Prawa autorskie: Maciek Jazwiecki / Agencja Wyborcza.plMaciek Jazwiecki / A...
25 października 2022

Organizacje związane z PiS mają 40 proc. skuteczności w zdobywaniu dotacji. Inne - 11 proc. [WYWIAD]

„Procedury w Narodowym Instytucie Wolności pozwalają praktycznie na wszystko” - mówi Katarzyna Batko-Tołuć z Watchdog Polska w reakcji na śledztwo OKO.press i Fronstory.pl o ministrze Piotrze Mazurku i grantach z NIW

Daniel Flis, OKO.press: Wspólnie z Frontstory.pl OKO.press ujawniło, że dotacje z Narodowego Instytutu Wolności otrzymały organizacje 20 działaczy Kolibra, którego wiceszefem był Piotr Mazurek, członek rady NIW, pełnomocnik rządu ds. młodzieży i sekretarz stanu w kancelarii premiera. Czy znajomość z ministrem Mazurkiem mogła im pomóc w otrzymaniu pieniędzy?

Katarzyna Batko-Tołuć*: Oczywiście, że mogła, choć trudno to wykazać. W protokołach komisji konkursowych może nie być widać żadnych dyskusji o wnioskach. Ten, z którym ja się mogłam zapoznać, był lakoniczny. Wygląda to tak, jakby o wszystkim decydowały oceny ekspertów.

Sprawdziliśmy, że w konkursie, w którym Karolina B., przyjaciółka Mazurka z Kolibra, dostała pierwszy grant z NIW, pięć procent ekspertów było członkami Kolibra. Wśród nich Mariusz Bulski, który kilka miesięcy wcześniej imprezował wspólnie z Karoliną B. i Piotrem Mazurkiem. Czy to możliwe, że właśnie on oceniał wniosek jej fundacji?

Powinien zgłosić konflikt interesów i wyłączyć się z oceny tego wniosku. Jako ekspert musiał podpisać deklarację bezstronności, która go do tego zobowiązuje. Ale jeśli nie zgłosił konfliktu interesów, nie dowiemy się tego. NIW nie udziela informacji o tym, czy dany ekspert dostał do oceny dany wniosek.

Jako Watchdog Polska zapytaliśmy, ile wniosków oceniali w NIW poszczególni eksperci. Dowiedzieliśmy się na przykład, że pan Bulski w tym programie, w którym startowała fundacja Karoliny B., ocenił 19 wniosków, czyli niemal najwięcej wśród ekspertów, a do innych trafiało kilka, a nawet tylko jeden wniosek. Zdarza się też, że eksperci, którzy podpisali umowy z NIW, nie dostają później żadnych wniosków do oceny.

Warto dodać, że był to konkurs na wsparcie działań misyjnych i rozwoju instytucjonalnego organizacji społecznych. Najpierw organizacja powinna udowodnić, że wytrwale realizuje misję, a potem warto wspierać jej rozwój. To nie był zwykły konkurs na projekty, gdy można tłumaczyć, że sam projekt był dobry. Tu ocenia się organizację, a wśród kryteriów oceny znalazło się doświadczenie. Wyniki konkursu pojawiły się w rok po założeniu organizacji. Bardzo jestem ciekawa, co takiego zdecydowało o przyznaniu jej jednej z najwyższych punktacji - 19 na 20 punktów.

To wnioski nie są losowo przydzielane do ekspertów?

Dysponuję odpowiedzią na pytanie o dobór ekspertów akurat w tym konkursie. Wynika z niej, że eksperci dobierani byli losowo, ale dodatkowym czynnikiem był deklarowany zakres posiadanej wiedzy i doświadczenia. I oczywiście część z nich wyłączana była ze względu na zadeklarowany konflikt interesów. Jak doszło do tego, że to akurat Pan Bulski miał praktycznie najszerszą ekspertyzę i najmniej konfliktów interesów to zagadka.

To oczywiście żart. Wynik takiego „losowania” pokazuje, że procedura pozwala praktycznie na wszystko. Ekspert może zadeklarować dowolne doświadczenie. Zastanawia mnie, jak to było weryfikowane. I — jeśli nie zadeklaruje konfliktu interesów — dostanie wniosek. Tak słabo zabezpieczony system umożliwia przekazywanie wniosków w odpowiednie ręce.

Wiem, że w 2022 roku przynajmniej jeden ekspert NIW dostał wiadomość z prośbą o ponowne przemyślenie punktacji dla danego wniosku w tym i w tym punkcie. Ekspert odpisywał: przemyślałem, nie zamierzam nic zmieniać. I dostawał jeszcze raz taką samą sugestię, że może nie dość dokładnie przeczytał, nie przyjrzał się. Pisał to urzędnik. A urzędnik prawdopodobnie musiał wykonać czyjeś polecenie.

Kiedy zapytaliśmy, jak często to się zdarza i w ramach jakiej procedury, dostaliśmy bardzo nerwową odpowiedź, że procedura jest taka jak zawsze. I że w ogóle takie procedury obowiązują także w innych programach dotacyjnych.

To są miękkie metody wywierania nacisku, więc oczywiście trudno złapać kogoś za rękę. Ale jeśli zestawimy to z faktem, że wtedy opóźniało się ogłoszenie wyników konkursu, a potem uznano, że aż 19 wnioskom wysoko ocenionym przez ekspertów nie przyznano dotacji w wyniku “niewpisywania się w cele Rządowego Programu NOWEFIO oraz strategiczne kierunki polityki rządu”, to można się domyślać, że jednak sytuacja nie była standardowa. To też pokazuje, że z czasem zachowuje się coraz mniej pozorów.

Rozmawialiśmy z Maciejem Letkiewiczem, byłym członkiem Kolibra i ekspertem NIW, który dziś za pieniądze pomaga innym organizacjom w zdobywaniu grantów. Według niego 50 na 200 wniosków jest dogadanych politycznie.

Moim zdaniem na początku NIW-u, w 2018 roku, tylko pojedyncze organizacje dostawały dotacje po dogadaniu czy po znajomości. Większość pieniędzy była rozsmarowywana po całej Polsce i nawet organizacje pozarządowe zauważały, że niektóre rzeczy w NIW są fajniej robione niż wcześniej.

Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Powstają nowe organizacje. Trzeba więcej gąb wyżywić, coraz mniej zostaje pieniędzy, które są rozdawane w trybie konkursowym. Zresztą potwierdzają to analizy dokonane przez Stowarzyszenie 61/MamPrawoWiedziec.pl. Zestawili wyniki konkursów z partyjną afiliacją osób pełniących kiedykolwiek funkcję w zarządzie lub organize nadzoru i wyszło im, że organizacje związane z rządzącymi mają 40-procentową skuteczność we wnioskowaniu o dotacje, a pozostali tylko 11 procent. A przecież to tylko dane o oficjalnych powiązaniach. Towarzyskich tak się nie zidentyfikuje.

W OKO.press wielokrotnie opisywaliśmy, do kogo trafiają pieniądze z NIW. Oprócz środowiska Kolibra są to między innymi instytucje kościelne, organizacje powiązane z Ordo Iuris, narodowcami od Roberta Bąkiewicza, a także z poszczególnymi politykami PiS, także tymi ze szczebla lokalnego.

Można spodziewać się, że w roku przedwyborczym będziemy mieli możliwość oglądania bardzo wielu nieetycznych sytuacji w NIW-ie. Dużo pieniędzy może pójść do klienteli i ta klientela będzie się zajmowała promocją osób albo idei, które są istotne dla tych, którzy dają.

Przed wyborami warto sprawdzić, co za te pieniądze się robi. Jest możliwe, że będzie się za nie robić coś zbliżonego do kampanii wyborczej.

To już się dzieje. W tekście przywołujemy przykład obrad komisji konkursowej NIW z 2022 roku, tej o której już Pani wspomniała, na których pada wniosek o zmianę w ocenach ekspertów. W ten sposób 19 niezależnych organizacji zostało bez dotacji, a dostało je 19 innych. Wśród nich wiele powiązanych z władzą, w tym z Kolibrem i Piotrem Mazurkiem. Chyba po raz pierwszy udało się tu zobaczyć, jak w praktyce wygląda ręczne sterowanie konkursami w NIW.

Być może wcześniej działały bardziej subtelne metody, a tym razem nie wystarczyły. Możliwe, że tym razem trzeba było zapewnić więcej pieniędzy klienteli i stąd coraz większa bezczelność.

A może władze NIW coraz mniej się kryją, bo wiedzą, że nic im się nie stanie. Bo co można im zrobić? Pokrzyczeć. Oni powiedzą: „Słychać wycie? Znakomicie”. Nauczyli się, że dzisiaj nie rozlicza się większości nieprawidłowości. Powiedzą, że realizują wyznaczone wcześniej przez siebie priorytety i dlatego mogą sobie takie korekty ocen wprowadzać. Ta narracja sprawdzała im się przez wiele lat.

Już teraz minister Mazurek wykorzystuje pieniądze z NIW do autopromocji. Organizacje, które dostają dotacje, przyznają mu nagrody, honorowe członkostwa, zapraszają na konferencje i inne wydarzenia.

Minister oczywiście może się tłumaczyć, że on nie jest winny temu, że ktoś daje mu nagrody albo wysyła zaproszenia. Ale po prostu powinien takim propozycjom odmawiać. Mówić, że nie może, bo nie wypada, nie godzi się, żeby członek rady NIW był promowany przez beneficjentów dotacji NIW.

To jednak kwestia etyki, a nie prawa. Bo konflikt interesów bardzo trudno skodyfikować. Za to sprawa wykorzystywania dotacji z NIW na wynajem prywatnego mieszkania, to już inny kaliber. Skąd wiecie, że prezeska fundacji tam mieszkała?

Dowiedzieliśmy się tego z procesu, w którym Karolina B. jest oskarżona o zabójstwo swojego chłopaka. Doszło do niego po imprezie, która odbywała się właśnie w tym mieszkaniu. Po zakończeniu śledztwa prokuratury jej ojciec zabrał stamtąd jej prywatne rzeczy, m.in. suknię ślubną, którą trzymała w szafie.

To przypomina mi sprawę Tomasza Lipca, ministra sportu za rządów PiS w latach 2005-2007, skazanego m.in. za defraudację. Zanim został ministrem, był szefem Centralnego Ośrodka Sportu w Warszawie. Za pieniądze ośrodka zatrudniał opiekunkę dla swoich dzieci. Na dodatek opiekunka była przywożona do jego dzieci służbowym samochodem. Oficjalnie opiekunka była zatrudniona do wykonywania zadań, przy których wykonywaniu nikt jej nie widział.

Oczywiście zdarza się, że kiedy organizacja pozarządowa ma biuro wynajęte w prywatnym mieszkaniu, a nie w biurowcu, ktoś może od czasu do czasu w nim przenocować. Albo zorganizować służbową imprezę integracyjną. Takie sytuacje zdarzają się też w Watchdogu — jesteśmy organizacją ogólnopolską i nocowanie w biurze jest po prostu tańsze od hotelu — ale nikt z nas nie mieszka na stałe w biurze.

Jeśli faktycznie prezeska fundacji przeznaczyła dotację na wynajęcie mieszkania dla siebie, to NIW musi podjąć działania. Może skierować sprawę do prokuratury, może zażądać zwrotu pieniędzy. W każdym razie jeśli już ma taką informację, nie może jej zignorować.

Pytaliśmy NIW o kontrolę wydatków fundacji Portia. Odpowiedział, że Portia w żadnym z dokumentów nie napisała, że przeznacza środki z dotacji na cele mieszkaniowe. Na papierze wszystko się zgadza.

W takim razie trzeba zmusić ich do działania i realnego wyjaśnienia sprawy. Kluczowe jest sprawdzenie, jak organizacja wydawała pieniądze z NIW. Na przykład ile kosztowały filmiki opłacone z dotacji? Komu za nie zapłacono?

Może na przykład okazać się, że filmik, na którym jest tylko gadająca głowa, kosztował nieadekwatnie dużo. Może też okazać się, że podmiot, który zrobił taki filmik to kolejny znajomy.

Jako Sieć Obywatelska Watchdog Polska poprosimy o udostępnienie wykazu wydatków Fundacji Portia z pieniędzy NIW.

*Katarzyna Batko-Tołuć - Wiceprezeska i Dyrektorka Programowa Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska oraz wiceprezeska Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych. Od kilkunastu lat zajmuje się kształtowaniem świadomości politycznej obywatelek i obywateli. Jej celem jest doprowadzenie do tego, by korzystali z własnych praw, a tym samym powodowali zmiany w instytucjach publicznych. Ukończyła Instytut Socjologii na Uniwersytecie Warszawskim oraz podyplomowe studia europejskie na Uniwersytecie w Birmingham (Wielka Brytania). Była stypendystką MSZ Wielkiej Brytanii. Jest członkinią Ashoki (organizacji innowatorów działających na rzecz dobra publicznego).

Udostępnij:

Daniel Flis

Dziennikarz śledczy. W OKO.press od 2016 r., wcześniej pisał dla „Gazety Wyborczej”. Absolwent filozofii na UW i Polskiej Szkoły Reportażu, stypendysta OCCRP. Był nominowany do nagród dziennikarskich.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne