0:00
15 grudnia 2022

PiS, Duda i Ziobro tak zagrali ustawą o Sądzie Najwyższym, że aż zniknęła z obrad Sejmu

PiS-owski projekt zmian w ustawie o Sądzie Najwyższym mający posłużyć odblokowaniu unijnych miliardów z KPO nie przetrwał nawet 48 godzin. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek - i w jakiej formie - powróci on jeszcze do Sejmu

Wydrukuj

PiS wycofał swój projekt nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym jeszcze szybciej niż wrzucał go sejmowego harmonogramu – bo zaledwie na pół godziny przed planowanym rozpoczęciem pierwszego czytania w Sejmie. Zarazem odwołano planowane na wtorek 20 grudnia dodatkowe, poświęcone głównie temu projektowi, posiedzenie.

Ta wolta to najprawdopodobniej wynik w mniejszym stopniu problemów ze skompletowaniem większości do obrony projektu przed kontratakiem ziobrystów, w znacznie większym stopniu zaś niepewności co do stanowiska prezydenta Andrzeja Dudy. Zasugerował on bowiem w czwartek tuż po zawetowaniu „lex Czarnek”, co samo w sobie było bolesnym ciosem dla PiS, że ten sam los może spotkać projekt dotyczący SN. Wszystko wskazuje na to, że tym razem prezydent zdołał podyktować warunki swej macierzystej partii.

„Zgodnie z apelem prezydenta, rzeczywiście ten temat wymaga pogłębionej analizy, konsultacji, powinien być wzięty pod głębszą analizę, przedyskutowany i rzeczywiście takie głosy również płynęły z różnych innych środowisk politycznych, dlatego ten projekt dzisiaj jest z porządku obrad zdjęty i będzie procedowany pewnie w późniejszym czasie” – tak tłumaczył Prawo i Sprawiedliwość i marszałek Sejmu Elżbietę Witek z wycofania projektu rzecznik PiS Rafał Bochenek.

Jeszcze chwilę wcześniej żadna „pogłębiona analiza" projektu PiS nie interesowała.

Bez żadnych wcześniejszych zapowiedzi został wprowadzony do harmonogramu obrad Sejmu w typowym dla PiS stylu - we wtorek 13 grudnia, do tego tuż przed północą. Rząd utrzymywał, że nowe przepisy są wynikiem negocjacji z Komisją Europejską prowadzonych przez wiceszefa MSZ Szymona Szynkowskiego vel Sęka – i że jego przyjęcie miałoby pozwolić Brukseli na odblokowanie unijnych miliardów dla Polski z Krajowego Planu Odbudowy.

Projekt nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym zakładał rozszerzenie formuły tzw. testu niezawisłości i bezstronności, częściowe (raczej fasadowe) złagodzenie ustawy kagańcowej oraz przeniesienie spraw dyscyplinarnych sędziów z Izby Odpowiedzialności Zawodowej do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Propozycję nowych przepisów szczegółowo przeanalizował w OKO.press Mariusz Jałoszewski – który wskazał liczne niekonsekwencje projektu oraz zwrócił uwagę na fakt, że artykuł 184 Konstytucji RP jasno określa kompetencje Naczelnego Sądu Administracyjnego i nie pozwala mu na orzekanie w sprawach sądownictwa powszechnego.

„Naczelny Sąd Administracyjny oraz inne sądy administracyjne sprawują, w zakresie określonym w ustawie, kontrolę działalności administracji publicznej. Kontrola ta obejmuje również orzekanie o zgodności z ustawami uchwał organów samorządu terytorialnego i aktów normatywnych terenowych organów administracji rządowej” – mówi nam artykuł 184 Konstytucji.

O wadach projektu mówił też w rozmowie z Dominiką Sitnicką w OKO.press Michał Wawrykiewicz z Wolnych Sądów. Według adwokata projekt nie wystarczyłby do spełnienia tzw. kamieni milowych wyznaczonych Polsce przez Komisję Europejską i tym samym nie spowodowałby odblokowania środków z KPO. „Najważniejszym zarzutem wobec tego projektu jest fakt, że nie wykreśla przepisów ustawy kagańcowej, co przecież nakazują kamienie milowe KPO, nakreślone według postanowienia TSUE z 14 lipca 2021 roku” – podkreśla Wawrykiewicz.

Przez pierwsze 36 godzin po złożeniu projektu wszystko wskazywało na to, że mimo zastrzeżeń prawników i oporu ziobrystów tradycyjnie przeciwnych „ugodzie z Brukselą”, PiS będzie dążył do jak najszybszego przeforsowania projektu przez Sejm, po to, by jak najszybciej sięgnąć po środki z KPO przed nadchodzącą kampanią wyborczą.

W czwartek wczesnym popołudniem zdecydowanie sceptycznie wypowiedział się jednak o projekcie PiS prezydent Andrzej Duda, który podjął temat na tej samej konferencji prasowej, podczas której poinformował o zawetowaniu „lex Czarnek”. „Wszystkim zależy na tym, aby pieniądze z KPO jak najszybciej do Polski trafiły, ale pamiętajmy o tym, że równie ważne jest zachowanie porządku społecznego, ustrojowego, prawnego, a także absolutne zapewnienie praworządności, rozumianej jako zagwarantowanie praw obywateli” – tak zaczął Duda.

„Nie pozwolę na wprowadzenie do polskiego systemu prawnego żadnego aktu, który będzie pozwalał na jakiekolwiek podważanie tego aktu komukolwiek czy mają to być sędziowie, czy ktokolwiek inny, nie ma to żadnego znaczenia, ponieważ oznaczałoby to wpuszczenie do polskiego systemu prawnego przepisu, które w moim przekonaniu są sprzeczne z polską konstytucją. Konstytucją gwarantującą niezawisłość sędziowską, konstytucją gwarantującą nieusuwalność sędziów, konstytucją gwarantującą prawa nabyte i wreszcie konstytucją gwarantującą również i obywatelom, że ich sprawy będą rozstrzygane przez niezawisłe sądy” – mówił Duda.

Prezydent podkreślił też, że projekt zmian w SN nie był z nim konsultowany i nie brał pod uwagę jego własnych propozycji zawartych w prezydenckim projekcie skierowanym do sejmu na początku roku.

Choć Duda nie zapowiedział wprost, że ustawy nie podpisze, cała jego wypowiedź jednoznacznie sugerowała, że rozważa albo weto, albo odesłanie nowelizacji do Trybunału Konstytucyjnego.

Po Dudzie, ale jeszcze w trakcie sejmowej przerwy przed planowanym pierwszym czytaniem projektu wystąpił na konferencji prasowej główny przeciwnik ugody z Brukselą i zarazem nowych zmian w sądownictwie, czyli Zbigniew Ziobro.

„Ta ustawa pisana czy to w Brukseli, czy w porozumieniu z Brukselą, jest przecież nie tyle wyrazem spontanicznej woli pana premiera Morawieckiego i jego otoczenia, by co chwilę przebudowywać polskie sądy, ale wynikiem konieczności związanej z użyciem mechanizmu brutalnego szantażu przez Brukselę i Komisję Europejską. To mechanizm narzucony Unii przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel w porozumieniu z Donaldem Tuskiem jako przewodniczącym Rady Europejskiej, pod którego nadzorem te rozwiązania prawne były przygotowywane” - mówił Zbigniew Ziobro podczas poprzedzającej sejmowe czytanie projektu konferencji prasowej. Nie omieszkał również powylewać krokodylich łez nad tym, że prezydent Andrzej Duda – z którym ziobryści przecież wielokrotnie już wojowali w związku z sądownictwem – czuł się pominięty w trakcie prac nad najnowszym projektem PiS.

„Ziobro już po fakcie po prostu usiłuje się podczepić pod prezydenta. Na temat KPO i kamieni milowych on i jego ludzie powiedzieli już wystarczająco dużo, nikt nie będzie z nimi niczego negocjował” – mówi OKO.press dobrze poinformowany polityk partii rządzącej. Odmawia jednak odpowiedzi na pytanie, jakie są warunki stawiane ws. ustawy o SN przez prezydenta.

Jeszcze w czwartek 15 grudnia do batalii wokół projektu intensywnie przygotowywała się opozycja. Partie opozycyjne miały solidarnie zgłaszać poprawki do rozwiązań forsowanych przez PiS, kolejna faza ich zgłaszania miała mieć miejsce podczas planowanego na później posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości.

Z kolei posłowie Konfederacji złożyli wniosek o odrzucenie projektu jeszcze w pierwszym czytaniu. „To byłaby ciekawa próba sił” – mówił OKO.press jeszcze przed wyrzuceniem sejmowej ustawy z harmonogramu jeden z polityków opozycji. Miał na myśli przede wszystkim rozgrywki w obrębie Zjednoczonej Prawicy – między ziobrystami a PiS.

Ale „ciekawa próba” sił i tak się odbywa.

Wetując „lex Czarnek” i sugerując zawetowanie ustawy o SN prezydent Andrzej Duda zafundował swojemu obozowi całkiem solidny wstrząs.

Trochę tak, jakby chciał przypomnieć swej macierzystej partii, że o ile ją samą czeka intensywna kampania wyborcza, o tyle on sam w połowie swej drugiej kadencji już nic tak naprawdę nie musi.

Udostępnij:

Witold Głowacki

Dziennikarz, pracował w "Dzienniku" i "Polsce The Times". W Oko.press od 2021 roku. Zajmuje się tematyką polityczną i okołopolityczną.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne