Ostrzegawczy ostrzał Petersburga, publiczna propozycja rozejmu i rozmów pokojowych, a po jej odrzuceniu — kolejny precyzyjny atak na Petersburg w czasie putinowskiego forum ekonomicznego. Tak Ukraina przejęła narrację nad wojną.
Efektem tej dobrze wymyślonej i precyzyjnie przeprowadzonej operacji propagandowo-militarnej na wojnie XXI wieku jest pokazanie, że opowieści Putina to bajki z mchu i paproci, oparte na zafałszowanych danych i anachronicznych wyobrażeniach.
Jest to kolejna udana operacja ukraińska po tym, jak miesiąc temu Zełenski „zezwolił” Putinowi na przeprowadzenie corocznej parady w Dniu Zwycięstwa w II wojnie światowej, który jest w Rosji świętem ideologicznym.
I porównywalna z koronkową operacją „Pawutyna” sprzed roku, kiedy to ukraińskie drony wwiezione do Rosji ciężarówkami zaatakowały znienacka rosyjskie lotnictwo strategiczne. Wtedy wydawało się to niewyobrażalne — podobnie jak do tego tygodnia ataki na Petersburg, w którym przebywa Putin (na zdjęciu głównym).
Teraz tylko publiczność mieli Ukraińcy lepszą — bo międzynarodową.
Petersburskie Forum Ekonomiczne organizowane co roku o tej porze ma pokazać potęgę gospodarki Rosji i zachęcić do kontaktów z nią. W tym roku Putin chwalił się, że miał gości ze 130 krajów. Punktem kulminacyjnym tej imprezy jest panel dyskusyjny z udziałem samego Putina. Wszystko tam było planowane zawczasu, łącznie z pytaniami i odpowiedziami.
Na ten rok przewidziana była opowieść o tym, jak Rosja świetnie sobie radzi gospodarczo, jak nieistotna jest wojna w Ukrainie i jak wspaniałe biznesy można porobić z Moskwą.
Forum okazało się jednak znacząco inne niż wcześniejsze. Zaczęło się od ukraińskiego ostrzału rafinerii i portu wojennego w mieście. Rosja straciła swoją nowoczesną korwetę Bojkij, a nad miastem unosiły się słupy dymu.
Następnego dnia Putin spotkał się z zagranicznymi dziennikarzami i naopowiadał im, jak świetnie idzie mu na froncie w Ukrainie. Cytował z głowy liczby najwyraźniej pochodzące z wojskowych raportów (można było nawet odnieść wrażenie, że się tymi raportami od swoich „bojarów” zasłania).
A potem prezydent Ukrainy opublikował list z wezwaniem do rozejmu i rozmów. Wypunktował w nim, że dane Putina są fałszywe. Napisał, że wojna jest wojną Putina, więc jeśli tylko chce, może ją zatrzymać.
Ale Putin nie odstąpił od opowieści o tym, że Rosja świetnie sobie radzi. Nie był w stanie zmienić narracji. A na propozycję Zełenskiego odpowiedział w jedyny znany mu sposób: brutalnym NIE.
I wtedy Ukraina uderzyła drugi raz. W nocy z 5 na 6 czerwca ukraińskie drony zaatakowały infrastrukturę wojskową oraz przedsiębiorstwa kompleksu zbrojeniowego Rosji w obwodzie leningradzkim.
Ukraińskie oddziały Sił Operacji Specjalnych we współpracy z Siłami Systemów Bezzałogowych oraz Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy przeprowadziły atak na bazę marynarki wojennej Federacji Rosyjskiej w Kronsztadzie koło Petersburga. Znowu trafiły w punkt o 1000 kilometrów od granicy z Ukrainą.
Jak informuje portal Militarnyj, pod ostrzałem znalazły się zakłady produkujące uzbrojenie podwodne:
„Kronsztad jest symbolem rosyjskich sił morskich i strategicznym elementem machiny wojennej wroga" – przypomnieli Ukraińcy w komunikacie Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy
„Po udanym ataku na magazyny 15. arsenału Marynarki Wojennej Federacji Rosyjskiej doszło tam do pożaru i wtórnych wybuchów. Na terenie obiektu przechowywane są rakiety i amunicja. W lokalnych czatach pojawiają się informacje o możliwej ewakuacji mieszkańców okolicznych miejscowości. Odnotowano również pożar w rejonie bazy morskiej w Kronsztadzie oraz stoczni morskiej w Kronsztadzie. Wszystkie te obiekty wojskowe zapewniają funkcjonowanie grupy okrętów wroga na Morzu Bałtyckim” – podali.
Ukraińskie drony nie poprzestały 6 czerwca na okolicach Petersburga. Zaatakowały też bazę paliwową w Ust-Łabińsku na południu Rosji w obwodzie krasnodarskim (500 km od swojej granicy). „Na terenie bazy odnotowano serię wybuchów, po których wybuchł rozległy pożar. Ogień ogarnął co najmniej trzy zbiorniki z produktami naftowymi. Ta baza paliwowa jest ważnym węzłem magazynowania i dostaw paliwa dla rosyjskich wojsk na południowym i wschodnim kierunku” – podają Ukraińcy w oficjalnym komunikacie.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski potwierdził nocne ataki. „Czas zakończyć tę wojnę. Jednak rosyjski przywódca chce walczyć. Dlatego na tę agresję nakładane są ukraińskie sankcje” – napisał Zełenski. „Rosja musi zakończyć swoją wojnę i zaprzestać ataków na ludność cywilną. Wszelkie przejawy niesprawiedliwości wobec Ukrainy spotkają się ze stosowną reakcją”.
Ataki mają nie tylko militarne znaczenie. Pierwszą konsekwencją jest wykazanie, że reżim Putina nie jest zdolny do elastycznej odpowiedzi. Putin, uwięziony w roli „silnego człowieka” musiał na oczach swoich gości brutalnie odpowiedzieć na ofertę Ukrainy, mimo że prawdopodobieństwo ukraińskiej reakcji było wysokie. I — na podstawie tego, co dzieje się teraz na wojnie — łatwo było przewidzieć, że co najmniej kilka ze stu kilkudziesięciu dronów wysłanych na Petersburg trafi do celu.
Atak pokazał też, jak bardzo anachroniczny jest Putin. W odpowiedzi na list Zełenskiego wezwał swoich „żołnierzy i oficerów”, by na froncie dali odpór wrogowi. Bo najwyraźniej nadal uważa, że losy wojny rozstrzygają się w szerokiej na kilkadziesiąt kilometrów strefie śmierci, zwanej niegdyś linią frontu. I wierzy, że „na polu walki” w przypadku dronów „panuje parytet”, a Rosja ma w niektórych przewagę.
Komentarzem do tego był ukraiński komunikat o całkowitym przejęciu dronowej kontroli nad autostradą z Rosji na okupowany ukraiński Krym.
„Operatorzy bezzałogowych statków powietrznych z 3. pułku Sił Operacji Specjalnych przejęli kontrolę powietrzną nad częścią lądowej trasy okupantów prowadzącej na Krym. Drony jednostki Sił Operacji Specjalnych niszczą sprzęt i przerywają szlaki logistyczne wroga na trasie Melitopol – Czongar. W rezultacie utrudniono już logistykę w zakresie zaopatrzenia armii rosyjskiej i dostaw paliwa na półwysep. To dopiero początek. Będzie dalej!”.
Dzień wcześniej Ukraińcy ogłosili przejęcie „kontroli ogniowej” nad terenem lotniska w Doniecku.
„Ukraińskim żołnierzom udało się dotrzeć do kluczowych tras prowadzących z Rosji do okupowanego Krymu. Skłoniło to szefa administracji okupacyjnej obwodu chersońskiego, kolaboranta Władimira Saldo, do ograniczenia ruchu ciężarówek nieprzewożących ładunków wojskowych przez okupowane terytoria obwodu chersońskiego na Krym tzw. trasą R-280.
Skutki tych działań są również odczuwalne na Krymie, gdzie większość paliwa trafiała przez korytarz lądowy. Władze okupacyjne musiały wprowadzić ograniczenia w sprzedaży paliwa do 20 litrów na osobę na podstawie kart” – analizuje portal „Militarnyj”.
Minister Obrony Ukrainy Mychajło Fedorow powiedział, że w maju Ukraina zwiększyła uderzenia na odległości 20-150 km (tzw. middlestrikes), a liczba trafień celów wroga z odległości ponad 50 km wzrosła dwukrotnie.
W sumie w czasie ostatniej doby Rosjanie zestrzelili nad swoim terytorium ponad 900 ukraińskich dronów. Znowu atakowana była Moskwa — ale tu trafień nie było.
Ale i tak Ukraińscy pokazali gościom Forum, jak skuteczne są ich tanie drony. I to chwilę po tym, jak Putin przyznał publicznie, że jego wunderwaffe, pocisk balistyczny średniego zasięgu Oriesznik, nie wyszedł jeszcze z fazy testów.
Owszem, Rosja atakuje nim Ukrainę, ale pocisk albo nie trafia, albo nie dolatuje za rosyjskie linie. Putin opowiadał dziennikarzom, że to specjalnie jego wojskowi nie trafiają w Kijów, żeby można było ocenić skalę uderzenia. Tylko że normalnie takie rzeczy robi się na poligonach. Także po to, by świat nie zobaczył różnicy miedzy precyzją trafienia tanim dronem i pudłem w wykonaniu kosztownej rakiety.
Kolejna pułapka, w którą wpadł Putin, jest jeszcze bardziej zastanawiająca. Otóż Zełenski napisał w liście, że wojna Putinowi nie przeszkadza, chyba że chodzi o jego własne bezpieczeństwo. Jako przykład dał defiladę w Moskwie (na którą w tym roku Kijów wydał zgodę — inaczej Putin żyłby w obawie przed ukraińskimi dronami), ale także „rezydencję na Wałdaju”.
To bardzo ciekawe. O atak na tę rezydencję Rosjanie oskarżyli Ukrainę w grudniu. Twierdzili, że doszło do niej w czasie spotkania Trump — Zełenski na Florydzie i opowieścią o ataku próbowali te rozmowy zerwać. Tyle że amerykańskie służby wywiadowcze ustaliły, że żadnego ataku wtedy nie było.
Wydaje się, że słowo „wtedy” ma kluczowe znaczenie — bo w pałac na Wałdaju Ukraińcy musieli jednak kiedyś trafić. I Putin na piątkowym panelu potwierdził rewelacje Zełenskiego. Ale dodał, że „zawiadomili go”, że „wiedzą, że go tam nie ma”, więc nic mu nie groziło. Czyli na oczach świata Putin powiedział, że Ukraińcy znają jego miejsce pobytu.
Wielu musi to dać do myślenia. Czy rzeczywiście rosyjski przywódca wie, co mówi?
W końcu Putin napadł na Zełenskiego za to, że chce o pokoju rozmawiać publicznie. Pochwalił rozmowy zakulisowe, z biznesowymi wysłannikami (jeden z nich miał mu przywieźć ofertę z Kijowa) – jakby w mordowaniu ludzi na wojnie chodziło o biznesy, a nie o los obywateli Ukrainy i poddanych państwa rosyjskiego. W czasach internetu i populistycznej polityki takie rzeczy można myśleć, ale nie mówić.
Niesłychane w całej ukraińskiej operacji jest to, że nad tym wszystkim goście petersburskiego Forum Putina będą rozmyślać, czekając na odlot swoich samolotów.
Po ukraińskim ostrzale w ostatnim dniu forum petersburskie lotnisko wznowiło już pracę, ale kilkadziesiąt lotów jest opóźnionych. Odloty VIP-ów organizowane są z Petersburga „w specjalnym trybie”. W Forum uczestniczyła m.in. prezydentka Tanzanii, prezydent Uzbekistanu, wicepremier z Chin i minister z Arabii Saudyjskiej,
Na apel Putina do wojskowych na froncie, by „pracowali”, rosyjski MON odpowiedział (w rządowym serwisie MAX) „Pracujemy”. Nastąpią więc kolejne, bestialskie i mierzone na ślepo ataki. Ale w rosyjskiej telewizji pojawiły się już rozważania, czy rzeczywiście Ukraińcy będą w stanie niebawem dosięgnąć Moskwy rakietami.
„Nie ma dobrych wiadomości dla Rosjan. Odrzucając propozycję prezydenta Zełenskiego dotyczącą bezpośrednich rozmów pokojowych, Putin stracił szansę na wyjście z tej nieudanej wojny” — napisał 6 czerwca na X na podsumowanie „operacji Petersburg” minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha. I zapewnił Putina:
"Sytuacja Rosji będzie się tylko pogarszać. Straty na polu bitwy będą nadal rosnąć. Porażki staną się jeszcze bardziej upokarzające. Gospodarka pogrąży się jeszcze głębiej w recesji. Zniknie więcej miejsc pracy, wzrosną podatki, a inflacja dotknie najbardziej wrażliwe grupy społeczne.
W Rosji nie ma już bezpiecznych miejsc, które mogłyby uniknąć ukraińskich sankcji dalekiego zasięgu. Ich intensywność będzie jednak nadal rosła.
Międzynarodowa presja nie osłabnie. Będzie tylko rosnąć. Obejmuje to zamrożenie aktywów, zakazy podróżowania i nieuniknioną odpowiedzialność za zbrodnie.
Wszystko to dlatego, że fanatyk na Kremlu chce utrzymać się przy władzy za wszelką cenę i jest gotów poświęcić przyszłość swojego kraju oraz zabić miliony ludzi dla swoich szalonych urojeń.
Wszystko to dlatego, że nie chce on przyznać się do prostej prawdy: nigdy nie osiągnie swoich celów na polu bitwy i powinien porzucić swoje złudne nadzieje, że Ukraina wkrótce upadnie, poparcie jej partnerów osłabnie lub presja na Rosję zmniejszy się.
Rosja i tak będzie musiała zgodzić się na rozwiązanie dyplomatyczne, ale warunki będą znacznie gorsze.
Odmowa zawarcia pokoju ze strony Putina powinna doprowadzić do znacznego wzrostu międzynarodowej presji na Rosję oraz wsparcia dla Ukrainy".
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.
Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.
Komentarze