Podwyżki dla nauczycieli znów "zje" inflacja. Czarne prognozy płacowe dla oświaty
Rok 2019 będzie kolejnym, w którym sytuacja materialna nauczycieli - a w zasadzie nauczycielek, bo 80 proc. pracowników oświaty to kobiety - się nie poprawi. Dla nich wzrost płac w "budżetówce" to abstrakcja. Młody nauczyciel na stażu wciąż nie może liczyć na więcej niż 1,7 tys. zł, a premią za lata pracy i edukacji są 2 tys. zł z małym okładem
W styczniu 2019 roku nauczyciele dostaną drugą transzę podwyżek obiecanych przez minister Annę Zalewską. Tak jak w ubiegłym roku ma to być 5 proc. w skali roku. Jednak znów nie wpłynie to znacząco na grubość nauczycielskich portfeli.
W projekcie ustawy budżetowej na rok 2019, przyjętej przez Radę Ministrów 21 sierpnia 2018, inflację na przyszły rok oszacowano na 2,3 proc. A to oznacza, że z 5 proc. podwyżki zostanie realnie 2,7 proc.
To i tak więcej niż w tym roku. Podwyżka w wysokości 5,35 proc.:
- została przyznana później – w kwietniu, a nie w styczniu, więc w skali roku wyniosła 4,01 proc.;
- większość tej kwoty pochłonęła inflacja, którą rząd w ustawie budżetowej na 2018 rok również oszacował na 2,3 proc.
- w części sfinansowali ją sami nauczyciele - MEN odebrał im bowiem dodatki (w tym najważniejszy dodatek mieszkaniowy, który pobierała 1/3 wszystkich nauczycieli - dokładnie 186 tys. osób), a także wydłużył ścieżkę awansu zawodowego, co opóźnia wskoczenie na wyższy próg płacowy.
Zjadanie podwyżek przez inflację to zjawisko symptomatyczne dla całego sektora gospodarki narodowej. Choć w czerwcu 2018 GUS ogłosił, że przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2017 roku wzrosło o 5,4 proc. - do kwoty 4 271,51 zł brutto, czyli nieco ponad 3 tys. zł na rękę - to dla pracowników budżetówki te liczby wciąż brzmią abstrakcyjnie.
Pierwszym powodem jest właśnie wysoka inflacja. Drugim - nieuwzględnienie struktury płac. 66 proc. pracowników zarabia bowiem mniej niż przeciętne wynagrodzenie.
Realnie "środkowe" wynagrodzenie wynosi ok. 2,5 tys. zł na rękę.
Jak się zarabia w oświacie?
Edukacja jest na szarym końcu w rankingu płac w poszczególnych sekcjach polskiej gospodarki. Z danych opublikowanych w czerwcu 2018 przez GUS wynika, że gorzej płaci się tylko:
- w opiece zdrowotnej i pomocy społecznej;
- działalności związanej z kulturą i rozrywką;
- pozostałej działalności usługowej.
GUS podaje, że średnie wynagrodzenie brutto dla nauczyciela to 4 tys. 259 zł. To kwota uwzględniająca wszystkie możliwe dodatki zapisane w Karcie Nauczyciela. Jednak pensja zasadnicza ("goła" - bez żadnych dodatków) jest znacząco niższa. Już po uwzględnieniu podwyżki w 2017 roku wynosi ona odpowiednio:
- dla nauczyciela stażysty z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym – 2 417 zł brutto,
- dla nauczyciela kontraktowego z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym – 2 487 zł brutto,
- dla nauczyciela mianowanego z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym – 2 824 zł brutto,
- dla nauczyciela dyplomowanego z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym – 3 317 zł brutto.
Stażyści zarabiają więc 57 proc. średniej w gospodarce narodowej, a ci na najwyższym stopniu nauczycielskiego awansu zawodowego – 74 proc.
Z raportu OECD "Education at Glance" z 2017 roku (pisaliśmy o nim tutaj) wynika, że nauczyciele zarabiają 85 proc. tego, co inni polscy pracownicy z wyższym wykształceniem. To mniej niż średnia dla krajów OECD i średnia państw członkowskich UE.
W procentach brzmi to źle, ale średnia kwota "na rękę" poraża.
Na konto stażysty co miesiąc wpływa 1750 zł netto, a nauczyciela na ostatnim stopniu awansu zawodowego po kilkunastoletnim stażu pracy - 2 377 zł netto.
To, że pensja zasadnicza (a nie średnia podawana przez GUS czy MEN) jest bliższa codzienności nauczycieli potwierdziła ich majowa akcja. Do mediów wysyłali screeny wyciągów ze swoich kont bankowych i opatrywali je komentarzem np.: "Jestem nauczycielem z 25-letnim stażem. Pracuję w liceum w Łodzi. Na rękę dostaję wypłatę 1600 zł. I jeszcze chce mi się pracować - kocham swoją pracę. Ale gdy będę miał lat np. 62 (po zabraniu przywileju emerytalnego) - czy nie będę wyglądał śmiesznie będąc nauczycielem w-f?"
Mówiąc o płacach warto podkreślić, że edukacja - obok opieki zdrowotnej i pomocy społecznej - to jeden z najbardziej sfeminizowanych sektorów. 79 proc. zatrudnionych to kobiety.
Być może potwierdza się to, o czym piszą ekspertki i eksperci od luki płacowej:
w czasach wzrostu gospodarczego wzrost płac jest „konsumowany” głównie przez mężczyzn, kobiety mają z niego bardzo niewiele.
Jesień goryczy, jesień protestów
Jesienią do protestów szykuje się większość pracowników "budżetówki". Największy nauczycielski związek zawodowy - ZNP - liczący 200 tys. członków, również wyjdzie na ulice. Choć na dziś nie ma mowy o strajku, to jak dowiedziało się OKO.press, prezydium ZNP 27 sierpnia zdecydowało, że 22 września dołączy do większej manifestacji OPZZ w Warszawie.
Również oświatowa "Solidarność" (80 tys. członków) - do tej pory przychylna minister Annie Zalewskiej - grozi jesiennymi protestami.
Przeczytaj także:
Sławomir Broniarz, prezes ZNP, mówi OKO.press:
"Nie ma dynamicznego rozwoju bez inwestycji w edukację. Propozycję wzrostu wynagrodzenia o 5 proc. przy tak wysokiej inflacji uznajemy za działanie antyedukacyjne i antyrozwojowe".
Prezes ZNP przyznaje jednak, że środowisko jest podzielone. Część nauczycieli chce po prostu spokoju. Za jego cenę są w stanie odpuścić protesty płacowe. Jednak w oświacie ciężko o spokój.
Sławomir Broniarz: "Od września pojawią się nowe regulaminy oceny pracy nauczycieli. Będą narzędziem dyscyplinowania kadry - bezpośrednio w rękach dyrektorów, a pośrednio - organów prowadzących, czyli kuratorów.
Od oceny zależy długość ścieżki awansu i wysokość uposażenia. Brak przejrzystych zasad tworzenia regulaminów doprowadzi do jeszcze większych tarć wśród samych nauczycieli, a także podporządkowania. Bo skąd wiadomo czy premiowany będzie profesjonalizm czy spolegliwość?".
Prezes ZNP uważa jednak, że duża część środowiska widzi pauperyzację zawodu nauczyciela i zamierza działać. "To my generujemy postęp w kraju. Wychowujemy i wspieramy tych, którzy mają budować milion samochodów elektrycznych z wizji premiera Mateusza Morawieckiego.
Dziś kierowca autobusu w Warszawie w pierwszym miesiącu pracy dostaje 3 tys. 300 zł pensji na rękę, a nauczyciel na stażu - 1 300. To stanowczo za mało".
Nie tylko nauczyciele uważają, że zarabiają za mało. W kwietniowym badaniu IPSOS dla OKO.press zapytaliśmy o to Polaków i Polki. Jako punkt odniesienia wybraliśmy średnią krajową.
Ponad połowa pytanych – 54 proc. – uznała, że nauczyciele powinni zarabiać powyżej tego pułapu. A to oznacza, że ponad połowa uważa, że dziś nauczyciel zarabia zdecydowanie za mało.

Komentarze