31 maja 2022

Oddział psychiatryczny dla dzieci w Poznaniu zostanie zamknięty? Lekarze: "Sytuacja dramatyczna"

Prof. Agnieszka Słopień: „To była jedna z najtrudniejszych decyzji w moim życiu. Szalę przechyliła pandemia. Pewne rzeczy stały się niedopuszczalne. Nie byłam już w stanie wytrzymać tego psychicznie. A żeby pomagać innym, samemu trzeba być w formie”

Z pracy odchodzi ośmioro, tj. komplet lekarzy specjalistów z Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży w uniwersyteckim szpitalu im. Karola Jonschera w Poznaniu. W ósemce tej jest m.in. kierowniczka Kliniki - prof. dr hab. n. med. Agnieszka Słopień, a także konsultantka wojewódzka w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży w Wielkopolsce Natalia Lepczyńska.

Prof. Słopień złożyła wypowiedzenie po 24 latach pracy w Klinice. Wypowiedzenia są 3-miesięczne. O ile nie uda się zatrzymać pracujących dotąd lekarzy lub zatrudnić nowych, całodobowy oddział psychiatryczny dla dzieci i młodzieży zostanie zamknięty. Na razie pracuje w nim także 14 lekarzy rezydentów w trakcie specjalizacji i 5 psychologów. O sprawie jako pierwsza napisała poznańska „Gazeta Wyborcza”.

"W złym scenariuszu młodzi ludzie zostaną praktycznie bez opieki, bo te oddziały, które istniały, były przepełnione. Więc jeżeli zostaną zamknięte, nie wiadomo, co ma się stać z tymi pacjentami, którzy są w stanie zagrożenia życia" - mówi OKO.press dr hab. n. med. Barbara Remberk z Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży, która przeżywała podobne problemy. Cała rozmowa w dalszej części tekstu.

Na efekty reformy trzeba czekać kilka lat

O kulisach swojej decyzji poznańscy psychiatrzy napisali 25 maja 2022 w długim liście do dyrektora uniwersyteckiego szpitala – dr. n. med. Pawła Daszkiewicza. O treści listu powiadomieni zostali także m.in. rektor poznańskiego uniwersytetu, dyrektor Departamentu Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, Naczelna Izba Lekarska oraz Rzecznik Praw Pacjenta.

„Wiedza o tym, że sytuacja w psychiatrii dzieci i młodzieży jest zła, jest informacją powszechnie znaną” – czytamy w dokumencie.

„Jak grzyby po deszczu pojawiają się materiały prasowe opisujące losy nieszczęśliwych dzieci, ich zmagania z życiem i trudności z uzyskaniem pomocy na czas.

Niejednokrotnie pracownicy ochrony zdrowia podkreślali, jak istotna jest modernizacja systemu psychiatrycznej opieki zdrowotnej, jak bardzo niedofinansowany to sektor”.

„Wysiłkiem wielu psychiatrów dzieci i młodzieży, psychologów i psychoterapeutów, pracowników Ministerstwa Zdrowia, Centrali NFZ (…) udało się opracować koncepcje reformy psychiatrii dzieci i młodzieży, nowej specjalizacji w ochronie zdrowia – terapeuta środowiskowy. (…) Jednak na efekty reformy musimy poczekać kilka lat” – podkreślają autorzy listu.

„Czas na jej widoczne efekty zależy również od możliwości danego województwa” – dodają. „Są województwa, gdzie nie ma oddziału całodobowego, w innych nie ma wystarczającej liczby oddziaływań pośrednich – w tym oddziałów dziennych - a w jeszcze innych brakuje specjalistów”.

Przyjęcie planowe - jesień 2023

„Pragniemy ponownie poinformować, że sytuacja na całodobowych oddziałach psychiatrii dzieci i młodzieży – oddziale „D” oraz „C” [poznańskiego szpitala] jest dramatyczna” – alarmują autorzy listu.

„Od wielu lat oddział „D” przez większość roku był skrajnie przepełniony – na 25 miejsc zakontraktowanych przez NFZ hospitalizowanych było 50 pacjentów (…). Czynniki niezależne od nikogo – pandemia, a aktualnie wojna w Ukrainie – spowodowały dramatyczny wzrost konieczności hospitalizacji osób po próbach samobójczych (wg. statystyk policyjnych porównując lata 2020/2021 ilość pacjentów próbujących odebrać sobie życie wzrosła o 77 proc.)”.

O przytaczanych statystykach pisaliśmy szczegółowo w OKO.press.

Wzrost konieczności hospitalizacji spowodował dodatkowe przepełnienie oddziałów – zwracają uwagę sygnatariusze listu.

„Znaczna większość pacjentów przyjmowana jest w trybie nagłym. Najbliższe terminy przyjęcia w trybie planowych to jesień 2023. Często utykając w, wydawałoby się niekończącej się kolejce do przyjęcia, trafiają na oddział w stanie zagrożenia życia”.

„Trudno mówić o zachowaniu godności w takich warunkach (szczególnie gdy łóżkiem staje się materac leżący na podłodze koło brudownika albo toalety) (…). Brakuje miejsc do siedzenia w jadalni, lekcje odbywają się w warunkach ciasnych pomieszczeń. Nie ma miejsc również w sali przeznaczonej na prowadzenie terapii zajęciowej, brakuje wystarczającej ilości łazienek i toalet.

Większość pacjentów oddziału „D” stanowią dzieci w kryzysie psychicznym, po próbie samobójczej, prezentujące zachowania autoagresywne, agresywne, niepełnosprawne intelektualnie - wymienione warunki szpitalne nie tylko uniemożliwiają prowadzenie terapii oraz powrót do zdrowia, ale wpływają na eskalację konfliktów i zachowań destrukcyjnych, agresywnych”.

Na granicy ludzkiej wytrzymałości

„Warunki pracy personelu nie tyle są dalekie od ideału, co naruszają prawa pracownika jako takie” – alarmują sygnatariusze listu. „Praca odbywa się pod presją, w lęku o życie i bezpieczeństwo pacjentów, ale także swoje. Nie ma miejsc do odbywania rozmów z pacjentami (niejednokrotnie służy ku temu np. stołówka, gdzie trudno o poufną konwersację) czy ich opiekunami. Nie zliczymy sytuacji, gdy objaśnianie np. zasad farmakoterapii odbyło się na oddziałowym korytarzu.

Pracując w warunkach nasilonego stresu, realnie wzrasta ryzyko popełnienia błędu medycznego czy wystąpienia zdarzeń niepożądanych. Personelu po prostu brakuje, co sprawia, że praca niejednokrotnie toczy się na granicy ludzkiej wytrzymałości. Nie wspominając o legalności takiego postępowania”.

„Nie sposób nie wspomnieć o deprymującym problemie nierówności płacowej lekarzy sektora publicznego i prywatnych placówek medycznych” – czytamy w dalszej części listu. „Decydując pomiędzy dobrze finansowaną poradnią, w której przeciążenie personelu jest niewątpliwie niższe (m.in. przez inny profil pacjentów, na innym etapie chorowania), a nieustannie niedofinansowanym szpitalem, pracą w stresie, pod presją niełatwych decyzji, wybór niestety wydaje się coraz łatwiejszy.”

Z nadzieją na dialog

„Pierwsza zasada ratownictwa mówi o tym, aby najpierw zadbać o bezpieczeństwo” – konkludują autorzy dokumentu.

„Wobec braku możliwości zapewnienia pacjentom oraz personelowi tego podstawowego warunku, specjaliści Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży (oddział „D”) zmuszeni zostali do złożenia wypowiedzeń. (…) Działanie to pociąga za sobą utratę miejsc szkoleniowych, co w konsekwencji prowadzić będzie do zamknięcia oddziału.

Za 3 miesiące w województwie liczącym ponad 750 tys. osób w wieku od 0 do 18 r.ż. nie pozostanie ani jeden działający stacjonarnie oddział psychiatryczny dedykowany dla młodszej grupy wiekowej (pozostanie najprawdopodobniej oddział młodzieżowy „C” liczący 20 łóżek).

To spowoduje, że nie będzie możliwości hospitalizacji w Wielkopolsce młodszych dzieci, które coraz częściej próbują popełnić samobójstwo (dzieci 10-12 letnie podcinające sobie żyły, wieszające się na drzewach, skaczące z wysokich budynków, nie są już wyjątkiem); nawet dzieci 7-8 letnie dokonują samookaleczeń. Nie chcą dłużej żyć”.

(…)

Chętnych do pracy nie ma

Pierwszą z 23 osób podpisanych pod listem jest wspomniana prof. Agnieszka Słopień. "[Decyzja o złożeniu wymówienia] To była jedna z najtrudniejszych decyzji w moim życiu, takich decyzji nie podejmuje się z dnia na dzień” – powiedziała Sylwii Sałwackiej z „Gazety Wyborczej”. „Szalę przechyliła pandemia. Pewne rzeczy stały się niedopuszczalne. Nie byłam już w stanie tego wytrzymać psychicznie. A żeby pomagać innym, samemu trzeba być w formie”.

Gdyby poznańska Klinika Psychiatrii Dzieci i Młodzieży miała zniknąć z mapy Wielkopolski, byłoby to tragiczne dla młodych pacjentów i ich rodziców. Tym bardziej, że w lipcu 2022 przestanie działać dziecięca psychiatria w szpitalu „Dziekanka” w Gnieźnie. Jak donosiła „Wyborcza” pod koniec 2021 z pracy zrezygnowała kierowniczka oddziału, tuż po niej wymówienie złożył kolejny doświadczony lekarz.

W maju 2022 na „placu boju” zostało tylko dwoje psychiatrów. Jeden z nich pracuje na część etatu. Druga to lekarka, która zgodziła się warunkowo pełnić obowiązki kierowniczki oddziału, ale tylko do końca lipca. Mimo ogłoszeń i stosunkowo niezłych warunków finansowych, chętnych do pracy nie ma.

68 art. Konstytucji

Dr n. med. Krzysztof Kordel, prezes Wielkopolskiej Izby Lekarskiej tak skomentował decyzję lekarzy z poznańskiej Kliniki dla telewizji internetowej wtk.pl: „Dla mnie to dramatyczna sytuacja. Nie znaleźli wyjścia. Postanowili jak postanowili”.

„Jak to skomentować? Mamy w Wielkopolsce 42 specjalistów psychiatrii dziecięcej. Mogą mieć dosyć pracować w takich warunkach, brać odpowiedzialność za dzieci”.

Dr Kordel uważa, że rozwiązanie znajdzie minister zdrowia. „Ten minister. Mamy art. 68 Konstytucji. Władze państwowe, władze publiczne są odpowiedzialne. My nie zmusimy ludzi do pracy przez 24 godz. na dobę”.

„Mają prawo podjąć taką, a nie inną decyzję. Ja mogę tylko współczuć dzieciom i mogę współczuć rodzicom, ale to nie jest problem, który pojawił się w ciągu pół roku. O tym problemie wiadomo od 15 lat. I władza publiczna nic z tym nie robi”.

„Nie będę nakłaniał w żaden sposób kolegów do pracy, do łatania dziur systemowych, do naprawiania błędów polityków. To nie nasza rola”.

Propozycje konkretnych rozwiązań

Poznańscy psychiatrzy we wspomnianym liście do dyrektora szpitala nie ograniczają się do narzekań. Podają propozycje konkretnych rozwiązań:

  • rozbudowa kliniki,
  • stworzenie dodatkowego całodobowego oddziału psychiatrycznego dla dzieci i młodzieży w Wielkopolskim Centrum Zdrowia Dziecka,
  • a także poprawa wynagrodzeń.

„Najlepiej, gdyby [dodatkowy oddział] powstał poza strukturami uczelni oraz według światowych standardów przy szpitalu pediatrycznym” – proponują. „Pacjenci psychiatryczni cierpią na liczne dolegliwości somatyczne, np. cukrzycę, niedokrwistość, choroby tarczycy, metaboliczne, neurologiczne, a na oddziały pediatryczne trafiają dzieci wymagające konsultacji psychiatrycznych, np. po próbach samobójczych” – argumentują.

Poprawa wynagrodzeń jest absolutnie nieodzowna.

„Różnice w stawkach miedzy sektorem publicznym i prywatnym stają się kuriozalne” – zauważa „Wyborcza”. „Za godzinę pracy w czasie dyżuru na oddziale w szpitalu Jonschera lekarz dostaje od 60 do 80 zł. A za konsultacje czy nawet wypisanie recepty w ośrodku finansowanym z funduszy Unii Europejskiej - nawet 400 zł”.

Zbiegły się dwie przyczyny

To, co dzieje się obecnie w Poznaniu, przypomina sytuację z jesieni 2021 roku w Warszawie, kiedy to z Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży stołecznego Instytutu Psychiatrii i Neurologii zamierzało odejść dwie trzecie psychiatrów.

„Zbiegły się dwie przyczyny” – tłumaczyła wtedy OKO.press kierownik Kliniki, dr hab. n. med. Barbara Remberk. „Jedna, na poziomie lokalnym, instytutowym, czyli oczekiwanie adekwatnej płacy. (…) I druga - bardzo złe warunki pracy. Nie jesteśmy po prostu w stanie sprostać wymaganiom rzeczywistości. Liczba pacjentów, którzy potrzebują naszej pomocy, jest zbyt duża. Kończy się nam korytarz”.

Kryzys na szczęście udało się zażegnać. „To bardzo ważne dla pacjentów i ich bliskich. Na całym Mazowszu i Podlasiu funkcjonują tylko 3 oddziały młodzieżowe i 2 dziecięce. Zamknięcie jednego z nich byłoby naprawdę fatalne w skutkach” – mówiła mi w grudniu 2021 dr Barbara Remberk.

Poprosiłem ją o krótki komentarz do aktualnej sytuacji w Poznaniu.

Sławomir Zagórski, OKO.press: Decyzja kolegów z Poznania zaskoczyła?

Dr hab. Barbara Remberk: Tak, ponieważ wiem, że są to ludzie niezwykle zaangażowani, którzy od dawna pracują ponad siły i niezwykle poświęcają się na rzecz wspierania pacjentów i pracy w Klinice. To na pewno nie była łatwa decyzja.

Sprawa może zakończyć się równie dobrze jak w Warszawie? Pytam, bo ta sytuacja bardzo przypomina tę u pani w Klinice sprzed ponad pół roku.

To pokazuje poziom kryzysu, jakiego doświadcza psychiatria dziecięca.

Pismo poznańskich lekarzy kończy się jednak nadzieją na dialog. Więc jeżeli będzie strona, która ten dialog podejmie, jeżeli zaistnieją jakieś systemowe rozwiązania w dziedzinie psychiatrii dziecięcej, Klinika przetrwa.

Ten ośrodek ma bardzo długą historię i jego zniknięcie z mapy Polski byłoby dramatyczną stratą dla pacjentów, dla dostępności do leczenia, dla nauki.

Poznańska Klinika to także ważne centrum szkolenia rezydentów. Gdyby została zamknięta, co z nimi?

To pytanie do poznańskiego Urzędu Wojewódzkiego. Bo nasze państwo umówiło się z tymi lekarzami, że rozpoczynają szkolenie w pewnym kierunku i mają do tego zapewnione miejsce. Jeśli Klinika się zamknie, te miejsca szkoleniowe znikają i nie wiadomo dokąd rezydenci mają pójść.

W złym scenariuszu 750 tys. młodych ludzi zostaje z jednym malutkim oddziałem psychiatrycznym, bo oddział w Gnieźnie ma się wkrótce zamknąć.

Praktycznie bez opieki, bo te oddziały, które istniały, były przepełnione. Więc jeżeli zostaną zamknięte, nie wiadomo, co ma się stać z tymi pacjentami, którzy są w stanie zagrożenia życia.

W grudniu 2021 powiedziała Pani OKO.press: „Skuteczne wdrożenie reformy [psychiatrii] zależy przede wszystkim od poziomu finansowania. Mamy nieoficjalne informacje, że zostanie on urealniony i zbliżony do rzeczywistych kosztów prowadzenia takiej działalności. Ale jak to będzie wyglądać w praktyce, nadal nie wiemy. Czekamy”. Doczekaliście się?

Zostało wydane rozporządzenie zmieniające obwieszczenie prezesa NFZ nt. poziomu finansowania. Znacząco poprawiło się finansowanie oddziałów całodobowych. Chociaż goni nas inflacja, więc pytanie jak długo to będzie istotna poprawa.

Bardzo dużo niepokoju budzi natomiast finansowanie ośrodków ambulatoryjnych. Tu w zasadzie nic się nie poprawiło i istnienie niektórych placówek jest zagrożone. W województwie mazowieckim trwa właśnie podpisywanie kontraktów przez ośrodki ambulatoryjne, ale nowe propozycje ze strony ministerstwa stawiają przed nimi dużo wyższe wymagania niż dotychczas (głównie w zakresie kadrowym) i pytanie jak sobie te placówki poradzą. W ministerstwie toczą się rozmowy, ale na razie nie znamy ich wyników.

Cała reforma psychiatrii dziecięcej idzie jednak bardzo powoli.

To prawda. Brakuje nam też zdecydowanej reakcji na bieżący kryzys. Bo kryzys jest tu i teraz. Brakuje miejsc tu i teraz. Zamykają się ośrodki tu i teraz.

Niezbędne jest wsparcie systemowe i administracyjne. Bo ja jako kierownik kliniki nie jestem w stanie nic poradzić, że przyjeżdża do naszego szpitala za dużo pacjentów. Znacznie więcej niż jesteśmy w stanie objąć opieką. Zmiana tej sytuacji nie jest naprawdę w mojej mocy. To się musi zdarzyć na zewnątrz. Poza szpitalami.

Do jakiego stopnia wszystko rozbija się o pieniądze?

Poprawa finansowania pozwoli na redukcję długów, ale nie na to, żeby pensje dogoniły sektor prywatny. To się chyba nigdy zdarzy, że w szpitalu publicznym będzie się tak dobrze zarabiać jak przyjmując w gabinecie.

Ale jest jeszcze kwestia warunków pracy. Bo jeżeli lekarz stoi w obliczu konieczności sortowania pacjentów na tych, którzy są ZUPEŁNIE w stanie zagrożenia życia i tych, którzy są PRAWIE w stanie zagrożenia życia i trzeba ich odesłać, jednocześnie borykając się z zastrzeżeniami rodziców, pacjentów, różnych osób, do których rodzice skierowali swoje zastrzeżenia, to tak się nie da na dłuższą metę pracować. I żadne pieniądze tego nie zrekompensują.

Tego, że lekarz jest w klinczu. Że musi podejmować ryzykowne decyzje, a jednocześnie nie może przyjąć wszystkich pacjentów, którzy przyjechali na Izbę Przyjęć. Jeśli ludzie dostaną wyższą pensję, na niektóre rzeczy mogą się zgodzić. Ale jeśli nie mają możliwości zaopiekowania się pacjentem, a równocześnie ponoszą za to odpowiedzialność, to za żadne pieniądze nie będą się na to zgadzać.

W Pani klinice po zażegnaniu kryzysu jest spokój?

Cały czas jest za dużo pacjentów. W ostatni weekend przekazaliśmy pacjenta poza województwo, bo już nie byliśmy w stanie zaopiekować się nim w ramach oddziału.

Sytuacja na ten moment - poza zbyt dużą liczbą pacjentów i dużym obciążeniem lekarzy - jest stabilna. Ale jesteśmy bardzo niespokojni. Mamy bowiem informację, że zagrożone jest istnienie innego oddziału w województwie mazowieckim. I jeśli by do tego doszło, nie będziemy w stanie objąć opieką kolejnych pacjentów i sprostać nowym oczekiwaniom.

Udostępnij:

Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Założył tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne