0:00
Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...
25 stycznia 2023

Jak osiągnęliśmy "Himalaje hipokryzji". Odpowiadamy Solidarnej Polsce

"Typowy mitoman, który uważa się za »factcheckera«, a nie ma nawet podstawowej wiedzy" - pisze o moim wideo fact-checkingu europoseł Jaki. Wiceminister Romanowski uważa, że osiągnąłem "Himalaje hipokryzji". Odpowiadamy na zarzuty Solidarnej Polski do naszych tekstów o KPO

Wydrukuj

W sobotę opublikowaliśmy w mediach społecznościowych wideo fact-checking na temat kwot, które politycy Solidarnej Polski przedstawiają jako ukryty koszt KPO.

Nieco ponad dwuminutowy klip można obejrzeć tutaj:

To, co mówię w filmiku, nie spodobało się jednemu z bohaterów, europosłowi Patrykowi Jakiemu. Odniósł się do mnie bezpośrednio na Twitterze:

„Typowy mitoman, który uważa się za »factcheckera« a nie ma nawet podstawowej wiedzy. Jego teza opiera się na tym, że nowe zasoby własne nie idą na spłatę KPO. Tymczasem to fakt, który opisuje sama UE w swoich dokumentach.

Również to, że nie wszystkie nowe podatki na spłatę KPO weszły w życie (a są procedowane) nie zmienia przecież faktu, że sama KE twierdzi, że inaczej nie da się spłacić długu na KPO.

Koszty tych podatków są tylko w przybliżeniu, bo tak podaje sama KE. Zresztą słusznie bo np. nie da się precyzyjnie policzyć ile w przyszłości będzie wynosić ETS, od którego Polska będzie płacić nowy podatek. Wiadomo natomiast w jakich przedziałach są to koszty i będą ogromne dla PL.

Więc propagandziści UE liczące koszty KPO tylko jako koszty kredytu i DNB a ukrywający nowe zasoby własne UE (podatki na spłatę KPO) manipulują i kłamią tak jak ten mitoman niżej”.

Do tekstu na ten sam temat odniósł się 24 stycznia na portalu tygodnika "Do Rzeczy" inny członek Solidarnej Polski, Marcin Romanowski. Napisał:

"Ten manipulacyjny przekaz okupiony jest stawaniem na głowie przez redaktorów OKO.press i zaprzężonych do narracji ekspertów".

Pomińmy wycieczki osobiste. Europoseł Jaki i wiceminister Romanowski zarzucają mi jednak brak wiedzy, fałszywą tezę, manipulacje i kłamstwo. Muszę w takim razie odnieść się do ich odpowiedzi.

Jaki manipuluje i dzielnie walczy z tezą, której nie stawiamy

Zacznijmy od początku.

„Jego teza opiera się na tym, że nowe zasoby własne nie idą na spłatę KPO” – pisze Patryk Jaki.

Nic takiego w filmiku nie pada. Cała główna teza w polemice Patryka Jakiego jest nieprawdziwa. Nowe zasoby własne Unii Europejskiej – czyli między innymi dodatkowe podatki – oczywiście idą także na spłatę KPO. W żadnym jednak dokumencie nie znajdziemy informacji, że nowe podatki będą służyły tylko i wyłącznie do spłaty KPO. Ich użyteczność jest szersza.

Główny problem z tym, co mówi Solidarna Polska o potencjalnym koszcie KPO polega na tym, że nie wiemy, jak powstały wyliczenia, których wyniki podają. A wszystko, co mówią, wskazuje na to, że założenia do tych wyliczeń są błędne. A jeśli tak – to ich wyniki są bezużyteczne.

Różne funkcje podatków

Wspominałem o tym także w filmie: podatek od plastiku (jedyny, spośród wymienionych przez Jakiego, który dotychczas wszedł w życie) to nie tylko źródło dochodów. Podatki mają też inne funkcje, takie jak kształtowanie zachowań. Podnoszenie podatku na cukier ma na celu również zniechęcenie konsumentów do zjadania wysokosłodzonych posiłków i picia takich napojów. Jeśli cel uda się osiągnąć – pozwala to w dłuższej perspektywie osiągnąć oszczędności w systemie ochrony zdrowia, bo mamy mniej schorzeń związanych na przykład z otyłością.

Analogicznie jest z podatkiem od plastiku – dodatkowa opłata dla producentów opakowań plastikowych ma zachęcić do szukania ekologicznych alternatyw. To oczywiście długa perspektywa, ale podatek spełniłby też swoją rolę, gdyby ostatecznie nie przynosił żadnych zysków, bo nie byłoby już czego opodatkowywać. Jak policzyć takie korzyści?

W najbliższych latach unijny podatek od plastiku będzie rzecz jasna generował wpływy. Jak jednak policzyć, jaka dokładnie część dochodów z tego (i pozostałych, wciąż projektowanych) podatku będzie przeznaczona na spłatę pożyczek z KPO? To trudne zadanie, bo horyzont czasowy jest długi, większość z tych podatków nie ma jeszcze swojej ostatecznej formy.

Debata o nowych zasobach własnych zaczęła się wcześniej

Nie można też powiedzieć, że nowe podatki i nowe zasoby własne UE zostały wymyślone, dopiero gdy powstało KPO. A to właśnie sugeruje Solidarna Polska. Tymczasem unijna debata na ten temat zaczęła się na długo przed wybuchem pandemii.

Budżety unijne planowane są na siedmioletnie okresy, obecny to lata 2021-2027. Są przedmiotem długotrwałych negocjacji, a długi okres zmusza do znacznie wcześniejszego planowania. W maju 2018 roku Komisja Europejska proponowała już:

  • 20 proc. z dochodu handlu uprawnieniami do emisji CO2;
  • Część nowego podatku od osób prawnych;
  • Podatek od plastiku.

"Te nowe zasoby własne będą stanowić ok. 12 proc. łącznego budżetu UE i mogą wnieść nawet 22 mld euro rocznie na potrzeby finansowania nowych priorytetów" – czytaliśmy wówczas w projekcie.

Podatek od plastiku już mamy, najnowsza propozycja dotycząca podatku od ETS to 25 proc. do budżetu unijnego, reszta do krajowego. Podatków tych nie wymyślono w czasie pandemii, nad rozszerzeniem zasobów własnych Unii debatowano już wcześniej.

Nieprawda Jakiego

W swoim filmiku, który cytujemy, Patryk Jaki mówi:

„Na spłatę KPO zaprojektowano nowe podatki unijne […]: podatek od plastiku, podatek od ETS, podatek od śladu węglowego, podatek od zysków rezydualnych”.

To nieprawda. Co najmniej dwa z nich zaprojektowano już wcześniej, jako rozszerzenie budżetu unijnego. A w 2020 roku okazało się po prostu, że stoimy przed ogromnymi wyzwaniami i poszerzono budżet o Fundusz Odbudowy.

Podsumowując: nie twierdzimy w OKO.press, że nowe zasoby własne UE nie idą na spłatę KPO – a to główna linia krytyki europosła Jakiego. Twierdzimy, że to, co Solidarna Polska podaje jako ukryte koszty KPO, to normalna polityka unijna i powiększanie budżetu wspólnoty. Analogicznie do tego, jak budżet polskiego rządu zwiększa Zjednoczona Prawica – także zwiększając zadłużenie państwa. Różnica polega na tym, że kredyt unijny jest bezpieczniejszy, bo jest tańszy. I to znacząco.

Dwa razy tańszy

"KPO to w istocie ukryty, drogi kredyt" - pisał Zbigniew Ziobro do Andrzeja Dudy. Tymczasem fakty są takie, że pożyczki, które zaciągnęła Unia na spłatę KPO są mniej więcej dwa razy tańsze niż polski dług.

„Zgodnie z raportem Komisji Europejskiej przeciętny koszt finansowania funduszu w pierwszym półroczu 2022 roku wyniósł 1,24 proc., podczas gdy rentowność tzw. euroobligacji (finansujących dług w walutach obcych) sprzedanych przez Polskę w maju 2022 wyniosła prawie 3 proc” - mówił nam dr Michał Możdżeń z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie we wrześniu 2022.

W tym miesiącu szef Polskiego Instytutu Ekonomicznego (publicznego, nadzorowanego przez premiera think tanku ekonomicznego) Piotr Arak mówił, że unijny kredyt to obecnie około 3 proc., a jednocześnie "oprocentowanie pożyczkowej części KPO będzie dwukrotnie niższe niż koszt polskiego długu, który obecnie oscyluje w okolicach 6 proc.".

Dwa różne okresy, bardzo zbliżona relacja między długiem polskim a unijnym. I nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. Unia jako grupa rozwiniętych gospodarczo krajów jest razem bardziej wiarygodna dla kredytodawców niż jakikolwiek pojedynczy kraj wspólnoty - a już szczególnie wciąż względnie niezamożna Polska.

Jeden budżet na różne cele

Wróćmy jednak do Patryka Jakiego. Aby obalić twierdzenie, które nie padło, europoseł wrzucił cytat z krótkiego dokumentu unijnego, w którym mamy pytania i odpowiedzi na temat KPO z grudnia 2021. Jest tam rzeczywiście napisane, że nowe zasoby własne powinny być wystarczające do spłacenia KPO. Nigdy nie twierdziliśmy inaczej. Warto jednak spojrzeć na zdanie następujące tuż po zakreślonym przez Jakiego fragmencie:

„Spłaty będą jednak ostatecznie finansowane za pośrednictwem budżetu ogólnego, ponieważ zgodnie z zasadą uniwersalności budżetu UE nie ma możliwości »zarezerwowania« zasobów własnych na określony cel”.

Oznacza to, że wliczanie całych kwot kosztu nowych podatków do kosztu KPO jest nieprawidłowe. Bo – tak jak wspominam w filmiku – ostatecznie budżet jest jeden, podatki go zasilą, ale trudno powiedzieć, w jakim stopniu nowe zasoby własne pójdą na spłatę pożyczek zaciągniętych, by sfinansować Fundusz Odbudowy.

Rzetelna debata? Solidarna Polska ją torpeduje

16 stycznia w liście otwartym do prezydenta Andrzeja Dudy Zbigniew Ziobro pisał:

„Dlatego Pana proszę o zainicjowanie narodowej debaty i społecznych konsultacji w sprawie warunków przyjęcia KPO – w praktyce wielkiego unijnego kredytu, którego koszty nie są dziś Polakom znane”.

Problem z Solidarną Polską polega na tym, że wg własnych deklaracji bardzo chce debatować o faktach i liczbach, ale nie kwapi się, by podawać ich źródła.

„Koszty tych podatków są tylko w przybliżeniu, bo tak podaje sama KE. Zresztą słusznie, bo np. nie da się precyzyjnie policzyć ile w przyszłości będzie wynosić ETS, od którego Polska będzie płacić nowy podatek. Wiadomo natomiast w jakich przedziałach są to koszty i będą ogromne dla PL” – pisze Patryk Jaki.

Skoro więc nie da się tego precyzyjnie policzyć, to dlaczego Solidarna Polska podaje całkiem konkretne liczby? Patryk Jaki podaje przedział – 143-153 mld euro – ale jest on dosyć wąski. Wszystko, co mówią politycy Solidarnej Polski o ukrytych kosztach KPO wskazuje na to, że pełen koszt każdego nowego podatku jest wliczony jako długoterminowy koszt KPO.

Niestety, nie znamy autorów tych wyliczeń. Apelujemy więc – podajcie nam nazwiska autorów, pokażcie dokumenty z wyliczeniami. Skoro jesteście tak silnie przekonani do swoich racji, liczby powinny się obronić.

Tylko koszty, żadnych zysków

Kolejny błąd to bardzo wąskie rozumienie kosztów i zysków. Dokładnie tak Solidarna Polska podchodzi do kosztów unijnej polityki klimatycznej, czyli pakietu "Fit for 55". Zbigniew Ziobro mówi o 189 mld euro do 2030 roku, ale ani słowem nie wspomina o przychodach. W przypadku tej wypowiedzi ministra sprawiedliwości przypadku wiemy, skąd pochodzą liczby. Źródłem – podał je sam Ziobro – jest raport zespołu analitycznego banku Pekao. Dzięki temu możemy zajrzeć w liczby, gdzie okazuje się, że poza kosztami są też gigantyczne korzyści.

W przypadku liczb na temat KPO nie mamy takiej możliwości. Trudno nie podejrzewać, że tutaj podejście jest takie samo. Problemem mają być nowe podatki. A te, jak już mówiliśmy, wpadają do budżetu UE - tego samego, z którego finansowane są choćby dotacje dla polskich rolników. Nie da się rozważać korzyści i strat bez spojrzenia całościowego.

O zyskach i dochodach nie mówi też wiceminister Romanowski. Ma za to coś do dodania w sprawie kosztów:

"Kluczową jednak sprawą jest to, że koszty KPO to nie tylko pieniądze! Koszty KPO to także, sukcesywne poszerzanie władztwa instytucji unijnych, w tym Komisji Europejskiej, generowanie nowych instrumentów, które w istocie centralizują Unię, nakładając na państwa członkowskie coraz to nowe zobowiązania, symultanicznie zawężając ich suwerenność".

To w zasadzie klucz sporu o KPO. Solidarna Polska uważa, że KPO być nie powinno, bo to instrument unijny i według nich ogranicza polską suwerenność. Politycy SP mają prawo do tego poglądu. Mogliby jednak lepiej go uargumentować.

Himalaje hipokryzji

Sporą część filmiku poświęciłem na tłumaczenie, że – wbrew temu, co mówi poseł Janusz Kowalski – nie było żadnej decyzji, by podnieść Polsce składkę ze względu na KPO. Polska płaci coraz większą składkę, bo jest coraz bogatsza. Bo tak to w Unii działa – bogatsi płacą więcej, pomagając uboższym podnieść poziom gospodarki i poziom życia. Robią to rzecz jasna dla obopólnej korzyści. Do tego jednak europoseł Jaki się nie odniósł.

Składek dotyczy jeden z głównych zarzutów wiceministra Romanowskiego. Pisze tutaj nawet o "himalajach hipokryzji" z naszej strony. Wiceminister zwraca uwagę, że w tekście z 10 grudnia nasz ekspert, dr Michał Możdżeń, mówi, że "pokrycie zaciągniętych zobowiązań z tytułu KPO odbędzie się również przez „zwiększenie «national contribution» proporcjonalne do dochodu narodowego”. I wytyka nam, że gdy o tym samym mówi Solidarna Polska, to wówczas partię Zbigniewa Ziobry krytykujemy.

Niestety wiceminister jest tutaj nieścisły. W filmiku i w tekstach o tym mówimy: Fundusz Odbudowy jest częścią unijnego budżetu. I dlatego budżet jest większy. Jedyne zdanie o składkach z tekstu, który Romanowski komentuje, brzmi: "polskie składki do UE rosną niezależnie od KPO, ale i tak długo będziemy beneficjentami netto". Gdzie ta krytyka? Gdzie ta hipokryzja?

Nie chcesz, nie bierz

Dwa z czterech argumentów wiceministra Romanowskiego dotyczą solidarnej spłaty długu.

"Nawet OKO.press nie może zaprzeczyć, że Polska do spłaty długu musi się dołożyć, bez względu na to, czy pieniądze weźmie czy nie" - pisze.

I to prawda. Nie zaprzeczamy temu. Nie ma w tym nic dziwnego. Fundusz Odbudowy jest wspólnym projektem całej Unii, zgodziły się na niego wszystkie kraje członkowskie i była to zgodna bardzo racjonalna, fundusz to ważna szansa rozwojowa.

. Jeśli polski rząd teraz nie chce z tych pieniędzy skorzystać, ma takie prawo. Byłby to, delikatnie mówiąc, niezbyt mądry ruch, bo płacilibyśmy nic nie zyskując - ale nikt nam tego nie zabroni.

Pieniędzy wciąż nie ma, bo polski rząd sam zgodził się, by wypłaty uzależnić od naprawy polskich problemów z praworządnością. Decyzję firmował sam premier Mateusz Morawiecki. Jeśli Solidarna Polska nie chce Funduszu Odbudowy ani pieniędzy na polskie KPO, to powinna mieć pretensje do szefa rządu, a nie do OKO.press.

Dziś sytuacja jest taka, że Fundusz już działa, większość krajów UE z tych pieniędzy już korzysta, najważniejsze decyzje już zapadły i nie można ich cofnąć. Dlatego niekorzystanie z tych środków jest bardzo złą decyzją.

Niewiele warte liczby

Ostatnia część wypowiedzi posła Jakiego brzmi:

„Propagandziści UE liczący koszty KPO tylko jako koszty kredytu i DNB a ukrywający nowe zasoby własne UE (podatki na spłatę KPO) manipulują i kłamią tak jak ten mitoman niżej”.

Nie liczyliśmy kosztów KPO, nie podaliśmy żadnej alternatywnej liczby ani nie ukrywaliśmy żadnych nowych zasobów własnych UE. Nie ukrywa ich też Unia. Podajemy natomiast w wątpliwość wyliczenia, o których mówią politycy Solidarnej Polski. Dopóki nie zobaczymy faktycznych szacunków i ich metodologii ani nie będziemy mogli zadać pytań ich autorom, liczby podawane przez polityków Solidarnej Polski, w tym Patryka Jakiego, są niewiele warte.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne