Współczesne algorytmy potrafią nas świetnie naśladować i zdobywają kolejne przyczółki tego, co było domeną wyłącznie człowieka. Syntetyczny świat, nadzorowany przez algorytmy i wzmacniany przez miliardy interakcji ludzi z maszynami, zaczął przyćmiewać ten czysto ludzki.
Publikujemy fragment książki Mateusza Łabuza* „Przed waszą erą. Człowiek w syntetycznym świecie deepfake’ów, ChataGPT i sztucznej inteligencji”, która ukazała się w wydawnictwie Filia w maju 2026 roku. Jeszcze w tym roku ukaże się też w Niemczech, Austrii, USA, Wielkiej Brytanii, Australii i Indiach.
Tytuł, lead i śródtytuły – od redakcji.
Trudno powiedzieć, w którym dokładnie momencie zaczęła się historia syntetycznych – a więc tworzonych lub współtworzonych przez sztuczną inteligencję – mediów. W ciągu ostatniej dekady stały się integralną częścią środowiska informacyjnego i wyznaczają jeden z punktów zwrotnych rozwoju technologii. Wydawać by się mogło, że mieliśmy wystarczająco dużo czasu, by przygotować się na nową rzeczywistość, w której tworzone przez człowieka treści będą współdzielić przestrzeń z tymi generowanymi przez maszyny, a nasz monopol na tworzenie informacji będzie zagrożony. Możliwe jednak, że przegapiliśmy kilka sygnałów ostrzegawczych, bagatelizując ich znaczenie i szeroko otwierając drzwi przed tym, w czym upatrywaliśmy postępu.
Niektórzy praźródeł takiego stanu rzeczy szukaliby w latach pięćdziesiątych i pracach pionierów sztucznej inteligencji, którzy już wtedy zakładali, że docelowo będzie ona w stanie samodzielnie tworzyć treści. Pierwsze chatboty pozwalające na imitowanie rozmowy z drugim człowiekiem powstały zaledwie dekadę później i mimo swoich ograniczonych możliwości, już wtedy były w stanie wyprowadzić w pole przynajmniej część wchodzących z nimi w interakcje użytkowników (1). [Odsyłacze do źródeł na końcu tekstu]
Inni stopniowej syntetyzacji tworzonych treści doszukiwaliby się w pierwszych filtrach pozwalających na automatyczne korekty obrazu uwiecznianego okiem aparatu. Co bardziej dociekliwi w poszukiwaniu źródeł trafiliby do Japonii, gdzie w latach dziewięćdziesiątych prawdziwym hitem okazały się Purikura, maszyny do robienia selfie, które prócz uchwycenia twarzy były w stanie dokleić wizualne nakładki, pierwowzór dzisiejszych filtrów.
Pozornie Purikura były tylko fotobudkami, które dzisiaj nie są niczym niezwykłym. Pełniły jednak istotną rolę społeczną, pokazując, jak chętnie sięgamy po ulepszoną wersję siebie. W tych małych kabinach rodziło się coraz śmielsze oczekiwanie, że obraz powinien być nie tylko prawdziwy, dostępny od ręki, ale też trochę lepszy od oryginału.
Być może jeszcze ważniejsze były przełomy w kinematografii, gdzie efekty specjalne i obrazy generowane komputerowo oswajały nas z istnieniem rzeczywistości, których nigdy nie było. Przez wiele lat komputery wspomagały proces produkcji, będąc przede wszystkim narzędziem w rękach filmowców.
Z czasem jednak zaczęliśmy tracić pełną kontrolę, mniej lub bardziej świadomie przenosząc odpowiedzialność na maszyny i algorytmy. Filtry upiększające i automatyczne korekty obrazu stały się naturalnym elementem wyrażania nas samych. Tego typu narzędzia są dzisiaj powszechnie zintegrowane z naszymi aparatami i kamerami i stanowią stałe tło naszych cyfrowych tożsamości.
W pewnym więc sensie syntetyczny świat zaczął się od naszych własnych twarzy i od pokusy tworzenia lepszych wersji siebie. Drzwi do zrealizowania tych pragnień otworzyły nam nowe technologie. Kumulatywnie stały się one narzędziem subtelnego warunkowania psychologicznego i z czasem zmieniły nasze oczekiwania i wyobrażenia. Wobec siebie, innych, a nawet wobec tego, co w ogóle oznacza być człowiekiem.
Być może nieco nieświadomie oddawaliśmy maszynom i algorytmom coraz więcej odpowiedzialności za to, jak wygląda cyfrowe odzwierciedlenie rzeczywistości, ufając, że odtworzą ją za nas szybciej i lepiej. Z czasem zaczęliśmy traktować ich podpowiedzi nie jako sugestie, lecz jako domyślne ustawienia dla rekonstruowanego w ten sposób świata. Pożądaną wersję tego, jak powinny wyglądać obrazy, twarze czy wydarzenia.
Deepfake’i, takie jak ten wyprodukowany przez Jordana Peele’a, były zatem naturalną konsekwencją coraz większej swobody w kreowaniu alternatywnych rzeczywistości. Nowe technologie stały się katalizatorem naszego pragnienia rekonstruowania świata bez konieczności zmieniania nas samych, tworząc alternatywy równie łatwo, jak kiedyś wierne kopie.
„Znowu w życiu mi nie wyszło…” — śpiewał kiedyś Myslovitz, a „Długość dźwięku samotności” stała się hymnem pokolenia, które próbowało oswoić własną kruchość. W tamtych czasach samotność miała swoją temperaturę, swój rytm i swój dźwięk — zapisany w muzyce, relacjach i niewypowiedzianych słowach.
Dokładnie taką podpowiedź dostałem od ChataGPT, gdy zapytałem go, jak zinterpretowałby kultowy hit Myslovitz zatytułowany „Długość dźwięku samotności”. Ten krótki akapit wypluty przez model językowy może stanowić zgrabne podsumowanie tego, dokąd zaprowadziłaby nas generatywna sztuczna inteligencja, gdybyśmy dzisiaj bezgranicznie jej zaufali:
„Znowu w życiu mi nie wyszło” nie ma przecież nic wspólnego z Myslovitz. To słowa otwierające jeden z największych przebojów Budki Suflera, „Sen o dolinie”, który każdy miłośnik polskiego rocka rozpozna bez pudła.
Ten oczywisty błąd, określany mianem „halucynacji sztucznej inteligencji”, to swego rodzaju znak naszych czasów i nowej, coraz bardziej naznaczonej przez syntetyczne treści rzeczywistości, w której musimy mozolnie nawigować, by móc oddzielić prawdę od fałszu, a coraz częściej także ludzi od maszyn.
Będąc nastolatkiem, faktycznie zasłuchiwałem się w muzyce oraz tekstach Myslovitz i po latach wciąż chętnie wracam do ich największego przeboju. Gdy rozpoczynałem pracę nad tą książką, w głowie dźwięczał mi fragment, w którym Artur Rojek śpiewa o „chemicznym świecie, pachnącym szarością, z papieru miłością…”.
Mój „syntetyczny świat”, o którym tak często będę pisał na kartach tej książki, to właściwie parafraza lirycznego ujęcia pewnej sztuczności, udawania, może nawet swego rodzaju syntetyczności lat dziewięćdziesiątych.
Nawet jeśli wtedy nikt nie myślał jeszcze o kreowaniu swojego wizerunku w mediach społecznościowych, zmienianiu rysów twarzy za pomocą filtrów dostępnych w telefonach komórkowych, czy zlecaniu sztucznej inteligencji wygenerowania hiperrealistycznych filmików z kotami grającymi na instrumentach muzycznych.
Wówczas także okłamywaliśmy otoczenie i siebie samych, ale nie mieliśmy do dyspozycji całego przemysłu udawania, fałszu i cichego społecznego przyzwolenia na przekłamywanie rzeczywistości.
Właśnie dlatego „Długość dźwięku samotności” wraca do mnie w 2026 roku, przypominając mi o świecie lat dziewięćdziesiątych, w którym doświadczanie, choćby samotności, było procesem nienaznaczonym przez algorytmizację codzienności.
Dziś samotność coraz częściej próbujemy zagłuszyć wirtualnymi emocjami, które mają wypełnić pustkę po tym, co od tysiącleci stanowiło fundament naszego życia – potrzebie wspólnoty, bliskości i bycia częścią grupy – a co ucieka nam w świecie indywidualizmu i internetowych zbiorowości.
Wyniki badań przeprowadzanych w ostatnich latach nie pozostawiają wątpliwości. Jesteśmy coraz bardziej samotni[3].
Wszystko to w dobie największych możliwości wymiany informacji, jakimi kiedykolwiek dysponowała ludzkość. W dobie internetu, telefonów komórkowych, mediów społecznościowych i niemal nieograniczonego połączenia komunikacyjnego, gdy interakcje z osobami znajdującymi się po drugiej stronie kuli ziemskiej można załatwić jednym kliknięciem. Paradoksalnie właśnie teraz naukowcy mówią o „epidemii samotności”, dla której nie znajdujemy rozwiązania[4].
Coraz częściej o pomoc prosimy duże modele językowe. Tak bowiem łatwiej i wygodniej. Sztuczna inteligencja daje poczucie bycia wysłuchanym, nie potępia i nie ocenia. Jest pod ręką przez cały czas. A nam brakuje bezpiecznej przestrzeni do bycia sobą, bez konieczności ciągłego udawania. Żyjemy przecież w świecie nieustannego porównywania i podtrzymywania pozorów. W takim świecie łatwo uwierzyć, że rozmowa z algorytmem będzie mniej ryzykowna niż rozmowa z drugim człowiekiem.
Możemy śmiało założyć, iż odsetek osób zwracających się do sztucznej inteligencji z problemami i rozterkami będzie stale wzrastać, zwłaszcza wobec upowszechnienia algorytmów i ich rosnących zdolności prowadzenia angażujących konwersacji, a także coraz doskonalszych umiejętności imitowania empatii.
Już w 2023 roku zespół badaczy z San Diego, Bryn Mawr i Baltimore udowodnił, że wypowiedzi ChataGPT naśladujące kontakt z pacjentem były oceniane przez badanych jako bardziej empatyczne niż wypowiedzi prawdziwych medyków[5]. Czyżbyśmy zostali pokonani także na tym polu?
W interakcjach z modelami językowymi szukamy nie tylko informacji czy wiedzy, ale i odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Szukamy pomocy, rozwiązań naszych problemów, towarzystwa i poczucia bycia wysłuchanym. Nic zatem dziwnego, że rośnie odsetek osób, które wprost deklarują korzystanie ze sztucznej inteligencji w celu poprawy samopoczucia psychicznego, uzyskania wsparcia emocjonalnego czy wręcz porad o charakterze terapeutycznym[6].
To niezwykły paradoks. W zafałszowanym świecie, którego podstawy kreują algorytmy – szukając ratunku i ucieczki – jeszcze głębiej wchodzimy w syntetyczny świat sztucznej inteligencji. A przecież od rewolucji generatywnej AI, dla której istotną cezurę wyznacza premiera ChataGPT 30 listopada 2022 roku, minęło ledwie kilkadziesiąt miesięcy. A my wciąż pędzimy do przodu. I chcemy więcej, szybciej, mocniej.
Trudno powiedzieć, czy zafascynowani nową technologią pod koniec 2022 roku mogliśmy się spodziewać, że maszyny zaczną naśladować nasze uczucia, oferując nam współprzeżywanie, a także poczucie bliskości i zrozumienia. Czy byliśmy przygotowani na to, że emocjonalna interakcja z algorytmem stanie się dla wielu osób równie naturalna – a czasem nawet bardziej oczywista i pomocna – od rozmowy z drugim człowiekiem?
Świat nauki wysyłał nam konkretne ostrzeżenia. W 1966 roku Joseph Weizenbaum, amerykański informatyk pochodzenia niemieckiego, stworzył pierwszy w historii chatbot, któremu nadał imię ELIZA. Algorytm miał tworzyć pozory rozmowy i udawać, że rozumie ludzkie myśli i emocje. ELIZA odgrywała rolę psychoterapeutki[7].
Wyniki eksperymentu zaskoczyły samego Weizenbauma i skłoniły go do gruntownego przemyślenia jego podejścia do relacji ludzi z maszynami. Naukowiec zaobserwował bowiem, że nawet tak prymitywne urządzenie było w stanie wywołać w ludziach gwałtowne reakcje emocjonalne.
Uczestnicy eksperymentu przypisywali ELIZIE niezwykłą głębię rozumienia zachodzących w nich procesów, doszukując się w niej ludzkiej, a może wręcz nadludzkiej inteligencji. Weizenbaum zaczął wkrótce ostrzegać przed uleganiem złudzeniom i pułapkom dostrzegania w algorytmach ludzkich cech, a wraz z nimi przed przyszłością, w której maszyny będą znacznie lepsze w udawaniu człowieka[8].
Od tego czasu minęło blisko sześć dekad. Obserwacje Weizenbauma są jednak wciąż aktualne i mogą być kluczową przestrogą wobec rozwoju generatywnej sztucznej inteligencji, coraz większych zdolności konwersacyjnych dużych modeli językowych, naszej gotowości do budowania głęboko emocjonalnych interakcji z maszynami i dostrzegania w nich istot podobnych do człowieka.
W 1950 roku brytyjski matematyk Alan Turing zaproponował test, który miał weryfikować, czy maszyna może udanie naśladować człowieka. Przez lata stanowił on punkt odniesienia dla naukowców badających zdolności algorytmów. Turing wychodził z założenia, że jeśli ludzie nie będą potrafili odróżnić odpowiedzi algorytmu od wypowiedzi drugiego człowieka, będziemy mieli do czynienia z czymś, co można uznać za formę inteligencji na wzór ludzkiej.
Wyobraźmy sobie, że prowadzimy rozmowę tekstową, ale nie wiemy, czy po drugiej stronie znajduje się inny człowiek, czy komputer. Jeśli po zakończeniu dialogu nie potrafimy jednoznacznie wskazać, kto był naszym rozmówcą, w klasycznym ujęciu oznacza to, że maszyna „zdała” test Turinga[9]
Dzisiaj te proste założenia wydają się już nieaktualne. W 2025 roku naukowcy z Wydziału Nauk Kognitywnych na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego wykazali, że tak pomyślany test Turinga bez trudu zdał chatbot GPT-4.5, którego wypowiedzi uczestnicy eksperymentu oceniali jako ludzkie w 73% przypadków, zdecydowanie częściej niż wypowiedzi prawdziwych ludzi[10].
Nie są to wyniki zaskakujące. Nie potrafimy odróżnić tekstów wyprodukowanych przez sztuczną inteligencję od tych, które napisał człowiek, a to tylko wierzchołek góry lodowej naszych (nowych) epistemicznych – a więc tych związanych z wiedzą i poznaniem – problemów.
Już w 2022 roku amerykańscy badacze Sophie Nightingale i Hany Farid dowiedli, że nie jesteśmy w stanie odróżnić twarzy prawdziwych od wygenerowanych przez sztuczną inteligencję. Ich artykuł kończył się ostrzeżeniem: „Zachęcamy osoby rozwijające te technologie do zastanowienia się, czy związane z nimi ryzyko nie przewyższa korzyści. Jeśli tak, to odradzamy rozwój technologii tylko dlatego, że jest to możliwe”[11].
Nie trzeba dodawać, że to wezwanie zostało zignorowane. Powtórzone w 2025 roku badanie odróżnialności twarzy prawdziwych od syntetycznych wykazało, że bez wyspecjalizowanych narzędzi jesteśmy po prostu bez szans[12].
Uratować mogłyby nas dźwięki. Oczywiście, nie wszystkie. Sklonowane głosy od dawna są już nie do odróżnienia bez specjalistycznej wiedzy i oprogramowania. Co innego piosenki – tutaj sztuczna inteligencja była daleko za nami! Do czasu. W listopadzie 2025 roku francuski serwis streamingowy Deezer wykazał, że 97% użytkowników nie jest w stanie odróżnić muzyki tworzonej przez sztuczną inteligencję od tej, którą stworzył człowiek[13].
Kolejny bastion padł łupem algorytmów.
Jako ludzie musimy zatem zaakceptować to, co nieuniknione – współczesne algorytmy potrafią nas świetnie naśladować i zdobywają kolejne przyczółki tego, co kiedyś było domeną wyłącznie człowieka. Choć na przestrzeni siedmiu dekad rozwoju sztucznej inteligencji test Turinga stopniowo tracił na znaczeniu i był istotnie modyfikowany, także dzisiaj może być ciekawym punktem odniesienia – niekoniecznie tego, czy maszyna dorównuje człowiekowi, ale tego, w jakich obszarach człowiek może zostać oszukany przez maszynę i, dalej, jak się z tym czuje.
Gdyby archeolog z odległej przyszłości zaczął grzebać w cyfrowych ruinach pierwszej połowy XXI wieku, trafiłby na moment przełomu, w którym świat informacji tworzonych niemal wyłącznie przez człowieka zyskał nowego twórcę. W ciągu kilkunastu lat ten syntetyczny świat, nadzorowany przez algorytmy i wzmacniany przez miliardy codziennych interakcji ludzi z maszynami, zaczął przyćmiewać ten czysto ludzki.
Syntetyczne media zaczęły przenikać każdy wymiar życia – od sposobu tworzenia informacji po sposób wyrażania emocji i okazywania uczuć. Rzeczywistość, choć przecież kontestowana także w przeszłości, stała się przedmiotem dyskusji.
Wszystko, co widzimy, słyszymy lub czytamy, może być dziełem sztucznej inteligencji. W dobie kryzysu zaufania do autorytetów, władz, mediów, ale także samej informacji, syntetyczne treści dokładają kolejną cegiełkę do poczucia zagubienia i niepewności.
Codziennie zdajemy grupowy test na spostrzegawczość i kolektywnie go oblewamy. Co gorsza, przestajemy czasem dbać o wynik tego testu, nierzadko biernie akceptując porażkę.
*Mateusz Łabuz to naukowiec w Instytucie Badań nad Pokojem i Polityką Bezpieczeństwa przy Uniwersytecie w Hamburgu. Był zawodowym dyplomatą, jest członkiem powołanego przez Ministra Sprawiedliwości Zespołu do spraw bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w świecie cyfrowym. Wykłada cyberbezpieczeństwo oraz dezinformację i fact-checking na Uniwersytecie Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Jest ekspertem Fundacji Obserwatorium Demokracji Cyfrowej, Fundacji Pułaskiego oraz Future Shift Labs.
[1]J. Weizenbaum, ELIZA: a computer program for the study of natural language communication between man and machine, „Communications of the ACM” 1966, nr 9(1).
[2]J. Hunt, How 'playing Puri' paved the way for Snapchat, https://www.bbc.com/worklife/article/20181119-why-playing-puri-was-the-precursor-for-snapchat, dostęp: 31.12.2025.
[3]Our Epidemic of Loneliness and Isolation: The Surgeon General’s Advisory on the Healing Effects of Social Connection and Community, red. J. Holt-Lunstad, Office of the Surgeon General, Waszyngton 2025.
[4]A. Łopatowska, M. Szubrycht, Epidemia samotności. Jak budować trwałe więzi we współczesnym świecie, Wydawnictwo Filia, Poznań 2024.
[5]J.W. Ayers i in., Comparing Physician and Artificial Intelligence Chatbot Responses to Patient Questions Posted to a Public Social Media Forum, „JAMA Internal Medicine” 2023, nr 183 (6).
[6]M. Zao-Sanders, How People are Really Using Generative AI Now, https://learn.filtered.com/hubfs/The%202025%20Top-100%20Gen%20AI%20Use%20Case%20Report.pdf, dostęp: 31.12.2025.
[7]J. Weizenbaum, op. cit.
[8]C. Neuberger i in. ,Memories of Joseph Weizenbaum on the Centenary of his Birth, „Weizenbaum Journal of the Digital Society” 2023, nr 3 (3).
[9]M. Gams, S. Kramar, Evaluating ChatGPT’s Consciousness and Its Capability to Pass the Turing Test: A Comprehensive Analysis, „Journal of Computer and Communications” 2024, nr 12.
[10]C.R. Jones, B.K. Bergen, Large Language Models Pass the Turing Test, https://arxiv.org/pdf/2503.23674, dostęp: 31.12.2025.
[11]S.J. Nightingale, H. Farid, AI-synthesized faces are indistinguishable from real faces and more trustworthy, “PNAS Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America” 2022, nr 119 (8).
[12]R. Kramer i in. ,AI-generated images of familiar faces are indistinguishable from real photographs, „Cognitive Research” 2025, nr 10 (70).
[13]Deezer, Deezer/Ipsos survey: 97% of people can’t tell the difference between fully AI-generated and human made music – clear desire for transparency and fairness for artists, https://newsroom-deezer.com/2025/11/deezer-ipsos-survey-ai-music/, dostęp: 31.12.2025.
Naukowiec w Instytucie Badań nad Pokojem i Polityką Bezpieczeństwa przy Uniwersytecie w Hamburgu. Autor książki "Przed waszą erą. Człowiek w syntetycznym świecie deepfake'ów, ChataGPT i sztucznej inteligencji". Był zawodowym dyplomatą, jest członkiem powołanego przez Ministra Sprawiedliwości Zespołu ds. bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w świecie cyfrowym. Wykłada cyberbezpieczeństwo oraz dezinformację i fact-checking na Uniwersytecie KEN w Krakowie. Jest ekspertem Fundacji Obserwatorium Demokracji Cyfrowej, Fundacji Pułaskiego oraz Future Shift Labs.
Naukowiec w Instytucie Badań nad Pokojem i Polityką Bezpieczeństwa przy Uniwersytecie w Hamburgu. Autor książki "Przed waszą erą. Człowiek w syntetycznym świecie deepfake'ów, ChataGPT i sztucznej inteligencji". Był zawodowym dyplomatą, jest członkiem powołanego przez Ministra Sprawiedliwości Zespołu ds. bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w świecie cyfrowym. Wykłada cyberbezpieczeństwo oraz dezinformację i fact-checking na Uniwersytecie KEN w Krakowie. Jest ekspertem Fundacji Obserwatorium Demokracji Cyfrowej, Fundacji Pułaskiego oraz Future Shift Labs.
Komentarze