- W całym procesie brakuje bardzo przejrzystości i jasności. Społeczeństwu sprzedaje się kota w worku – mówi Marta Jagusztyn z fundacji Lasy i Obywatele o projekcie tworzenia lasów społecznych wokół największych aglomeracji. Pierwszy taki las powstał właśnie pod Wrocławiem. Co z pozostałymi miastami? Wyjaśniamy leśne zawiłości.
- Krok w dobrą stronę, ale to wciąż tylko jedna lokalizacja. Kolejne powinny powstać jak najszybciej – tak o powołaniu lasów społecznych wokół Wrocławia mówi Marta Jagusztyn z Fundacji Lasy i Obywatele.
20 lipca, w poniedziałek, w podwrocławskim Lesie Mokrzańskim spotkali się leśnicy, społecznicy, posłowie i ministrowie z resortu klimatu. Przecięto wstęgę, na wejściu do lasu stanęła tablica z mapą okolic Wrocławia i napisem „lasy o wiodącej funkcji społecznej”. „To historyczny moment i początek nowego podejścia do ochrony lasów – z myślą przede wszystkim o mieszkańcach” – mówiła ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska.
Proces wyznaczania lasów społecznych wokół 11 aglomeracji rozpoczął się w 2024 roku. Według założeń gospodarka leśna w tych miejscach ma być wstrzymana, ograniczona lub zmodyfikowana – tak, by las służył głównie mieszkańcom, a nie produkcji drewna. W większości miast proces wyznaczania takich terenów utknął na mieliźnie. – We Wrocławiu też nie było łatwo – mówi w rozmowie z OKO.press Grzegorz Idziak z inicjatywy Ratujmy Las Mokrzański, który brał udział w pracach wrocławskiego zespołu. Ostatecznie wokół Wrocławia lasy społeczne obejmą 13,4 tys. hektarów. Niedługo podobna forma ochrony pojawi się w Kielcach. Jednak lasy społeczne wokół kolejnych dziewięciu aglomeracji będą powoływane w inny sposób.
„Lasy społeczne to miejsca, w których mieszkańcy mogą odpoczywać, uprawiać sport, uczyć się o przyrodzie i po prostu spędzać czas blisko natury. Jednocześnie są one niezwykle ważne dla naszego bezpieczeństwa i jakości życia – zatrzymują wodę, regulują klimat, oczyszczają powietrze i chronią glebę. Dlatego łączymy ochronę tych funkcji z odpowiedzialnym sposobem prowadzenia gospodarki leśnej” – mówiła pod Wrocławiem ministra Paulina Hennig-Kloska. Choć plan brzmi prosto, proces wyznaczania lasów społecznych skomplikowano.
Prace ruszyły w 2024 roku, kiedy Ministerstwo Klimatu i Środowiska ogłosiło, że lasy społeczne pilotażowo powstaną wokół:
Sposoby ich wyznaczania omawiano podczas konferencji z udziałem naukowców, leśników, społeczników, branży drzewnej, samorządów i samego Ministerstwa Klimatu – czyli na Ogólnopolskiej Naradzie o Lasach, która odbyła się w dwóch turach, wiosną i jesienią 2024. Wypracowano tam tzw. wytyczne i rekomendacje, które miały doprowadzić do objęcia 20 proc. cennych lasów ochroną (a to z kolei było jednym z punktów umowy koalicyjnej między rządzącymi partiami).
Jedną z form tej ochrony mają być właśnie lasy społeczne.
Ustalono, że gospodarka leśna będzie w nich wstrzymana, ograniczona lub zmodyfikowana (czyli np. leśnicy nie będą stosowali najbardziej inwazyjnych rębni zupełnych). Sprawa przeniosła się na lokalny grunt. W każdym z pilotażowych miast utworzono zespoły, w skład których wchodziły Lasy Państwowe, branża drzewna, samorządy, naukowcy i organizacje społeczne. Ministerstwo zatrudniło facylitatorów, którzy mieli ułatwić dialog. To, niestety, zawiodło.
„Podczas rozmów o lasach społecznych dużo czasu zmarnowaliśmy na sprawy formalne. Czas pożerało też niezrozumienie ze strony zatrudnionych facylitatorów, którzy nie znali specyfiki tematów, o których rozmawialiśmy. Facylitatorzy przyznawali, że pierwszy raz znaleźli się w sytuacji, w której były dwie tak skonfliktowane ze sobą strony” – mówił w OKO.press Paweł Szutowicz, radca prawny i aktywista Koalicji „Las jest nasz".
Rozmowy się zakończyły w 2025 roku. Porozumienie osiągnął jedynie Wrocław. A potem zapadła długa cisza – aż do lipca 2026, kiedy okazało się, że sprawa wrocławska ma szczęśliwy finał.
- U nas rozmowy nad powołaniem czegoś na kształt lasów społecznych zaczęły się jeszcze przed kadencją tego rządu. W 2020 roku protestowaliśmy przeciwko wycince w Lesie Mokrzańskim – wspomina Grzegorz Idziak. – Protest we Wrocławiu był tak duży, że Lasy Państwowe nie mogły nas zignorować. Zaczęły się pierwsze przemyślenia o jakiejś formie lasów społecznych. W 2022 roku Lasy zwołały konferencję, na którą zjechali się eksperci od gospodarki leśnej.
Tam znów padła propozycja stworzenia lasów społecznych, choć dość fasadowych, obejmujących niewielkie połacie.
Kiedy zaczęła się kadencja tego rządu i zwołano ONOL, mieliśmy już przetarty szlak. Negocjacje były twarde, odrzucono np. naszą propozycję objęcia lepszą ochroną góry Ślęża. Ale czuliśmy, że wśród leśników jest wola współpracy. Choć na terenie nadleśnictwa Miękinia zaproponowali nam, że lasy społeczne powstaną na połowie terenu, który my zaproponowaliśmy. Odbyły się wtedy nocne rozmowy, koledzy jechali do nadleśnictwa o 20:00, a dyskutowali do 2 nad ranem. Negocjowali wydzielenie po wydzieleniu. Kiedy wydawało się, że już mamy wszystko ustalone, nastała cisza. Na powołanie lasów społecznych czekaliśmy więc z niepokojem – relacjonuje.
Dziś już wiemy na pewno – lasy społeczne powstają na terenie czterech nadleśnictw i dziewięciu gmin. Grzegorz Idziak podkreśla, że są to lasy nie tylko pełniące funkcje społeczne, ale też cenne przyrodniczo.
Obejmą 13,4 tys. hektarów. 11,6 tys. hektarów to przedmiot decyzji ministry Pauliny Hennig-Kloski. Ministerstwo wykorzystało zapisy istniejące od 1992 roku. Dokładnie, jak podaje resort w mailu do OKO.press, chodzi o „art. 16 ustawy o lasach i kryteria wskazane w Rozporządzeniu Ministra Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa z dnia 25 sierpnia 1992 r. w sprawie szczegółowych zasad i trybu uznawania lasów za ochronne oraz szczegółowych zasad prowadzenia w nich gospodarki leśnej”.
- Ten przepis był do tej pory pusty – mówi Grzegorz Idziak. – Przez 34 lata, od momentu przyjęcia tego rozporządzenia o lasach ochronnych, nie wskazano, na jakich obszarach się je powołuje i w jaki sposób. Ministerstwo sięgnęło po ten przepis, dzięki czemu znaleziono furtkę prawną, żeby „wypełnić” lasy ochronne treścią – dodaje.
Co z pozostałym terenem? Między obszarem, co do którego wydano ministerialną decyzję (11,6 tys. ha), a tym, który obiecano w konsultacjach (13,4 tys. ha), jest różnica 1800 hektarów.
„Obszar ten nie mógł zostać uwzględniony w wydanych przez MKiŚ decyzjach o ustanowienie lasów ochronnych, z uwagi na niespełnianie kryteriów ochronności” – podaje resort klimatu. Jak wyjaśnia, tern obszar będzie objęty „szczególnym, prospołecznym sposobem gospodarowania na mocy wewnętrznych uregulowań Lasów Państwowych – nowego zarządzenia Dyrekcji Generalnej LP w sprawie zasad wyznaczania i prowadzenia gospodarki leśnej w lasach o wiodącej funkcji społecznej”.
- To, że powstały tutaj lasy społeczne, nie oznacza, że nie będzie pozyskania drewna. To dalej obszar zarządzany przez LP – wyjaśnia Grzegorz Idziak. – Cały teren podzielono na konkretne sposoby gospodarowania. To będzie ok. 1800 hektarów wyłączeń z wycinki, około 3000 hektarów ograniczeń, a pozostały areał to są modyfikacje, które będą się sprowadzały do zmiany typu rębni albo rozkładania jej w czasie. Z punktu widzenia maksymalistycznych żądań to może wydawać się niewiele – w końcu na większości terenu wciąż będą wycinki. Ale jest to kompromis – dodaje.
Kolejnym miastem, w którego okolicy powstaną lasy społeczne, mają być Kielce.
-We Wrocławiu się udało, bo strona społeczna włożyła mnóstwo pracy, a dyrektor regionalny LP we Wrocławiu był otwarty na takie rozwiązania – komentuje Marta Jagusztyn. – Wszystko niestety leży w rękach leśników – i tego, na co się zgodzą. Tam, gdzie się nie godzą na nic, jak np. w Krakowie, proces staje w miejscu.
Tutaj chodzi tak naprawdę o wolę polityczną w MKiŚ, czy chcemy, żeby te lasy powstały, czy nie. Tej woli wciąż jest mało.
Bo mamy bardzo dużo pracy za sobą, powstało dużo materiałów i opracowań, wiemy, gdzie lasy społeczne powinny powstać i po prostu trzeba je powołać. Tymczasem mamy dopiero jedną lokalizację. A LP to dobrze naoliwiona maszyna i już przygotowują plany pozyskania drewna na najbliższe lata, które będą zatwierdzane we wrześniu i październiku. Jeśli one zostaną zatwierdzone dla tych miejsc, gdzie mają powstać lasy społeczne, będziemy obserwować tam rębnie zupełne. Czyli stracimy część tych lasów, które mogłyby uzyskać status społecznych – dodaje Jagusztyn.
To nie koniec perturbacji.
Ministerstwo ogłosiło, że Wrocław i Kielce są pilotażem numer 1, a pozostałe miasta – numer 2. W drugiej części pilotażu zasady gry po raz kolejny się zmieniają.
- Ten proces wygląda tak, jakby miał maksymalnie wymęczyć wszystkie zaangażowane strony – ironizuje Marta Jagusztyn. – Czas mija, a resort ogłasza kolejne pomysły, nowe rozwiązania, nowe podstawy prawne. W tym czasie Lasy Państwowe nadal realizują plany pozyskania drewna na obszarach wskazywanych jako przyszłe lasy społeczne. Według danych pozyskanych przez Fundację Lasy i Obywatele w 2026 roku rębnie zaplanowano na tych terenach na co najmniej 1000 ha, z czego ponad 570 ha ma zostać objętych rębniami zupełnymi – wylicza.
W ramach drugiego pilotażu powołane zostaną lasy społeczne wokół Szczecina, Bielska-Białej, Trójmiasta, Łodzi, Krakowa, Katowic, Poznania, Torunia/Bydgoszczy oraz Warszawy. Będą wyznaczane na innej podstawie niż lasy społeczne we Wrocławiu. Zostaną ponownie wykorzystane zapisy ustawy o lasach i rozporządzenie dot. lasów ochronnych (to, które od 34 lat było „puste”). Jednak sposób gospodarki leśnej zostanie oparty na zarządzeniu DGLP z 20 lipca 2026. Z wiadomości od MKiŚ dowiadujemy się, że w tym zarządzeniu opracowano cztery scenariusze:
Ministerstwo opracowało dokument pt. „Ramowe sposoby prowadzenia gospodarki w lasach o wiodącej funkcji społecznej”. To zbiór wytycznych, jak Lasy Państwowe powinny traktować każdy z tych scenariuszy.
- Same wytyczne resortowe są dość zachowawcze. W pierwszym scenariuszu nie będzie wycinek – to są lasy cenne przyrodniczo, moim zdaniem nie powinny być w ogóle liczone jako społeczne – mówi Marta Jagusztyn. – Drugi to prawdziwe lasy społeczne. Ich główną funkcją jest ta społeczna, a gospodarka leśna jest tam mocno ograniczona. Zapisano, że można pozyskać tylko 10 proc. drewna z wydzielenia w ciągu 10 lat. Ale scenariusze trzeci i czwarty dają leśnikom furtkę do wycinek nawet bardziej intensywnych niż do tej pory. W scenariuszu trzecim dopuszcza się „przebudowę drzewostanu”, czyli zastępowanie jednych drzew innymi. Czwarty scenariusz to tak naprawdę business as usual. Wycinki będą i łatwo będzie je uzasadnić – krytykuje.
Zarządzenie Dyrektora Generalnego podpisano w dniu konferencji prasowej we Wrocławiu, ale opublikowano dopiero w środę (22 lipca) wieczorem. Marta Jagusztyn krytykuje te zapisy. Zwraca uwagę na to, że zarządzenie jest znacznie mniej konkretne niż to, co zawarto w ministerialnych „Ramowych sposobach...”
- Zarządzenie przejmuje ogólną strukturę i nazewnictwo ministerialnych wytycznych, ale rezygnuje z wielu konkretnych standardów ochrony lasów. Zastępuje je ogólnymi zapisami oraz pozostawia szeroką swobodę interpretacji i podejmowania decyzji Lasom Państwowym. Wypadł na przykład zapis o tym, że w scenariuszu 2 jest ograniczenie 10 proc. drewna z wydzielenia w ciągu 10 lat, co sprawia, że i ten scenariusz łatwo leśnikom zamienić w fasadę – dodaje Marta Jagusztyn. – Nie jest jasne, czy dalsze decyzje o lasach społecznych będą opierały się na wytycznych ministerialnych, czy na zarządzeniu nr 51. Niestety w całym procesie brakuje bardzo przejrzystości i jasności. Nawet we Wrocławiu w dniu uroczystej inauguracji nie ujawniono ani ministerialnych decyzji, ani tekstu zarządzenia. To zła praktyka, bo społeczeństwu sprzedaje się kota w worku – komentuje.
Zwróciliśmy się do Lasów Państwowych o komentarz w tej sprawie. Opublikujemy w najbliższych dniach rozmowę z leśnikami o lasach społecznych.
- Mam wrażenie, że cały czas gonimy króliczka. A ten króliczek już powinien być dawno dogoniony – mówi w rozmowie z OKO.press Jacek Zachara, z Inicjatywy „Las Wokół Miast” w Bielsku-Białej. Śląskie miasto ma być pierwszym, gdzie lasy społeczne zostaną powołane w ramach drugiego pilotażu. – Dwa lata temu wykonaliśmy wielką pracę. Wyznaczyliśmy teren, który powinien być objęty statusem lasów społecznych. Doszliśmy do porozumienia z samorządem – to nasz wielki sukces, że udało się przekonać urzędników do naszej wizji. Dziś nadal mówimy jednym głosem. Inne zdanie mają tylko Lasy Państwowe, gdyby nie to, już byśmy mieli powołane lasy społeczne – dodaje.
Społecznicy jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem negocjacji w 2024 roku spotkali się z leśnikami. Zaproponowali kompromisowe rozwiązanie – lasy społeczne miały objąć ok. 5 tys. hektarów. To obszarowo połowa Nadleśnictwa Bielsko. Kiedy jednak ruszył oficjalny proces, LP chciały znacząco ten teren zmniejszyć. Rozmowy stanęły na niczym, a Ministerstwo Klimatu usunęło się w cień.
- My dopytywaliśmy Ministerstwo, uruchomiliśmy kanały oficjalne i nieoficjalne, żeby czegokolwiek się dowiedzieć. Ze strony resortu klimatu długo była cisza – mówi.
W połowie 2026 roku społecznicy dowiedzieli się, że lasy społeczne zostaną wyznaczone, ale nie na podstawie ustaleń sprzed dwóch lat.
Usłyszeli, że będzie zarządzenie DGLP (o którym piszemy wyżej) i geoankiety – portal, przez który każdy i każda mogą zaznaczyć, z jakich części bielskich lasów korzystają i które chcieliby objąć ochroną. To forma wirtualnych konsultacji.
- To jest robienie ogromnego kroku w tył, bo przecież już dwa lata temu wyznaczyliśmy te tereny. Wykonaliśmy tę pracę, nie rozumiem, po co mamy wykonywać ją po raz kolejny, tylko że tym razem przez geoankietę. Ale zaangażowaliśmy się, bo chcemy, żeby sprawa została doprowadzona do końca. Zachęcamy mieszkańców do wypełniania ankiety, wyjaśniamy, jak to zrobić, rozmawiamy z mediami. Dziwi nas tylko sposób prowadzenia tego procesu – wylicza Jacek Zachara.
Dla Bielska-Białej czas na wypełnianie geoankiet kończy się 5 sierpnia. Co potem?
- We wrześniu mają być rozmowy lokalne, takie warsztaty między leśnikami a stroną społeczną – wyjaśnia Zachara i dodaje: – To nas bardzo niepokoi. Nie wiemy, kto będzie w te rozmowy zaangażowany. Nie wiemy, kto będzie wyznaczał skład zespołu. Moim zdaniem powinien być ten sam zespół, który pracował nad lasami społecznymi dwa lata temu. Mieliśmy siedem spotkań terenowych, to jest ogrom pracy, który teraz może trafić do kosza. Nie chcemy, żeby to był stracony czas, ale jesteśmy zaskakiwani informacjami ze strony MKiŚ.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Komentarze