0:00
03 lutego 2022

Policjant o „Tęczowej Nocy": Otrzymaliśmy polecenie zatrzymania wszystkich oznakowanych barwami LGBT

Funkcjonariusz policji przed sądem potwierdził, że wydarzenia z 7 sierpnia 2020 roku na Krakowskim Przedmieściu były łapanką wymierzoną w społeczność LGBT. „Otrzymaliśmy polecenie zatrzymania wszystkich osób oznakowanych barwami LGBT, niezależnie od tego, w jaki sposób się zachowywali. Polecenie to traktowaliśmy jako rozkaz, który należy wykonać"

Wydrukuj

"Protest już dawno się skończył. Stałem z boku w grupce osób, rozmawialiśmy. Nagle podeszli do nas policjanci, złapali mnie pod ręce i nie puszczali. Myślałem, że może odprowadzą mnie na bok, żeby móc dalej wykonywać czynności. Ale nie, oni bez słowa wepchnęli mnie do radiowozu. Byłem przerażony" - tak Aleks Wentykier wspomina noc z 7 sierpnia 2020 roku.

O wydarzeniach znanych pod nazwą "Tęczowa Noc" mówiła wtedy cała Polska. Policja brutalnie spacyfikowała protest w obronie aktywistki Stop Bzdurom, Margot Szutowicz. Zatrzymano i przewieziono na komendy aż 48 osób. Wśród nich był Aleks.

Od początku świadkowie opowiadali o "łapance". Zatrzymywane miały być nie tylko osoby, które blokowały przejazd policyjnego samochodu, ale także ci, którzy wznosili hasła, trzymali transparenty, a nawet gapie i przechodnie. Te relacje potwierdził też wstrząsający raport Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur sporządzony przez pracowników biura RPO na podstawie rozmów z 33 z 48 zatrzymanych. Czytaliśmy w nim o eskalowaniu konfliktu przez policjantów, brutalności, odmawianiu praw zatrzymanym, a także celowych represjach wobec społeczności LGBT+.

Zatrzymać wszystkich oznaczonych barwami LGBT

Aleks postanowił zgłosić zażalenie na zatrzymanie. "Byłem przekonany, że moją jedyną przewiną była tęczowa maseczka na twarzy" - mówi OKO.press. Chłopak został zatrzymany na podstawie art. 254 kodeksu karnego. Policja zarzuciła mu udział w nielegalnym zbiegowisku, którego celem był "gwałtowny zamach na mienie lub życie".

"To absurdalne, bo mojego klienta nie było nawet miejscu. Na Krakowskie Przedmieście dotarł po godzinie 20:30, gdy cała wrzawa związana z aresztowaniem aktywistki dawno się skończyła. Aleks stał spokojnie, z boku, tylko przyglądał się wydarzeniom" - dodaje pełnomocnik chłopaka adw. Karol Wenus, współpracujący z kolektywem antyrepresyjnym "Szpila".

W postanowieniu uwzględniającym zażalenie adwokata, sąd, na podstawie zeznań funkcjonariusza, który zatrzymał Aleksa, stwierdził, że ten:

„zarówno w trakcie zdarzenia, jak i w toku zatrzymania zachowywał się spokojnie, grzecznie, nie awanturował się, nikogo nie popychał i nie szarpał".

Jako powód zatrzymania funkcjonariusz miał lakonicznie odpowiedzieć, że "taki miał rozkaz".

27 stycznia 2022 roku odbyła się ostatnia rozprawa, podczas której sąd miał zdecydować, czy zasądzić na rzecz Aleksa 10 tys. zł zadośćuczynienia z tytułu niesłusznego zatrzymania. Gdy adwokat dopytywał funkcjonariusza o powód interwencji, ten odpowiadał wymijająco. "W końcu przyznał, że nie było takiego, bo nie istniała obawa, że Aleks może się ukryć lub uciec. Ale chłopak stał w grupce osób z tęczowymi barwami i został zatrzymany. Tyle" - mówi adw. Karol Wenus.

Temat drążył jednak prokurator.

"Otrzymaliśmy polecenie zatrzymania wszystkich osób oznakowanych barwami LGBT, niezależnie od tego, w jaki sposób się zachowywali. Polecenie to traktowaliśmy jako rozkaz, który należy wykonać"

— odpowiedział funkcjonariusz. Pytany o zachowanie grupy osób, w której stał Aleks stwierdził: "Nie pamiętam, czy wznosił jakieś okrzyki, hasła. Pamiętam, że te osoby były oznaczone barwami LGBT".

Oto cała wypowiedź umieszczona w aktach sprawy: "Podczas akcji mój dowódca wydał polecenie, aby zatrzymać osoby, które brały udział. Był tam m.in. wnioskodawca. Zatrzymywaliśmy wszystkich na polecenie dowódcy i pan został zatrzymany. Nie wiem dlaczego takie polecenie zostało wydane.

Kojarzę tę osobę. Z tego co pamiętam, razem z kilkoma innymi osobami wnioskodawca stał pod pomnikiem Kopernika. Nie pamiętam, czy wznosił jakieś okrzyki, hasła. Pamiętam, że te osoby były oznaczone barwami LGBT.

Otrzymaliśmy polecenie zatrzymania wszystkich osób oznakowanych barwami LGBT, niezależnie od tego, w jaki sposób się zachowywali. Polecenie to traktowaliśmy jako rozkaz, który należy wykonać."

Sąd przychylił się w całości do wniosku o zadośćuczynienie. Uznał, że zatrzymanie było niesłuszne, przeprowadzone w sposób nieprawidłowy i zasądził na rzecz Aleksa 10 tys. zł.

„Byłem wściekły, że straciliśmy prawo do protestowania"

To nie jedyne rozstrzygnięcie, w którym sądy przyznały, że 7 sierpnia 2020 roku policja przekroczyła swoje uprawnienia, a jej działania były bezzasadne. Ale pierwszy raz funkcjonariusz zeznał, że tego dnia padł rozkaz, by wyłapywać z tłumu konkretne osoby. Takie, które mają tęczowe emblematy.

„To skandaliczne. Pamiętam, że tuż po zatrzymaniu byłem wściekły. Nie mogłem zrozumieć, co takiego się stało, że przestaliśmy mieć możliwość wychodzenia na ulice i pokojowego protestowania" - mówi Aleks.

I dodaje: "Nigdy wcześniej nie czułem się tak bezradny. Problemem nie było tylko samo zatrzymanie, ale też to, jak traktowali mnie funkcjonariusze. Przez długi czas nie pozwolili iść do toalety, nie wydali leków, które przyjmuję. Przez kilkanaście godzin pobytu w areszcie dostałem jeden kubek herbaty".

Problemem była też transpłciowość Aleksa. Chłopak w dokumentach ma neutralne imię, ale jego płeć oznaczona jest jako żeńska. "Policjant wparował mi do celi i zaczął wypytywać, czy »zamierzam zmienić płeć«, i »jak miałem wcześniej na imię«. Gdy nie chciałem podać osobistych informacji, zaczął naciskać. Mówił kąśliwie: »Na pewno mi nie powiesz? Jestem ciekawy«" — opowiada Aleks.

Chłopak nie cieszy się jeszcze w pełni z wyroku. "Dobrze, że jeszcze sądy uznają, że mam jakieś prawa. Wciąż jednak prokuratora może złożyć apelację. Będę w pełni szczęśliwy, gdy wyrok będzie prawomocny".

Aleks nie mieszka już w Polsce. Niedługo po wydarzeniach wyjechał na studia do Wielkiej Brytanii.

W innych postępowaniach zażaleniowych sądy wskazywały nie tylko na brutalność, czy zupełny brak podstaw do interwencji, ale też na szersze okoliczności protestu z 7 sierpnia.

„Działań tych nie sposób oderwać od aktualnej sytuacji w kraju, niedawnych wypowiedzi przedstawicieli władzy wykonawczej i ustawodawczej, godzących w owe prawa, budzących nieraz gwałtowne i radykalne w formie reakcje społeczne, w których protestujący – korzystając z wolności słowa - domagają się poszanowania praw człowieka” - to fragment orzeczenia Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia.

Za to prokuratura do tej pory postawiła zarzuty zaledwie pięciu z 48 zatrzymanych wówczas osób. Wszystkim zarzuca czynny udziału w zbiegowisku, którego celem był gwałtowny zamach na osobę lub mienie (art. 254 kodeksu karnego). Niektórzy są ścigani też za czynną napaść na funkcjonariusza policji, inni - za uszkodzenia mienia.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne