Platforma Obywatelska wybrała Borysa Budkę na swojego przewodniczącego - wygrał ogromną większością głosów już w pierwszej turze partyjnych wyborów. To sygnał, że partia chce się skupić na przygotowaniu kampanii prezydenckiej i ewidentna zmiana pokoleniowa w partii

Wewnętrzne układanki w największej partii opozycyjnej nie będą już odciągać uwagi opinii publicznej od wyborów prezydenckich i kandydatki PO – Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Platforma ma piątego w swojej historii (po Płażyńskim, Tusku, Kopacz i Schetynie) przewodniczącego.

Aktyw Platformy chce zmiany

Członkowie PO wybrali Budkę ogromną większością głosów: zagłosowało na niego 78,77 proc. z ok. 9 tys. uprawnionych do głosowania.

To niemal taki sam wynik, jak w 2013 roku miał Donald Tusk (79,58). Tyle że konkurentem Tuska był jedynie Jarosław Gowin, a Budka pokonał trzech innych kandydatów w końcówce wyścigu (Bogdan Zdrojewski – 7,57 proc., Bartłomiej Sienkiewicz – 2,48 proc., Tomasz Siemoniak – 11,18) i dwoje w przedbiegach. Joanna Mucha i Bartosz Arłukowicz wycofali się bowiem wcześniej z rywalizacji i poparli Budkę. Tłumaczyli, że chcą, by wybory rozstrzygnęły się już w pierwszej turze, bo trzeba się skupić na kampanii prezydenckiej.

Najbardziej znacząca jest różnica poparcia między Budką a Siemoniakiem, którego namaścił na swojego następcę Grzegorz Schetyna. To jasny sygnał, że partia ma dość. Pytanie, czy bardziej ma dość Schetyny czy bycia w opozycji.

Za przewodniczenia Schetyny Platforma wróciła na pozycję największej partii opozycyjnej. Poprawiła notowania — z sondażowych 15 proc. w 2016 do 27,4 proc. dla Koalicji Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych. Ale żadnych wyborów w tym czasie nie wygrała (z wyjątkiem tych w dużych miastach). Partia otworzyła się co prawda na współpracę z innymi środowiskami (Zielonymi, Inicjatywą Polską Barbary Nowackiej), lecz kosztem tego, że straciła jedną czwartą mandatów dla swoich własnych posłów.

Nie tylko aktyw, wyborcy PO też

Kiedy dziś pojawiają się komentarze, że Budka ma „silny mandat”, bo zagłosowało za nim niemal 80 proc. członków PO, warto pamiętać, że nie tylko na tym polega siła tego mandatu.

Budki chcieli też ci, którzy głosują na Platformę – czekali na niego od trzech lat.

Nowy przewodniczący dał się poznać szerokiej opinii publicznej podczas protestów w lipcu 2017. Był jednym z niewielu polityków entuzjastycznie witanych przez protestujące tłumy. Pozytywne emocje budziła wtedy jeszcze Kamila Gasiuk-Pihowicz. Już wtedy w sondażu OKO.press wyprzedził w elektoracie PO Grzegorza Schetynę (28 do 13 proc.). To wówczas Newsweek pytał: „Dlaczego młode gwiazdy opozycji nie zostają jej liderami?”, a w OKO.press pisaliśmy o starych liderach do wymiany.

Budka czekał na swój czas. W 2016 roku w ostatniej chwili wycofał się z rywalizacji o przewodniczenie PO – „dla dobra Polski” i Platformy. Teraz na jego korzyść zagrało sięgające zenitu zmęczenie stylem Grzegorza Schetyny, rozczarowanie partią, która nie jest w stanie wygrać żadnych wyborów i oczekiwanie na wejście nowego pokolenia do partyjnej polityki.

Kciuki za Budkę trzymał nie tylko Donald Tusk, ale też wyborcy Platformy. Mieli dość tego, że kierownictwo ich partii kojarzy się z dymem cygar i „facetami z piątego piętra”.

Pytanie, czy Budka zapisze się w historii PO czymś więcej niż tym, że nie jest Schetyną.

Wszystkie ręce do pracy w kampanii prezydenckiej

Platforma Obywatelska przez ostatnie lata wykazała się wyjątkową umiejętnością do przegrywania wyborów już w trakcie kampanii wyborczej. O błędach kampanii pisaliśmy w OKO.press wielokrotnie, między innymi w naszym podsumowaniu działań opozycji na koniec 2019 roku:

Wybór Budki w pierwszej turze to jasny sygnał, że tym razem ma być inaczej. To też pierwsza wojna, którą musi wygrać nowy przewodniczący.

Jeśli Kidawa-Błońska przegra z Andrzejem Dudą (albo co gorsza, nie wejdzie do drugiej tury), Platformę czeka kryzys być może potężniejszy niż ten, z którym ma do czynienia dziś. I jeszcze bardziej zacięta rywalizacja z Lewicą. Jeśli jednak kandydatka PO wygra, otworzy partii drogę do walki o przejęcie władzy w kraju.

Czy coś już wiemy o Platformie Budki?

Poza tym, że nie będzie rządzona przez Schetynę – niewiele.

Jak pokazują badania, wyborcy PO już nie wiedzą, o co tej partii chodzi. I spora część głosuje na nią tylko dlatego, że jest największa. A największy ma też największe szanse pokonać Kaczyńskiego.

W tej sytuacji Grzegorz Schetyna uznał, że nie musi odpowiadać na pytania, kogo ma reprezentować jego partia i co ma głosić. Wystarczy, że reprezentowała „anty-PiS”. Jednak wraz z wejściem Lewicy i Konfederacji do parlamentu ta łatwa ścieżka straciła rację bytu. Lewica i Konfederacja żerują na unikaniu programowej jednoznaczności przez PO, zarówno w sprawach gospodarczych, jak i dotyczących praw człowieka.

Budka startował z hasłami „Nowa energia” i „Nowa Platforma”. „Nowa”, czyli jaka?

Nowy przewodniczący zapowiada „powrót do korzeni”. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” mówił: „To będzie partia racjonalnego środka, która przeciwstawia się populizmowi prawicowemu i lewicowemu. Formacja, która broni ludzi, którzy ciężko pracują i nikomu nie wchodzi do sypialni”.

A w rozmowie z wrocławskim radiem Rodzina opowiadał o idei „Polski nowoczesnej, bezpiecznej, dobrze zarządzanej”.

Jednak bodaj najczęściej powtarzanym przez niego słowem jest „skuteczność”. A to znaczy, że sam za podstawowy test dla PO uznaje wygraną w wyborach prezydenckich.

Młodzi silniejsi

Jedną rzecz o Platformie Budki wiadomo: to nie będzie partia wodzowska na wzór Platformy Tuska czy PiS-u Kaczyńskiego. Arłukowicz i Mucha ostatecznie się wycofali, ale swoim startem pokazali, że chcą mieć do powiedzenia w partii więcej niż dotąd. „Frakcja Schetyny” też nie zniknie wraz z wyborem nowego przewodniczącego. Jedność pokazana w momencie wyboru skrywa podziały – grupy i osoby, z którymi nowy przewodniczący będzie musiał się układać.

Oczywiście takie grupy są w każdej dużej partii, ale słabnięcie Schetyny, które trwało od przegranych wyborów europejskich, relatywnie wzmocniło konkurencyjne frakcje.

Platforma zapewne będzie też częściej i bliżej współpracować ze środowiskami poza partią. O konieczności takiego otwarcia mówili konkurenci Budki – zwłaszcza Arłukowicz i Sienkiewicz.

I jeszcze sprawa najbardziej widoczna: Platforma naprawdę młodnieje. Kiedy Grzegorz Schetyna informował, że nie będzie ponownie kandydował na przewodniczącego, zażartował: „Wielokrotnie mówiono, że potrzebne jest nowe otwarcie, młodzi ludzie, nowa Platforma, nowe wyzwania. Tomasz Siemoniak jest ode mnie młodszy o 4 lata, więc jest nowym pokoleniem. Platforma się otwiera i też młodnieje”. Ostatecznie PO wybrała na przewodniczącego polityka młodszego od Schetyny nie o 4 lata, tylko o 15. Żarty się skończyły. Teraz młode pokolenie polityków PO pokaże, czy ma pomysł na wygraną – nie tylko z Kaczyńskim.

Kontrolujemy władzę. Prowokujemy opozycję.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Komentarze

  1. Mariusz Sanowski

    Te wybory to zagranie pod publiczkę, żeby pokazać "Patrzcie! Platforma się zmienia", a będą robili to samo, co od wielu lat- zawodzić swój elektorat, przymilać kościołowi i konserwatystom, w ważnych sprawach zaś stać w rozkroku i udawać, że chcą ruszyć w którąś stronę.

    Pamiętam te 8 jałowych lat ich rządów, gdy nic nie robili, a ich konkurencja wręcz przeciwnie, urabiała ludzi na swoją modłę i w efekcie jesteśmy tu gdzie jesteśmy.

    PO musiałoby się naprawdę postarać żeby odzyskać mój głos. I nie tylko słowami, bo akurat mamić potrafili pięknie, ale nic z tego nie wynikało. Tym razem poczekam na czyny.

    • Jakub Ce

      Obserwując ostatnie 5 lat stwierdzam, że nie ma drugiej takiej partii, która miałaby takie sukcesy w mamieniu społeczeństwa, jak obecny obóz rządzący. PO przy nich to przedszkolaki.

      • Andrzej Maciejewicz

        @Lara. Trochę cierpliwości. Czekanie nie może trwać długo. PO nie przedstawiła żadnego programu politycznego. Jeśli tego szybko nie zrobi – rozpadnie się i utraci wyborców. Lepsza lewicowa alternatywa, która aby przyciągnąć uciekinierów z PO będzie musiała skręcić do centrum, niż towarzystwo wzajemnej adoracji pod nazwą PO. Wybryki Katarasińskiej, Abgarowicza, Schetyny mogą zniechęcić najbardziej cierpliwych. Nawet kosztem ustępstw politycznych.

        • Ireneusz Lara

          Lewicowa alternatywa też ma program niespójny i dziurawy. Jestem socjalliberałem więc program lewicy mi nie odpowiada, ale wszystko lepsze niż narodowosocjalistyczny PiS. Bo każde wybory przeciwko Kaczyńskiemu, za demokratycznym państwem prawa. Programy będą istotne potem. Miłego dnia, Panie Andrzeju!

  2. Andrzej Maciejewicz

    Obietnicą Pana Budki – powrotu do korzeni, jeśli nie jest impulsywna, to raczej zniechęcająca. Primo – minęło około 20 lat i "korzenie" mogą już być anachroniczne. Secundo – nie fascynuje mnie etatyzm, elitarność partii, pogarda dla niewykształconych, ubogich i poszkodowanych przez los, konszachty z Krk, ukrywanie stanowiska wobec LGBT i pozwalanie sobie na dysponowanie pieniędzmi zgromadzonymi przez przyszłych emerytów, zwolnienie urzednikow z odpowiedzialności.

  3. Andrzej Rokosz

    Gdy PO do swojego programu wprowadzi uczynienie z Polski, kraju demokracji bezpośredniej i likwidację wszelkich partii i innych organizacji o charakterze mafijnym, to będę na nią głosował.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press