Rosyjskie oficjalne media delektują się informacjami o ciemnościach i chłodzie skuwającym Ukrainę. Opowieści o tym, jak źle jest w Ukrainie – a jest – w rosyjskich przekazach propagandowych mają jednak drugie dno. Źle jest także w Rosji i to w zasadzie bez ukraińskich ostrzałów. Swoje robi kryzys i Generał Zima.
Moskwa jest zasypana po uszy, jest gorzej niż w nieszczęsnym kryzysowym 1991 roku, niemożliwie powiększyły się korki, a na weekend nadciąga ostry mróz. W Murmańsku na północy, gdzie o tej porze roku słońce nie świeci, prądu nie było pięć dni – a może i nadal nie ma, gdyż propaganda opowiada codziennie, że energia elektryczna jest „stale przyłączana”.
W mieście Engels na południu (gdzie znajduje się strategiczne lotnisko) nie działa ogrzewanie. Bo infrastruktura jest stara i nie była remontowana. Kamczatka na Dalekim Wschodzie wzywa pomocy spod śniegu. Niżnyj Nowogród nie radzi sobie ze śniegiem. Na nieodśnieżanych i nieodladzanych drogach co chwila dochodzi do poważnych karamboli.
A do tego dochodzą ukraińskie ostrzały. Ukraińcy trafiają też w elektrociepłownie i stacje energetyczne – więc rosyjskie pogranicze też musi przetrwać zimę w chłodzie o ciemnościach.
W takich sytuacjach propaganda Kremla ucieka się do starego chwytu: opowiada, że w Ukrainie albo w Europie jest gorzej. Nie pierwszy już raz.
Kiedy np. w Rosji władze ociągały się z wypłatą świadczeń dla żołnierzy, propaganda opowiadała, że w Ukrainie „w ogóle nie płacą”. Kiedy pojawiły się w Rosji pogłoski, że zabitych na froncie zakopuje się w anonimowych grobach i klasyfikuje jako zaginionych, propaganda przekonywała, że ten proceder na masową skalę ma miejsce w Ukrainie.
Problemy słabo działającej administracji w Rosji były prezydent Miedwiediew załatwia opowieścią (z 28 stycznia), że w Europie to są dopiero kolejki i wysokie opłaty.
Teraz mamy dziką radość z tego, że w Ukrainie nie ma ogrzewania i światła. Co każe nam podejrzewać, że życie w Rosji pod koniec czwartego roku wojny, z wyższymi podatkami i rosnącą inflacją, staje się coraz trudniejsze.
Jak to się teraz mawia w rosyjskiej telewizji, czasy są „nieproste” i „nieproste” warunki życia.
Oczywiście to nie jedyny powód tych zachwytów nad bandyckim niszczeniem sąsiedniego kraju.
Propaganda wprost ujawnia, że chodzi o ukraińskie drony i rakiety uderzające w Rosję. Czyli coś całkowicie niewyobrażalnego w 2022 r., przekroczenie „czerwonej linii”, za co Putin groził światu Armagedonem. I wielu na Zachodzie mu wierzyło.
A teraz jest tak:
Zatem publicyści programu publicystycznego „60 Minut” na kanale TV Rossija 1 (największa oglądalność w Rosji) opowiadają, że Rosja wali rakietami w Kijów, bo tam produkowane są drony. Widz ma uwierzyć, że wszystkie zdolności produkcji obronnej Ukrainy skoncentrowane są właśnie w stolicy.
Ostrzały Kijowa mają więc pomóc przetrwać conocne naloty na Rosję i niepewność, gdzie Ukraińcy trafią i w co trafi rosyjska obrona. Ostatnio rosyjska obrona zestrzeliwuje tych dronów wyraźnie mniej – co zapewne świadczy o tym, że Ukraińcy wystrzeliwując ich mniej i skupiają się na obronie. Ale może też mierzą celniej lub coś wynika z tajnych rozmów amerykańsko-ukraińsko-rosyjskich w Abu Zabi?
Gdyby jednak ktoś miał wątpliwości, jest jeszcze takie wyjaśnienie propagandy rosyjskiej: w Kijowie byłby prąd, gdyby nie afera korupcyjna na szczytach władzy w Ukrainie i… „brak odpowiednich przygotowań do zimy” (telewizyjne „Wiesti niedieli”, 25 stycznia). Jest to objaśnienie cokolwiek karkołomne – ale zrozumiałe, jeśli odbiorca przekazu żyje w świecie, w którym korupcja jest wszechobecna, a sieci energetyczne, ciepłownicze i tamy rozwalają się, bo rozkradziono pieniądze na remont.
To jest właśnie Rosja.
Obwinianie władz Ukrainy za to, że w Kijowie panuje chłód i mrok, wiąże się z kolejnym objaśnieniem rosyjskich ataków. Otóż – jak twierdzi propagandysta z „60 minut” – chodzi o doprowadzenie do wybuchu społecznego niezadowolenia. Jeśli zrozpaczeni ludzie obalą władze albo zmuszą je do podpisania kapitulacji w wojnie z Rosją, ta w końcu osiągnie swoje cele.
Wyjaśnienie to nie pojawia się w głównych programach „informacyjnych” – bo do jakiego wniosku mogliby dojść mieszkańcy np. Murmańska albo Kamczatki? Telewizyjny reportaż z Murmańska pokazuje ludzi radzących sobie każdy na własną rękę, poszukujących znajomych, „u których jest cieplej”. Nie ma tam żadnej oddolnej organizacji, na pomysł „punktów wytrwałości” takich, jakie ma Kijów, nikt nie wpadł.
Zresztą oddolne zdolności mobilizacyjne Ukrainy nieodmiennie wywołują w Moskwie furię.
Telewizja wyśmiewa więc ideę sąsiedzkich punktów pomocy i znajduje jeden, który jeszcze nie działa (cytuje tu ukraiński materiał, w którym dziennikarze tropią niedociągnięcia). Szydzi z konfliktu między samorządem Kijowa i władzami centralnymi w sprawie sposobów radzenia sobie z kryzysem (w Rosji władza nawet bez prądu zachowuje wiarę w swojego prezydenta). Wyśmiewa pomysły budowania ziemnych toalet na podwórkach na wypadek, gdyby rury kanalizacyjne nie wytrzymały bez ogrzewania mrozu (jakby w Rosji wszyscy mieli WC).
Oczywiście słowem też nie wspomni o organizowanych w Polsce i w Czechach zbiórkach na generatory dla Kijowa.
Wspólne oddolne działanie jest przecież sprzeczne z „konserwatywnymi wartościami” Kremla, a to, że Kijów został ideą samoorganizacji zainfekowany, staje się poważnym problemem. Stąd też zapewne akcja trolli, by zdyskredytować zbiórki w naszej sieci.
Jednak objaśnienie, że ostrzał Kijowa ma doprowadzić do zmiany władz Ukrainy, jest obecne w publicystyce i łączy się z głównym przekazem:
należy się pozbyć Wołodymyra Zełenskiego, bo to on opóźnia zawarcie pokoju,
Agencja TASS informuje 26 stycznia (w czasie rokowań pokojowych w Abu Zabi): „Według Siergieja Mironowa, przewodniczącego partii Sprawiedliwa Rosja, reżim Wołodymyra Zełenskiego pozostaje główną przeszkodą na drodze do zakończenia konfliktu na Ukrainie, celowo opóźniając proces negocjacji. Według niego, dalsze rządy neonazistów w Kijowie »gwarantują nową wojnę w niedalekiej przyszłości«. Zełenski i jego europejscy mocodawcy już się do niej przygotowują i próbują zyskać na czasie, kurczowo trzymając się swojej ostatniej twierdzy w Donbasie – zauważył deputowany”.
I dlatego ostrzeliwujemy Kijów – wyjaśnia władza na Kremlu.
Na tym opowieść o objaśnieniach bestialstwa Rosji w Ukrainie można by zamknąć, gdyby nie to, że te objaśnienia powtarzają się w czasie tej wojny w charakterystycznym rytmie.
Obrazy płonącej i ostrzeliwanej Ukrainy są w rosyjskim przekazie obecne przez całą pełnoskalową inwazję Rosji, od czterech lat. Pokazywane w kółko w czasie największej oglądalności – w programach „publicystycznych” i dziennikach telewizyjnych. Często na czołówce, albo zaraz po.
Zmienia się tylko kontekst i komentarze do tych brutalnych obrazów.
Ta opowieść przygotowana była na czasy, kiedy władza, a i zapewne rosyjskie społeczeństwo, wierzyło w koniec wojny i rychłe pojednanie ukraińsko-rosyjskie – gdyż wierzyło Putinowi, że Rosja i Ukraina to jedno. Niezależnie od tego, co myślą o tym Ukraińcy.
„Zmienia sytuacja w Ukrainie, bo żarty się skończyły: Rosja uderzyła rakietami w infrastrukturę energetyczną Ukrainy – także daleko od linii frontu. To początek odpowiedzi na kontratak Ukrainy i to nie na pół gwizdka” („Wiesti”, wrzesień 2022)
„Kiedy ukraińska infrastruktura zostanie zniszczona w 60 procentach, Ukraina jako państwo załamie się. Tymczasem Rosji udało się zniszczyć już 45 procent tej infrastruktury” – cieszył się czołowy propagandysta i prowadzący niedzielne „Wiesti Niedieli” Dmitrij Kisielow 30 października 2022 r.
15 listopada 2022 propaganda podała, że cel jest blisko, gdyż już połowa systemu energetycznego kraju została już uszkodzona.
Ale po roku sytuacja była podobna: co 31 grudnia 2023 Ukraina miała stracić 63 proc. obiektów energetycznych.
Z tym że stale je odbudowywała – z pomocą Europy.
Propaganda Kremla oddzielała jednak w tym czasie „infrastrukturę” od „ludności”. Twierdziła, że uderzenie dotyczy aparatu władzy, a nie cywili. Widz nie był jeszcze przygotowany na opowieść o zabijaniu Ukraińców.
Ostrzał jednak rósł i w pewnym momencie propaganda przestała udawać, że celem ataku nie są cywile.
„Szkody w infrastrukturze cywilnej na Ukrainie są związane z przestępczymi działaniami Kijowa, który rozmieszcza broń i systemy obrony powietrznej w dzielnicach mieszkaniowych, Rosja nie uderza w infrastrukturę cywilną” – ogłosił 23 stycznia 2023 r. rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow.
Obrazami ostrzeliwanej, niszczonej i płonącej Ukrainy widz w Rosji był bombardowany nadal – z nowym wyjaśnieniem, że to wszyscy Ukraińcy, a nie tylko ich wojskowi, są winni temu, że Rosja do nich strzela.
Następnie nastał Donald Trump. Nowa amerykańska administracja uznała, że da się zakończyć najazd Putina na Ukrainę negocjacjami, niepomna, że reżim Putina trwa dzięki obietnicy „ostatecznego zwycięstwa” i podporządkowania Kremlowi niewdzięcznej Ukrainy. Nie przetrwa zaś, jeśli Ukraina pozostanie niezależna od Rosji.
Na samym początku negocjacji z Putinem Trump domagał się natychmiastowego zawieszenia broni. Putin tego zrobić nie mógł, ale ponieważ ostrzeliwał Ukrainę, mógł wstrzymać ostrzał elektrowni „w geście dobrej woli”.
Władze na Kremlu ogłosiły w marcu 2025 r., że "Putin podjął decyzję o nieprzeprowadzaniu masowego ataku na ukraińskie obiekty energetyczne związane z przemysłem zbrojeniowym kraju zimą 2023 r., ponieważ Moskwa otrzymała różne propozycje powstrzymania się od ataków na obiekty energetyczne, a także ze względu na konsekwencje tak masowego ataku dla ludności cywilnej”.
Ostrzał Ukrainy zyskał więc nową funkcję: skoro był, można było go wstrzymać na chwilę, okazując „humanitaryzm Rosji”.
Amerykanie to kupili. Do rozejmu oczywiście nie doszło, a później, w czasie spotkania na Alasce 15 sierpnia 2025 Trump dał się przekonać Putinowi, że pokój będzie lepszy i na rozmowach o nim trzeba się skupić. Toteż kolejne rundy negocjacji toczą się teraz w czasie działań wojennych, a ostatnia tura – w Abu Zabi – w czasie masowego i bestialskiego ostrzeliwania Kijowa.
Dzięki temu, że Putin przeraża świat tym, co wyrabia w Kijowie, w każdej chwili, a zwłaszcza kiedy trochę się ociepli, będzie mógł w „geście dobrej woli” znowu ostrzał wstrzymać.
Propaganda Kremla zaczyna już nawet odbiorców do tego przygotowywać. Bo np. „pierwszemu zastępcy szefa sztabu prezydenckiego” Siergiejowi Kirijence przypomniało się 28 stycznia, jak „w latach 2000. uderzyła go odpowiedź prezydenta Rosji Władimira Putina, że główną cechą udanego prezydenta Rosji jest umiejętność odczuwania bólu innej osoby jakby był to jego własny ból”.
A na razie obrazy niszczonego Kijowa odwracają w Rosji uwagę, że rosyjska armia nadal zdobywa Kupiańsk – mimo że w grudniu Putin już rozdał za to medale. Niestety, nawet ciemności w Kijowie nie są w stanie skryć kosztów wojny w Rosji. Propaganda piekli się z powodu ukraińskiej zapowiedzi, że należy eliminować miesięcznie 50 tys. najeźdźców. Technologia dronowa i odczłowieczanie wojny temu sprzyja – a 50 tys. przekracza miesięczne możliwości mobilizacyjne Kremla.
28 stycznia rzecznik Putina Pieskow został zapytany publicznie o liczbę zabitych i rannych. Odesłał pytającego do MON. Nie wiadomo, jak długo Rosjanie zadowolą się ostatnią oficjalną daną z 2023 r., że w Ukrainie zginęło 6008 rosyjskich żołnierzy. Ukraińcy mówią o 1,2 mln zabitych lub trwale wyeliminowanych z walki żołnierzy Putina.... nawet gdyby nieco przeszacowywali, to i tak straty Putina są monstrualne.
W tej sytuacji równie prawdopodobny jest kolejny atak Putina na Kijów:
Ale możliwe jest też – skoro idą roztopy – ogłoszenia moratorium na niszczenie infrastruktury energetycznej.
26 stycznia Putin w rozmowie z gubernatorem obwodu leningradzkiego przyznał, że powstrzymanie się od ostrzału to amerykańska propozycja, która pojawiła się w czasie rozmów w Abu Zabi. 29 stycznia Donald Trump powiedział, że to on osobiście prosił Putina, by „przez tydzień” powstrzymał się z atakami na Kijów.
Putin nie ujawnił swojego stanowiska. Rozmowa z gubernatorem dotyczyła tymczasem stanu obrony przed ukraińskimi dronami. W obwodzie, przypomnijmy, w którym leży Petersburg.
Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?
UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN.
Cały nasz cykl GOWORIT MOSKWA znajdziecie pod tym linkiem.
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze