PiS zmienił prawo i narusza je, żeby powstrzymać lub odstraszyć uczestników kontrmiesięcznic smoleńskich oraz protestów przed Sejmem. Krok po kroku ogranicza wolność manifestowania przeciwko władzy

Protestować przeciwko rządom PiS można swobodnie z wyjątkiem miejsc, w których członkowie PiS mogą te protesty usłyszeć. Takich miejsc i okazji jest niewiele: okolice Pałacu Prezydenckiego w trakcie miesięcznic smoleńskich, budynki Sejmu podczas jego obrad, siedziba Prawa i Sprawiedliwości przy Nowogrodzkiej. W każdym z tych miejsc organy państwa podległe PiS ograniczają wolność zgromadzeń zakazami, przemocą, groźbą. Pojedyncze incydenty mogą wydawać się niegroźne, ale gdy prześledzi się ich historię, widać, że władza zapędza się coraz dalej, a wolności zostaje coraz mniej.

Niektóre metody duszenia sprzeciwu wobec władzy mają uniemożliwić organizację manifestacji, inne przeszkadzają w jej przebiegu lub odstraszają od udziału. Jako że trudno je od siebie rozdzielić, przykłady podajemy, starając się zachować kolejność chronologiczną.

Zmiana prawa o zgromadzeniach

1. Zaczęło się od zmiany prawa o zgromadzeniach. Uchwalona w grudniu 2016 roku nowelizacja dała pierwszeństwo zgromadzeniom cyklicznym nad zwykłymi i zakazała rejestrowania manifestacji w odległości mniejszej niż 100 metrów. Miało to przede wszystkim uniemożliwić Obywatelom RP organizowanie kontrmanifestacji naprzeciwko Pałacu Prezydenckiego, przed którym 10 dnia każdego miesiąca przemawia Jarosław Kaczyński. Prezydent skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. TK w zaskarżonych przepisach nie dopatrzył się niczego bezprawnego.

Po raz pierwszy nowe przepisy zastosowano 10 maja. Na ich podstawie urząd miasta zakazał zgromadzenia Obywatelom RP w czerwcu i w lipcu 2017. Za drugim razem odwołali się do sądu, ale zakazu nie udało się uchylić.

Lukę w nowelizacji ustawy znaleźli prawnicy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka – 10 maja okazało się, że pozwala na organizację zgromadzeń w tzw. trybie uproszczonym, bo nie da się ich zakazać. Gdy wojewoda mimo to wydawał zakazy zgromadzeń stowarzyszeń TAMA na skwerze Hoovera i OSA przed Kordegardą 10 maja i 10 czerwca, sąd je uchylał.

2. Dlatego w lipcu PiS zamiast lukę załatać, obszedł ją. 10 lipca wojewoda zakazał zgromadzeń OSA i TAMA dopiero wieczorem, by organizatorzy nie zdążyli odwołać się do sądu. Policja nie pozwoliła wnieść na skwer Hoovera nagłośnienia, uczestników otoczyła gęstym kordonem, spisała ich, a każdemu, kto próbował się dołączyć, groziła mandatem.

Zmiana zarządzenia marszałka Sejmu

3. Mniej znana jest wprowadzona także specjalnie dla Obywateli RP zmiana w zarządzeniu Marszałka Sejmu dotyczącym wstępu na teren Sejmu. W sierpniu 2016 roku Marek Kuchciński postanowił, że na uliczki okalające budynki parlamentu można wejść jedynie z przepustką. Wcześniej była potrzebna tylko w samych budynkach. Chodziło o to, by uniemożliwić Obywatelom RP manifestowanie na oczach parlamentarzystów m.in. przeciwko demolowaniu Trybunału Konstytucyjnego. Protesty były pokojowe – Obywatele po prostu siedzieli na chodniku – ale Straż Marszałkowska uznawała, że nie mają do tego prawa i wynosiła ich za ogrodzenie.

4. Po zmianie zarządzenia – tym, których Straż wyniosła choć raz, Marszałek prewencyjnie zakazał wydawania wejściówek. W konsekwencji Obywatele nie mogli wejść do Sejmu nawet wtedy, gdy posłowie zaprosili ich na posiedzenie parlamentarnego Zespołu ds. Monitorowania Przestrzegania Praw Człowieka i Obywatela. Zdaniem Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska zarządzenie Marszałka jest niekonstytucyjne.

Zajmowanie miejsca legalnych manifestacji

Uczestnicy kontrmiesięcznic smoleńskich korzystają z przysługującego im prawa do organizowania zgromadzeń. Co miesiąc rejestrują je w warszawskim urzędzie miasta, a jeśli prezydent ich nie zakazuje – mogą odbywać się legalnie. Mimo to policja lub Biuro Ochrony Rządu zawłaszczają wyznaczone na manifestacje miejsce. Robili to wielokrotnie i na różne sposoby.

5. 10 grudnia 2016 roku policja brutalnie zepchnęła Obywateli RP z legalnie zajmowanego przez nich miejsca przed Pałacem Prezydenckim, by zrobić miejsce dla smoleńskiego Marszu Pamięci. Zamiast chronić uczestników zgromadzeń, doprowadziła do tego, że wymieszali się w ścisku. Paweł Kasprzak wielokrotnie opowiadał, jak po tej interwencji policji znalazł się tuż obok Jarosława Kaczyńskiego i sam podawał mu znicze, przekazywane z rąk do rąk ponad głowami członków i sympatyków PiS oraz Obywateli RP. W sprawie przekroczenia uprawnień przez policję interweniował wtedy Rzecznik Praw Obywatelskich.

6. Żeby uniknąć wymieszania zgromadzeń, policja ogradzała teren przed Pałacem. Zaczęło się od barierek odcinających chodnik i jezdnię – stało się tak m.in. 10 marca 2017. W konsekwencji Obywatele RP mieli dostęp do co najwyżej jednej trzeciej terenu, na którym zarejestrowali zgromadzenie. Obywatele złożyli w związku z tym zawiadomienie do prokuratury ws. przekroczenia uprawnień przez policję. Prokuratura w lipcu wszczęła śledztwo.

7. W kwietniu PiS wymyślił coś specjalnego: zorganizował państwowe obchody rocznicy katastrofy smoleńskiej na podstawie prawa o ruchu drogowym, co dało urzędowi miasta argument do zakazania wszystkich zgłoszonych na ten dzień kontrmanifestacji. Na dodatek Minister Kultury – jako organizator obchodów – wydał regulamin, według którego wstęp na ogrodzone od Pałacu do Starego Miasta Krakowskie Przedmieście przysługuje jedynie “osobom dającym rękojmię zachowania godności”, czyli przede wszystkim nie Obywatelom RP.

Fundacja Ośrodek Kontroli Obywatelskiej, wydawca OKO.press, złożyła skargę na ten regulamin do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, wykazując, że ograniczał m.in. wolność zgromadzeń.

8. W lipcu 2017 roku policja na zlecenie BOR ponownie zagrodziła Krakowskie Przedmieście od ul. Karowej do katedry. Tym razem powodem były próby zablokowania marszu smoleńskiego przez Obywateli RP podczas dwóch poprzednich miesięcznic. W konsekwencji nie mogło odbyć się zgłoszone w trybie uproszczonym legalne zgromadzenie przed Kordegardą (naprzeciwko Pałacu), zarejestrowane przez Obywateli Solidarnie w Akcji. Po zgłoszeniu OKO.press Rzecznik Praw Obywatelskich napisał w tej sprawie do Komendanta Stołecznej Policji z prośbą o wyjaśnienia. Ten sam manewr BOR powtórzył wczoraj (9 sierpnia), nakazując ustawienie barierek już o 18:00.

“Legitymowanie” i wynoszenie

Jeśli już dojdzie do zgromadzenia, policja sięga po środki ostateczne: izolowanie i usuwanie jego uczestników.

9. To pierwsze policja osiąga przy pomocy  bardzo wydłużającej się procedury legitymowania protestujących: proszą o dokument osobisty i nie pozwalają oddalić się przed sprawdzeniem tożsamości, a sprawdzanie trwa dopóki trwa zgromadzenie. Podczas majowej kontrmiesięcznicy policjanci wyłapywali w ten sposób pojedynczych Obywateli RP. W czerwcu “legitymowali” kilkadziesiąt osób przez około dwie godziny. Ewa Siedlecka, dziennikarka “Polityki”, która znalazła się w tym gronie, złożyła na policjantów skargę do sądu za bezprawne pozbawienie jej wolności.

10. Gdy nie uda się w porę zatrzymać manifestującego, policji pozostaje wynieść go z manifestacji. Uczestników legalnych zgromadzeń policja wynosiła co najmniej dwa razy: z Krakowskiego Przedmieścia w nocy z 9 na 10 lipca 2017, gdy zdaniem policji utrudniali ustawienie barierek przed miesięcznicą. Kolejną granicę policja przekroczyła jednak 24 lipca, gdy usunęła kilka osób protestujących przed siedzibą PiS przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie pod pretekstem zakłócania porządku publicznego. Policjanci skonfiskowali też sprzęt nagłaśniający, a następnie “legitymowali” ich do końca protestu. “To szykany” – stwierdził wtedy Marcin Szwed z Fundacji Helsińskiej. Po zgłoszeniu OKO.press Rzecznik Praw Obywatelskich zapowiedział interwencję także w tej sprawie.

Odstraszanie i inwigilacja

Zdając sobie sprawę, że żaden przepis nie powstrzyma w stu procentach ludzi chcących zamanifestować swoje poglądy, policja stosuje różne techniki prewencyjne. Część z nich jest na granicy prawa.

11. Po proteście przed Sejmem 16 grudnia 2016 roku policja opublikowała zdjęcia kilkudziesięciu osób, które “mogą mieć z nimi związek” i wezwała do pomocy w ustaleniu ich tożsamości. Ci, którzy się zgłosili, zostali oskarżeni m.in. o znieważanie reporterów TVP. Rzecznik Praw Obywatelskich uznał, że naruszyła w ten sposób zasadę domniemania niewinności, a pełnomocnik części sfotografowanych zapowiedział złożenie pozwu o naruszenie dóbr osobistych. Ucierpieli jednak nie tylko oni, ale i zaufanie do policji. Od grudnia 2016 roku każdy, kto idzie na antyrządowy protest i znajdzie się przed obiektywem kamery TVP lub policji, musi liczyć się z tym, że jego wizerunek może się pojawić w internecie, a on sam na przesłuchaniu w prokuraturze.

12. Co najmniej od protestów w grudniu 2016 roku Obywatele RP wiedzą, że w trakcie manifestacji są śledzeni przez policję. Od 27 lipca 2017 mają już jednak pewność – “Wyborcza” opublikowała nagrania rozmów policjantów obserwujących członków Obywateli RP i Ryszarda Petru podczas lipcowych protestów przeciwko ustawom upolityczniającym sądownictwo. Policja tłumaczyła się, że śledziła lidera Nowoczesnej dla jego bezpieczeństwa, a Obywateli, żeby zapobiec zapowiadanym przez nich wykroczeniom. Zdaniem prawników było to przekroczenie uprawnień. Na takiej zasadzie policjanci mogą śledzić każdego i w dowolnym zakresie. I znów nie jest to tylko ograniczenie wolności osób śledzonych, ale i próba wywołania tzw. “efektu mrożącego”. Organizatorzy kolejnych protestów muszą się zastanowić, czy na pewno chcą poświęcić swoją prywatność dla wolności zgromadzeń.


Abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym