0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Adam Stepien / Agencja Wyborcza.plAdam Stepien / Agenc...

„Wojna wojną, ale życie w Polsce toczy się dalej i ludzie muszą czuć, że my naprawdę o nich myślimy” - mówi mi polityk Platformy Obywatelskiej. Drożyzna, inflacja i rosnące raty kredytów, gospodarka i codzienny byt - to tematy, wokół których Platforma buduje swoją strategię na najbliższe miesiące.

PO próbuje wykorzystać moment, kiedy PiS jest skupiony na problemach międzynarodowych, a jednocześnie sytuacja ekonomiczna w kraju staje się trudna i ludzie odczuwają to na własnej skórze. Niepokoje związane są już nie tylko z ewentualnym atakiem Rosji na Polskę, ale też z tym, jak utrzymać poziom życia, do którego przyzwyczaiła nas koniunktura (i programy PiS) z ostatnich lat.

A ponieważ polityka karmi się konfliktem, Platforma szuka takiego pola, na którym ten konflikt będzie możliwy.

„Wojna nie jest tematem sporu politycznego. Nie ma na to przestrzeni — poza drobnymi wątkami. A na co dzień dzieje się nasza polska rzeczywistość, o niej musimy mówić. W świecie mediów to się nie przebija, ale to o tych problemach ludzie rozmawiają, a nie o wojnie” - tłumaczy Arkadiusz Myrcha, poseł Platformy Obywatelskiej.

Przeczytaj także:

Tusk prosił, żeby nie krytykować PiS-u: „O jedną wojnę za dużo”

Ranek 3 marca 2022, spotyka się Klub Parlamentarny Koalicji Obywatelskiej. Dokładnie tydzień wcześniej Rosja rozpoczęła inwazję na Ukrainę. Od świtu 24 lutego wojna staje się w mediach tematem numer jeden. Z telewizji i czołówek portali znika niemal wszystko, co nie dotyczy Ukrainy - ale znika też opozycja. Dominuje PiS: Morawiecki, Błaszczak, Dworczyk.

Na sejmowym spotkaniu Donald Tusk jest poruszony. Posłowie KO opowiadają, że robi na nich wrażenie, jak bardzo był przejęty. „Tusk powiedział, że nigdy w swoim życiu tak bardzo nie bał się wojny” - relacjonuje uczestniczka tamtego spotkania.

Przede wszystkim jednak Tusk przekazuje posłom Koalicji polityczne instrukcje: „Poprosił nas o wyciszenie” - opowiada osoba z Platformy Obywatelskiej. Posłowie KO mają nie uderzać w PiS. „Bo ludzie stracą poczucie bezpieczeństwa. Jeśli widzą, że jest niebezpiecznie na zewnątrz, nie można dodatkowo pokazywać, że jest niebezpiecznie w środku” - mówi osoba z PO i podsumowuje przekaz Tuska: „O jedną wojnę za dużo”.

„Intencja tej wypowiedzi była taka, że ludzie podchodzą do wojny zbyt poważnie, żeby szukać powodów do krytyki. Nawet jeśli rządowi coś nie idzie” - komentuje poseł Arkadiusz Myrcha (PO), którego pytam o to spotkanie.

Właśnie 3 marca Sejm w trybie ekspresowym rozpoczynał prace nad 400-stronicową „ustawą o obronie Ojczyzny”. Tusk zdecydował, że KO ją poprze, choć będzie zgłaszać poprawki.

Czy ta jedność wokół rządu PiS nie była jednak dla PO/KO politycznie niebezpieczna? Tusk uspokajał zebranych: mówił, że PiS najmniej korzysta na sytuacji wojny - na przykład w porównaniu z Borisem Johnsonem w Wielkiej Brytanii czy Emmanuelem Macronem we Francji. „Jesteśmy państwem flankowym, efekt wokół flagi powinien być w Polsce największy, a nie jest” - relacjonuje posłanka KO.

„Tusk mówił, że dlatego nie boi się o wygraną z PiS. Wie, że wygrana jest w zasięgu ręki. Dużo bardziej boi się, że konflikt będzie eskalował, a państwa Europy Środkowo-Wschodniej mogą się zaangażować w konflikt”.

Przewodniczący PO zaleca posłankom i posłom ostrożność wobec tematu wojny, a jednocześnie ostrzega ich, że cokolwiek powiedzą i tak nie zostanie zauważone.

„Tusk powtarza nam, że wie, jak to jest być po drugiej stronie. Wie, że są momenty, kiedy trzeba dokonać pewnego zawieszenia. Ale takie sytuacje nie zwalniają nas z obowiązku bycia opozycją. W tamtym czasie mówił: wrócimy do innych tematów. I teraz wracamy” - mówi Arkadiusz Myrcha.

„Zobacz, ile płacę za prąd. Czy macie na to plan?”

„Czujemy to w rozmowach z ludźmi: wszyscy rozumieją, że jest wojna, znaczna część społeczeństwa się zaangażowała, ale wszyscy mamy swoje problemy. W PO mamy świadomość, że ludziom żyje się coraz gorzej, idą do sklepu i płacą więcej, płacą coraz wyższe raty kredytów” - tłumaczy mi osoba z Platformy.

Posłanki i posłowie, których pytam o obecną strategię PO, przywołują swoje rozmowy z osobami odwiedzającymi ich biura poselskie, przechodniami, znajomymi. Według ich relacji tematem numer jeden są rosnące koszty życia. Niepewność i brak poczucia bezpieczeństwa biorą się nie tylko z powodu zagrożonych granic, ale przede wszystkim z coraz większych przelewów, które muszą popłynąć do banków i dostawców prądu czy gazu.

Mocno wyczuwalną emocją jest frustracja, że temat Ukrainy tak pochłonął media i polityków, że nie zauważają innych spraw.

„Ludzie rozumieją dramatyczną sytuację i konieczność pomocy Ukraińcom, ale czują się trochę zapomniani, zagubieni i potrzebują usłyszeć, że ktoś o nich myśli, że codzienne problemy są ważne” - przekonuje mnie osoba z PO. „Nie chcę, żebyśmy się dali wpuścić w pułapkę, że myślimy bardziej o Ukrainie niż o Polsce. To są dwa poziomy i na obu trzeba być aktywnym” .

„Zobacz, ile płacę za prąd. Czy macie na to plan? Co z tym zrobicie? — pytają mnie ludzie” - opowiada Arkadiusz Myrcha.

Zamysł i źródła strategii PO streszcza w wielkanocnym wywiadzie w tygodniku „Polityka” sam Tusk:

„Kiedy rozmawiam z nauczycielką i jej rodziną, to oni mają w głowie przede wszystkim szalejącą drożyznę, raty kredytów czy rachunki za gaz. Są absolutnie za praworządnością, chcą pomagać Ukraińcom, szczerze nie znoszą obecnej władzy, bo ona w różnych wymiarach obrzydza im życie, ale chcą też tej elementarnej narodowej zgody na czas wojny.

Musimy więc zbudować syntezę z tych emocji, zbudować przekaz, który będzie odpowiadał autentycznej potrzebie zwykłych Polek i Polaków”.

Konflikty z Ukraińcami w Polsce? „Na wyciągnięcie ręki”

O ile poparcie Polaków dla walczących w Ukrainie jest niezmiennie silne, o tyle obecność ukraińskich uchodźców w Polsce zaczyna u wielu osób rodzić wątpliwości. O tym też słyszą politycy PO.

Ludzie mówią posłom i posłankom, że zapewnienie uchodźcom podstawowej opieki to jedno, ale włączanie ich w życie społeczne w Polsce to co innego i już takie oczywiste nie jest. Najczęściej chodzi o usługi publiczne - szkołę, opiekę zdrowotną, mieszkania. Czyli o tę sferę, w której polskie państwo kuleje od lat, a dwa lata pandemii jeszcze pogorszyły sytuację. Ludzie martwią się o miejsca w żłobkach i przedszkolach, zwłaszcza, że właśnie zaczynają się zapisy. Tych miejsc już wcześniej brakowało, a teraz pojawiają się pytania, jak podzielić się nimi z ukraińskimi dziećmi.

„Po fali akcji dobroczynnych czuć, że w Polakach narasta niepewność. Rząd nie przedstawia żadnych konkretnych wizji czy planów. Ludzie nie wiedzą, czy Ukraińcy zostaną tu na stałe, czy nie” - mówi Arkadiusz Myrcha.

Inny polityk PO relacjonuje jedną ze swoich rozmów w terenie: „500 plus dla nich? 300 plus dla nich? Lekarz dla nich? Ja muszę na to wszystko dać pieniądze. To z moich podatków, a oni mi Polski Ład zafasowali”. Polityk wyciąga wniosek: „Konflikty społeczne mamy na wyciągnięcie ręki”.

„Najdroższe święta”. Tusk się uczy na błędach Macrona?

13 kwietnia 2022 Platforma przedstawiła „Pakiet ratunkowy dla polskich rodzin”. Donald Tusk występuje na tle wielkanocnych koszyków ze święconką. Polityczny przekaz jest oczywisty: „Idą najdroższe święta w historii”.

View post on Twitter

Ten pakiet to trzy postulaty:

  • co najmniej 20 proc. podwyżki dla pracowników budżetówki (z wyjątkiem osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe);
  • zamrożenie raty kredytu hipotecznego na poziomie z grudnia 2021;
  • dwuletnie obligacje drożyźniane, których oprocentowanie będzie odpowiadało inflacji w okresie od momentu zakupu obligacji do momentu przedstawienia ich do wykupu.

Za postulatami mają iść ustawy, jak przekonują mnie politycy PO - dopracowują tylko szczegóły.

Gdy w styczniu 2022 Donald Tusk po raz pierwszy wyruszył w trasę i odwiedzał małych przedsiębiorców dotkniętych Polskim Ładem, stosował taktykę przytulania („Jestem z wami, kiedy macie kłopoty”) i wspólnego wygrażania rządowi PiS. Dziś robi więcej: wyznacza horyzont oczekiwań. Trzy ustawy, które proponuje Platforma, to podpowiedź, czego ludzie mogą domagać się od rządu.

Proszę o ocenę strategii Platformy Franka Sterczewskiego, posła Koalicji Obywatelskiej, który w kilku głośnych sprawach głosował inaczej niż klub, a z Tuskiem wszedł w publiczną potyczkę. „Kierunek mnie cieszy, uważam, że to jest bardzo dobry pomysł, może nawet przepis na zwycięstwo wyborcze” - odpowiada Sterczewski. „Takie propozycje Koalicji Obywatelskiej mogą trafiać poza duże miasta, do wyobraźni i do kieszeni. Tak jak 20 proc. podwyżki - proste, komunikatywne, dotyczą mas ludzi w mniejszych i większych miejscowościach, którzy dostają bardzo słabe wynagrodzenie w stosunku do tego, jak są wykształceni”.

To przekierowanie uwagi na sprawy bliskie ludziom paradoksalnie przypomina strategię proputinowskiej kandydatki na prezydenta Francji Marine Le Pen. Zwracał na to uwagę w rozmowie z OKO.press Aleksander Smolar: „Macron zajmował się wielką polityką, a w tym czasie Marine le Pen mówiła o codziennych sprawach Francuzów: o drożyźnie, najniższych płacach, o poczuciu zagrożenia w miejscu zamieszkania, o niebezpieczeństwie masowej imigracji”. Czyżby Tusk odrobił tę lekcję?

Tusk znowu jeździ. Bo musi

Inna sprawa, że zwrot ku codziennym sprawom Polaków jest wygodny dla samego Tuska. Przewodniczący PO nie zdołał zaistnieć jako ważny polityczny aktor w sytuacji międzynarodowego konfliktu. Jego bliskie polityczne związki z Angelą Merkel okazały się wizerunkowym obciążeniem. Funkcja szefa Rady Europejskiej pełniona w przeszłości to zbyt mało, by rozgrywać sprawy europejskie dziś. W dodatku Tusk nigdy nie miał serca do polityki wschodniej - polityka PO to była „cała naprzód ku Zachodowi”.

Nie znalazło się też dla Tuska miejsca tam, gdzie polityka międzynarodowa spotyka się z pomocą humanitarną. Tutaj prym wiedzie Rafał Trzaskowski - to z nim spotyka się prezydent USA Joe Biden, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i reporter CNN. To Trzaskowski stał się twarzą Warszawy i Polski solidarnej, pomagającej ukraińskim uchodźcom.

Tuskowi pozostała Polska zaniepokojona.

Pod koniec marca wznowił trasę po małych miejscowościach, którą rozpoczął w styczniu. Stare Chabowo, Sieradz, Rzechta, Gostolin, Wólka Dobryńska, Starachowice. Przewodniczący PO filmuje się na tle skromnych bloków, chodzi z rolnikiem po polu, odwiedza ludzi w mieszkaniach i pije z nimi herbatę, jest ze swoimi rozmówcami „na ty”.

4 kwietnia jest w Końskich, czyli tam, gdzie według Grzegorza Schetyny wygrywa się wybory i gdzie Rafał Trzaskowski nie przyjechał na debatę prezydencką w 2020 roku. Tusk spotyka się tam z Anną, która „od ponad 20 lat prowadzi biuro rachunkowe” i mówi, że Polski Ład to „bardzo mocne uderzenie w ludzi, którzy sami sobie stworzyli miejsca pracy i jeszcze dali je innym”.

„Kawę rozumiem, że pijemy?” - zachęca mąż pani Anny. „Słuchajcie, jestem po trzech. To wypiję czwartą!” - odpowiada entuzjastycznie Tusk. Za chwilę ma się pojawić coś do jedzenia, a mąż pani Anny zaznacza swoją rolę: „Żebyś wiedział, kto w tym domu gotuje” - „Znam ten ból... czy przywilej” - waha się Tusk, ale po komentarzu pani Anny przyznaje: „Przywilej, no tak, tak”.

Celowo lub nie, Tusk wymienił to, wokół czego zawsze toczy się polityka: krzywdy i przywileje. Kto cierpi, a kto ma specjalne prawa.

View post on Twitter

Tusk chce być tym, który widzi „codzienne, życiowe bolączki Polaków”, rozumie i przekazuje dalej ich frustracje - i znajduje rozwiązania. Pytanie, co będzie, kiedy spotka się z frustracją na przykład tych, którzy pracując w budżetówce za jego rządów, nie dostawali podwyżek. Czy będzie umiał przekonać, że jest wiarygodny w głoszeniu postulatu podniesienia płac?

;
Agata Szczęśniak

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Uczy na Uniwersytecie SWPS. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!” W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.

Komentarze