Polska testuje jak Chile, Turcja, Panama. To nie jest europejski poziom. Prymusi w Słowenii i Litwie
OKO.press przedstawia ranking testów na SARS-CoV-2. W UE Polska jest samym końcu razem z Rumunią, wskaźnik 1,9 tys. testów na milion jest 3-4 razy niższy niż europejska norma (w Czechach - 7,5 tys. Litwie 8,7 tys., Austrii 12 tys.). Argument Szumowskiego, że mamy mały odsetek pozytywnych testów, nie powinien uspakajać. Zwłaszcza że także tutaj są lepsi
Porównanie liczby testów na obecność koronawirusa SARS-CoV-2 w Polsce, Unii Europejskiej i poza Europą, które jest przedmiotem tej analizy, potwierdza niestety obawy dotyczące programu diagnozowania wirusa w naszym kraju.
Od pierwszego przypadku COVID-19 w Polsce 4 marca 2020 roku, OKO.press zwraca uwagę na nieprzygotowanie opieki medycznej do testowania; gotowe były tylko 4 laboratoria, a próbka pierwszego pacjenta (już wyzdrowiał), jechała z Wrocławia do Warszawy.
Rządowi zabrakło refleksu, liczba zakażonych we Włoszech już 29 lutego przekroczyła 1000 i było jasne, że pandemia dotarła do Europy. Kilkakrotnie potem alarmowaliśmy, że testów jest za mało.
Przeczytaj także:
Od kilku dni opinia publiczna burzy się, że nie jest testowany personel medyczny, zwłaszcza po ujawnieniu przez GiS 2 marca, że aż 17 proc. wszystkich zakażonych to lekarze, pielęgniarki, ratownicy, salowe itp.
Szumowski zapowiada więcej testów, ucieka przed krytyką
W odpowiedzi na krytykę rząd łagodzi swoje stanowisko. Na konferencji 4 kwietnia minister Łukasz Szumowski informował, że szpitale będą mogły "od teraz" zamawiać testy dla personelu i pacjentów, a NFZ będzie je refundował (zarządzenie NFZ - tutaj). Nie wiadomo czemu tak późno podjęto tak prostą decyzję.
Minister Szumowski podkreślał jednocześnie, że testów wykonano już 72 901, a w ostatniej dobie rekordową liczbę 5,9 tys. 4 kwietnia twitter ministerstwa informował o zakupie dodatkowych 300 tys. testów. Szumowski wymieniał inne liczby: "testujemy ok. 6 tys. na dobę, możliwości są znacznie większe, w laboratoriach jest już 150 tys. zestawów, kolejne 500 tys. jest już zakontraktowane, w sumie zakontraktowane mamy blisko 800 tys. testów genetycznych".
Nie wiadomo zatem, ile tych testów jest, ile zakupiono, a ile zakontraktowano, ale liczby mają robić wrażenie. Jak mówi minister: "Te wszystkie dane mówią, że chcemy, żeby jak najwięcej, jak najszybciej testować".
Trzeba porównywać z innymi krajami biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców
Aby odpowiedzieć na pytanie, czy testów jest dość czy za mało, warto porównać liczbę wykonanych próbek z tym, co robią inne kraje.
Od 4 kwietnia portal worldometer podaje aktualizowaną liczbę testów na obecność koronawirusa SARS-CoV-2, jaką od początku pandemii wykonuje ok. 135 krajów świata (ok. 80 nie podaje tej liczby, w tym Chiny). Pozwala to ocenić stan testowania w Polsce na szerszym tle.
Na ogół operuje się w takich porównaniach liczbami bezwzględnymi. Zachwyt wzbudza np. prawie milion testów, jakie zrobiły Niemcy (918,5 tys.), nie biorąc pod uwagę, że jest to kraj z 83 mln mieszkańców. Na tym tle wynik Szwajcarii - 145 tys. testów wygląda blado, ale mieszka w niej prawie 10 razy mniej ludzi. Podobnie 1,7 mln testów w USA niekoniecznie oznacza lepszy poziom badania populacji niż 318 tys. testów w Kanadzie, wręcz przeciwnie - jest on dwukrotnie gorszy.
