0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Photo by Sergei SUPINSKY / AFPPhoto by Sergei SUPI...

Decyzja Wołodymyra Zełenskiego, by Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” nadać imię Bohaterów UPA, wywołała w Polsce przewidywalną reakcję. Oburzenie polityków i komentatorów nie dziwi. Nie zaskakuje też histeryczny ton wielu wypowiedzi i takie propozycje jak pozbawienie prezydenta Ukrainy Orderu Orła Białego. Nad relacjami polsko-ukraińskimi znowu zawisł duch historii, przypominając, że

niepokonana przeszłość będzie w najmniej sprzyjających chwilach szkodzić wspólnej przyszłości.

A już się ocieplało

Bo relacje w ostatnich miesiącach znacznie się poprawiły. Ekscesy towarzyszące prezydenckiej kampanii wyborczej przeszły do historii. Po kontredansie wokół tego, kto kogo ma pierwszy odwiedzić, prezydent Zełenski jesienią 2025 roku przyjechał do Warszawy, a jego rozmowa z Karolem Nawrockim została oceniona przez stronę ukraińską pozytywnie. Nie zaszkodziło nawet eksponowanie przez polskiego prezydenta oczekiwań wyrazów większej wdzięczności za zaangażowanie Polski w wojenną pomoc.

Kontekstem do poprawy atmosfery jest zarówno postęp w pracach poszukiwawczych i ekshumacyjnych w Ukrainie, jak i przygotowanie do Ukraine Recovery Conference (URC). Tegoroczna edycja tego międzynarodowego wydarzenia odbędzie się w pod koniec czerwca w Gdańsku. W kwietniu w Rzeszowie miała miejsce „przygrywka” – konferencja poświęcona bezpieczeństwu, otworzyli ją premierzy Donald Tusk i Julia Swyrydenko. W maju z misją gospodarczą do Kijowa udał się minister gospodarki i finansów Andrzej Domański. Ba, w maju w Baranowie Sandomierskim odbył się także Polsko-Ukraiński Kongres Historyczny. Przełomu nie przyniósł, ale pokazał, że pole nauki może być przestrzenią dialogu o najtrudniejszych kwestiach.

Nie brakuje innych inicjatyw pokazujących, że Polacy i Ukraińcy mają o czym rozmawiać. W połowie maja w Kijowie odbyło się XIX Forum Ukraina-Polska zorganizowane przez Fundację im. Stefana Batorego i kijowski International Renaissance Foundation. W stolicy Ukrainy spotkali się przedstawiciele wiodących polskich i ukraińskich organizacji obywatelskich zajmujących się na co dzień pomocą innym: osobom z doświadczeniem migracyjnym i uchodźczym, weteranom, dzieciom, osobom mieszkającym na terenach przyfrontowych.

Dla wielu polskich uczestników z Polski była to pierwsza okazja do wizyty w Kijowie w czasie pełnoskalowej wojny. Tematem rozmów była zarówno współpraca dziś, jak i wspólne przedsięwzięcia na czas po wojnie. I oczywiście wymiana doświadczeń, zwłaszcza dotyczących budowy systemu odporności na czasy długotrwałego i głębokiego kryzysu. Ukraińskie społeczeństwo obywatelskie udowodniło, że potrafi organizować zasoby społeczne w najtrudniejszych warunkach, stając się kluczowym elementem systemu oporu wobec trwającej już 13 lat wojennej agresji. Umiejętnościami i doświadczeniem gotowi są się dzielić, często okazuje się jednak, że problemem jest brak zainteresowania organizacji spoza Ukrainy do korzystania z tego zasobu.

Zełenski mało wie o Polsce

Do gry wróciła jednak historia, przypominając o sobie przez politykę. Wołodymyr Zełenski podjął decyzję, która nie mogła pozostać niezauważona w Polsce. Więcej, nie mogła nie wywołać oburzenia. Prezydent Ukrainy powinien był o tym wiedzieć, jak więc jego decyzję interpretować?

Niestety, nawet ukraińscy komentatorzy mają ograniczoną wiedzę o mechanizmach procesów decyzyjnych na szczytach władzy. Wiadomo, że sam

Zełenski niewiele wie o Polsce i słabo rozumie niuanse polskiej polityki.

W jego najbliższym otoczeniu nie ma też nikogo, kto by dysponował większym doświadczeniem w sprawach polskich.

W rządzie, owszem, są politycy znający Polskę doskonale, jak odpowiedzialny za integrację europejską i atlantycką wicepremier Taras Kaczka. Biegle mówi po polsku, ale niestety nie należy do bezpośredniego zaplecza kształtującego prezydenckie decyzje. Podobnie minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha, także dobrze w polskich sprawach zorientowany. Tyle że znowu, o niewielkim wpływie na decyzje prezydenta. Zwłaszcza te podejmowane w kraju.

Najprawdopodobniej Zełenski w ogóle kontekstu międzynarodowego nie wziął pod uwagę, koncentrując się na wewnątrzukraińskim. Mógł polskiej wrażliwości nie uwzględnić albo z braku wyczucia, albo nawet świadomie, uznając że

nikomu nic do tego, pod jakimi sztandarami ukraińskie oddziały toczą śmiertelną walkę z rosyjskim najeźdźcą.

UPA źle oceniana, zwłaszcza na wschodzie Ukrainy

Skąd pomysł, by sięgnąć po symbolikę UPA?

Zełenski urodził się i wychował w Krzywym Rogu, w [żydowskiej] rodzinie posługującej językiem rosyjskim. Historia nacjonalistycznego podziemia spod znaku Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii była na tamtych terenach obca i przyjmowana z niechęcią to jeszcze długo po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości.

W 2013 r., a więc przed Rewolucją Godności [2013/2014 protesty na Euromajdanie doprowadziły do odsunięcia od władzy prorosyjskiego prezydenta Wiktora Janukowycza] i początkiem rosyjskiej agresji w 2014 roku, na pytanie o ocenę OUN-UPA w czasie II wojny światowej tylko 22 proc. respondentów wypowiadało się pozytywnie, a 42 proc. negatywnie.

A na wschodzie Ukrainy, skąd pochodzi prezydent, negatywne oceniało OUN-UPA aż 66 proc., pozytywnie tylko 9 proc.

Sytuacja zaczęła zmieniać się po 2014 r., kiedy Rosja dokonała aneksji Krymu i rozpoczęła działania na Donbasie. W 2015 r. badania grupy „Rating” pokazały, że pozytywne oceny OUN-UPA po raz pierwszy przeważyły nad negatywnymi (41 proc. do 38 proc.), wyznaczając trend rosnącego uznania dla roli nacjonalistycznego podziemia dla walki o ukraińską niepodległość.

Dekolonizacja: leninopad i puszkinopad

Zdecydowany przełom nastąpił jednak dopiero po 24 lutego 2022 r.

Przeczytaj także:

W artykule „Wielka wojna” opisuję, jak wybuch pełnoskalowej wojny uruchomił proces wielkiej transformacji ukraińskiego społeczeństwa. Jej główną osią stała się radykalna zmiana stosunku do Rosjan. Jeszcze w listopadzie 2021 r. 75 proc. Ukraińców deklarowało pozytywny stosunek do Rosjan mieszkających w Rosji.

Mimo ośmiu lat trwającej rosyjskiej agresji Ukraińcy uznawali ją za wyraz działań moskiewskiego reżimu

nie obciążając winą bliskiego im rosyjskiego społeczeństwa.

Inwazja 24 lutego 2022, męczeństwo Mariupola, bestialstwa ujawnione w Buczy, Irpieniu, Iziumie nieodwracalnie wyrwało Ukraińców z sympatii do Rosjan.

Przyspieszyły też proces opisywany pojęciem dekolonizacji, czyli

wyzwalania się nie tylko spod politycznego ale także kulturowego i mentalnego wpływu imperialnego mocarstwa, jakim wobec Ukrainy była lub próbowała być Rosja.

Rewolucja Godności przyspieszyła dekomunizację i zrywanie z dziedzictwem Związku Radzieckiego, czego wyrazem stał leninopad – masowe znoszenie pomników Włodzimierza Lenina. Symbolem dekolonizacji stał się zaś puszkinopad – usuwanie z przestrzeni publicznej symboli rosyjskiej dominacji: znoszenie pomników bohaterów rosyjskiej kultury, zmiany nazw ulic i instytucji.

Dekolonizacyjnemu oczyszczaniu towarzyszy odzyskiwanie pamięci o własnej kulturowej tożsamości wyrażającej ukraińską odrębność i zbiorową podmiotowość.

Jedną z najważniejszych książek 2025 roku jest praca Wiry Ahejewej „Proty kulturnoji amnezji. Eseji pro nacjonalnu pamjat’ ta identycznict’” (Przeciwko kulturowej amnezji. Eseje o narodowej pamięci i tożsamości). Wybitna literaturoznawczyni znana polskiemu czytelnikowi z innej ważnej książki podejmującej temat dekolonizacji „W cieniu imperium” (przekł. Iwona Boruszkowska) kontynuuje analizę mechanizmów kolonizacyjnej opresji w czasach podporządkowania oraz trudny i niejednoznaczny proces wyzwalania się spod rosyjskiego wpływu już w czasach niepodległości.

Półki w ukraińskich księgarniach wypełniają się coraz gęściej nie tylko esejami, ale także beletrystyką podejmującą kwestie pamięci i tożsamości. Nie sposób nie wspomnieć o roli Oksany Zabużko, najbardziej uznanej współczesnej ukraińskiej pisarki. Jej powieść „Muzeum porzuconych sekretów” z 2010 r. (w Polsce dostępna w przekł. Katarzyny Kotyńskiej) stała się wydarzeniem literackim i jednocześnie ważnym punktem transformacji ukraińskiej świadomości. Pisarka upomniała się także o pamięć o uczestnikach i uczestniczkach niepodległościowego podziemia, ciągle jeszcze wtedy zmarginalizowaną i podtrzymywaną jedynie na zachodzie Ukrainy.

Współczesna ukraińska literatura przywraca do zbiorowej świadomości postaci w czasach imperialnych wyklęte lub zwyczajnie zapomniane. Tania Malarczuk w kapitalnej książce „Zapomnienie” (W Polsce w przekł. Marcina Gaczkowskiego) ożywia postać Wiaczesława Łypyńskiego, czyli Wacława Lipińskiego. To Polak, który świadomie wybrał przynależność do narodu ukraińskiego i stał się głównym filozofem ukraińskiego konserwatyzmu związanym z hetmanem Pawłem Skoropadskim.

Wojna z Rosją o życie lub śmierć

Przywracane do życia i wprowadzane do publicznej wyobraźni historyczne postaci wypełniają ukraiński panteon, przypominając Ukraińcom i światu, że są narodem o wielowiekowej tradycji kulturowej, politycznej, a także państwowej: Iwan Mazepa, Symon Petlura, Pawło Skoropadski, ale także Stepan Bandera i żołnierze UPA. A obok nich komunista Mykoła Chwylowy i uczestnicy „Rozstrzelanego odrodzenia” – twórcy kulturowego renesansu lat 20. XX wieku w radzieckiej Ukrainie.

Wszyscy uosabiają hasło „z dala od Moskwy”

autorstwo którego przypisywane jest zarówno Mykole Chwylowemu, jak i ideologowi ukraińskiego nacjonalizmu Dmytro Doncowowi.

Według badania opublikowanego w październiku 2023 r. przez Centrum Badań Ruchu Niepodległościowego,

według 70 proc. Ukraińców „UPA ufundowała tradycję oporu wobec agresora”.

Zdecydowana większość Ukraińców nie ma wątpliwości, że wojna z Rosją ma charakter egzystencjalny – jej stawką jest przetrwanie narodu i państwa. Przegrana oznacza eksterminację o charakterze fizycznym lub kulturowym.

Temu przekonaniu o konieczności prowadzenia wojny aż do końca towarzyszy świadomość konieczności ciągłego mobilizowania zasobów niezbędnych do prowadzenia skutecznej walki.

Samotność. Ukraina zdradzana

Ukraińcy mają świadomość, że walka ta jest możliwa dzięki pomocy państw Zachodu, dziś głównie Europy. Jednocześnie pamiętają, że od pierwszych dni

budowali swoją niepodległość w warunkach strategicznej samotności.

Rozbrojenie nuklearne w zamian za gwarancje bezpieczeństwa określone Memorandum budapeszteńskim z 1994 r. stało się wielką „lekcją nieufności” w relacjach międzynarodowych. Memorandum nie ochroniło przed aneksją Krymu w 2014 r. ani przed inwazją w 2022 r. Agresorem okazał się jeden z sygnatariuszy – Rosja, inni pozostali w 2014 r. de facto bezczynni.

Nie tylko to doświadczenie prowadzi Ukraińców do przekonania, że w pełni liczyć mogą jedynie na siebie. Bo pomoc zewnętrzna, choć niezbędna potrafi być kapryśna i nieprzewidywalna.

Ukraina odczuła to boleśnie w 2023 r., kiedy Stany Zjednoczone nie potrafiły przez ponad pół roku wyjść z impasu w Kongresie pracującym nad ustawą o pomocy wojskowej. Jednocześnie polscy rolnicy na wiele miesięcy zablokowali granicę z Ukrainą, a polskie rządy, i ten Zjednoczonej Prawicy, i ten Koalicji 15 października nie potrafiły sobie poradzić z problemem, który dla Ukrainy miał strategiczne znaczenie.

Kolejne lekcje politycznego realizmu dał Donald Trump po objęciu prezydentury USA w styczniu 2025 r.

Konsolidacja i mobilizacja zasobów wewnętrznych zapewnia niezwykłą odporność i zdolność znoszenia trudów wojny przez społeczeństwo.

Jak oni to robią?

Trudno o lepszy przykład niż to, jak

Ukraińcy przeszli przez mroźną zimę 2025/2026 mimo bombardowań i zniszczeń infrastruktury energetycznej i ciepłowniczej.

Mimo katastrofalnych warunków życia setek tysięcy mieszkańców Kijowa, Charkowa, Odessy, Dnipra wola oporu, zamiast maleć, rosła – pokazywały wyniki sondaży.

Potwierdzają to twarde dane ekonomiczne i doniesienia z frontu. Ukraina utrzymuje stabilność makroekonomiczną, której nie zagroziły nawet zniszczenia infrastruktury energetycznej oraz infrastruktury miejskiej. Skala ograniczeń dostaw energii podsycała niepokój o możliwe załamanie gospodarki – statystyki ekonomiczne potwierdzają jednak uspokajające prognozy szefa Narodowego Banku Ukrainy z lutego 2026 r.

Ukraińskie PKB w I kwartale 2026 r. zmalało, owszem, ale tylko o 0,5 proc. W kolejnych kwartałach ma wrócić trend wzrostowy – w drugim PKB ma wzrosnąć o 1,7 proc.

Oczywiście, utrzymanie tej stabilności byłoby niemożliwe bez systematycznego finansowania Ukrainy i wydatków jej państwa przez partnerów zachodnich. Wszystkie wpływy z działalności gospodarczej poprzez akcyzy, podatki, cła idą na cele wojenne. W ujęciu makro

finansowanie wojny kosztuje Ukrainę blisko 36-37 proc. PKB, co przekłada się na ponad połowę wydatków budżetu państwa.

A jednak ukraińska gospodarka nie tylko trwa, ale też rozwija się!

Spektakularnym przykładem jest oczywiście sektor zbrojeniowy, który dziś zaspokaja do 60 proc. potrzeb ukraińskich sił zbrojnych.

Na początku większość zaopatrzenia pochodziła z zagranicy. Ukraiński przemysł zbrojeniowy w 2022 r. dostarczył uzbrojenie warte ok. 1 mld dolarów, w 2025 r. już 12 mld. Produkcja mogła być większa przy zwiększonym finansowaniu. Co najważniejsze, wzrost miał charakter nie tylko ilościowy, ale także, jakościowy.

Chodzi o rozwój nowych typów uzbrojenia i zdolność wytwarzania innowacyjnych rozwiązań zapewniających Ukraińskim Siłom Zbrojnym utrzymanie strategicznego parytetu w działaniach zbrojnych, a w ostatnich miesiącach nawet na przejmowanie inicjatywy strategicznej.

Nie miejsce tu na pogłębioną analizę ukraińskiego sektora obronnego. Przytaczam jego osiągnięcia jako ilustrację zdolności Ukraińców do utrzymania swojego państwa jako systemu instytucji i aktorów zdolnych do skonsolidowanego działania i prowadzenia działań wojennych aż do rozstrzygnięcia, jakie będzie akceptowalne dla ukraińskiego suwerena – narodu.

Zełenski zakładnikiem społeczeństwa

Ten aspekt ukraińskiego oporu – podmiotowość społeczeństwa – trudno zrozumieć nie tylko Władimirowi Putinowi. Także liderzy państw demokratycznych mają trudności ze zrozumieniem ograniczeń, jakie pętają ukraińskie przywództwo z prezydentem Zełenskim na czele.

Mimo wręcz autorytarnej konsolidacji władzy w swoich rękach Zełenski jest jednocześnie zakładnikiem społeczeństwa, które nawet w warunkach wojny nie waha się bronić swoich podmiotowych praw.

Trudno o lepszy przykład niż „kartonowa rewolucja” w lipcu 2025 r. Na ulice ukraińskich miast wyszły tysiące demonstrantów, protestując przeciwko próbie ograniczenia kompetencji instytucji walczących z korupcją. Zełenski musiał wycofać się ze swoich pomysłów, widząc, że sposób, w jaki traktuje deputowanych do Rady Najwyższej, nie działa wobec społeczeństwa.

Czy mogło być jednak inaczej, skoro

korupcję na szczytach władzy Ukraińcy uznają za większe zagrożenie niż… wojnę z Rosją.

Tak mówią wyniki badań Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii pod koniec kwietnia 2026 r.: 54 proc. respondentów wskazuje korupcję, a 39 proc. wojnę jako największe zagrożenia dla ukraińskiej przyszłości.

Ukraiński prezydent ma więc świadomość, że w negocjacjach międzynarodowych, których stawką jest zakończenie wojny, jest w pełni jest uzależniony od woli ukraińskiego społeczeństwa. Jakiekolwiek rozstrzygnięcie nie po myśli większości, zgniły kompromis suflowany przez Donalda Trumpa pod hasłem „ziemia za pokój” wywoła sprzeciw. Możliwość takiego kompromisu odrzuca 57 proc. respondentów przywołanego wcześniej badania KMIS. Ci, którzy byliby gotowi takie rozwiązanie przyjąć, nie zgadzają się, by miało ono charakter de iure oraz oczekują w zamian gwarancji bezpieczeństwa.

Wyczerpanie, kurupcja, afery... I jedność

Trzeba mieć świadomość, że w piątym, a de facto trzynastym roku wojny ukraińskie społeczeństwo doświadcza coraz silniejszych napięć. Wynikają one nie tylko z oczywistego zmęczenia i stresu, jaki niesie ciągłe zagrożenie życia. Codzienne praktycznie bombardowania Kijowa i częste nękanie innych miast prowadzi do psychologicznego wyczerpania i jest szczególnie dotkliwe dla dzieci. Na tym tle trwa jednak codzienne życie ze wszystkimi emocjami, jakich dostarcza sfera rodzinna, zawodowa i publiczna.

Ukraińców irytuje więc, co już było pokazane, korupcja, której wyrazem stała się tzw. Mindiczgate, afera łapówkarska w Enerhoatomie, w którą zamieszani byli najwyżsi przedstawiciele władzy.

Źródłem napięć jest sposób prowadzenie poboru do sił zbrojnych.

Problemem jest zarówno „uchylanctwo”, czyli unikanie poboru, jak i samowolne opuszczenia jednostek.

Ukraińcy mają do obu zjawisk ambiwalentny stosunek. Z jednej strony krytykują „uchylantów”, z drugiej jednak strony rozumieją ich opór przed poborem. Wynika on nie tylko z obawy przed śmiercią lub kalectwem. Często jest wynikiem braku zaufania do instytucji publicznych oraz z poczucia niesprawiedliwości (z korupcją w tle i oskarżeniami pracowników komisji uzupełnień, że od poboru można się „wykupić”).

Mimo tych napięć i narastającej krytyki ukraińskich władz oraz niskich ocen rządu i parlamentu, ukraińskie społeczeństwo zachowuje

jedność i gotowość prowadzenia wojny tak długo, jak będzie trzeba.

Filarem wspomagającym tę konsolidację jest niezmiennie wysokie zaufanie do sił zbrojnych przekraczające od początku wojny 90 proc. Drugim filarem jest zaufanie do wolontariuszy i organizacji społeczeństwa obywatelskiego. Uzupełniają, a często zastępują instytucje publiczne w wielu kluczowych ważnych sprawach: od zaopatrzenia armii w uzbrojenie przez troskę o weteranów i osoby wewnętrznie przemieszczone, aż po opiekę nad zwierzętami.

Ciągle, mimo krytyki, symbolem ukraińskiej jedności jest Wołodymyr Zełenski.

Poziom zaufania doń utrzymuje się na wysokim poziomie 58 proc. Ale rośnie mu konkurencja w osobach popularnych dowódcach wojskowych, jak Wałerij Załużny, głównodowodzący Ukraińskch Sił Zbrojnych na początku wojny, dziś ambasador w Londynie czy Kyrył Budanow, legendarny szef Głównego Zarządu Wywiadu MON, dziś szef Biura Prezydenta.

UPA jako symbol walki z Rosją, a nie rzezi wołyńskiej

Społecznej konsolidacji sprzyjają nie tylko czynniki społeczne. Niezwykle ważnym spoiwem stała się kultura pomagająca odpowiadać Ukraińcom na pytanie, kim są. I ta przemiana zbiorowej świadomości jest kluczowym mechanizmem utrzymywania jedności w różnorodności. Elementami tej świadomości jest przywiązanie do wartości demokratycznych oraz

obywatelski a nie etniczny charakter tożsamości narodowej.

Na pytanie „kim jesteś” 80 proc. badanych odpowiada w pierwszej kolejności, że obywatelem/obywatelką Ukrainy. Tuż przed wojną odpowiadało tak 60 proc., w pierwszych miesiącach pod odzyskaniu niepodległości w 1991 r. zaledwie 40 proc.

Ważnym aspektem konsolidacji jest wspólna przestrzeń symboliczna dodająca do odpowiedzi „kim jesteś?” obrazy i opowieści. Wypełnia ją nowe rozumienie historii wydobyte w procesie dekolonizacji, w tym

pamięć o niepodległościowym podziemiu spod znaku OUN-UPA, która daje kontekst i siłę walce z rosyjskim agresorem.

W powszechnym odbiorze UPA w ogóle nie jest kojarzona z konfliktem ukraińsko-polskim w czasie II wojny czy rzezią wołyńską.

Ukraińcy niewiele, jeżeli cokolwiek wiedzą na ten temat i UPA uznają za symbol sprzeciwu i walki o wolną Ukrainę aż do końca. Walki, która w karpackich lasach trwała do lat 50. I nie zakończyła się po rozbiciu powstańczych oddziałów tylko została przeniesiona do łagrów GUŁagu.

Taka jest dziś społeczna i kulturowa prawda o UPA w Ukrainie. Nie musimy jej akceptować, powinniśmy jednak zrozumieć jej genezę i znaczenie.

Choćby po to, żeby wiedzieć, że żadne spektakularne gesty strony polskiej nie zmienią dynamiki procesów społeczno-kulturowych w Ukrainie. Bo największy wpływ na ich kształtowanie ma wojna i śmiertelne zagrożenie ze strony agresora.

By skutecznie przeciwstawić się Rosji,

Ukraińcy mobilizują wszystkie zasoby materialne i symboliczne, wzywając na front nie tylko żywych ale także tych, którzy w minionych wiekach pokazywali jak walczyć z imperium i się nie poddawać.

Na sztandarach jednostek bojowych pojawiają się postaci z przeszłości kozackiej, z Ukraińskiej Republiki Ludowej i czasów walki z radziecką Moskwą.

Pouczanie Ukraińców może przynieść odwrotny skutek

Pouczanie Ukraińców pod jakimi sztandarami mają walczyć i umierać nie tylko za swoją wolność i przyszłość, ale także broniąc przed rosyjskim agresorem Polskę i Europę

może tylko przynieść odwrotny skutek przyczyniając się zmiany nastrojów w Ukrainie na antypolskie.

W tej chwili, jak pokazują badania Centrum im. Juliusza Mieroszewskiego z końca 2025 r., Polacy uznawani są przez Ukraińców za naród najbliższy im kulturowo (twierdzi tak 44 proc. badanych – dystansujemy o rząd wielkości inne sąsiadujące z Ukrainą narody), a dobre i bardzo dobre opinie o Polakach ma 43 proc. Ukraińców, negatywne tylko 8 proc.

Nie sugeruję, by w imię utrzymania sympatii zrezygnować z własnej pamięci i unikać dyskusji o trudnych tematach i tragicznej wspólnej historii.

Czy jednak w obecnym momencie dziejowym taki powinien być priorytet polskiej polityki i podstawa kształtowania relacji polsko-ukraińskich?

Warto przypomnieć, że w badaniu przeprowadzonym przez CBOS tuż po rosyjskim ataku dronowym na polską przestrzeń powietrzną we wrześniu 2025 r. na pytanie „Czy, Pana(i) zdaniem, w chwili obecnej istnieje czy też nie istnieje zagrożenie dla niepodległości Polski?” TAK odpowiedziało 63 proc., a NIE tylko 26 proc. Z kolei badanie ABR SESTA dla Ringier Axel Springer Polska pokazało, że aż 71 proc. badanych najbardziej obawia się ataku innego państwa na Polskę.

Historia budzi emocje i słuszne często oczekiwania, jednak teraźniejszość przynosi inne problemy o fundamentalnym, egzystencjalnym wręcz znaczeniu. Bo nawet jeśli obawy Polek i Polaków są przesadzone, to są jednak faktem społecznym, zza którego wyłania się obawa o to, czy do zagrożeń jesteśmy właściwie przygotowani. Odpowiedź na to pytanie jest złożona i wymaga analizy zarówno polityki wewnętrznej, jak i przyjrzenia się relacjom międzynarodowym po to, by stwierdzić, jak wygląda architektura bezpieczeństwa Polski. I jak powiązana jest ona z systemem rozwoju gospodarczego niezbędnego do tego, by system bezpieczeństwa finansować.

Szukając odpowiedzi, należy pytać o Ukrainę i powojenną przyszłość Ukrainy, Polski i Europy oraz powiązać zakończenie wojny z budową systemu bezpieczeństwa na kontynencie.

Ukraina udowodniła skutecznym wieloletnim oporem, że jest więcej niż tylko „buforem” oddzielającym Europę od neoimperialnej Rosji.

Ukraińscy politycy i eksperci przekonują, że Ukraina ze swoim narastającym wojennym doświadczeniem.

Pytanie o przyszłość

Argumenty te nabierają siły wobec coraz bardziej chwiejnej polityki Stanów Zjednoczonych wobec NATO i Europy. Oczywiście, Ukraina nie zastąpi Stanów Zjednoczonych w roli gwaranta bezpieczeństwa, ale w budowie nowej architektury w sytuacji ograniczenia lub wręcz wycofania amerykańskiego zaangażowania wkład Ukrainy będzie niezwykle istotny.

Nie tylko dlatego, że Ukraina tworzy naturalną „głębie strategiczną” dla państw europejskich. Również dlatego, że opanowała i rozwinęła metodę powstrzymywania bezwzględnego agresora w oparciu zarówno o zdolności militarne, jak i społeczno-gospodarczo-kulturowe, które tworzą podstawę dla skutecznego działania sił zbrojnych.

Aby Ukraina mogła pełnić rolę aktywnego podsystemu w europejskim systemie bezpieczeństwa, musi być częścią innych systemów tworzących europejską przestrzeń. Najważniejszym jest Unia Europejska. Tylko jak najszybsza, choć realna, przy spełnieniu kryteriów akcesyjnych, integracja Ukrainy zapewni krajowi możliwość rozwoju gospodarczego. Ten z kolei jest warunkiem powojennej odbudowy Ukrainy i reintegracji społecznej, której kluczowym wyzwaniem będzie reintegracja weteranów i osób przemieszczonych.

Ukraińcy dyskutują o tym procesie od początku wojny. Szukają siły nie tylko w historii, ale także opowiadają sobie przyszłość, która w przekonaniu większości Ukraińców będzie lepsza, a Ukraina w ciągu 10 lat stanie się kwitnącym państwem należącym do Unii Europejskiej.

To myślenie o przyszłości wypełnia nie tylko strony książek eseistycznych i futurystycznej literatury, których w Ukrainie nie brakuje. Do systematycznego myślenia o przyszłości zbierają się eksperckie grupy i w modelu partnerstwa prywatno-społecznego organizują proces projektowania przyszłego rozwoju. Jednym z miejsc takiego projektowania stał się Ukraiński Instytut Przyszłości. Pod koniec ubiegłego roku opublikował raport z wielomiesięcznego projektu foresightowego. W jego wyniku powstała „Wizja Ukrainy 2035”.

Kształtowanie powojennej przyszłości to wyzwanie i szansa dla Polski. W jaki sposób włączymy się w ten proces i na ile wykorzystamy go jako wehikuł kształtowania także polskiej przyszłości, zależeć będzie od założeń, jakie przyjmiemy. Rozmowa o odbudowie podkreśla asymetryczną relację między Ukrainą a Polską i innymi państwami partnerskimi. Wskazuje, że Ukraina jest stroną słabszą, potrzebującą pomocy.

Tak, odbudowa musi być i będzie istotnym wymiarem procesu, który jednak powinien być – co już zostało zaznaczone wcześniej, nakreślony szerzej i dotyczyć będzie nie tylko Ukrainy, ale także Polski i innych państw europejskich. Procesu projektowania europejskiej przyszłości jako poszerzenia przestrzeni bezpieczeństwa, dobrobytu i rozwoju z integracją Ukrainy do Unii Europejskiej jako głównym wehikułem. Tak nakreślone zadanie daje szansę na budowę bardziej symetrycznych, partnerskich relacji między uczestnikami tego procesu, którego sukces zależeć będzie od zdolności do wykorzystania zasobów, jakimi dysponują wszyscy uczestnicy.

Powyższa propozycja nie jest wyrazem myślenia życzeniowego, bo już ją realizują organizacje społeczeństwa obywatelskiego z Ukrainy, Polski i wielu innych państw, głównie europejskich zaangażowanych w wojenne wsparcie dla ukraińskiego społeczeństwa i wspólne projektowanie przyszłości. Przykładem takiego zaangażowania jest przywołane wcześniej XIX Forum Ukraina-Polska w Kijowie. Było ono ważnym, ale tylko jednym z wielu wydarzeń w ramach przygotowań do gdańskiej Ukraine Recovery Conference.

To międzyrządowe przedsięwzięcie jest okazją do konsolidacji wysiłku środowisk pozarządowych, które spotkały się 26 stycznia 2026 r. w Warszawie w siedzibie Fundacji im. Stefana Batorego, by rozpocząć pracę nad wspólnym zaangażowaniem w projektowanie powojennej przyszłości Ukrainy i Europy. Punktem kulminacyjnym tego wysiłku będzie Forum Społeczeństwa Obywatelskiego, które odbędzie się 24 czerwca w Europejskim Centrum Solidarności, w przeddzień inauguracji URC Gdańsk 2026. Udział w Forum zapowiedziały setki osób reprezentujących środowiska obywatelskie.

Tekst Edwina Bendyka ukazał się w środę 3 czerwca na stronach Fundacji Batorego. Powyższa wersja została za zgodą Autora poddana drobnym zmianom redakcyjnym. Tytuł i śródtytuły od redakcji OKO.press

Na zdjęciu Edwin Bendyk
Edwin Bendyk

Dziennikarz, aktywista społeczny, pisarz. Od lipca 2020 prezes Fundacji im. Stefana Batorego. Szef działu Nauka w „Polityce”. Twórca Ośrodka Badań nad Przyszłością Collegium Civitas i wykładowca Graduate School for Social Research PAN. Autor książek „Zatruta studnia. Rzecz o władzy i wolności” (2002), „Antymatrix. Człowiek w labiryncie sieci” (2004), „Miłość, wojna, rewolucja. Szkice na czas kryzysu” (2009) oraz „Bunt Sieci” (2012), „Jak żyć w świecie, który oszalał” (wspólnie z Jackiem Santorskim i Witoldem Orłowskim, 2014). Członek Polskiego PEN Clubu. Sympatyk alternatywnej sztuki, uczestnik wielu inicjatyw oddolnych, entuzjasta lokalnych mikroutopii.

Komentarze