0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
22 grudnia 2022

PiS wrzuca nowy kodeks wyborczy. Ma zwiększyć frekwencję w jego bastionach i w jego elektoracie

Na dwa dni przed Wigilią posłowie PiS złożyli w Sejmie nowelizację kodeksu wyborczego. Zmiany nie są rewolucyjne, ale partia Kaczyńskiego liczy, że pomogą wygrać jej kolejne wybory. Bo nowy kodeks ma ułatwić głosowanie grupom wyborców, którzy chętniej głosują na PiS [SZCZEGÓŁY]

Wydrukuj

Nowelizacja kodeksu wyborczego to kolejna nagła wrzutka PiS. Choć prace nad zmianą w prawie wyborczym powinny odbywać się spokojnie i po wyczerpujących konsultacjach oraz opiniach prawnych, to Prawo i Sprawiedliwość znowu idzie na tzw. rympał. Projekt zmian zgłosiła grupa posłów PiS na czele z posłem Markiem Astem. To oznacza, że Sejm może go szybko uchwalić, bez żadnych konsultacji.

Poza tym projekt pojawił się na stronie Sejmu w czwartek 22 grudnia 2022 roku, późnym wieczorem – na dwa dni przed Wigilią. PiS liczy, że przez okres Świąt Bożego Narodzenia Polki i Polacy nie będą o tym dyskutowali. A zaraz po Nowym Roku może chcieć szybką ścieżką uchwalić zmiany. Uchwalał już w takim tempie zmiany w prawie wyborczym przed ostatnimi wyborami prezydenckimi w 2020 roku.

To już tradycja, że Zjednoczona Prawica bardzo ważne ustawy przepycha pod osłoną świąt. Taki szybki proces procedowania w Sejmie - z pominięciem konsultacji - jest jednak sprzeczny z jednym z kamieni milowych, który musi spełnić Polska, by zostały odblokowane miliardy euro z Krajowego Planu Odbudowy.

Projekt zmiany kodeksu wyborczego liczy 70 stron z uzasadnieniem, z czego same nowe przepisy liczą 34 strony.

Posłowie PiS przedstawiają projekt jako profrekwencyjny i zwiększający przejrzystość i transparentność wyborów.

Wynika z niego, że PiS chce przede wszystkim ułatwić głosowanie na wsi i w małych miastach. Ma tam powstać dodatkowo 6 tysięcy nowych obwodowych komisji wyborczych. To najniższy szczebel komisji, w którym odbywa się głosowanie i liczy głosy. Projekt zakłada też darmowy transport do lokali wyborczych (taki jak w PRL-u), w szczególności dla osób powyżej 60 roku życia. A wiadomo, że na PiS chętniej głosują mieszkańcy wsi i małych miast oraz osoby starsze.

Niepokojąca w nowym kodeksie wyborczym jest zmiana składu rejonowych i okręgowych komisji wyborczych, które kontrolują wybory i wyniki głosowania.

Do tej pory w takich komisjach byli zawodowi sędziowie. PiS chce ich wymienić na osoby z wykształceniem prawniczym.

W uzasadnieniu do projektu nie wyjaśnia dlaczego.

To może być sposób na wpuszczenie do komisji prawników sympatyzujących z władzą, co upolitycznieni proces wyborczy. A to może mieć znaczenie, jeśli opozycja tylko minimalnie wygra wybory do Sejmu w 2023 roku. Wtedy będzie liczył się każdy głos i to, jak zareagują instytucje odpowiedzialne za organizację wyborów i uznanie ich za legalne.

Poseł PiS Marek Ast, to on firmuje nowelizację kodeksu wyborczego. Fot. Agata Michalak/Agencja Wyborcza.pl

Mniejsze komisje wyborcze i darmowy transport w małych miejscowościach

Lider PiS Jarosław Kaczyński zmiany w kodeksie wyborczym zapowiadał od dawna. Mówił, że trzeba pilnować wyborów, zwiększyć przejrzystość liczenia wyników głosowania oraz ułatwić głosowanie w małych miejscowościach. Wrzucony nagle projekt idzie w tym kierunku.

Komisarz wyborczy na wniosek 5 proc. wyborców lub wójta będzie mógł podzielić obwód do głosowania na mniejsze, jeśli w nowopowstałym obwodzie będzie możliwość zorganizowania lokalu wyborczego. Obecnie w Polsce jest ponad 27 tysięcy obwodów wyborczych. PiS liczy, że będzie ich o 6 tysięcy więcej. Czy w gminach, w których rządzi PiS i tam, gdzie jest więcej wyborców tej partii?

Projekt zmniejsza też minimalną ilość wyborców w obwodzie głosowania – dziś jest to 500 mieszkańców, w nowym kodeksie wystarczy 200. Górny pułap dla obwodu się nie zmienia - to 4000 mieszkańców.

Osoby powyżej 60 roku życia dostaną prawo do bezpłatnego transportu do lokalu wyborczego, tylko wcześniej będą musiały zgłosić takie zapotrzebowanie. Bezpłatny transport, organizowany przez samorząd, będą miały też osoby niepełnosprawne.

Ponadto w gminach wiejskich i wiejsko-miejskich, w których w dniu wyborów nie funkcjonuje transport zbiorowy lub najbliższy przystanek jest oddalony od lokalu wyborczego o ponad 1,5 km, wójtowie będą musieli zorganizować bezpłatny transport do lokali wyborczych dla wszystkich.

To jeszcze nie koniec. W dniu wyborów w małych miastach, wsiach, osadach, przysiółkach i koloniach, w których mieszka powyżej pięciu wyborców mają być co najmniej dwa bezpłatne kursy do lokalu wyborczego. Za ten transport ma zapłacić wojewoda, czyli budżet państwa. Ile to będzie kosztowało, projekt nie podaje.

Większa kontrola w lokalach wyborczych

Nowelizacja kodeksu wyborczego wprowadza też większą kontrolę głosowania i kontrolę liczenia głosów w komisjach wyborczych. Oprócz mężów zaufania - wskazuje ich pełnomocnik komitetu wyborczego partii - również obserwatorzy będą mieli prawo nagrywać przebieg głosowania w lokalach wyborczych. To najpewniej ich miał na myśli prezes PiS mówiąc, że trzeba będzie pilnować wyborów.

Obserwatorów do komisji wyborczych mogą zgłaszać fundacje i stowarzyszenia, które w statucie mają troskę o demokrację, czy prawa człowieka.

Nowością jest to, że powstanie lista takich organizacji w PKW.

Zmienia się też sposób liczenia głosów przez komisje. Członkowie komisji nie będą już dzielić się na grupy lub samodzielnie układać kupki z głosami oddanymi na poszczególnych kandydatów. O to było zawsze dużo pretensji. Mężowie zaufania wskazani przez partie oskarżali, że członkowie komisji mogą sami unieważniać dany głos lub podawać błędną liczbę głosów oddanych na danego kandydata. Te zarzuty często były niezasadne, ale zdarzały się nieprawidłowości nie mające jednak wpływu na wyniki wyborów.

PiS chce, by teraz wszyscy członkowie komisji razem liczyli głosy i uznawali ich ewentualną nieważność

Każdemu członkowi komisji ma być też okazywana karta do głosowania. Niestety może to wydłużyć, i to znacznie, liczenie głosów i podanie wyników głosowania, zwłaszcza w dużych miastach.

A opóźnienie podania ostatecznych wyników może rodzić podejrzenia o celowe opóźnianie lub o fałszerstwa wyborcze. Tak było w wyborach samorządowych w 2014 roku, za czasów rządu PO-PSL, gdy zawiódł nowy system informatyczny zakupiony przez Krajowe Biuro Wyborcze. Ogłoszenie wyników przeciągnęło się o kilka dni, co skończyło się okupacją siedziby PKW przez sympatyków prawicy oraz oskarżeniami o manipulacje wynikiem wyborów.

PiS wyrzuca sędziów z komisji wyborczych

Nowelizacja kodeksu wyborczego zakłada dalsze upolitycznienie procesu wyborczego. Kiedyś w komisjach kontrolujących wyniki wyborów i proces wyborczy zasiadali tylko zawodowi sędziowie. Dotyczyło to też Państwowej Komisji Wyborczej. Partia Kaczyńskiego wymieniła już w PKW sędziów na prawników wskazanych przez Sejm.

Teraz sędziowie znikną również z komisji rejonowych i okręgowych. Zastąpią ich prawnicy powoływani przez PKW na wniosek komisarzy wyborczych (komisarzy powołuje PKW). Wymagania? Wystarczy wykształcenie prawnicze, „rękojmia” należytego wykonywania tej funkcji, niekaralność i brak legitymacji partyjnej. To furtka dla prawników związanych z władzą.

Hermeliński: Chodzi o mobilizację wyborców PiS

Zmiany w kodeksie wyborczym autorstwa PiS komentuje na gorąco OKO.press były szef Państwowej Komisji Wyborczej i sędzia TK w stanie spoczynku Wojciech Hermeliński. Mówi, że część zmian jest korzystna – np. zwiększenie kontroli liczenia głosów. Inne zmiany w jego ocenie mają pomóc zwiększyć frekwencję, ale głównie tam, gdzie zależy na tym PiS.

„Po to zwiększa się o 6 tysięcy ilość obwodowych komisji wyborczych oraz zmienia procedury powołania takich komisji” - wyjaśnia Wojciech Hermeliński. Dodaje: „Chodzi o to, by osoby z małych miejscowości mogły łatwiej oddać głos. W tym celu ma być stworzony w dniu wyborów bezpłatny transport. Wyziera z tego chęć spowodowania, by osoby z tych regionów poszły głosować, bo to głównie wyborcy PiS. Chodzi o to, by tych ludzi zmobilizować”.

Hermeliński mówi dalej: „Trochę trąci mi to Rosją. Wizytowałem jako przewodniczący PKW obwody wyborcze w Rosji i stał w nich bufet z łakociami, co miało przyciągać wyborców. To wywoła nierówności zwłaszcza w mniejszych miastach, w których też jak ktoś nie ma samochodu, to musi dojść do lokalu wyborczego”.

Byłego szefa PKW niepokoi też fakt, że ruguje się zawodowych sędziów z okręgowych i rejonowych komisji wyborczych. „Wcześniej zrobiono to z PKW” - podkreśla.

23.11.2017 Warszawa , Sejm . Przewodniczacy Panstwowej Komisji Wyborczej Wojciech Hermelinski podczas pierwszego czytania projektu zmian w Ordynacji Wyborczej .
Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Były szef PKW Wojciech Hermeliński. Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Wyborcza.pl

Udostępnij:

Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne