Ukraińcy doprowadzili w końcu do tego, że o skutkach wojny Putina dla Rosjan zaczyna oficjalnie opowiadać propaganda Kremla, a nawet sam Putin. Relacje z codziennych ostrzałów Rosji, w tym okolic Moskwy, są teraz stałym elementem dzienników telewizyjnych. Pocieszać Rosjan ma to, że Ukraina jest dużo brutalniej ostrzeliwana
Przy okazji wychodzi na to, że wojna polega nie tylko na strzelaniu, ale na tym, kto ma dostęp do prawdziwych informacji. Putin sprawia wrażenie, jakby nie miał. I choć można to tłumaczyć potrzebami propagandy (władca nie może pierwszy ogłaszać złych wiadomości, muszą go w tym zastąpić podwładni), to jednak jest w tym coś więcej.
Zacznijmy od zdumiewającego wywiadu, którego Putin udzielił nadwornemu dziennikarzowi w niedzielę 28 czerwca 2026 wieczorem. Wywiad był na żywo, w tym celu przerwano transmisję stałych programów propagandowych.
Relacjonowaliśmy to w OKO.press
W wywiadzie tym Putin przyznał się do kłopotów z paliwami i energią elektryczną, ale uznał, że „nie są krytyczne”. Ogłosił, że odrzucił ukraińską propozycję, by obie strony powstrzymały się z atakami daleko poza frontem. Następnie bardzo szczegółowo omówił sytuację na froncie w Ukrainie. Wymieniał nazwy najmniejszych miejscowości, podając liczbę domów (bo ludzi tam dawno nie ma). Opowiadał o sukcesach. Twierdził, że do osiągnięcia celu brakuje mu dwa do dziesięciu kilometrów.
Komentatorzy szybko zauważyli, że w tej drobiazgowej części wystąpienia Putin korzystał z telepromptera i kilka razy źle przeczytał nazwy miejscowości (wyszło więc na to, że Rosjanie zdobyli miejscowość leżącą w Rosji).
Propagandowy, wewnętrzny sens tej operacji można było poznać już następnego dnia. Kremlowskie media zaczęły opowiadać o sukcesach na froncie, powołując się na to, co powiedział Putin i dodając do tego „obrazki” z frontu.
Przekaz był prosty i skierowany zarówno do zwolenników krwawej rozprawy z Ukrainą i Zachodem, jak i do przeciwników wojny:
Rosja nie ustąpi na krok, a zwycięstwo jest już w zasięgu ręki. Zostało kilka kilometrów tu i tam, więc radykalne kroki nie są potrzebne.
A i niekorzystne porozumienia pokojowe Rosji nie grożą, bo Rosja chce „tylko Donbasu”.
Ukraińcy jednak także zanalizowali wypowiedź Putina i doszli do innych wniosków: Kreml nie ma pojęcia, co się dzieje na froncie. Powiedział to głównodowodzący sił zbrojnych Ukrainy gen. Ołeksandr Syrski w wywiadzie dla ukraińskiego dziennikarza kanału TSN Jewhena Plinskiego.
Syrski twierdzi, że wiedza Putina o sytuacji na froncie oparta jest na piętrowym, systemowym kłamstwie: dowódcy próbują wykazać się sukcesami, więc rosyjskie mapy są często fałszywe. Za zdobytą uznaje się np. miejscowość, w której paroosobowy zwiad zawiesił flagę, a potem się wycofał (lub zginął).
Tymczasem wedle Syrskiego ukraińska armia może działać na podstawie realnych danych z frontu („Stale monitorujemy sytuację, na bieżąco ustalamy pozycję, patrzymy na mapę i szczegółowo badamy wszystko, co się dzieje”). Ma więc znaczną przewagę nad Rosją pod względem szybkości i jakości informacji o polu walki.
Ukraińscy dowódcy widzą też, jak Rosjanie wyolbrzymiają zdobycze „od szczebla dowodzenia aż po Sztab Generalny”. „I dobrze, że tak się dzieje”, bo to dodatkowa szansa dla Ukrainy i jeden z powodów, że choć Ukraina nadal nie wygrywa wojny, to jest w stanie coraz skuteczniej się bronić.
Syrski mówi też, że w tej chwili strategia polega na „aktywnej obronie”: oszczędzaniu swoich ludzi, zmniejszaniu możliwości rosyjskich dostaw na front i niszczeniu rosyjskiego sektora naftowego. Ukraińscy planiści podzielili kampanię na trzy poziomy:
Na początku pełnoskalowej inwazji – mówi Syrski – Ukraina miała też nadzieję, że ukazanie prawdy o najeździe na ich kraj może Rosjan skłonić do sprzeciwu. To się nie sprawdziło. Ale przeniesienie wojny na terytorium Rosji sprawia, że „część rosyjskiego społeczeństwa zaczyna rozumieć, że wojna to nie tylko propaganda telewizyjna, ale poważny kryzys wpływający na codzienne życie”.
„I to już działa” – podkreślił Syrski. „Widzimy, jak zmieniają się nastroje społeczeństwa, jak wzrasta krytyka władz, w tym Putina. Widzimy też coraz więcej wezwań do zaprzestania tej tak zwanej »specjalnej operacji wojskowej«”.
Kiedy Ukraina nasiliła ataki, władcy Kremla byli przekonani, że nie mogą mieć one realnego wpływu na gospodarkę Rosji, ale celem jest zmiana nastrojów społecznych. Teraz już nawet Putin zauważa, że Ukraina realnie uderza w gospodarkę imperium i tą drogą oddziałuje na nastroje.
Dlatego propaganda Kremla zaczęła wprowadzać narrację, dzięki której Rosjanie mają przyzwyczaić się do skutków wojny i czerpać dumę nie tylko z krwawych ataków na Ukrainę, ale i z tego, że cierpliwie znoszą uciążliwości („tylko Rosjanin potrafi tak cierpieć”).
Przyzwyczajanie do wojny odbywa się w propagandzie Kremla wedle ciekawego schematu.
Tu też istotą rzeczy jest piętrowe kłamstwo i dostosowywanie opisu rzeczywistości do aktualnych potrzeb władzy.
Co ciekawe, Moskwa ewidentnie korzysta tu z ukraińskich wzorców. Bo Ukraińcy zawsze podają w komunikatach o trafieniach miejscowości, nazwy obiektów i często nawet ich współrzędne. Następnie pokazują też zdjęcia satelitarne potwierdzające trafienia – do tego Moskwa jeszcze nie doszła.
Z tej zmiany komunikacyjnej wynika, że generał Syrski może mieć rację: Rosja obrywa, a ukraiński model komunikowania o ciosach zadawanych wrogowi jest w Rosji znany.
Potwierdza to też ponownie użyty chwyt propagandowy „Ale w Ukrainie jest gorzej”.
Za każdym razem, gdy w Rosji pojawiał się jakiś problem – brak wypłat dla żołnierzy, ukrywanie zgonów i niszczenie ciał poległych, tortury żołnierzy na froncie – propaganda Kremla broniła się właśnie opowieściami, że to „także” zdarza się w Ukrainie. A nawet jest tam gorzej. Teraz zaś dostaliśmy w tej serii komentarz: „ataki na infrastrukturę paliwową Ukrainy osłabiają ukraińskie siły zbrojne”.
Czyli zabolało.
Opowieść Kremla o stanie Rosji jest skalibrowana lepiej niż broń na froncie.
Opowieść o Krymie rozwija się wedle sprawdzonego schematu.
Najpierw – tak jak obecnie w Rosji – były tam tylko „trudności”. Przed miesiącem – władze zapewniały, że zarówno Sewastopol, jak i reszta Krymu (są to dwie administracyjne jednostki) dostają sprawiedliwe przydziały paliw i dostawy te są priorytetem. Potem powstała „interaktywna mapa” z danymi o stacjach benzynowych, na których jest paliwo. Potem stworzono aplikację z QRkodem, która umożliwiała zakup 20 litrów na samochód. A potem wszystko to okazało się niepotrzebne – bo paliwa po prostu nie ma i już.
Ale – jak widać – mnóstwo pary poszło w gwizdek, bo nie było informacji o prawdziwej skali kryzysu. Lokalne władze podejmowały więc pozorne, choć kosztowne działania zaradcze.
Potem na Krymie ogłoszono stan wyjątkowy (26 czerwca) – ale to propaganda przedstawiła jako dobrą wiadomość, bo to „uprości szereg procedur biurokratycznych i pozwoleń, w tym zakup generatorów i paliwa, operacje usuwania skutków sytuacji kryzysowych oraz dostarczanie niezbędnych materiałów do infrastruktury krytycznej”. Wyłączenia prądu w Sewastopolu też były dobrą wiadomością, bo chodziło tu o zapobieżenie „awarii całej sieci energetycznej”.
Kiedy wiadomości z Krymu nie dało się już przedstawić jako dobrej, była ona dzielona na część lepszą i gorszą, a ta lepsza trafiała do głównego przekazu, np. w wieczornych dziennikach.
Obecnie urzędowy optymizm w sprawie Krymu zawiera się w obietnicach, że „wkrótce” przerwy w dostawie elektryczności „zostaną skrócone”. Na razie w Sewastopolu przestały kursować trolejbusy, pojawiają się komunikaty o zawieszaniu kursowania pociągów. W tym wypadku TASS dodaje, że „powodów nie podano” – pasażerowie więc sami muszą zgadnąć, czy to z braku prądu, czy też Ukraińcy zniszczyli gdzieś most albo tory (informacje o zawalonych przez Ukraińców mostach przedostają się już do oficjalnego obiegu).
W ogóle cały przekaz trzyma się na tym, że władzy o nic nie można spytać.
A np. przed miesiącem kuzynka Putina i wiceministra obrony Cywilowa zapowiedziała, że na Krymie „niebawem powstaną ośrodki rehabilitacji duchowej i psychologicznej dla uczestników specjalnej operacji wojskowej i ich rodzin”. Teraz już oczywiście nie powstaną, bo sytuacja się jakby radykalnie zmieniła. Ale o los weteranów jakoś nikt nie pyta.
Ciekawe też jest, jak z oficjalnych komunikatów przeziera bezradność państwa Putina. Np. 25 czerwca gubernator Krymu objaśniał, że władze nie są w stanie wprowadzić harmonogramów włączania i wyłączania prądu, żeby ludzie jakoś ułożyli sobie życie, „ze względu na stale zmieniającą się sytuację operacyjną. Przerwy w dostawie prądu będą punktowe i będą przeprowadzane w razie potrzeby”.
Ten komunikat warto czytać w kontekście nieustających kpin z ukraińskich harmonogramów wyłączeń prądu po rosyjskich atakach na elektrownie. Teraz odbiorca dowiaduje się, że tych – hahaha – harmonogramów Rosja nie jest w stanie wytworzyć.
Od końca czerwca oficjalnie wiadomo, że duma Putina, „autostrada Noworosija” z Rosji na Krym jest zamknięta „z powodu zagrożenia dronowego”. (Putin chwalił się na początku pełnoskalowego najazdu, że dzięki niemu Krym uzyskał lądowe połączenie z Rosją. Teraz oficjalnie je stracił): „Władze obwodu zaporoskiego podjęły [25 czerwca] decyzję o zamknięciu części autostrady Noworosija z powodu ataków Sił Zbrojnych Ukrainy”. Organizacją objazdów autostrady chwali się też gauleiter okupowanej chersońszczyzny.
W sposób charakterystyczny dla tego przekazu nikogo nie interesuje, jak sobie ludzie poradzą. Nikt też w tym świecie bez dziennikarstwa nie weryfikuje, czy objazdy się sprawdzają. A może są pułapką, którą wykorzystują ukraińskie drony?
W okupowanym ukraińskim Melitopolu „sytuacja jest pod kontrolą”, ale ponieważ nad miastem krążą ukraińskie drony,
nie należy podchodzić do okien
(komunikat władz z 19 czerwca). „W kilku miejscowościach obwodu zaporoskiego tymczasowo zawieszono ruch autobusowy z powodu aktywności dronów Sił Zbrojnych Ukrainy” (komunikat z 1 lipca).
O sytuacji z ropą we właściwej Rosji opowiada się taką nowomową:
„Operatorzy stacji benzynowych nadal borykają się z wyzwaniami. Ale teraz widzimy konkretne zmiany: więcej cystern paliwowych, więcej kursów, więcej paliwa na stacjach. Ważne jest, aby wszyscy uczestnicy rynku wspierali ten trend. Zespół zadaniowy podjął decyzję o przedłużeniu tymczasowego wydawania benzyny AI-92, AI-95 i AI-100 na regionalnych stacjach benzynowych, ograniczając jej ilość do nie więcej niż 30 litrów na pojazd i bak. Jeśli pozytywny trend się utrzyma, decyzja zostanie ponownie rozpatrzona” (opis dotyczy guberni lipieckiej, na tyle pozwolił sobie jej gubernator).
Poza tym propaganda donosi teraz codziennie o naradach na szczycie w sprawie paliw. Przy czym chodzi o brak paliw. Kolejne instytucja dostają polecenia, by problemowi zaradzić. Na razie polega to na pilnowaniu cen, wprowadzaniu limitów sprzedaży i szukaniu dostawców zagranicznych.
Rosja Putina kupuje paliwa i przedstawia to jako rzecz zwyczajną.
Nie to jednak w tym komunikacie najciekawsze, ale apel o „aktualne dane”. Najwyraźniej Kreml wie o sytuacji tak, jak sam o tym opowiada. Czyli bez szczegółów – bo podwładni nie chcą przyznawać się zwierzchności do kłopotów. Zwłaszcza że oficjalna wykładnia samego Putina brzmi: „Zdecydowanie można zminimalizować to wszystko (skutki ukraińskich uderzeń) i trzeba to zminimalizować. To zadanie naszych sił zbrojnych, zadanie innych agencji, nad którymi pracują całą dobę”.
Opowieść o sytuacji w Rosji przypomina więc opowieść z Krymu, ale z czasowym przesunięciem. Jesteśmy na etapie „trudności”. Pytanie, czy „trudności” nie przerodzą się w „większe trudności” – tak jak na Krymie nie pada. Choć – jak zapewnia rzecznik Putina – „prezydent otrzymuje raporty o wszystkich incydentach i o tym, jak rozwija się sytuacja w zakresie ataków ze strony reżimu kijowskiego oraz o podejmowanych przez niego działaniach, kilka razy dziennie, a w razie potrzeby w każdej chwili. Na bieżąco otrzymuje informacje”.
2 lipca Ukraińcy drugi raz w ciągu tygodnia trafili zaopatrującą Moskwę rafinerię w Kstowie. Teraz – jak podali w komunikacie ze zdjęciami – analizują skutki trafienia. Publicznie przedstawione stanowisko Putina, że wystarczy rafinerie naprawić po atakach, a paliwa będą, wydaje się mieć coraz mniej podstaw.
Ciekawy – i publiczny – komentarz dał do tego wszystkiego szef Sbierbanku, oligarcha Herman Gref. Na Kongresie Finansowym organizowanym przez Bank Centralny Rosji powiedział 1 lipca:
„Wydaje mi się, że coraz częściej spotykam się z faktem, że zawsze chcemy dobrych wiadomości. Więc ludzie przynoszą tylko dobre wiadomości”.
Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?
UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN.
Cały nasz cykl GOWORIT MOSKWA znajdziecie pod tym linkiem.
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze