0:00
Prawa autorskie: Sejm.gov.plSejm.gov.pl
13 stycznia 2023

PiS bezzębny. Immunitety posłów opozycji w sprawach o protesty obywatelskie zostają

PiS nie zdołał odebrać immunitetów posłom opozycji. Zebrał tylko 226 głosów, a potrzebował 231. Sprawy były małostkowe i dotyczyły obywatelskich protestów oraz ujawniania ekscesów władzy. Dlaczego partia Kaczyńskiego w to brnęła?

Wydrukuj

Ani Monika Falej, ani Tomasz Trela z Lewicy nie będą mieli spraw w sądzie. Gabriela Lenartowicz z KO ocalała, bo miała identyczną sprawę jak Arkadiusz Mularczyk z PiS: policja ścigała ją za przejście na czerwonym świetle (tyle że nie zgłosiła się do niej od razu, bo wtedy posłanka mogłaby zapłacić stuzłotowy mandat i byłoby po sprawie. Ale na pomysł ścigania jej policja wpadła później). Mularczyk zaś za przechodzenie przez ulicę na czerwonym odpowiadać nie zamierzał. Bo wykonywał mandat posła:

Ocalał też Przemysław Czarnek – w sprawie o słowa, że "osoby LGBT nie są normalnymi ludźmi" (tu dwóch obywateli chciało, by sąd ocenił, czy dygnitarz nie przekroczył granic wolności słowa i nie złamał prawa antydyskryminacyjnego). Ale opozycja zagłosowała za odebraniem mu w tej sprawie immunitetu.

Co musi dawać PiS-owi do myślenia.

Sprawy immunitetowe, które rozstrzygał Sejm 13 stycznia, były nieźle pomieszane

Z jednej strony ekscesy przedstawicieli władzy (których władza, decyzją komisji regulaminowej chce chronić), z drugiej — małostkowe zarzuty dla posłów opozycji (których władza chce ścigać i takie głosowanie rekomendowała komisja regulaminowa całemu Sejmowi).

Tak jakby władza realizowała myśl byłego prezydenta Peru Óscara Benavidesa: „Dla moich przyjaciół wszystko, dla moich wrogów prawo”.

Czy raczej – dla wrogów PiS prawo, dla przyjaciół PiS - sprawiedliwość.

Tylko że nie wyszło.

System nacisku na posłów nie działa. Tak samo, jak nie działa wobec obywateli.

W przypadku Moniki Falej za odebraniem immunitetu głosowało 226 posłów a 218 przeciw. W przypadku Treli — za: 225, a przeciw: 216. Za mało, żeby odebrać immunitet.

Plaster i kartka

Monika Falej z Lewicy (na zdjęciu u góry - w czasie debaty 12 stycznia o jej immunitecie) miała mieć sprawę wykroczeniową za wywieszenie na drzwiach biura poselskiego posłów PiS i Konfederacji postulatów Strajku Kobiet w listopadzie 2020 roku. Zrobiła to wspólnie z iławską aktywistką Dominiką Kasprowicz i liderką Ogólnopolskiego Strajku Kobiet Martą Lempart. Dominice Kasprowicz policjanci z Iławy natychmiast zrobili sprawę sądową - ścigają ją za każdy protest i zgromadzenie. Lempart nie zauważyli (zdaniem aktywistki mają zakaz tykania jej). Za to Falej została spisana i uruchomiono wobec niej całą machinę uchylania immunitetu.

OKO. press opisywało tę historię:

Falej miała być ścigana za sprawę, którą można by kwalifikować jako wykroczenie z artykułu 63a kodeksu wykroczeń, czyli powieszenie ogłoszenia bez zgody administratora lub właściciela. Ale tylko wtedy, gdyby taki czyn uznać za szkodliwy społecznie. Wiadomo już, że tak nie było.

Dominika Kasprowicz stanęła już przed sądem w Iławie

Wyjaśniła, że jako obywatelka nie miała innego sposobu na przekazanie swojej opinii władzy. Biuro poselskie było zamknięte. W parlamencie nie było debaty o aborcji - decyzją lidera PiS prawa odebrał kobietom Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej.

Sąd Kasprowicz uniewinnił, a wyrok jest prawomocny.

Gdyby teraz Falej miała stanąć przed tym samym sądem, skończyłoby się to prawdopodobnie tym samym. Tyle że zmarnowałaby czas na rozprawy i przygotowanie się do nich. A może policja złożyłaby apelację od wyroku, a Minister Sprawiedliwości niezadowolony z wyroku w II instancji złożyłby kasację (to się zdarza w sprawach aktywistów)?

Wszystko to trwałoby miesiącami.

SLAPP poselski wykroczeniowy

I o to chodzi w tego typu nacisku, zwanego z angielska SLAPPem (Strategic Lawsuit Against Public Participation). Atakującego, który jest stroną zawsze silniejszą, nie interesuje ustalenie, co jest akceptowalne, a co nie w przestrzeni publicznej. Tylko nękanie, które ma zmusić zaatakowanego do zaprzestania działalności. Czyli w tym wypadku – wspierania przez opozycję protestów.

SLAPP w wersji polskiej ma właśnie taką wykroczeniową ścieżkę: policja kieruje absurdalne sprawy wykroczeniowe przeciwko aktywistom protestującym przeciw władzy PiS. Opisujemy je w OKO.press w serii NA CELOWNIKU.

Ciekawe w sprawie posłanki Falej jest to, że przedstawiciele KGP referujący sprawę komisji regulaminowej nie wiedzieli, jak skończyła się sprawa Dominiki Kasprowicz. Nie przyszło im do głowy to sprawdzić. I oczywiście we wniosku o ściganie nie było wzmianki o tym, że posłanka wykonywała w czasie tego protestu swój mandat.

Ty chamie, łobuzie, dziadu kalwaryjski

W sprawie posła Treli atakującą była Krystyna Pawłowicz, sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Komisja uznała, że immunitet trzeba zabrać Treli za wpis na Twitterze: „Osoba publiczna, która nie chce ujawnić swojego oświadczenia majątkowego bierze po prostu w łapę. Jestem ciekawy, ile i za co wzięła Pawłowicz z Przyłębską. Ktoś coś, może panie i panowie z @pisorgpl?”). Trela chce po prostu ujawnienia oświadczenia majątkowego Pawłowicz

Pawłowicz uznała się wpisem pokrzywdzona i chce domagać się za to przed sądem 50 tys. złotych.

SLAPP, czyli puszczę cię z torbami

To akurat klasyczny, znany w całej Europie SLAPP: atakujący chce zmusić do milczenia groźbą wysokich kar finansowych. Przy czym, gdyby do sprawy doszło, to trwałaby ona zapewne miesiącami, powoływani byliby biegli i świadkowie. Wyrok skazujący jest jednak mało prawdopodobny. Występując przed Sejmem 12 stycznia poseł Trela pokazał, dlaczego.

Krystyna Pawłowicz skorzystała z problematycznej furtki prawnej i utajniła swoje oświadczenie majątkowe jako sędzia Trybunału Konstytucyjnego Przyłebskiej. Przy czym sama, jeszcze jako posłanka, głosowała za tym, by sędziowie TK ujawniali swoje oświadczenia. A poza tym jako posłanka Pawłowicz publikowała swoje oświadczenia.

Męzczyzna w garniturze bez krawata na mównicy sejmowej trzyma dokument z zaczernionymi fragmentami
Trela na mównicy, 12 stycznia 2023, pokazuje stare oświadczenie Pawłowicz

Oświadczenie Pawłowicz

Dlatego, kiedy zaczęła je utajniać jako sędzia TK - mówił Trela - "wezwałem Pawłowicz o ujawnienie oświadczenia, a następnie złożyłem wniosek o dostęp informacji publicznej do mgr Przyłębskiej. Wtedy pani Pawłowicz znana ze smaku, wyważenia i kultury wypowiedzi napisała do mnie na Twitterze:

«Lewacki poseł TT chce ujawnienia mego stanu majątkowego. Ty chamie, łobuzie, dziadu kalwaryjski. Udowodnij najpierw, że brałam łapówki. Piąta ruska kolumno, łachu jeden. Albo na kolana pod stół i odszczekać. Was ucieszy tylko seria w nasze plecy»”.

Dalej Trela: “Tak pani Pawłowicz reaguje na interwencję posła. Za wyzwisko «piąta ruska kolumno» złożyłem sprawę do prokuratury, bo to nie są żarty - trwa wojna w Ukrainie. Ale prokuratura sprawę umorzyła. Więc złożyłem prywatny akt oskarżenia i wniosek do TK Przyłębskiej o uchylenie immunitetu Pawłowicz.

Wynik głosowania był charakterystyczny: 6 osób jest za uchyleniem, 7 przeciw. Immunitet w TK się utrzymał.

I wtedy pani Krystyna Pawłowicz postanowiła zareagować i złożyła prywatny akt oskarżenia przeciw mnie.

A ja postawiłem sobie za punkt honoru, że opinia publiczna pozna oświadczenie majątkowe pani Pawłowicz. Bo kto jest zobowiązany przepisami, powinien takie oświadczenie opublikować. Przepisy o publikowaniu oświadczeń majątkowych sędziów TK wprowadził PiS i głosowała za tym Krystyna Pawłowicz, wówczas posłanka PiS. Było to 13 grudnia 2016 roku” - powiedział Trela.

A następnie wycytował dokładnie najsłynniejsze, przekraczające granicę wulgarności wypowiedzi Krystyny Pawłowicz. Typu "Zamknijcie mordy, tak jak prezes powiedział”.

Sprawa o 100 złotych z obywatelskiego donosu

Gabriela Lenarnowicz (KO) ocalała jednogłośnie (450 posłów głosowało przeciw odebraniu jej immunitetu). Bo była to sprawa za przejście przez ulicę w niedozwolony sposób. Może PiS nie byłby dla niej tak łaskawy, ale za chwilę w podobnej sprawie miało się odbyć głosowanie nad posłem PiS Arkadiuszem Mularczykiem.

Sprawa Lenartowicz jest jednak ciekawa, bo państwo PiS uruchomiło przeciw niej cały swój aparat.

Lenartowicz opowiedziała w Sejmie 12 stycznia, na czym polegało jej “wykroczenie”

Chodziło o protest organizowany w kwietniu 2020, w głębokim lockdownie na przejściu granicznym z Czechami w Chałupkach. Protestowali pracownicy transgraniczni, którzy wedle ówczesnych przepisów po każdym przekroczeniu granicy musieli odbyć dwutygodniową kwarantannę (władza sporządziła długą listę funkcji i zawodów, przy których kwarantanna graniczna nie obowiązywała - ale oni się na niej akurat nie znaleźli). Oznaczało to utratę źródła utrzymania.

Protest polegał na chodzeniu po przejściu dla pieszych przed granicą. Była zamknięta, więc ruch był minimalny. Po dwóch i pół roku Komendant Główny Policji wystąpił do Sejmu o uchylenie immunitetu Lenartowicz, by wymierzyć jej karę stu złotych za to, że “przeszła na migającym zielonym świetle, a nie nacisnęła guzika”.

Komendant – co interesujące - zainteresował się sprawą nie z powodu interwencji policjantów, którym posłanka zasłoniła się immunitetem (bo policjanci w ogóle jej nie nagabywali), ale na podstawie zgłoszenia po fakcie “od anonimowego sygnalisty”.

W policyjnym wniosku nie ma słowa o tym, że posłanka wykonywała swój mandat w trakcie protestu obywateli.

"Ty chamie, ostał ci się jeno sznur" oraz "osoby LGBT nie są równe ludziom normalnym"

Teraz, dla dobrego kontrastu, pora się przyjrzeć sprawom, w których władza uważała, że immunitetu nie należy uchylać. Bo były to sprawy posłów obozu władzy. W tym posła PiS Arkadiusza Mularczyka (przeciw uchyleniu immunitetu głosowało 442 posłów) za przejście na czerwonym świetle.

Poseł PiS Sławomir Skwarek ocalił immunitet w sprawie, w której ściga go samorządowiec (446 głosów przeciw uchyleniu immunitetu). Sprawa jest barwna i dotyczy czasów, kiedy poseł był wójtem gminy Adamów.

We wrześniu 2018 roku na zebraniu sołectw Adamowa w województwie lubelskim nazwał oskarżyciela Ryszarda Gajownika „beneficjentem dzikiej reprywatyzacji”, oraz użył wobec niego określenia „cham”, dokładnie: „miałeś, chamie, złoty róg, ostał ci się jeno sznur”. Gajownik poczuł się tym pomówiony i znieważony i chciał, by sprawę ocenił sąd. Sejm powiedział: Nie.

Za to w sprawie posła PiS i ministra rządu Morawieckiego Przemysława Czarnka dwaj oskarżyciele prywatni chcieli, by sąd ocenił jego słowa, że “osoby LGBT nie są równe ludziom normalnym". Sejm powiedział nie, ale za głosowało tu 178, przeciw - 248, a wstrzymało się siedmioro.

Jak PiS zarządza immunitetami?

Z tych wszystkich spraw widać, po co posłom, zwłaszcza posłom opozycji immunitety. Gdyby zostały uchylone, spędziliby mnóstwo czasu w sądach i przestaliby wykonywać swój mandat. Władza stara się im utrudniać życie, jak może. Bo samo postępowanie w Sejmie, wyjaśnienia przed komisją regulaminową, zajmuje też czas. A małostkowość zarzutów jest uderzająca.

Dzień przed głosowaniem immunitetowym posłowie Lewicy przypomnieli, że w ich klubie nie tylko Monika Falej i Tomasz Trela mają takie sprawy. W klubie Lewicy postępowania immunitetowe dotyczą szóstki posłów.

To także: Joanna Scheuring-Wielgus, Maciej Kopiec, Anita Kucharska-Dziedzic i Beata Maciejewska.

Cztery kolejne wnioski na opozycję

Sprawy ich immunitetów ważą się w Sejmie, choć nie na tym posiedzeniu.

Sześć osób pozuje do zdjęcia trzymając swoje fotografie z napisem "Ścigany/Ścigana"
Konferencja prasowa posłów Lewicy przed siedzibą PiS 12 stycznia 2023. Przewodniczący KP Lewicy Krzysztof Gawkowski (w środku) oraz posłowie: od lewej Tomasz Trela, Joanna Scheuring-Wielgus, Monika Falej, Beata Maciejewska, Anita Kucharska-Dziedzic i Maciej Kopiec. Fot. Maciek Jazwiecki / Agencja Wyborcza.pl

Scheuring-Wielgus ma spraw immunitetowych kilka. Za:

  • wieszanie bucików na ogrodzeniu kurii biskupiej, by zwrócić uwagę na krzywdzenie dzieci przez księży pedofilów;
  • pokazanie w kościele w czasie mszy tektury z napisem “Kobieto, sama masz prawo decydować”;
  • nazwanie sędziego-wiceministra Piebiaka koordynatorem grupy hejterskiej w Ministerstwie Sprawiedliwości.
  • A teraz – za powieszenie przed siedzibą PiS nekrologu ku czci stu tysięcy zmarłych na covid z powodu zaniedbania rządów PiS.

Ściga ją za to Komendant Główny Policji, a wykroczenie ma polegać na powieszeniu ogłoszenia bez zgody zarządcy budynku (art. 63 a Kodeksu wykroczeń, powszechnie stosowany przez policję wobec aktywistów w całej Polsce – problem w tym, że żeby mówić o wykroczeniu, czyn musi być szkodliwy społecznie. Dlatego w większości wypadków sądy uniewinniają w tych sprawach lub je umarzają).

Posłowie Kopiec i Kucharska-Dziedzic zostali zaatakowani przez posła wspierającego większość rządową Łukasza Mejzę

A jednocześnie – co zauważa Kopiec – Mejzie nikt nic nie robi, mimo że padły wobec niego poważne zarzuty oszustwa wobec rodziców śmiertelnie chorych dzieci i przekrętów ze szkoleniami dla przedsiębiorców. Prokuratura nie zajęła się sprawą, a immunitet Mejzy wygląda w tym Sejmie na nietykalny. “Bo Mejza daje większość Kaczyńskiemu” - mówi Kopiec.

Dodatkowo oboje posłowie ścigani są z wniosku Komendanta Głównego Policji za powieszenie na bramie do siedziby PiS (“bez zgody administratora”). “Ta brama należy do spółki Srebrna. Więc policja nie tylko nie ściga Mejzy, ale chroni interesy Jarosława Kaczyńskiego i jego spółek. To jest karygodne. Nie może być takich patologii w kraju” - mówił Kopiec.

Od Kucharskiej Dziedzic poseł Mejza domaga się 50 tys. zł tytułem zadośćuczynienia za poniesione straty

Bo – z powodu jej “nienawistnych działań” utracił zaufanie premiera i stanowisko w Ministerstwie Sportu”. Maciejewska też ma mieć sprawę o uchylenie immunitetu za powieszenie nekrologu po zmarłych na covid. “Brama do PiS, tak jak bramy kościołów są najlepiej chronionymi miejscami w Polsce. Gratuluję KGP skuteczności, ale będziemy stali po stronie obywateli, także w tych kuriozalnych sprawach”.

Posłowie Lewicy wykorzystali atak władzy, by zwrócić się do opinii publicznej: jesteśmy ścigani, bo zwracamy uwagę na to, co wyrabia PiS

Bo niewątpliwie śląc wnioski o uchylenie immunitetów władza zwraca uwagę na to, co dla obywateli robi opozycja. I dzieje się to - zauważmy - w roku wyborczym.

Wydaje się przy tym (wniosek ten wysnuwamy ze wszystkich spraw z serii NA CELOWNIKU), że mechanizm zastraszania działa po prostu siłą bezwładności.

To znaczy policja dostała pięć lat temu polecenie składania wniosków o ściganie protestujących, więc je składa. A potem już nikt - poza sądami - nie jest w stanie zatrzymać tej absurdalnej maszynerii, mimo że widać, jak te wszystkie sprawy padają w sądach. Bo w PiS nikt nie odważy się powiedzieć, że to bez sensu. W debacie sejmowej (tak jak wczoraj w sprawie immunitetów) posłowie PiS starają się jedynie nie przegapić momentu, by ująć się za honorem Jarosława Kaczyńskiego i upomnieć drugą stronę, że przysługuje mu tytuł "pan poseł Kaczyński" a nie zwykłe "pan Kaczyński".

Wniosku o ściganie posła opozycji też nie ma kto zatrzymać - bo kto miałby to zrobić? Komendant Główny Policji, generał Szymczyk?

O tym, że policja jest zarządzana przez człowieka, którego nie tylko kariera, ale i wolność zależy teraz, po ekscesie z odpaleniem granatnika w siedzibie Komendy Głównej Polski, od władzy, posłowie opozycji wspominali w debacie w kółko.

PS. Ktoś mógłby powiedziec, że to była tylko taka parlamentarna gra: opozycja pozawala na zmiany w ustawie o SN, a PiS odpuszcza immunitety. Tyle że ściganie posłów za protesty to nie parlamentarny incydent. Odbywa się w całym kraju. Sprawy posłów - ze względu na immunitet - trwają dłużej, więc teraz dopiero stają się głośne. Ale, przypomnijmy, proceder zaczął sie na wyraźn sygnał z góry jesienią 2017 r., po masowych protestach w obronie sądów, w tym SN.

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne