Niemieckie uznanie, polska krzywa gęba. Jak Niemcy i Polacy patrzą na Marksa
W Niemczech Karol Marks uchodzi za jednego z najważniejszych Niemców w historii. Jego imieniem nazwane jest kilkaset ulic, stoją jego pomniki, ludzie noszą z nim koszulki. W Polsce Marks ma opinię niebezpiecznego rewolucjonisty i ojca chrzestnego zbrodniczych reżimów. Ulicy Marksa nie ma w Polsce ani jednej, historycznie były tylko trzy. Skąd te różnice?
O Chemnitz, średniej wielkości mieście na południu Saksonii, niedaleko granicy z Czechami, większość Niemców wie tyle, że jest brzydkie i nic się w nim nie dzieje. Niby jest to miasto wielkości Gdyni, ale po drodze „do niczego” i niczym się niewyróżniające. Nie jest nawet podpięte pod sieć pociągów dalekobieżnych – kto chce się dostać do Chemnitz, musi jechać godzinę pociągiem lokalnym do Drezna albo Lipska i dopiero tam przesiąść się w pospieszny.
Prawie całkowicie zbombardowane w czasie wojny, w czasach Niemieckiej Republiki Demokratycznej zostało odbudowane na szybko, by zaspokoić pilne potrzeby mieszkaniowe – i w efekcie bez ładu i składu, głównie wielką płytą, bez przesadnej dbałości o odbudowanie historycznej starówki. W efekcie dziś to miasto bez znaczących zabytków, za to pełne bezimiennych blokowisk, strukturalnego bezrobocia pozostałego po zjednoczeniu Niemiec w 1990 roku, upadłego przemysłu i ogólnego braku możliwości.
Oraz z problemem prawicowego ekstremizmu wśród młodych. Miasto, z którego raczej się wyjeżdża, niż do niego przenosi.

Komentarze