Wzrost testów, jaki obserwujemy w Polsce oznacza postęp, ale wzrost następuje w prawie wszystkich krajach.
W Unii Europejskiej Polska i Rumunia na samym końcu
Poziom testowania w Polsce warto odnieść przede wszystkim do 27 krajów UE. Okazuje się, że według danych z 5 kwietnia godz. 11:00
pod względem liczby testów na milion mieszkańców Polska jest druga od końca - o włos - przed Rumunią.
Na wykresie przedstawiamy wyniki 26 krajów UE; pominęliśmy górujący nad wszystkimi Luksemburg - 36 412 testów na milion, by uzyskać wyraźniejszy obraz różnic:
Jak widać, na czele jest pięć krajów małych: półmilionowe Luksemburg (pominięty) i Malta, milionowa Estonia i dwumilionowa Słowenia. To wynik tego, że operacja testowania w małym kraju jest łatwiejsza do przeprowadzenia, np. łatwiej kupić mniejsza liczbę odczynników.
Na końcu stawki jest Polska tuż przed Rumunią (o 50 testów na milion).
Przed nami - z niewielką przewagą - Węgry i Grecja, i wyraźniejszą Bułgaria, Chorwacja i Słowacja. Krytykowana za małą liczbę testów Francja robi ich o 80 proc. więcej niż my (w liczbach bezwzględnych 224 tys. do 73 tys.).
Przewaga innych krajów UE nad Polską jest już duża:
- dwukrotna (Szwecja),
- 2,5-krotna (Holandia, Finlandia),
- trzykrotna (Belgia, Irlandia),
- czterokrotna (Czechy, Hiszpania, Dania),
- 4,5-krotna (Portugalia, Cypr, Litwa),
- ponad pięciokrotna (Włochy, Niemcy, Łotwa),
- sześciokrotna (Austria),
- siedmiokrotna (Słowenia),
- ośmiokrotna (Estonia).
Mniej testują kraje byłego bloku sowieckiego, ale republiki bałtyckie i Czechy potrafią dorównać zachodniej Europie. Uderza dobry wynik uboższych krajów jak Portugalia czy Słowenia.
Z innych krajów europejskich wysoko wypada pięciomilionowa Norwegia (aż 19,5 tys. testów na milion) oraz ciężko dotknięta przez epidemię Szwajcaria (17,7 tys.). Zaskakująco dużo testów zrobiono w Białorusi - 3,4 tys. (1,8 raza więcej niż u nas), w Rosji - 4,4 tys. i Azerbejdżanie - 3,5 tys.
Dużo testów robią w Izraelu (10,4 tys. na milion mieszkańców). Więcej niż w Polsce - w ciężko dotkniętym epidemią Iranie (2,2 tys.).
Polska wśród znacznie biedniejszych krajów świata
Polska razem z Rumunią znalazła się poniżej takich krajów jak: Chile (2543 testów na milion mieszkańców), Północna Macedonia (2326 testów), na takim samym poziomie jak Turcja (1913), Czarnogóra (1899 testów), nieco przed Panamą (1700). Robimy tylko o 25 proc. więcej testów niż Malezja (1532) i o 45 proc. więcej niż Armenia (1348) czy Liban (1322).
W Polsce tylko 5 proc. pozytywnych testów, we Francji 40 proc.
Minister Szumowski tłumacząc się 4 kwietnia z małej liczby testów (choć tak tego nie nazywał) stwierdził, że
Jak popatrzymy na cyfry, to u nas jest ok. 5 proc. dodatnich wyników w całej puli testów, a w innych krajach od 7,5 proc. w Izraelu, 6 proc. w Czechach, a we Francji i Wlk. Brytanii nawet 20 proc. Jak na ilość zakażonych robi się u nas tych testów dość du
Powołując się na liczby minister popełnił jeden błąd. Nie doszacował Francji, a akurat ten wynik powinien zapamiętać, bo jest szokująco wysoki. W sobotę 5 kwietnia o godz. 11:00 odsetki pozytywnych wyników wśród wszystkich wykonanych do tej pory testów wynosiły w:
- Polsce - 5,2 proc.;
- Czechach - 5,6 proc.;
- Izraelu - 8,9 proc.;
- Wielkiej Brytanii - 22,9 proc.;
- Francji - 40,1 proc; czyli znacznie więcej niż podał minister Szumowski.
Oznacza to, że tylko jeden na 19 wykonanych testów w Polsce (i jeden na 18 w Czechach) wykrywa zakażona osobę, a we Francji aż 40 proc. testów "trafia". Inaczej mówiąc pięć testów wykrywa we Francji dwie zakażone osoby.
To szokująca liczba. Ale w Wielkiej Brytanii też wskaźnik jest wysoki: jeden test na cztery (23 proc.) daje wynik pozytywny. Na poziomie Francji jest jeszcze Hiszpania - 35 proc.
Polska na tle. Naśladujmy Słowenię i Litwę
Na poniższym wykresie wybraliśmy 16 krajów przedstawiając dwie liczby: wykonanych od początku epidemii testów (kolor zielony) i oficjalnie wykrytych przypadków zarażenia wirusem (czerwony), obie dane na milion mieszkańców.
Ilustruje on miejsce Polski - wśród uboższych pozaeuropejskich krajów, które robią testów mniej niż państwa UE, nawet te zupełnie niezamożne, o czym była mowa wcześniej.
Ale interesujące jest też zróżnicowanie "dodatnich testów", czy odsetka prób, które - statystycznie - pozwalają "namierzyć" jedną zakażona osobę. Okazuje się Polska ze swoim 5,2 proc. nie jest na czele, przed nami są:
- Słowenia - 3,5 proc.;
- Litwa - 3,4 proc. i
- Bułgaria - 3,2 proc.
Te trzy kraje robią zatem aż 29-30 testów, by wykryć jedna zakażoną osobę.
W przypadku Bułgarii może to wynikać z wczesnej fazy epidemii (522 przypadki, co daje 77 zakażeń na milion mieszkańców, czyli mniej niż w Polsce - 102), ale Litwa ma na trzy razy więcej zakażeń na milion niż my (298), a Słowenia - pięć razy więcej (480). Można zatem uznać, że trzy kraje stosują politykę testowania na dużą skalę, szukają znacznie szerzej niż w Polsce i tym samym wykrywają więcej osób zakażonych mimo niskiej "celności" testów.
Podobnie zapobiegliwe jak Polska (5,3 proc.) są Czechy (5,6 proc.), nieco tylko mniej Chile (8,6 proc.) i Północna Macedonia (9,8 proc.). Portugalia, Niemcy i Szwajcaria mają podobny wskaźnik (10-13 proc.), przy czym dwa bogatsze kraje należą do czołówki zakażeń na milion: Szwajcaria (2369 zakażeń) jest 4 kwietnia druga za Hiszpanią, a Niemcy (1147) szóste jeszcze za Włochami, Belgią i Francją (nie brałem tu pod uwagę kilku maleńkich krajów jak Lichtenstein, Andora czy Islandia).
Panama i Armenia mają odsetek podobny do Brytyjczyków - 25 i 21 proc. Włosi (20 proc.) zaczęli robić więcej testów niż na początku, gdy wirus uderzył w połowie lutego w ich nieprzygotowane państwo.
Zastraszająco wysokie wskaźnik poza Francją (40,1 proc.), o której już była mowa, ma Hiszpania (34 proc.).
Jak widać, ocena poziomu testowania zależy od tego, z kim się porównujemy. Na tle krajów, które epidemia zadławiła (Hiszpania, Francja, Włochy) wypadamy dobrze (dużo testów), ale są bardziej od nas zapobiegliwe kraje.
Dlaczego Polska ma mały odsetek pozytywnych testów? 2 hipotezy
Jak już pisaliśmy w OKO.press, na początku epidemii celność testów była w Polsce jeszcze mniejsza i trzeba było zrobić aż 42 próbki, by wykryć zakażonego człowieka. Teraz ta liczba spadła do 19 i - jak widzieliśmy - na tle większości krajów wciąż jest niska.
Mały odsetek pozytywnych testów może wynikać z dwóch powodów:
- próbki wykonuje się niewłaściwym osobom, system nie wychwytuje naprawdę zagrożonych;
- zarażonych jest wciąż względnie mało i dlatego trudniej ich znaleźć.
Zapewne zachodzą oba przypadki jednocześnie. Do tej pory:
- nie wykonywano testów przebywającym na kwarantannie osobom z poważnym podejrzeniem kontaktu z osobą zakażoną (dopóki nie wystąpiły poważne objawy).
Testów nie robiono, bo system nie byłby w stanie temu podołać. Osób na kwarantannie jest 5 kwietnia 2020 170 tys., ale ich liczba w tajemniczy sposób się zmniejszyła: 30 marca ministerstwo zdrowia podawało, że 172 tys. osób trafiło na kwarantannę po powrocie z zagranicy, a 106,5 tys. jest zamkniętych po kontakcie z zakażonym w kraju (razem 278,5 tys.). 31 marca podano już tylko ogólna liczbę osób na kwarantannie - 172 tys.;
- nie wykonywano też testów personelowi medycznemu. Nawet w przypadku kontaktu z osobą zakażoną odsyłano lekarzy i pielęgniarki na kwarantannę (były wyjątki, ale system działał tak).
Gorsza, czyli lepsza część Europy?
Z drugiej strony, można mieć nadzieję, że Polska jest w tej części Europy, do której koronawirus dociera później, a może nawet uderza z mniejszym impetem. Do pewnego stopnia może to być wynik polityki państwa ograniczającej kontakty społeczne we wcześniejszej fazie epidemii.
Działać tu może czynnik kulturowy, czyli mniejsza mobilność społeczeństw Europy Środkowo-Wschodniej: mniejszy transfer wirusa z zagranicy, a w kraju niższy bazowy poziom kontaktów społecznych, mniejsza aktywność towarzyska (zwłaszcza w porównaniu z krajami Południa), kulturalna, sportowa (porównajcie, ile osób przychodzi na mecze), wciąż utrzymujący się styl domowo-rodzinnego spędzania wolnego czasu. Polacy i Polki cechują się się też mniejszym niż na Zachodzie zaangażowaniem obywatelskim (poza protestami od czasu do czasu), rzadszą przynależnością do organizacji społecznych i generalnie mniejszym zaufaniem do innych ludzi.
To wszystko daleko idące hipotezy, ale być może sieć kontaktów międzyludzkich jest - bazowo, w normalnych czasach - mniej gęsta niż w zamożnych krajach starej Unii.
Ale niezależnie od tego, jaka jest realna skala zakażeń w Polsce i jakie są jej uwarunkowania, jedno jest oczywiste: im więcej testów, tym lepiej. Testy pozwalają lepiej tropić wirusa, szybciej i skuteczniej ograniczać kontakty osób zakażonych, a osobom tylko podejrzanym o zakażenie ograniczają niepotrzebny stres.
Jak pisaliśmy w OKO.press, sukces Korei w walce z koronawirusem był wynikiem połączenia restrykcji nałożonych na kontakty społeczne i szerokiej akcji testowania w poszukiwaniu osób, które zakażają innych.

Komentarze