wygadała się o przebiegu rozmów. Wysłannik Putina od spraw gospodarczych Kirił Dmitriew, realizując zapewne zapotrzebowanie propagandy Kremla na wewnętrzny rynek rosyjski, powiedział bowiem w Abu Zabi dziennikarzom, że „podżegacze wojenni z Europy i Wielkiej Brytanii nieustannie próbują ingerować i zakłócać ten proces”.

Kontekstem dla „podżegaczy” muszą być wojskowe gwarancje dla Ukrainy – nie da się tego inaczej wytłumaczyć. Zwłaszcza że także Amerykanie ujawniają, że w tej chwili spór Rosji z Ukrainą dotyczy „terytoriów i gwarancji dla Ukrainy”. A jeżeli jest spór, to znaczy, że nieustępliwa Moskwa jednak rozmawia o tym, o czym mówi, że nie rozmawia.

A przecież – gdyby na poważnie brać retorykę Kremla – Rosja powinna z hukiem odrzucić amerykańsko-europejsko-ukraińskie propozycje innego niż chce Putin zakończenia najazdu na Ukrainę.

Mamy więc gwarancje, które omawia wojskowa delegacja Putina i próbuje coś utargować.

Kłopotliwy brak krawata

O dynamice rozmów trochę podpowiedzą nam detale (niestety, obracamy się w mętnej wozie kremlinologii, ale analizujemy to, co mamy).

Donald Trump, owszem, zbagatelizował straszliwy ostrzał infrastruktury energetycznej Kijowa 3 lutego. Moskwie to się bardzo spodobało, ale chyba na świecie nikogo nie zdziwiło. Jednak Ukraińcy zwrócili uwagę biznesowo nastawionych negocjatorów na horrendalne dolarowe koszty tego ataku. A poza tym zyskali usprawiedliwienie do odwetu na Rosji.

Do tego – inny szczególik – amerykańcy negocjatorzy pojawili się w Abu Zabi bez krawatów. Niekoniecznie z powodu dyplomatycznego wyrafinowania. Dla Moskwy to jednak kolejny kłopot. Niweczący w zasadzie w Rosji efekt reakcji Trumpa w sprawie nalotów na Kijów.

Skoro Amerykanie byli „nieeleganccy”, Moskwa nie może w swoich mediach wyśmiewać się z tego, że niektórzy Ukraińcy noszą na spotkaniach z Rosjanami bluzy a nie garnitury. A to w kółko robili. W rosyjskim przekazie z negocjacji ważne są tylko informacje o tym, jak kto był ubrany – reszta jest nieistotna, bo przecież stanowisko Putina jest znane, a tylko ono się liczy.

Więc skoro nie o krawatach, to o czym opowiadać? O tym, że Amerykanie byli jak Ukraińcy?

Czy o tym, że Ukraińcy wychodzą i mówią, że „rozmowy były owocne”? Choć ich definicja „owocności” musi być przecież odwrotna od rosyjskiej?

Te ogólne (ukłon w stronę zasady poufności) ukraińskie komunikaty także sugerują, że o gwarancjach dla niepodległości i suwerenności jednak rozmawiano. Ukraińcy prowadzą komunikację bardzo zręcznie.

„Rozmawialiśmy o wszystkim”

– mówi w Kijowie prezydent Zełenski.

Wielkie plany Rubio

Jeszcze więcej dowiadujemy się z „ogólnego” wystąpienia Sekretarza Stanu USA Marco Rubio, który relacjonuje stan rozmów kolegom w Waszyngtonie:

„Dobrą wiadomością jest to, że po raz pierwszy od bardzo dawna spotykają się techniczne zespoły wojskowe zarówno ze strony ukraińskiej, jak i rosyjskiej” – mówił Rubio 4 lutego na spotkaniu Departamentu Stanu poświęconym minerałom krytycznym. – „Naszym celem jest utrzymanie zaangażowania (w proces negocjacyjny – red.).

„Techniczne zespoły wojskowe” nie mógły zajmować się biznesem, na który nacisk kladzie w tych rozmowach Moskwa. Więc Rubio też sugeruje rozmowy o gwarancjach. Przy czym Rubio idzie jeszcze dalej. Ogłasza – jakby nie słyszał, że Ukrainy wedle Putina nie ma – „ta wojna kiedyś się skończy. A kiedy to nastąpi, Ukraina musi być w stanie zmobilizować wszystkie swoje zasoby gospodarcze, aby się odbudować. Ma niesamowity potencjał gospodarczy. To kraj, który prawdopodobnie mógłby podwoić swój PKB w ciągu najbliższych 10 lat, jeśli zostanie wdrożona odpowiednia polityka gospodarcza. Jest to element trwałej strategii pokojowej”.

Zatem Ukraina ma potencjał jako niezależne od Moskwy państwo, a Moskwa nadal publicznie ogłasza, że negocjacje to „dobry, pozytywny ruch naprzód”.

Optymizm Dmitriewa, pesymizm Ławrowa

Dmitriew stara się budować atmosferę sukcesu w relacjach z USA: mówi że „prace nad przywróceniem współpracy gospodarczej między Rosją a Stanami Zjednoczonymi postępują pomyślnie”. A Amerykanie robią przecieki, że Stany Zjednoczone Ameryki i Rosja uzgodniły wznowienie dialogu wojskowego na wysokim szczeblu, który był zerwany w 2021 roku.

Jednak już Ławrow wydaje się bardziej pesymistyczny: ostrzega (już po rozmowach w Abu Zabi): „Administracja prezydenta USA Donalda Trumpa jest zmuszona podjąć działania antyrosyjskie, aby utrzymać lojalność rusofobicznego skrzydła w USA, gdzie większość ludzi, zwłaszcza Demokratów, jest nastawiona antyrosyjsko”. Ale Rosja negocjuje.

Udało się więc uzgodnić wymianę 314 jeńców, którą Rosja blokowała od pięciu miesięcy.

Tu uwaga – wymiana była zapewne uzgodniona wcześniej. Sprowadzenie jeńców (według uzgodnionej listy z różnych więzień w całej Rosji) do granicy Ukrainy zajmuje kilkanaście godzin, jeśli nie dni. To może świadczyć o tym, że wszystkie strony zdawały sobie sprawę z tego, że nic więcej nie uda się osiągnąć. I przygotowały się na ten wypadek.

Wymiana jeńców oznacza jednak, że teraz w świat pójdą obrazy bardzo smutnych rosyjskich żołnierzy (wprost z niewoli pojadą z powrotem na front) i straszliwie wyniszczonych ukraińskich jeńców, bo trzymanych w nieludzkich warunkach w Rosji .

Rozmowy o gwarancjach dla Ukrainy trwają

Prezydent Zełenski ogłosił teraz, że czeka na szczegółowy raport od negocjatorów. Wie, że zawierać on będzie bardzo poufne i wrażliwe dane. To samo powtórzył rzecznik Putina: że wysłannicy cara cały czas mu sprawozdają, co się dzieje w Abu Zabi. Tak oto obaj prezydenci stają się w tych komunikatach równi sobie. Po tygodniach opowieści Kremla, że Ukraina nie jest państwem, a jej prezydent nie jest prezydentem.

Rosja została zmuszona do rozmów z Ukrainą.

Kreml podkreśla też, że niczego jeszcze nie rozstrzygnięto i na wnioski za wcześnie. To jest zarazem smutna prawda (dla Ukrainy) i zasłona dymna (dla poddanych Putina). W negocjacjach w Abu Zabi wyczerpują się retoryczne zasoby Kremla.

To jest dobra wiadomość, a tych potrzebujemy.

;
Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Na zdjęciu Krystyna Garbicz
Krystyna Garbicz

Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.

Komentarze