SLAPP często zaczyna się lokalnie: tam, gdzie mieszkańcy pytają o spalarnię, o plan zagospodarowania, wydatkowanie środków publicznych, działania burmistrza, inwestora albo spółki komunalnej. Sejm przyjął ustawę, która ma chronić debatę publiczną. Teraz kolej na prezydenta
Po latach mówienia o efekcie mrożącym, nękaniu procesowym i używaniu sądów jako narzędzia presji, Sejm przyjął ustawę, która po raz pierwszy wprost uznaje, że uczestnictwo w debacie publicznej wymaga szczególnej ochrony.
Oczywiście ustawa nie zmieni wszystkiego. Od jutra nie znikną pozwy przeciwko dziennikarzom, aktywistom, mieszkańcom, lokalnym watchdogom czy naukowcom, które mają ich uciszyć i stłumić debatę publiczną (czyli Strategic Lawsuits Against Public Participation, SLAPP). Jedną ustawą problem SLAPP-ów nie zostanie raz na zawsze rozwiązany.
Ale to ważne, że ustawa o szczególnych środkach ochrony osób uczestniczących w debacie publicznej została przyjęta przez Sejm. Przed nią pozostaje jeszcze ostatni, ale kluczowy etap: podpis Prezydenta.
Już dziś jednak warto odnotować, że proces legislacyjny doszedł do momentu, który jeszcze kilka lat temu wydawał się bardzo odległy. To nie jest wyłącznie techniczna transpozycja unijnej dyrektywy. To efekt pracy organizacji społecznych, prawników, dziennikarzy, aktywistów, urzędników i polityków, którzy przez ostatnie lata konsekwentnie pokazywali, że pozew może być nie tylko narzędziem ochrony praw, lecz także narzędziem uciszania.
SLAPP nie jest zwykłym sporem o dobre imię. Nie chodzi w nim tylko o to, że ktoś poczuł się dotknięty krytyką. Chodzi o strategiczne wykorzystanie procesu sądowego po to, by zniechęcić do zabierania głosu. Taki pozew nie musi być wygrany, żeby spełnić swoją funkcję.
OKO.press także jest nękane takimi pozwami:
Czasem wystarczy sam ciężar postępowania: koszty pełnomocnika, stres, konieczność odpowiadania na kolejne pisma, groźba wysokiego odszkodowania, zabezpieczenia ograniczające publikacje, ryzyko osobistej odpowiedzialności. W małej miejscowości, w redakcji lokalnej albo w stowarzyszeniu mieszkańców już sam pozew może być komunikatem, że lepiej zamilknąć.
Dlatego przyjęcie ustawy przez Sejm ma znaczenie szersze niż tylko legislacyjne. Oczywiście, projekt jest odpowiedzią na unijną dyrektywę z 2024 r. dotyczącą ochrony osób angażujących się w debatę publiczną przed oczywiście bezzasadnymi roszczeniami lub postępowaniami stanowiącymi nadużycie.
Sam tekst ustawy wskazuje, że wdraża tę dyrektywę, jak również analogiczne Rekomendacje Rady Europy.
W Polsce ta transpozycja spotkała się z bardzo konkretnym doświadczeniem społecznym: pozwami przeciwko dziennikarzom, aktywistom ekologicznym, organizacjom strażniczym, mieszkańcom krytykującym inwestycje, osobom pytającym o działania władz lokalnych.
Na tym polegała siła polskiej grupy anty-SLAPP. Organizacje społeczne ARTICLE 19 Europe, Helsińska Fundacja Praw Człowieka i Sieć Obywatelska Watchdog Polska nie ograniczyły się do komentowania projektu. Przez miesiące dokumentowały sprawy, przygotowywały modelowe rozwiązania, wspierały osoby pozwane, pisały apele, uczestniczyły w pracach parlamentarnych i tłumaczyły, że problem SLAPP-ów nie jest abstrakcyjny. To nie jest temat wyłącznie dla wielkich redakcji i znanych dziennikarzy.
SLAPP często zaczyna się lokalnie: tam, gdzie mieszkańcy pytają o spalarnię, plan zagospodarowania, wydatkowanie środków publicznych, działania burmistrza, inwestora albo spółki komunalnej.
Wyjątkowe było również to, że wokół ustawy na moment pękła logika wojny plemiennej.
Oświadczenie i apel podpisane przez redakcje oraz organizacje z różnych stron sporu politycznego pokazały coś, o czym w Polsce zbyt łatwo zapominamy: wolność słowa nie ma jednej barwy partyjnej.
To był jeden z najważniejszych momentów całego procesu legislacyjnego. Nie dlatego, że usunął spory polityczne, lecz dlatego, że pokazał minimum wspólnoty: nikt, kto uczestniczy w debacie publicznej, nie powinien być uciszany pozwem.
Po pierwsze, bardzo szeroko zdefiniowano debatę publiczną. Ustawa obejmuje nie tylko klasyczne wypowiedzi dziennikarskie, ale także działania związane z wolnością wypowiedzi i informacji, twórczością artystyczną i nauką, wolnością zgromadzeń i zrzeszania się, a nawet działania przygotowawcze, wspierające lub bezpośrednio związane z udziałem w debacie.
Dotyczy to spraw mogących budzić uzasadnione zainteresowanie społeczne, w tym praw podstawowych, zdrowia publicznego, bezpieczeństwa, środowiska, klimatu, działań osób publicznych, postępowań przed organami publicznymi, podejrzeń popełnienia przestępstw oraz ochrony wartości konstytucyjnych i unijnych.
To ważne, bo SLAPP-y rzadko dotyczą wypowiedzi wygodnych i eleganckich. Najczęściej dotyczą tematów konfliktowych, lokalnych, drażliwych i kosztownych politycznie albo ekonomicznie.
Po drugie, pozwany otrzymuje możliwość żądania kaucji na zabezpieczenie kosztów procesu. Jeżeli uprawdopodobni, że pozew zmierza wyłącznie lub głównie do stłumienia, ograniczenia lub zakłócenia debaty publicznej albo do szykanowania za udział w niej, sąd może zobowiązać powoda do złożenia kaucji. Jeżeli powód jej nie złoży, pozew podlega odrzuceniu.
To mechanizm bardzo istotny praktycznie. SLAPP działa często dlatego, że koszty są asymetryczne: silniejszy powód może prowadzić sprawę latami, a pozwany od pierwszego dnia ponosi ciężar finansowy i psychiczny. Kaucja ma tę asymetrię przynajmniej częściowo ograniczyć.
Po trzecie, ustawa pozwala organizacjom pozarządowym wchodzić do postępowań albo przedstawiać sądowi istotne informacje i poglądy. To gwarancja niedoceniana, a bardzo ważna. Pozwany dziennikarz, aktywistka albo mieszkaniec nie zawsze ma zasoby, by samodzielnie przedstawić szerszy kontekst sprawy. Organizacje zajmujące się wolnością słowa, prawem do informacji, ochroną środowiska czy prawami człowieka mogą pomóc sądowi zobaczyć, że dana sprawa nie jest wyłącznie prywatnym konfliktem, lecz częścią debaty publicznej.
Po czwarte, ustawa wprowadza katalog kryteriów pozwalających sądowi rozpoznać sprawę jako SLAPP.
Sąd ma brać pod uwagę między innymi nieproporcjonalność żądania, wielość postępowań, grożenie lub zastraszanie, działania procesowe w złej wierze, wykorzystywanie przewagi finansowej, politycznej lub społecznej, pozywanie osoby fizycznej zamiast organizacji, w której działa, oraz pozorne korzystanie z pozasądowych metod rozwiązywania sporów. Ten katalog może stać się praktycznym przewodnikiem dla sądów. Pokazuje, że SLAPP rozpoznaje się nie tylko po treści pozwu, ale także po całym otoczeniu sprawy.
Po piąte, ustawa przewiduje możliwość szybkiego oddalenia powództwa oczywiście bezzasadnego. Po złożeniu przez pozwanego takiego wniosku powód będzie musiał wskazać okoliczności uzasadniające powództwo, pozwalające sądowi ocenić, czy nie jest ono oczywiście bezzasadne. Czynności mają być podejmowane tak, aby rozstrzygnięcie nastąpiło nie później niż w terminie trzech miesięcy. To jeden z centralnych mechanizmów ustawy: SLAPP ma być zatrzymany wcześnie, zanim sam proces stanie się karą
Po szóste, ustawa przewiduje sankcje. Jeżeli sąd stwierdzi, że postępowanie zmierzało wyłącznie lub głównie do tłumienia debaty publicznej albo szykanowania za udział w niej, może nałożyć na powoda grzywnę do dwudziestokrotności minimalnego wynagrodzenia, a w szczególnie uzasadnionych przypadkach nawet do stukrotności minimalnego wynagrodzenia. Może też nakazać publikację sentencji wyroku na koszt powoda.
Po siódme, ustawa wzmacnia ochronę kosztową pozwanego. W razie stwierdzenia SLAPP sąd ma nałożyć na powoda obowiązek zwrotu kosztów procesu, a na wniosek pozwanego może zasądzić zwrot rzeczywistych kosztów zastępstwa procesowego w pełnej wysokości, chyba że są nadmierne.
Nie wszystko się udało. Nie przyjęto postulatu, by wyłączyć możliwość dochodzenia ochrony dobrego imienia przez jednostki wykonujące władzę publiczną. To ważny brak, bo w praktyce wiele spraw przeciwko mieszkańcom i lokalnym aktywistom dotyczy właśnie krytyki władz lokalnych albo podmiotów publicznych.
Nadal pozostaje też problem art. 212 kodeksu karnego, czyli karnego zniesławienia. Organizacje pozarządowe od ponad dwóch dekad domagają się jego dekryminalizacji. Dobrze, że Ministerstwo Sprawiedliwości deklaruje powrót do tego tematu, ale ustawa anty-SLAPP nie zamyka dyskusji.
Ten moment jest więc ważny, ale nie ostateczny. Przede wszystkim potrzebny jest podpis prezydenta pod ustawą. Następnie ustawę trzeba będzie stosować.
Sędziowie będą musieli nauczyć się rozpoznawać SLAPP nie tylko jako formalny zarzut procesowy, lecz jako strategię tłumienia debaty publicznej.
Już w lipcu bieżącego roku odbędzie się pierwsze szkolenie organizowane przez Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury i Radę Europy. Pełnomocnicy będą musieli budować argumentację wokół efektu mrożącego, dysproporcji sił, interesu publicznego i nadużycia prawa procesowego. Organizacje społeczne będą musiały monitorować orzecznictwo.
Ale mimo tych zastrzeżeń warto podkreślać, że Sejm zrobił ważny krok dla wolności słowa w Polsce. Bez wątpienia też krok w ochronie swoich interesów, gdyż SLAPPy dotykają nierzadko posłów czy senatorów. Teraz piłka jest po stronie prezydenta.
Kolejny ruch zdecyduje, czy Polska rzeczywiście dołączy do państw, które nie tylko mówią o ochronie debaty publicznej, ale tworzą dla niej konkretne gwarancje prawne.
Prawa człowieka
Karol Nawrocki
Prezydent
Sejm X kadencji
Dyrektywa przeciwko SLAPP
Na celowniku
SLAPP
ustawa anty-SLAPP
wolność słowa
Prawniczka, doktor nauk prawnych, ekspertka Prague Civil Society Center, wykłada na Uniwersytecie SWPS.
Prawniczka, doktor nauk prawnych, ekspertka Prague Civil Society Center, wykłada na Uniwersytecie SWPS.
Komentarze