0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
08 lutego 2022

Polityka UE winna podwyżkom cen prądu? Jak polskie elektrownie i rząd manipulują nami wszystkimi

Kto jest winien podwyżkom cen energii? Według rządowej narracji - zła Unia Europejska. A w rzeczywistości winny jest sam rząd, który za wszelką cenę broni węgla, a transformację energetyczną traktuje jak fanaberię polityków z Brukseli

Wydrukuj

Banery z żarówką, której część stanowi flaga UE, wiszą już w całej Polsce. Jeśli ktoś nie widział ich w mieście, mógł trafić na podobną grafikę w reklamach internetowych. Obok żarówki umieszczono napis, że unijna polityka klimatyczna odpowiada za 60 proc. kosztów produkcji energii. Czyli - jak może to odczytać przeciętny odbiorca energii - za nasze wyższe rachunki.

Edukacja w wykonaniu spółek energetycznych

To część kampanii Polskich Elektrowni - inicjatywy "edukacyjnej" największych polskich wytwórców energii: Tauron Wytwarzanie, Enea Wytwarzanie, Enea Połaniec, PGE GiEK oraz PGNiG Termika, którzy jednocześnie są członkami powołanego w latach 90. Towarzystwa Gospodarczego Polskie Elektrownie.

"Edukacyjność" kampanii ma polegać na wyjaśnieniu, skąd tegoroczne podwyżki cen energii. Urząd Regulacji Energetyki wyliczył, że w 2022 roku średni wzrost rachunku statystycznego gospodarstwa domowego wyniesie ok. 24 proc. w stosunku do roku 2021. To wzrost o ok. 21 złotych netto miesięcznie. Chodzi o odbiorców, którzy wybrali najpopularniejszą taryfę G11. "G" oznacza gospodarstwa domowe, "1" to moc, której nie można przekroczyć (40 kilowatów), a druga jedynka to liczba stref. Przy taryfie jednostrefowej koszt energii jest stały, niezależnie od większego zużycia w dzień i mniejszego w nocy.

Elektrownie winę za podwyżki zrzucają na Unię Europejską. "Dzisiaj nadal ok. 70 proc. energii elektrycznej wytwarzanej w Polsce pochodzi z konwencjonalnych elektrowni węglowych, które ze względu na Unijną Politykę Klimatyczną kupują uprawnienia do emisji CO2. W ciągu ostatniego roku cena uprawnień do emisji CO2 drastycznie wzrosła" - piszą na swojej stronie internetowej.

Rzeczywistość - jak to często bywa - nie jest tak prosta.

Opłata klimatyczna Unii Europejskiej to aż 60% kosztów produkcji energii. Polityka klimatyczna UE = Droga energia, wysokie ceny.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Argument o pogrążającej polskich odbiorów polityce unijnej jest zresztą w stałym repertuarze przedstawicieli rządu - mówili o tym m.in. premier Mateusz Morawiecki i minister aktywów państwowych Jacek Sasin.

Zbigniew Ziobro proponował nawet rezygnację z systemu EU ETS. Jak wyjaśnialiśmy w OKO.press, byłoby to możliwe tylko, gdyby Polska wycofała się z członkostwa w Unii.

Maile do klientów

Pod koniec roku 2021 i na początku 2022 narracja dotycząca winy UE stała się bardziej konkretna - wtedy spółki energetyczne uznały, że polityka klimatyczna ma odpowiadać za ok. 60 proc. kosztów naszych rachunków. Rozesłano nawet specjalne wiadomości do wszystkich odbiorców energii elektrycznej.

Tauron i PGE Obrót w swoich mailach prezentują żarówkę, a na niej wyliczenia:

  • 59 proc. ceny energii to koszt uprawnień do emisji CO2, wynikający z Polityki Klimatycznej Unii Europejskiej,
  • 25 proc. koszty pozostałe,
  • 8 proc. koszty obowiązków OZE i efektywności energetycznej, wynikające z Polityki Klimatycznej Unii Europejskiej,
  • 6 proc. koszty własne,
  • a po 1 proc. - marża i akcyza.
Screen z maila, jaki Tauron rozesłał do odbiorców energii elektrycznej w styczniu 2022

Narrację podchwyciła oczywiście rządowa TVP Info. Na przykład już w grudniu w porannym programie #Jedziemy prowadzący Michał Rachoń wyliczał, że Unia odpowiada za aż 67 proc. kosztów energii (co zgadza się z grafiką rozsyłaną przez PGE i Tauron). Tuż przed Bożym Narodzeniem w TVP Info można było zobaczyć grafikę stworzoną przez Polski Komitet Energii Elektrycznej, zrzeszający największe firmy energetyczne w naszym kraju. A na niej dokładnie takie same wyliczenia, jak w styczniowych mailach Taurona.

Machina manipulacji ruszyła. A jak jest naprawdę?

Zyski z EU ETS

System EU ETS, choć skomplikowany, opiera się na prostej zasadzie: kto emituje, ten płaci. Obejmuje najbardziej emisyjne przedsiębiorstwa: m.in. elektrownie, rafinerie, huty stali. W sumie to ponad 11 tys. elektrowni i fabryk w 27 państwach UE, a także Islandii, Liechtensteinie i Norwegii.

W zamierzeniu system ma zachęcić najbardziej emisyjne sektory do korzystania z zielonych alternatyw energii wytwarzanej z węgla czy gazu i zwiększenia efektywności energetycznej. Uprawnienia do emisji kupuje się na giełdach energii lub dostaje zupełnie za darmo. Jeśli państwo ma ich w nadmiarze, może je sprzedać.

Liczba takich uprawnień co roku się zmniejsza. Jeśli obniżanie emisji nie nadąża za malejącą liczbą uprawnień, ceny EU ETS rosną. A nie nadąża, co jest związane m.in. z odwilżą po pandemicznym lockdownie i większym zapotrzebowaniem na energię. 4 lutego 2022 za tonę emisji CO2 trzeba było zapłacić ponad 96 euro. Dokładnie rok wcześniej było to 37 euro.

Źródło: Ember-Climate

Polska na handlu uprawnieniami zyskuje. Według informacji Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBiZE) Polska w 2021 roku sprzedała ponad 105 milionów certyfikatów przyznanych nam przez Unię. Przełożyło się to na około 25,5 miliarda złotych zysku. KOBiZE wylicza również, że w latach 2013-2021 Polska na handlu EU ETS zarobiła 13,496 mld euro. To ponad 61 mld złotych.

Działanie systemu wyjaśnialiśmy szczegółowo w OKO.press:

Źródło: Forum Energii

60 czy 20 procent?

Ceny EU ETS rzeczywiście są jedną ze składowych, wpływających na wysokość rachunków, ale w znacznie mniejszym stopniu, niż podają Polskie Elektrownie.

Polska Zielona Sieć wylicza, że opłata klimatyczna UE stanowi 20-30 proc. kosztów produkcji energii. Do kampanii Polskich Elektrowni odniosła się również Komisja Europejska. W tweecie z 3 lutego czytamy:

„Polityka UE nie jest odpowiedzialna za 60 proc. rachunków za energię. Europejski system opłat za emisję gazów cieplarnianych odpowiada za ok. 20 proc. rachunków za energię. Pieniądze z tych aukcji pozostają w Polsce".

Eksperci Forum Energii rozłożyli na części pierwsze przykładowy rachunek za energię, który wynosi w sumie 149,85 zł. Ponad połowa tej kwoty to "koszt energii elektrycznej". Składają się na niego dwa elementy - paliwo oraz kwota za uprawnienia do emisji CO2.

W wyliczeniu Forum Energii koszt emisji CO2 wynosi 33,89 zł - czyli około 23, a nie 60. proc., całego rachunku, jak sugerowały maile od Taurona i PGE.

Druga składowa - koszt paliwa - jest droższa i wynosi 48,05 zł.

Co się składa na rachunek

Za jedną trzecią wysokości rachunku odpowiadają opłaty dystrybucyjne – głównie za korzystanie z sieci, ale również opłata kogeneracyjna (kogeneracja jest procesem, który pozwala w elektrociepłowniach jednocześnie wytwarzać energię elektryczną oraz ciepło) lub OZE.

Nowym składnikiem ceny jest opłata mocowa, płacona elektrowniom za to, że są w systemie. W tym przykładowym rozliczeniu z Forum Energii wynosiłaby 9,46 zł, czyli ponad 6 proc. całego rachunku.

Ostatnimi składowymi rachunku są obciążenia podatkowe – dotychczas było to 23 proc. podatku VAT i akcyza w wysokości 5 zł/MWh.

W ramach tzw. tarczy inflacyjnej rząd zniósł akcyzę, a VAT obniżył do 5 proc. Zerowa akcyza będzie obowiązywać do końca maja 2022, a niższy VAT do końca lipca. Rząd mógł pozwolić sobie na wprowadzenie tarczy dzięki rosnącym wpływom z EU ETS (!).
Źródło: Forum Energii

Dlaczego rachunki rosną?

"Za obecny wzrost cen energii elektrycznej odpowiada szereg czynników: zwiększone zapotrzebowanie na energię, rosnące koszty zakupu surowców energetycznych (głównie gazu) i uprawnień do emisji CO2, a także wzrost marży wytwórców" - czytamy w raporcie Forum Energii.

Szczegółowo wyjaśnia to także raport Macieja Bukowskiego z think tanku Wise Europa. "Niektórzy z komentatorów zaczęli mówić o »zielonej inflacji«, przypisując znakomitą część obserwowanych wzrostów cen nie rynkom surowcowym, a polityce energetyczno-klimatycznej UE, a także wieszcząc dalsze nasilenie problemu w związku z realizacją pakietu Fit for 55" - czytamy.

Tymczasem w ocenie eksperta na wysokie ceny energii, a więc i wzrost rachunków polskich odbiorców, składają się:

  • Duża dynamika cen energii pierwotnej (ropa naftowa, węgiel, gaz ziemny) oraz finalnej (elektryczność i ciepło). Między październikiem 2020 a październikiem 2021 ropa naftowa zdrożała dwukrotnie, a węgiel i gaz ponad trzykrotnie;
  • Zwiększony popyt na energię;
  • Powrót konsumpcji i mobilności do poziomów sprzed pandemii, który spowodował większe zapotrzebowanie na paliwa i energię. Wiele państw zaczęło zwiększać zapasy rezerw strategicznych, przez co światowy popyt na wszystkie surowce wzrósł do poziomu większego niż przed pandemii;
  • Zwiększenie podaży surowców jest ograniczone - na przeszkodzie stoi infrastruktura wydobywcza (szyby naftowe, gazowe, kopalnie itp.) i transportowa (tankowce, gazowce, rurociągi itp.);
  • Szybkie kurczenie się polskich zapasów węgla. W 2021 nie tylko sami wykorzystywaliśmy rezerwy węgla, ale również wysyłaliśmy je za granicę. "Jeśli wysokie ceny węgla na rynkach światowych utrzymają się przez wiele miesięcy eksport węgla zacznie przerzucać się na koszty jego zakupu także dla polskich firm energetycznych, a tym samym także na ceny na krajowym rynku hurtowym energii elektrycznej" - czytamy w raporcie.

Pożegnanie z węglem

Eksperci z Forum Energii zwracają uwagę na to, że polityka klimatyczna w UE jest realizowana od 2005 roku, a na forum ONZ - od 1992 roku. Jeśli więc Polska wcześniej zaczęłaby transformację energetyczną, dziś nie potrzebowalibyśmy dużej liczby uprawnień do emisji CO2.

Tymczasem węgiel kamienny i brunatny odpowiadają mniej więcej za 70 proc. produkcji energii. Na przełomie stycznia i lutego 2022 ta wartość nieco spadła dzięki silnym wiatrom napędzającym elektrownie wiatrowe.

W weekend 29-30 stycznia wiatraki wyprodukowały 238,2 GWh energii elektrycznej, czyli niemal 35 proc. dziennej produkcji energii elektrycznej netto.

7 lutego, według danych think-tanku Instrat, wiatraki produkowały ok. 25 proc. polskiej energii.

Mogłyby produkować jeszcze więcej, gdyby nie ustawa 10H, która praktycznie zablokowała rozwój elektrowni wiatrowych w Polsce.

A to właśnie inwestycja w wiatraki i inne odnawialne źródła energii byłaby sposobem na ustabilizowanie się rachunków za prąd. "Przez wiele lat ceny energii utrzymywały się na względnie niskim poziomie. Krajowa energetyka unikała trudnych decyzji inwestycyjnych, koszt emisji dwutlenku węgla był nieduży. Czerpaliśmy korzyści z eksploatacji starych elektrowni węglowych, choć wiadomo, że bez inwestycji i modernizacji każda branża traci konkurencyjność"- czytamy w opinii Forum Energii.

„Tylko nowoczesna, konkurencyjna i niskoemisyjna energetyka pomoże Polsce ograniczyć koszty energii. Brak transformacji, a nie polityka klimatyczna będzie windować ceny energii".

Będzie skarga do UOKiK

Kampanię dezinformacyjną polskich spółek energetycznych nie tylko demaskują eksperci. Może się ona stać przedmiotem postępowania w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Fundacja prawnicza Frank Bold złożyła zawiadomienie do prezesa UOKiK o podejrzeniu stosowania praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów przez Tauron.

Chodzi o wspomniane już wiadomości z wyliczeniem, co i w jakim stopniu składa się na wysokość rachunków.

"Tauron wskazuje, że za większość naszych rosnących rachunków za energię odpowiada wyłącznie unijna polityka klimatyczna. Jest to informacja nierzetelna i niepełna. Wykorzystuje ograniczoną wiedzę konsumentów na temat funkcjonowania systemu uprawnień do emisji" - komentuje Bartosz Kwiatkowski, dyrektor Frank Bold w Polsce. "EU ETS to system specjalistyczny, którego niezrozumienie wykazują nawet czołowi politycy zasiadający w rządzie. Tauron wykorzystuje niewiedzę na jego temat, by nie wskazać faktycznych przyczyn ponoszenia kosztów związanych z drożejącym prądem. A spora ich część leży po stronie spółki i jej decyzji" - dodaje.

Prąd EKO jednak nie taki „eko"

Prawnicy zaznaczają, że taka dezinformująca wiadomość trafiła do 5 mln gospodarstw domowych w Polsce. Zwracają również uwagę na to, że maile od Taurona były zatytułowane jako "obowiązek informacyjny w zakresie rozwiązań tarczy antyinflacyjnej". Zdaniem prawników spółka – podając informację jako narzuconą przez ustawę – w sposób "nieuzasadniony korzysta z autorytetu Państwa oraz legitymizuje cenę sprzedawanej przez siebie energii elektrycznej, zniechęcając konsumentów do poszukiwania innych sprzedawców dostępnych na rynku".

"Przeciętny konsument może odnieść wrażenie, że koszt uprawnień do emisji to rodzaj podatku nałożonego na odbiorców energii. Podczas gdy odzwierciedlają one raczej decyzje producenta energii, który wiedział przecież, że te uprawnienia będą drożały i nadejdzie moment, w którym przez trwanie przy węglu będzie produkował bardzo drogo, a mimo to nie dążył dostatecznie szybko do zwiększania produkcji z odnawialnych źródeł energii"

- mówi Bartosz Kwiatkowski. Dodaje: "Swoistym kuriozum jest zresztą to, że informację o ponoszeniu kosztów uprawnień do emisji Tauron przekazał także klientom korzystającym z usługi »Prąd EKO«, którzy kupują energię certyfikowaną jako pochodzącą w 100 proc. z OZE. Tymczasem instalacje OZE nie emitują CO2 i jako takie nie są obciążone tymi kosztami".

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne