0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamińs...

Narracja rządu jest jasna. Obiecaliśmy 30 proc. podwyżki nauczycielskich wynagrodzeń, ale ponieważ nie dałoby to nauczycielkom* początkującym również obiecanego wzrostu o 1500 zł, więc tej grupie dajemy aż 33 proc. Wypłacimy pewnie od marca, ale z wyrównaniem od 1 stycznia 2024. Duże podwyżki, najwyższe w historii, wszyscy powinni być zadowoleni.

Czemu zatem wiceszefowa ZNP Urszula Woźniak mówi: „Nie jestem rozczarowana, jestem wściekła”? Czemu „nauczyciele mianowani nie zostawili suchej nitki na tym projekcie płacowym”?

Przewodniczący ZNP Sławomir Broniarz tłumaczy OKO.press, że nastroje nie są aż tak złe. I że trzeba docenić skalę podwyżek. Ale stanowisko Związku jest jasne: opozycja demokratyczna powinna dotrzymać obietnic.

Piszecie w uchwale o obietnicach „demokratycznej opozycji”, a w grę wchodzi jedna wypowiedź Donalda Tuska, zapewne pomyłkowa – pytamy Broniarza.

Sławomir Broniarz: Nie namówi mnie pan na domyślanie się, czy pan premier Donald Tusk się wtedy pomylił, czy nie. Wypowiedź była jednoznaczna, cytujemy ją w uchwale.

A może premier powinien po prostu przyznać, że się pomylił i jakoś wytłumaczyć, że podwyżki nie mogą być aż tak duże?

Rozmawia pan z przewodniczącym związku zawodowego. Związkowcy nie doradzają premierom. Ale musimy mieć świadomość, jakie były okoliczności tamtej wypowiedzi (cała rozmowa z Broniarzem – dalej).

Faktem jest, że sporu o nauczycielskie podwyżki by nie było, gdyby nie Donald Tusk, a dokładniej jego jedna zapewne pochopna wypowiedź o podwyżkach wynagrodzeń zasadniczych.

I teraz strony sporu mówią o podwyżkach innych płac:

ZNP (za Tuskiem) o wynagrodzeniach zasadniczych, a rząd (ignorując wypowiedź Tuska) o średnich.

A to robi dużą różnicę.

ZNP: Miały być zasadnicze, a nie średnie. Premier obiecał...

Podwyżki zapisane w budżecie dotyczą już tylko wynagrodzeń średnich, czyli zdefiniowanych w Karcie Nauczyciela zarobków**, które poza płacą zasadniczą (czyli nauczycielskim minimum) obejmują sporo dodatków (za wysługę lat, motywacyjny, za wychowawstwo itd.), a także nadgodziny powyżej pensum 18 godzin lekcyjnych.

Dodatki to m.in.:

  • za wysługę lat (1 proc. wynagrodzenia zasadniczego za każdy rok od czwartego, maks. 20 proc.);
  • motywacyjny (w dyspozycji dyrektorki, maks. połowa wynagrodzenia zasadniczego);
  • funkcyjny, w tym za wychowawstwo (określony kwotowo w Karcie Nauczyciela, obecnie to 300 zł), a także „dyrektorski” (od 10 aż do 100 proc. wynagrodzenia zasadniczego);
  • za warunki pracy (m.in. „wiejski” – 10 proc. wynagrodzenia zasadniczego).

Po drugie, nauczycielki pracują więcej niż 18-godzinne pensum. Dostają więc:

  • wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe, które zgodnie z Kartą Nauczyciela mogą sięgać połowy pensum (czyli 9 godzin lekcyjnych), a de facto – po poluzowaniu przez b. ministra Czarnka – nawet więcej.

Wynagrodzenia zasadnicze, zapisywane corocznie w rozporządzeniu ministra edukacji, to gwarancja dla nauczycielek/nauczycieli, że na danym stopniu awansu (początkujący, mianowany, dyplomowany) nie zarobią „mniej niż” podane kwoty. Związki zawodowe od zawsze eksponują płace zasadnicze, bo jako niskie robią większe wrażenie na opinii publicznej.

"Narracja o średnich płacach, tak skomplikowana i hermetyczna, naprawdę musi się skończyć. I o tym dziś mówiliśmy podczas spotkania w MEN” – tłumaczył OKO.press prezes ZNP Sławomir Broniarz 20 grudnia 2023 po spotkaniu z min. Barbarą Nowacką i jej zastępcami.

Wodą na ten związkowy młyn była deklaracja Donalda Tuska na wiecu w Tarnowie 9 września 2023. Prezentując „100 konkretów”, lider KO powiedział: „W ciągu pierwszych 100 dni każdy nauczyciel, każda nauczycielka dostaną podwyżkę [moment zawahania] do zasadniczego o minimum 1500 zł, co znaczy 30 proc. podwyżki dla wszystkich nauczycieli” (podkr. OKO.press).

Można być pewnym, że Tusk nie przemyślał tej deklaracji, o czym świadczy choćby fałszywe przeliczenie kwoty 1500 zł na „procenty podwyżek”.

W ciągu pierwszych 100 dni każdy nauczyciel, każda nauczycielka dostaną podwyżkę do zasadniczego o minimum 1500 zł, co znaczy 30 proc. podwyżki dla wszystkich nauczycieli

Konwencja wyborcza KO w Tarnowie,09 września 2023

Sprawdziliśmy

Podwyżka o 1500 zł oznaczałaby znacznie większy wzrost wynagrodzeń zasadniczych: dla nauczycielek początkujących – o 41 proc., mianowanych – o 39 proc., dyplomowanych – o 33 proc. W konsekwencji takie same wzrosty płac średnich

W spisanych „100 konkretach” KO już tego błędu nie popełnia i obiecuje ogólnie: „podniesiemy wynagrodzenia nauczycieli o co najmniej 30 proc., nie mniej niż 1500 zł brutto podwyżki dla nauczyciela. Wprowadzimy stały system automatycznej rewaloryzacji”.

Ale przyszły premier powiedział o jedno słowo („zasadniczego”) za dużo.

Czyli tym razem to naprawdę „wina Tuska”, którego dobre chęci poprowadziły w obietnicy za daleko.

Tabele płac zasadniczych rozwiały nadzieje ZNP

W piątek 19 stycznia 2024 rząd przekazał do zaopiniowania związkom zawodowym projekt rozporządzenia z nowymi „minimalnymi stawkami wynagrodzenia zasadniczego”. Jak należało oczekiwać, podniesiono je o takie same odsetki jak średnie zarobki, czyli o 33 proc. dla nauczycielek początkujących oraz 30 proc. dla mianowanych i dyplomowanych.

Jak wyjaśnia OKO.press spec od finansowania edukacji Grzegorz Pochopień***, planując budżet, przyjmuje się zwykle, że podwyżkom średnich płac (regulowanych przez kwotę bazową) odpowiadają takie same (w procentach) podwyżki płac zasadniczych.

Oto tabela, jaką dostał ZNP.

tabela nauczyciele

Podwyżki z ministerialnej tabeli nie sięgają obiecanych przez Tuska 1500 zł.

Dla kolejnych grup awansu brakuje: 282 zł, 333 zł i 135 zł.

Poniższy wykres pokazuje właśnie te rozbieżności między podwyżką płac zasadniczych o odpowiednio – 33 i 30 proc., a twardą kwotą 1500 zł dla każdego szczebla awansu taką samą.

Na wykresie widać, że faktycznie po podwyżce nauczyciele mianowani będą mieli płace zasadnicze tylko o 149 zł wyższe niż początkujący, a dyplomowani (ok. 60 proc. wszystkich) o 1007 zł większe.

Oburzenie ZNP spłaszczaniem zarobków jest jednak nieco demagogiczne, bo różnica w średnich zarobkach sięga odpowiednio – 1099 zł i 3169 zł, czyli jest znacząca. A to one (średnie) są bliższe rzeczywistym nauczycielskim zarobkom (patrz – dalej).

Te podwyżki [płac zasadniczych wg rozporządzenia MEiN – red.] spłaszczają wynagrodzenia nauczycielskie w sposób tragiczny. Nauczyciel mianowany będzie zarabiał zaledwie o 149 zł brutto więcej od początkującego

Wypowiedź dla Wyborczej,19 stycznia 2024

Sprawdziliśmy

Przedstawianie wynagrodzeń zasadniczych tak, jakby było one pełnym wynagrodzeniem nauczycielek, jest do pewnego stopnia manipulacją. Różnica w średnich zarobkach nauczycieli mianowanych i początkujących sięga 1099 zł, co jest już kwotą znaczącą

Gdyby ZNP postawił na swoim, średnie zarobki byłyby znacznie wyższe

Wszystko wskazuje na to, że rząd, a tym samym ministerstwo edukacji, będzie nieustępliwy w zaplanowanych na 1 lutego 2024 negocjacjach ze związkami. Polityczki i politycy koalicji mają bowiem silne przekonanie, że rekordowa podwyżka średnich zarobków jest nie tylko „hojna”, ale także kosztowna dla budżetu, który ledwie się dopina.

Gdyby jednak rząd dotrzymał literalnie sformułowanej obietnicy Tuska, to średnie poszybowałyby znacznie wyżej:

W jednym z poprzednich tekstów wyliczaliśmy, że roczny koszt dla budżetu państwa podwyżek w wariancie rządowym (wtedy – o 30 proc). wyniesie ok. 14,539 mld, ale w efekcie większej (33 proc.) podwyżki dla nauczycielek początkujących koszt zwiększy się o ok. 229 mln do 14,768 mld. Kwota ogromna, ale koszty 800 plus są ponad cztery razy większe.

W wariancie podwyżki płac zasadniczych o 1500 zł i pochodnego od nich wzrostu wynagrodzeń średnich, całkowity koszt podwyżek sięgnąłby aż 17 mld.

Gdyby przyjąć „wariant rządowy” – 14,77 mld

sugerowany wtedy przez przyszłego ministra Domańskiego”, czyli podwyżkę płac (zarówno zasadniczych, jak i średnich) o 30 proc., koszty budżetu wyniosłyby ok. 14,5 mld.

Liczymy. Nauczyciele dyplomowani stanowią wg GUS w roku 2022/2023 58,6 proc. wszystkich, czyli 300,1 tys. osób.

Pozostałe dwie grupy nie są wyszczególnione za rok 2022/2023, ale na podstawie wcześniejszych danych GUS szacujemy, że stanowią:

  • początkujący – 21,2 proc., czyli 108,6 tys.,
  • mianowani – 20,2 proc., czyli 103,4 tys.

Liczymy teraz wzrost płac brutto zarobków i towarzyszących mu ok. 22 proc. dodatkowych opłat dla:

  • nauczycieli początkujących (108,6 tys. osób x 1577 x 12 miesięcy x 1,22) = 2 mld 507 mln;
  • nauczycieli mianowanych (103,4 tys. osób x 1720 zł x 12 miesięcy x 1,22) = 2 mld 603,7 mln;
  • nauczycieli dyplomowanych (300,1 tys. osób x 2198 zł x 12 miesięcy x 1,22) = 9 mld 656,8 mln;
  • RAZEM daje to 14 mld 768 mln.

Kwota ogromna, ale koszty 800 plus są ponad cztery razy większe (na samo powiększenie 500 plus do 800 z budżetu wydamy blisko dwa razy więcej).

Gdyby przyjąć wariant ZNP, koszt rośnie do ok. 17 mld

Gdyby przyjąć podwyżkę płac zasadniczych o 1500 zł dla każdego szczebla awansu i o taki sam odsetek dla każdej z trzech nauczycielskich grup zwiększać zarobki średnie, koszty operacji rosną, bo zarobki średnie rosną ponad 30 proc. (patrz wyżej).

I tak:

  • dla nauczycieli początkujących (108,6 tys. osób x 1945 zł x 12 miesięcy x 1,22) = 3 mld 092,3 mln;
  • dla nauczycieli mianowanych (103,4 tys. osób x 2213 zł x 12 miesięcy x 1,22) = 3 mld 350 mln;
  • nauczycieli dyplomowanych (300,1 tys. osób x 2418 zł x 12 miesięcy x 1,22) = 10 mld 623,3 mln;
  • RAZEM daje to 17 mld 065,6 mln.

Przeczytaj także:

Broniarz: Związkowcy nie doradzają premierom

W reakcji na ministerialną tabelę z wynagrodzeniami zasadniczymi ZNP przypomniało swoją uchwałę z 4 grudnia 2023 roku: „Prezydium ZG ZNP wnosi o realizację od 1 stycznia 2024 r. zadeklarowanego przez demokratyczną opozycję w kampanii wyborczej co najmniej 30 proc. wzrostu wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli, jednak nie mniej niż 1500 zł”.

W sobotni wieczór 20 stycznia rozmawiamy z przewodniczącym ZNP Sławomirem Broniarzem.

Czy był pan rozczarowany tabelą z płacami zasadniczymi, jakie ZNP dostał od ministerstwa w piątek?

Sławomir Broniarz: Nie, nie byłem rozczarowany, spodziewaliśmy się właśnie takich danych.

Czy po grudniowym spotkaniu w MEiN, ministerstwo kontaktowało się z ZNP?

W sprawach płacowych żadnych kontaktów nie było.

Wiceszefowa ZNP pani Urszula Woźniak mówi, że jest „oburzona” propozycją podwyżek. Czy to stanowisko negocjacyjne, czy...

... Pani wiceprzewodnicząca będzie m.in. w mediach wyjaśniać, co miała na myśli. Nie chcę się wypowiadać za nią.

Zapytam więc, czy „oburzenie” oddaje nastrój w ZNP, a także wśród nauczycieli i nauczycielek?

Nie, aż takich nastrojów nie ma. Są reakcje nasycone emocjami związane ze spłaszczaniem nauczycielskich wynagrodzeń, ale pamiętajmy, że to w dużej mierze spadek po rządach Przemysława Czarnka i Anny Zalewskiej.

Pamiętajmy też, że te 33 proc. i 30 proc. podwyżki, to dwa i pół raza więcej niż chciał nam dać pan Czarnek z panem Morawieckim (12,3 proc. – red.). W potężnym strajku 2019 roku domagaliśmy się 1000 zł.

To brzmi jak gotowość do ustępstw?

Uchwała ZNP jest jasna, oczekujemy spełnienia obietnic wyborczych demokratycznej opozycji – podwyżek płac zasadniczych o 30 proc., ale nie mniej niż 1500 zł. Docelowo dla Związku najważniejsze jest jednak jak najszybsze powiązanie nauczycielskich płac ze średnią krajową, żebyśmy przestali być na łasce czy niełasce kolejnych pań czy panów ministrów.

Piszecie w uchwale o obietnicach podwyżki „demokratycznej opozycji”, a w grę wchodzi jedna wypowiedź Donalda Tuska, zapewne pomyłkowa.

Nie namówi mnie pan na domyślanie się, czy pan premier Donald Tusk się wtedy pomylił, czy nie. Wypowiedź była jednoznaczna, cytujemy ją w uchwale.

A może premier powinien po prostu przyznać się, że się pomylił i jakoś wytłumaczyć, że podwyżki nie mogą być aż tak duże?

Rozmawia pan z przewodniczącym związku zawodowego. Związkowcy nie doradzają premierom. Ale musimy mieć świadomość, jakie były okoliczności tamtej wypowiedzi.

Pytamy MEiN

Zapytaliśmy też ministerstwo edukacji, jak chce rozwiązać problem, który stworzyła wypowiedź Donalda Tuska z kampanii wyborczej. Bo nie było do tej pory żadnej oficjalnej reakcji, czy wyjaśnienia, polityczki i politycy koalicji rządowej udają, że problemu nie ma. Czy sam premier nie powinien po prostu przyznać, że się pomylił i wytłumaczyć, że nie da się więcej? Czekamy na odpowiedź.

Szanowny Panie Rzeczniku,

Przed negocjacjami 1 lutego 2024 ministerstwa edukacji ze związkami zawodowymi ZNP zapowiada, że będzie domagać się podwyżki nauczycielskich wynagrodzeń zasadniczych o minimum 1500 zł, a nie wynagrodzeń średnich jak zapisał w budżecie rząd.

Rzecz w tym, że na wiecu w Tarnowie 9 września 2023, w ramach prezentacji „100 konkretów” Donald Tusk powiedział: „W ciągu pierwszych 100 dni każdy nauczyciel, każda nauczycielka dostaną podwyżkę [moment zawahania] do zasadniczego o minimum 1500 zł, co oznacza 30 proc. podwyżki dla wszystkich nauczycieli”.

To skądinąd fałszywe zdanie (bo podwyżka byłaby znacznie większa: 41 proc., 39 proc. i 33 proc. dla kolejnych szczebli awansu) stanowi podstawę oczekiwań ZNP.

Politycy i polityczki Koalicji 15 Października, w tym panie ministerki, przechodzą nad wypowiedzią Donalda Tuska do porządku dziennego i informują jakby nigdy nic o podwyżkach płac średnich. Czy panie ministry planują jakiś rodzaj wyjaśnienia tej kwestii? Czy ministerstwo nie powinno zwrócić się do samego premiera, żeby po prostu przyznał, że się pomylił i poprosił o „darowanie mu pomyłki”? Czy też dalej będziemy udawać, że nic się nie stało?

W tekstach w OKO.press pokazujemy, także na wykresach, na czym polega różnica między „obietnicą Tuska” a zapisanymi w budżecie wydatkami.

Z poważaniem

Piotr Pacewicz

Płace zasadnicze a średnie. Czy te drugie to mit i fikcja?

Związkowcy chętnie argumentują, że średnie zafałszowują obraz na korzyść rządu, bo typowy nauczyciel nie osiąga takich wynagrodzeń. Nie dostaje przecież tych wszystkich dodatków.

Nie mają jednak racji.

Średnie wynagrodzenia z grubsza odpowiadają realiom. Trudniej oczywiście wyrobić średnią nauczycielom początkującym (dostają mniej dodatków) i nauczycielkom nauczania początkowego (trudniej im o nadgodziny). Występują też znaczące różnice regionalne, samorządy biedniejsze dają niższe dodatki niż zamożniejsze, np. w dużych miastach, gdzie konkurencja na rynku pracy jest duża.

I wreszcie, więcej zarabiają nauczycielki tych przedmiotów, których jest więcej w siatce godzin, zwłaszcza gdy brakuje danych przedmiotowców.

Wbrew tym różnicom,

działa jednak ustawowy mechanizm ochronny. Ma on kadrze nauczycielskiej „zapewnić osiągnięcie średnich wynagrodzeń”.

Jeśli nauczycielka nie uzyska średniej na swoim szczeblu awansu, powinna na mocy z art. 30 a Karty Nauczyciela dostać od samorządu prowadzącego szkołę „jednorazowy dodatek uzupełniający”, czyli – z pewnym uproszczeniem – wyrównanie do średniego wynagrodzenia (samorządy zaskarżyły ten zapis do Trybunału Konstytucyjnego – bezskutecznie).

Jak to już analizowałem, organy prowadzące zwracają uwagę, by nauczycielskie zarobki nie schodziły poniżej średniej, z czym w znacznej większości przypadków nie mają żadnych kłopotów, bo do finansowania swoich nauczycieli i szkół dokładają sporo własnych środków.

Jak już pisałem w OKO.press, organ prowadzący szkoły (gmina lub powiat) podlicza w styczniu każdego roku, ile powinien był w poprzednim roku wydać na wynagrodzenia (mnoży liczbę osób na każdym etapie awansu zawodowego razy średnie zarobki na tym etapie) i porównuje z tym, ile wydał (zobacz przykład takich wyliczeń w Krakowie).

Jeżeli wydał mniej, różnicę dopłaca nauczycielkom „w formie jednorazowego dodatku uzupełniającego ustalanego proporcjonalnie do okresu zatrudnienia oraz osobistej stawki wynagrodzenia zasadniczego nauczyciela”. Tak by „zapewnić osiągnięcie średnich wynagrodzeń na poszczególnych stopniach awansu zawodowego”.

Tyle zapis ustawowy, ale czy on realnie działa? I w jaki sposób?

Jak mówił OKO.press Marcin Litwinowicz, zastępca dyrektorki warszawskiego Biura Edukacji, w większych miastach nie zdarza się, żeby zarobki były poniżej „średnich wynagrodzeń”. Zwłaszcza że – jak już podkreślaliśmy – średnie zarobki nauczycielek/li w gminie liczy się razem z nadgodzinami, co – dodajmy – wydaje się sprzeczne z pilnowaniem, by zarobki nauczycielskie na pełnym etacie nie były poniżej średniej.

Także Ewa Radanowicz, wieloletnia dyrektorka eksperymentalnej szkoły na terenach po PGR-owskich w Radowie Małym (zachodniopomorskie), a obecnie dyrektorka Wydziału Edukacji, Kultury i Sportu w gminie Goleniów, mówiła OKO.press, że wypłacanie wyrównań w styczniu niemal się nie zdarza.

Dyrekcje szkół i gmin dbają o to, by spełniać na bieżąco kryteria średnich zarobków, np. dając więcej nadgodzin. „Lepiej i uczciwiej, zwłaszcza przy takiej inflacji, by nauczyciele od razu zarabiali tyle, ile trzeba, niż by dostawali wyrównania z rocznym opóźnieniem” – tłumaczyła Radanowicz

* W tekstach o edukacji używam częściej określenia „nauczycielki” niż „nauczyciele”, bo kobiety stanowią 82,3 proc. szkolnej kadry. Podobnie z „dyrektorkami” (ponad 70 proc.).

**Przy pomocy tzw. kwoty bazowej ustalanej co roku przez rząd.

***Grzegorz Pochopień pracował zarówno w ministerstwie finansów, jak i edukacji, był autorem ustawy o finansowaniu zadań oświatowych. Dziś jest ekspertem „SOS dla Edukacji”.

;
Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze