0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. MARCEL MOCHET / AFP)Fot. MARCEL MOCHET /...

Sąd Najwyższy stanu Alabama orzekł 21 lutego, że zamrożone zarodki wykorzystywane w zapłodnieniu in vitro mogą być uznane za „nienarodzone dzieci”, a ich przypadkowe zniszczenie – za „przestępstwo nieumyślnego zabójstwa małoletniego”. Sędzia Jay Mitchell napisał w większościowym orzeczeniu: „Nienarodzone dzieci to dzieci – niezależnie od ich etapu rozwoju, fizycznej lokalizacji czy jakichkolwiek innych cech”. Mitchell powiedział też, że sąd już wcześniej orzekł, że zabicie płodu podlega pod stanową ustawę „o bezprawnej śmierci małoletniego” i że nie przewiduje ona wyjątków dla „dzieci pozamacicznych”.

Wyrok poprzedziła opinia prezesa Sądu Najwyższego Toma Parkera, w której napisał, że

„jeszcze przed narodzinami wszystkie istoty ludzkie są powołane na obraz boży, więc ich zniszczenie będzie ujmą dla jego chwały”.

Swoją opinię Parker sporządził w oparciu o Pismo Święte.

Wyrok zszokował amerykańską opinię publiczną i wzbudził szeroki sprzeciw nawet wśród części polityków Partii Republikańskiej. To nie tylko pokłosie uchylenia przez Sąd Najwyższy konstytucyjnego prawa do aborcji, ale też dalszy przejaw skręcania wykładni sądów w stronę prawa wyznaniowego. Decyzja sądu Alabamy jest też kolejnym ciosem dla praw reprodukcyjnych – choć wprost nie zakazuje in vitro, to już teraz wywołała „efekt mrożący” i może odbić się na całej praktyce. Bo skoro embriony to „dzieci” to jak je zamrażać? A jeśli za ich zniszczenie można odpowiadać z artykułu za „bezprawną śmierć małoletniego”, to jak przeprowadzać leczenie? Środowiska medyczne i prawnicze alarmują, że lekarze będą obawiać się karnej odpowiedzialności, a pacjentki zostaną pozbawione możliwości zajścia w ciążę.

Przeczytaj także:

Kliniki wstrzymują leczenie in vitro

Na pierwsze efekty wyroku nie trzeba było długo czekać. Już dzień po jego zapadnięciu, Szpital Uniwersytecki w Birmingham, największa placówka w Alabamie, wstrzymał wszystkie procedury in vitro, pisząc w oświadczeniu, że musi ocenić, czy pacjentkom i lekarzom grożą zarzuty karne. „Jesteśmy głęboko zaniepokojeni skutkami wyroku dla naszych pacjentów, którzy pragną zostać rodzicami”, napisała rzeczniczka szpitala Savannah Koplon. Następnego dnia procedury in vitro wstrzymały kolejne dwie kliniki: Alabama Fertility Services i Mobile Infirmary Health.

Dyrektor Infirmary Health, Mark Nic, napisał w oświadczeniu, że wyrok nie pozostawia im wyboru: „Decyzja sądu będzie miała bardzo negatywny wpływ na pacjentki, dla których procedury in vitro są jedyną szansą na zajście w ciążę”. Alabama Fertility Clinic zakomunikowała w swoich mediach społecznościowych, że w obliczu groźby prawnych konsekwencji, które mogą ponieść lekarze i władze kliniki, muszą wstrzymać zaplanowane procedury. Placówka pozostanie jednak otwarta. „W tym momencie, gdy czujemy się tak bezradni, musimy skupić się na dalszej walce i szerzeniu świadomości [o prawach reprodukcyjnych]”. Jeden z lekarzy Alabama Fertility, w wywiadzie dla AP News, opisał swoje odczucia po wyroku jako „niedowierzanie, wyparcie i żałoba” i powiedział, że personel medyczny naradza się teraz co do dalszych kroków. „Ten wyrok odbiera naszym pacjentkom nadzieję na wszystko, o czym marzyły – na świąteczne poranki z dziadkami, przedszkola, pierwsze dni w szkole. To o tym tak naprawdę jest ten wyrok”, powiedział lekarz. W kolejnych dniach leczenie in vitro wstrzymała kolejna stanowa klinika, The Center for Reproductive Medicine.

Już dzień po orzeczeniu sądu pacjentki w Alabamie zaczęły dostawać od swoich lekarzy telefony z informacją, że ich procedury in vitro muszą być wstrzymane na czas oceny potencjalnych konsekwencji prawnych.

W wywiadzie dla Associated Press 26-letnia Gabby Goidel, która po trzech poronieniach była w trakcie terapii in vitro, powiedziała, że wyrok zapadł dokładnie w dniu, na który zaplanowane miała pobieranie komórek jajowych. Choć akurat jej klinika nie odwołała zabiegu, to lekarze ostrzegli Goidel, że być może będą zmuszeni przerwać leczenie.

Prezeska stowarzyszenia RESOLVE: The National Infertility Association, Barbara Collura, powiedziała, że wyrok kwestionuje legalność zarówno niszczenia nieużytych embrionów, ale też możliwość ich zamrażania czy przekazywania innym potencjalnym rodzicom. Oszacowała, że decyzja sądu może dotknąć 1 na 6 par, które zmagają się z bezpłodnością i dla których in vitro, w wyniku którego rodzi się dziś ok. 2 proc. dzieci w USA, jest jedynym rozwiązaniem.

To efekt uchylenia Roe vs. Wade

Proces pozbawiania Amerykanek praw reprodukcyjnych i zapewniających je procedur medycznych trwa od lat i wyrok w Alabamie jest jego kolejną odsłoną. Do konstytucji stanów, w których rządzą Republikanie, w ostatnich latach dodawano zapisy mające „chronić życie poczęte” i ograniczać dostęp do aborcji. W czerwcu 2022 roku amerykański Sąd Najwyższy uchylił słynny wyrok Roe vs. Wade, który przez prawie 50 lat zabezpieczał prawo do przerywania ciąży w całym USA na poziomie konstytucji. Decyzją sześciu z dziewięciu sędziów (połowa z nich była nominowana przez Donalda Trumpa) te gwarancje zostały zniesione i każdy stan dostał prawo do samodzielnego regulowania kwestii aborcji. W efekcie 14 stanów zupełnie jej zakazało, a 12 kolejnych wprowadziło restrykcje w znacznym stopniu ją utrudniające. Miliony kobiet zostało pozbawionych możliwości przerywania ciąży i zmuszonych do długich i kosztownych podróży do innych stanów, by móc wykonać zabieg.

Choć uchylenie Roe vs. Wade nie wywarło wówczas wpływu na zabiegi in vitro, to prawnicy i lekarze od początku ostrzegali, że taki efekt może nastąpić.

Decyzja sądu z 2022 roku nie tylko pozwoliła stanom na delegalizację aborcji, ale otworzyła też drogę do tworzenia nowego języka prawnego, w tym coraz szerszych definicji „życia poczętego”.

Organizacje broniące praw reprodukcyjnych nie są więc zszokowane wyrokiem sądu w Alabamie. Szefowa działu politycznego w Instytucie Guttmachera, Candance Gibson, powiedziała w wywiadzie dla NBC News, że od początku wiedziała, że antyaborcyjni aktywiści na tym nie poprzestaną: „Było oczywiste, że będą szukać dalszych możliwości, by ograniczać prawo do decydowania kobiet o własnym ciele”. „Od początku mówiliśmy, że nie jest to tylko kwestia aborcji. Teraz jest to in vitro, potem będzie antykoncepcja, zobaczymy, co dalej”, skomentowała Sara Spain ze stowarzyszenia EMILY’S List.

Wyrok sądu w Alabamie był możliwy dzięki dodanym w 2018 roku do stanowej konstytucji zapisom, mówiącym, że „zadaniem stanu jest zapewnienie ochrony praw nienarodzonych dzieci”. Eric Johnston, religijny aktywista, który mocno lobbował za wprowadzeniem tych zapisów, tłumaczył teraz w rozmowach z dziennikarzami, że nie miał na myśli ograniczenia dostępu do in vitro. „To bardzo skomplikowany etyczny, medyczny i prawny dylemat. Zapisy w konstytucji miały jednak dotyczyć aborcji” – powiedział.

Decyzję sądu potępia Biden oraz... Trump

Amerykański prezydent nie zostawił na wyroku suchej nitki: „W 2024 roku, w Ameryce, kobiety są odsyłane ze szpitali i zmuszone do podróżowania tysięcy mil w poszukiwaniu dostępu do usług medycznych, bo lekarze obawiają się zarzutów karnych za przeprowadzenie aborcji. A teraz sąd Alabamy odcina im dostęp do medycznych procedur rodzinom desperacko pragnącym zajść w ciążę […]. Miejcie świadomość, że to bezpośredni rezultat uchylenia Roe vs. Wade”, napisał w oświadczeniu 22 lutego.

Wyrok skrytykował także Donald Trump, zapowiadając, że „gorąco popiera dostępność in vitro”. W poście na swoim portalu Truth Social napisał:

„Pod moim przywództwem, Partia Republikańska będzie zawsze wspierać tworzenie silnej, trwałej i zdrowej amerykańskiej rodziny. Chcemy, by staranie się o dzieci było dla matek i ojców łatwiejsze, nie trudniejsze!”.

Republikańska kandydatka na prezydentkę Nikki Haley nie potrafiła dokładnie określić swojego stanowiska. W pierwszym wywiadzie dla NBC News po wyroku powiedziała, że „dla niej, embriony są również dziećmi”. Sama korzystała z procedury sztucznego zapłodnienia, ale tłumaczyła, że jest ona czymś innym, niż in vitro: „Tak, mój syn urodził się dzięki sztucznemu zapłodnieniu. Ale zamrażanie spermy czy jajeczek to co innego. Gdy mówimy o embrionach, to jest już życie”. W późniejszym wywiadzie dla CNN powtórzyła, że „biorąc pod uwagę definicję nienarodzonego dziecka, embrion się w nią wpisuje”, zaprzeczając jednak, że oznacza to poparcie dla wyroku sądu w Alabamie. „Chodziło mi tylko o to, kogo uważamy za dziecko”.

Na pytanie, czy nie obawia się, że wyrok uniemożliwi wielu marzącym o dziecku kobietom zajście w ciążę, Haley odpowiedziała, że to „ogromnie delikatna i personalna kwestia, którą musimy traktować z szacunkiem i wrażliwością”. „Każda kobieta i jej partner muszą wiedzieć, na czym to polega. A jeśli wiedzą, to mogą podjąć decyzje najlepsze dla swojej rodziny”, kluczyła Haley, która swoje poglądy wielokrotnie określała wcześniej jako „bezkompromisowy pro-life”.

Legislatorzy się głowią – czy „życie potencjalne” to „życie poczęte”?

Parlamentarzyści Alabamy składają teraz projekty ustaw mających zabezpieczyć dostęp do in vitro. „Oparty na Piśmie Świętym” wyrok sądu ustawił językową poprzeczkę wysoko i treści ustaw przypominają wypracowania z religii.

Przedstawiciele Partii Demokratycznej proponują, by „do żadnego zapłodnionego embrionu nie stosować definicji »nienarodzonego dziecka«, »małoletniego«, »osoby«, ani żadnego innego terminu odnoszącego się do człowieka”. Oddzielny projekt złożył też republikański senator Tim Melson, przewodniczący komitetu ds. zdrowia Alabamy. Jego ustawa proponuje, by „ludzkie jajeczko zapłodnione w procesie in vitro nie było uznawane za »życie ludzkie«, »osobę ludzką«, »osobę« ani »nienarodzone życie«”; bo dopóki nie nastąpi jego zagnieżdżenie się w macicy, jest to jedynie „życie potencjalne”.

Nie czekając, aż legislatorzy dojdą do końca słownika, kliniki in vitro wdrażają plan awaryjny, który część z nich opracowała już wcześniej: zamrożone embriony są wysyłane do stanów, w których ich ewentualne zniszczenie nie jest „zabójstwem”.

Jednocześnie, po decyzji Alabamy, wiatru w żagle nabrały kolejne środowiska antyaborcyjne – aktywiści religijni w stanie Floryda już teraz wykorzystują wyrok w swoich postulatach zaostrzania przepisów o przerywaniu ciąży.

„Nie ustąpimy, dopóki nie przywrócimy gwarancji zawartych w Roe vs. Wade wszystkim kobietom we wszystkich stanach, na poziomie prawa federalnego”, napisał w swoim oświadczeniu Biden. Wygląda na to, że nie będzie to takie proste – nowa, biblijna wykładnia sądów zawłaszcza kolejne sfery życia Amerykanek, a rzeczywistość w południowych stanach coraz bardziej przypomina scenariusz „Opowieści Podręcznej”.

;

Udostępnij:

Małgorzata Tomczak

Socjolożka, kulturoznawczyni i dziennikarka freelance. Publikowała m.in. w "Gazecie Wyborczej", "Newsweeku" i "Balkan Insights". Na stałe mieszka w Madrycie.

Komentarze