"Postanowiłem napisać do Pani, żeby podpowiedzieć, że jest (dużo) więcej rzeczy, które może Pani zrobić teraz (tak jest – natychmiast) w ramach swoich obecnych uprawnień i możliwości" - tak w liście otwartym do wiceszefowej KE pisze holenderski prawnik, profesor na Uniwersytecie w Groningen John Morijn

Publikujemy niezwykły list otwarty prof. Johna Morijna z Wydziału Prawa Uniwersytetu Groningen w Niderlandach do wiceszefowej Komisji Europejskiej Věry Jourovej.

Prof. Morijn przyjechał do Warszawy w styczniu 2020, w  dniach, kiedy nasz kraj odwiedzała wiceszefowa Komisji Europejskiej. Miał być obserwatorem na rozprawie prof. Wojciecha Sadurskiego w sprawie wytoczonej mu przez TVP. Rozprawa w ostatniej chwili została odwołana.

W czasie pobytu w Polsce spotykał się z sędziami, prawnikami i społecznikami zaangażowanymi w walkę o rządy prawa. W efekcie, postanowił działać – przede wszystkim jako zaniepokojony obywatel UE.

„Postanowiłem napisać do Pani, żeby podkreślić ogromne znaczenie tego – o czym Pani z pewnością wie – że przytłaczająca większość Polaków jest entuzjastyczna wobec UE, w tym, logicznie, dla wartości założycielskich Unii.

Ma Pani mandat do reprezentowania wszystkich polskich obywateli UE. Niedawno złożyła Pani ślubowanie przed Trybunałem Sprawiedliwości, że będzie Pani działać w obronie wartości zapisanych w traktatach UE, w tym praworządności.

Wyzwanie, które stawia przed Panią Polska jest oczywiste. Nie zazdroszczę Pani, ale głęboko wierzę, że będzie skutecznie działać zgodnie ze złożonym ślubowaniem i demokratycznym mandatem.

Postanowiłem napisać do Pani, żeby podpowiedzieć, że jest (dużo) więcej rzeczy, które może Pani zrobić teraz (tak jest – natychmiast) w ramach swoich obecnych uprawnień i możliwości”.

Szanowna Pani, jestem Pani wielbicielem

Jej Ekscelencja Pani Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Věra Jourová.

Droga Pani Věro,

Piszę do Pani aby publicznie wyrazić moje pełne poparcie i podziw dla Pani pracy na rzecz obrony praworządności w Polsce.

Mam nadzieję, że nie będzie mi miała Pani za złe mojej bezpośredniości. Pozwalam na nią sobie, bo choć się nie znamy osobiście, to jednak mamy ze sobą coś wspólnego. Jako polityk reprezentuje Pani mnie – obywatela Unii Europejskiej.

Reprezentuje mnie Pani, ponieważ nominacja na Wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej odpowiedzialną za kwestie praworządności została zatwierdzona przez większość demokratycznie wybranego Parlamentu Europejskiego – na który oczywiście ja też głosowałem.

Pozwalam sobie również na „Drogą Věrę”, gdyż nawet jeśli Pani mandat przedstawiany jest – błędnie – jako nieco nieokreślony, to jednak ochrona praworządności jest zarówno czymś praktycznym i konkretnym, jak i ściśle osobistym.

Wreszcie, ton mojego listu być może Panią zaskoczy. Wyobrażam sobie bowiem, że nie (dość) często otrzymuje Pani listy od wielbicieli.

Dlaczego mój list od wielbiciela piszę właśnie teraz? Niedawno byliśmy oboje w Polsce w tym samym czasie, w poniedziałek 27 i wtorek 28 stycznia. Przyjechaliśmy po to, aby się dowiedzieć w jaki sposób praworządność jest zagrożona w tym kraju członkowskim Unii Europejskiej, co można zrobić dla jej ochrony i odnowy. I jak opowiedzieć innym, co zobaczyliśmy i czego się dowiedzieliśmy. Zdecydowałem się zdać taką relację również Pani.

W poniedziałek uczestniczyła Pani w obchodach 75. rocznicy wyzwolenia Auschwitz, podczas której głównym przesłaniem było to, że powinniśmy wyciągnąć naukę z błędów przeszłości. Pan Marian Turski powiedział z niezwykłą siłą, że nie wolno nam być obojętnymi.

We wtorek w Warszawie odbyła Pani spotkania z różnymi uczestnikami sporu o praworządność, z Marszałkiem Senatu, Ministrem Sprawiedliwości, Rzecznikiem Praw Obywatelskich oraz przedstawicielami stowarzyszenia sędziów Iustitia.

Czytałem, jak dyplomatycznie Pani określiła swoją rozmowę z Ministrem Sprawiedliwości Ziobrą jako udany „dialog”. Jednak oboje wiemy, że uwaga i szacunek niezbędny dla rozmowy w dobrej wierze nie był odwzajemniony.

Oboje wiemy, że jest Pani słusznie zaniepokojona i ma Pani dosyć destruktywnych działań oraz taktyki polskiego rządu, który reprezentuje jedynie część (a dokładniej: mniejszość) Polaków.

W Pani przypadku jest inaczej – ma Pani mandat do reprezentowania wszystkich polskich obywateli UE. Niedawno złożyła Pani ślubowanie przed Trybunałem Sprawiedliwości, że będzie Pani działać w obronie wartości zapisanych w traktatach UE, w tym praworządności.

Wyzwanie, które stawia Pani Polska jest oczywiste. Nie zazdroszczę Pani, ale głęboko wierzę, że będzie skutecznie działać zgodnie ze złożonym ślubowaniem i demokratycznym mandatem.

Jeśli chodzi o mnie, przyjechałem do Warszawy po raz drugi w ciągu dwóch miesięcy, przede wszystkim aby okazać moją solidarność z kolegą-naukowcem Wojciechem Sadurskim.

Profesor Sadurski jest wybitnym uczonym z zakresu prawa konstytucyjnego, któremu partia Prawo i Sprawiedliwość oraz Telewizja Publiczna wytoczyły kilka procesów. Ci politycy i te media same nie stronią od używania mocnych słów, teraz jednak twierdzą, że zostały obrażone w kilku krytycznych tweetach profesora Sadurskiego.

Ich oczywistym celem jest ograniczenie wolności słowa, zakneblowanie ust w taki sam sposób, w jaki zostaną zakneblowani sędziowie jeśli Prezydent Duda podpisze tak zwaną ustawę dyscyplinującą czy „kagańcową”.

Jeśli chce się Pani dowiedzieć więcej o procesach przeciw Sadurskiemu, wystarczy wyszukać w internecie po hasztagu #WithWoj. Ponad 800 uczonych z całego świata, jak również wiele towarzystw naukowych i organizacji pozarządowych, wyraziło dla niego swoje poparcie i solidarność.

Kolejna rozprawa, w sprawie wytoczonej przez TVP, wyznaczona na 28 lutego, została w ostatniej chwili odwołana.

To oczywiście przykład zastraszania przez postawienie przed sąd krytyka władzy, w celu wywierania efektu mrożącego. Sprawa prof. Sadurskiego nie jest odosobniona.

W czasie pobytu w Warszawie rozmawiałem także z kilkoma innymi naukowcami broniącymi praworządności, sędziami i prawnikami. Nie wymieniam tutaj ich nazwisk gdyż – zarówno Pani, jak i innym osobom to czytającym będzie trudno uwierzyć, że opisuję sytuację w kraju członkowskim Unii Europejskiej – mogło by to ich wystawić na dalsze i osobiste ryzyko.

Pytałem: czego oczekujecie od UE? Co sprawiłoby (większą, szybciej) różnicę? Odpowiadali, że

niezbędne jest, aby UE podejmowała konkretniejsze kroki – już teraz. W obronie praworządności UE powinna w praktyce robić to, co – abstrakcyjnie – głosi.

Powinna pomóc pokrzyżować plany PiS-u i jego pomocników. I sprawić, że ich obecna „strategia” podważania praworządności w Polsce stanie się znacznie mniej skuteczna. Naprawdę, UE może to zrobić w granicy swoich obecnych uprawnień.

UE musi stwierdzić, że zapewni finansowanie i zadba o fizyczne bezpieczeństwo organizacji pozarządowych, które dokumentują i informują nas o tym, co dzieje się w zakresie odchodzenia od demokracji, ale przy jednoczesnym pełnym zrozumieniu polskiego kontekstu.

UE powinna również zaoferować i zapewnić w praktyce fizyczne bezpieczeństwo broniącym praworządności prawnikom i sędziom. Robią to dla nas, obywateli UE jako sędziowie i prawnicy Unii Europejskiej przez stosowanie zasad prawnych Unii Europejskiej. Obecnie nie tylko doświadczają wielu dolegliwości dyscyplinarnych, w obronie przed którymi muszą sami zatrudniać adwokatów. Czasami są wręcz osobiście zagrożeni. UE musi tym się zająć. UE powinna też finansować obronę w oczywistych przypadkach prześladowania obrońców praworządności w Polsce, naukowców i intelektualistów, takich jak Wojciech Sadurski.

Wszystko to usunęłoby ważną przyczynę faktycznej skuteczności PiS-owskich kampanii prześladowania wszystkiego i wszystkich, co staje mu na drodze – mianowicie to, że PiS ma nieograniczone środki, podczas gdy ci, których PiS chce uciszyć muszą sami płacić rachunki.

Mogą oni w końcu zostać zmuszeni do spuszczenia z tonu bardziej z powodów praktycznych (nierówność sił w kategoriach finansowych) niż pryncypialnych.

Naprawdę, Pani Věro, w kategoriach finansowych dla UE to byłyby grosze. Za to skutek i przesłanie byłyby ogromne. A gdyby zachciała Pani postawić sprawę bardziej konfrontacyjnie (za co bym Pani nie winił), można by też dodać, że koszty poniesione przez UE przy podjęciu tych kroków zostałyby odjęte od funduszy europejskich normalnie przeznaczonych do rozdzielenia w Polsce.

W końcu bez działającej praworządności nie można bezpiecznie przydzielać tych środków. Zaś praworządność jest chroniona przez sędziów, prawników i krytyków, którzy obecnie są prześladowani i zagrożeni przez rząd PiS.

Ale Pani Věro, to jeszcze nie wszystko. W trakcie moich rozmów okazało się, że ma Pani więcej możliwości działania w ramach swojego mandatu.

Jak Pani wie, autorytaryzm handluje symbolami. Pani i ja jesteśmy rozsądnymi i racjonalnymi ludźmi i nie mamy naturalnej swobody w używaniu narzędzi, którymi „oni” się posługują. Jednak powinna mieć Pani świadomość, że tego rodzaju instrumenty ma Pani do dyspozycji i może Pani rozważyć ich użycie jeśli uzna to Pani za stosowne.

Z całym szacunkiem sugeruję, iż użyteczne byłoby publiczne obnażenie świadomych oszustw PiS-u w stosunku UE.

Czy w obecnej sytuacji nie jest np. dziwne wygłaszanie przez członków polskiego rządu przemówień z flagą UE w tle obok polskiej flagi?

Właśnie to zrobił Prezydent Duda w swoim bożonarodzeniowym wywiadzie w którym – jak Pani pamięta – krytykował polskich sędziów będących w istocie również sędziami UE.

Przekaz wizualny takiej aranżacji jest oczywisty – „my, rząd pod przywództwem PiS uznajemy, że Polska jest i pragnie pozostać częścią UE. Jesteśmy teraz krytyczni wobec niej, gdyż sprawia nam kłopoty, ale w rzeczywistości to tylko przejściowe trudności w naszym małżeństwie”.

Powinna Pani rozważyć powiedzenie im – „drogi PiS-ie, w rzeczywistości to nieprawda. Zachowujecie się bardzo źle występując zarówno przeciw literze jak i duchowi, które reprezentuje flaga europejska. Dopóki tak będziecie robić, dopóty będziecie spać na symbolicznej wersalce”.

Można to zakomunikować PiS-owi publicznie, mówiąc, że nie powinni używać flagi europejskiej na żadnej ze swoich imprez. Przez to, co przedstawiciele polskiego rządu wyrabiają , nie jest on w tej chwili godny być kojarzonym z flagą UE, ale oczywiście oczekujemy, że się poprawi i będzie się zachowywał zgodnie z praktyką i zasadami które ta flaga reprezentuje.

Pani Věro, we fladze UE jest siła i może Pani dać jasno do zrozumienia, że na powiewanie nią trzeba zasłużyć.

Na spotkaniach z każdym z tych dzielnych polskich obrońców praworządności uważałem, że powinienem im dziękować jako współobywatel Unii Europejskiej. Pani Věro, przecież oni walczą, często ze znacznym dla siebie ryzykiem, także za mnie.

Jako podziękowanie, wręczałem im drewniane goździki, z dodanym poniższym tekstem na odwrocie znanego zdjęcia żołnierzy zrobionego podczas rewolucji goździków w Portugalii.

Obrona praworządności w Europie jest zawsze praktyczna i konkretna. Korzystając ze swobody podróżowania w UE, po raz pierwszy przekonałem się o tym w Portugalii, gdzie goździk stał się symbolem pokojowego przejścia od dyktatury do demokracji 25 kwietnia 1974 roku. I znakiem odwagi w obliczu przeciwności i ryzyka. Holendrzy są znani ze swoich kwiatów, ale i skąpstwa. Wytwarzanie drewnianych portugalskich goździków dobrze ujmuje to, że współpraca europejska przynosi ogromną nadzieję. Pokazuje, że goździki nie więdną i nigdy nie zwiędną. Z wdzięcznością, JM”.

Zachowałem jeden z tych podarków. Wysyłam go dzisiaj Pani pocztą. W końcu od tego są wielbiciele.

Zdjęcie portugalskich żołnierzy w trakcie „rewolucji goździków”

Pani Věro, oboje wiemy, że przy wypełnianiu Pani mandatu czeka Panią walka o skuteczną obronę praworządności w Polsce. Z jednej strony musi Pani mieć do czynienia z odmawiającymi współpracy przedstawicielami polskiego rządu, którzy mają jasny cel w oczywisty sposób sprzeczny z podstawowymi zasadami UE i którzy, jeśli im pozwolić działać dla tego celu, wyprowadzą Polskę z UE.

Ale też wiem, że nie wszyscy spośród Pani kolegów i koleżanek – komisarzy UE – są tak samo przekonani co do wagi i pilności zajmowania się kryzysem praworządności.

Inaczej niż Pani, nie dostrzegają oni fundamentalnego charakteru tego wyzwania. Inaczej niż Pani, nie traktują tej sprawy osobiście. Inaczej niż Pani, nie rozumieją, że praworządność w jednym miejscu Unii Europejskiej ma bezpośredni wpływ na jakość demokracji liberalnej wszędzie.

Zdaję sobie także sprawę, że nawet jeśli większość w Parlamencie Europejskim, przed którym Pani odpowiada, popiera bardziej radykalne działania na rzecz praworządności, obecnie jest to blokowane w Radzie Ministrów.

Inaczej niż Pani, wiele państw członkowskich, które publicznie wznoszą liryczne peany na cześć ochrony praworządności, za zamkniętymi drzwiami rzadko porusza ten temat. Być może powinna Pani więcej publicznie mówić w tych państwach członkowskich o Pani (i naszej) walce o praworządność w UE.

Łatwo się rozczarować, uwierzyć, że to tylko zagadnienie prawne, nie zaś walka polityczna. Łatwo dalej udawać, że się uczestniczy w „dialogu”, podczas gdy samemu się mówi, a druga strona nie ustaje w psuciu sytuacji.

Postanowiłem napisać do Pani, żeby powiedzieć, że nie ma powodu, aby na tym poprzestać. Postanowiłem napisać do Pani, żeby podkreślić ogromne znaczenie tego – o czym Pani z pewnością wie – że przytłaczająca większość Polaków jest entuzjastyczna wobec UE, w tym, logicznie, dla wartości założycielskich Unii.

Postanowiłem napisać do Pani, żeby podpowiedzieć, że jest (dużo) więcej rzeczy, które może Pani zrobić teraz (tak jest – natychmiast) w ramach swoich obecnych uprawnień i możliwości.

Te działania wyraźniej ukażą Pani zamiary i dowiodą, że Pani nie żartuje.

Ma Pani prawo, i jeśli mi wolno, obowiązek w ramach traktatów, na wierność którym Pani przyrzekała – właśnie tak zrobić.

W swojej walce o przestrzeganie praworządności w państwach członkowskich, takich jak Polska, reprezentuje Pani większość, choć wciąż jeszcze poniekąd milczącą, obywateli Unii Europejskiej i wyraźną większość w Parlamencie Europejskim.

Ta ogromna większość obywateli UE zdecydowanie pragnie żyć w demokracjach liberalnych. Oczekują oni, że politycy na szczeblu UE, tacy jak Pani, których zadaniem jest obrona praworządności w ponadnarodowym zakresie, będą o nią walczyć w ich imieniu. Właśnie dlatego, że historia uczy nas, iż rządy prawa można łatwo zniszczyć.

Oczekują także, że przeciwstawiając się tym, który tę praworządność podważają, użyje Pani wszystkich możliwości, które są do dyspozycji.

To w dzisiejszej Europie naprawdę jest sprawa my albo oni.

Dlatego staję u Pani boku, Pani Věro. To dlatego jestem Pani oddanym wielbicielem.

Przyjechałem do Polski aby być #WithWoj. Ale wyjechałem wiedząc, że aby tak było, muszę także publicznie zadeklarować #WithVera. Każdy, kto nie jest obojętny, powinien zrobić to samo.

John Morijn

Profesor nauk prawnych i stosunków międzynarodowych

Wydział Prawa, Uniwersytet w Groningen, Niderlandy

List został opublikowany po angielsku na Rule of Law in Poland.

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Profesor nauk prawnych i stosunków międzynarodowych,
Wydział Prawa, Uniwersytet w Groningen, Niderlandy


Komentarze

  1. Tom Paskuda

    Holender John Morijn – widać, że to inna kultura obywatelska. Przynajmniej ma praktyczne pomysły: fundusz unijny dla ochrony prześladowanych, zakaz używania flagi unijnej przez PiS.
    A symbole są ważne. Ciekawe czy w polskiej kulturze obywatelskiej może zrodzić się symboliczny ruch np. „NIEBIESKIE DASZKI” czyli flaga unijna (naszywka) na daszku czapki bejsbolówki.

  2. Lech Słomianowski

    Może rzeczywiście trzeba przypomnieć Jourovej sprawę tak oczywistą, że Polacy też są obywatelami UE, mają prawo do jej ochrony i do unijnej reprezentacji (w tym również w konflikcie z polskimi władzami). Nie bardzo jednak rozumiem dlaczego ma to robić holenderski prawnik?

    • Andrzej Maciejewicz

      Rozumiem, że liczy pan na podobne apele ze strony polskich koryfeuszy nauki? Nic z tego. Jeszcze się nie zorientowali, myślą, a to proces trudny i męczący.

      • Lech Słomianowski

        Czy wspominałem cokolwiek o koryfeuszach, że Pan tak rozumie moją wypowiedź? Po prostu dziwi mnie dlaczego wypowiada się akurat prawnik holenderski, nie będący przedstawicielem żadnej ze stron.

  3. Michał Słonimski

    co za bzdety. Członkowie KE nie mają absolutnie żadnego mandatu do reprezentowania obywateli. Każdy, kto twierdzi inaczej jest antydemokratycznym ignorantem propagandystą :/

    • Mateusz Głazowski

      Rozumiem, że jedynym uprawnionym do decydowania o losach Polski i jej obywateli jest szef partii, która tylko dzięki metodzie przeliczania oddanych w wyborach głosów zdobyła większość. Ja i wielu podobnie myślących z radością witamy głosy poparcia dla przeciwników zwykłego posła.

    • Konstancja Pińska

      nie stanalby Pan w obronie innych obywateli UE, ktorzy w swoim kraju sa zagrozeni odbieraniem demokracji i dzialaniu rzadu wbrew prawu, konstýtucyjnemu czy tez odpisanym traktatom? Czlonkowie KE sa przeciez tekze wybierani, a jesli nie, pochodza przeciez z krajow czlonkowskich

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!