Platforma X nie tylko pozwala na dezinformację, ale za nią płaci. Jej narzędzie wychwalało Hitlera i wciąż pozwala na generowanie seksualnie sugestywnych zdjęć konkretnych osób, w tym małoletnich, bez ich zgody. Polscy politycy i instytucje nadal ją wspierają – swoją obecnością, a często i finansowo. Co musiałoby się stać, by przestali?
Mimo zapewnień operatora platformy X (dawniej znanej jako Twitter), zintegrowanego z nią narzędzia Grok nadal da się używać do generowania roznegliżowanych zdjęć i filmików w oparciu o zdjęcia prawdziwych osób, bez ich zgody. „Na dzień 20. stycznia Grok nadal może być używany do generowania seksualnie sugestywnych obrazków konkretnych osób” – pisze w swoim raporcie organizacja AI Forensics.
Spytałem kancelarię Prezydenta RP, kancelarię Premiera RP, kancelarię Senatu, kancelarię Sejmu oraz Ministerstwo Cyfryzacji o to, czy znają sprawę, czy ich oficjalne konta są płatne, oraz czy zamierzają z toksycznej platformy zrezygnować. Odpowiedziały mi Ministerstwo Cyfryzacji i kancelaria Senatu. Konta są płatne. Sprawę znają.
Mimo to nie zamierzają z X rezygnować.
Raport AI Forensics jest przygnębiającą lekturą. Wynika z niego, że w okresie między 25. grudnia 2025 r. a 1. stycznia 2026 r. (a więc przed zmianami wprowadzonymi przez operatora platformy w odpowiedzi na ostrą krytykę) ponad połowa z dwudziestu tysięcy wygenerowanych przez narzędzie Grok obrazków, które przeanalizowała organizacja, przedstawiała roznegliżowane osoby. Kobiety stanowiły 80 procent z nich. Dwa procent wygenerowanych obrazków przedstawiało osoby małoletnie, w tym dzieci poniżej 5. roku życia. Sześć procent – osoby publiczne.
Dalej czytamy:
95% odniesień do Groka było w odpowiedziach na wpisy innych osób. Osoby korzystające z X wykorzystują to narzędzie jako broń przeciwko kobietom, poprzez generowanie zdjęć ofiar zmanipulowanych tak, były seksualnie sugestywne, bez ich zgody. 83% kont wykorzystujących w ten sposób Groka należało do mężczyzn. Co ważne, osoby korzystające nie musiały obchodzić żadnych zabezpieczeń. Narzędzie generowało te obrazki w odpowiedzi na proste, bezpośrednie instrukcje.
Po 9. stycznia 2026 r. X ograniczył możliwość generowania obrazków do kont uiszczających opłatę za korzystanie z platformy. Przed tą zmianą, konta zweryfikowane [a więc płatne – przyp. M.W.] odpowiadały za 22% wygenerowanych obrazków; po niej odpowiadały w zasadzie za wszystkie. X zmonetyzował to ograniczenie, zamiast usunąć tę funkcjonalność. (Pogrubienie moje)
X miał problem z seksualizowanymi deepfake'ami, w tym polskich polityczek, już w 2023 r. Nie było wtedy jeszcze możliwości generowania takich treści bezpośrednio na portalu. Operator społecznościówki nie widział w tym problemu. Wręcz przeciwnie – najwyraźniej potraktował to jako pomysł na biznes.
„Ta funkcjonalność” to tak zwany „tryb ostry” (ang. „spicy mode”) – udostępniony przez firmę Elona Muska w zeszłe wakacje. Nie jest to błąd, nie jest to przypadek – a celowo, z rozmysłem dodana funkcja, powiązana z nową usługą Grok Imagine, dającą możliwość generowania jeszcze bardziej niecenzuralnych treści.
Przy czym sama niecenzuralność nie jest tu problemem. Erotyka była elementem kultury od zawsze, i jej elementem zawsze będzie. Istnieje przepaść pomiędzy materiałem erotycznym stworzonym przy świadomej zgodzie osób w nim przedstawionych, a seksualnie nacechowanymi, lub wprost seksualnymi, treściami audiowizualnymi – oraz treściami w inny sposób upokarzającymi osoby w nich przedstawione – generowanymi na bazie wizerunków konkretnych osób bez ich zgody. To nie pornografia, to przemoc.
Kobiety są dwadzieścia siedem razy bardziej narażone na przemoc i nękanie w internecie. Ma to realne skutki: wiele z nich wycofuje się z debaty publicznej online. Samo w sobie jest to formą cenzury, dotykającą połowy społeczeństwa. Narzędzie Grok dolało benzyny do tego pożaru.
A mimo to polscy politycy i polityczki, oraz instytucje, którym przewodzą, najwyraźniej wciąż czują się na X komfortowo.
Platforma Elona Muska przekraczała wydawać by się mogło nieprzekraczalne granice już wielokrotnie.
Niemal od razu po przejęciu Twittera przez amerykańskiego oligarchę (i zmianie jego nazwy na „X”) zdemontowany został system moderacji, otwierając platformę na hejt i ułatwiając szerzenie dezinformacji. Mało tego, firma nie tylko z dezinformacją nie walczy, ale wręcz za nią płaci i ją promuje!
Elon Musk otwarcie wspiera ruchy faszystowskie. W zeszłym roku na publicznym wydarzeniu związanym z inauguracją Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych otwarcie i bez zażenowania wykonał gest hitlerowskiego pozdrowienia. Timothy Snyder, amerykański historyk specjalizujący się m.in. w tematyce Holokaustu, nazwał go „zagrożeniem dla wolnego świata.”
Po zintegrowaniu z platformą X narzędzia Grok, opartego o tak zwaną sztuczną inteligencję, okazało się, że ma ono mocno prawicowe skrzywienie. Mówiąc delikatnie. Wychwalało Adolfa Hitlera, w pewnym momencie nazwało siebie MechaHitlerem. W zeszłym roku minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski sugerował nawet zablokowanie narzędzia w Polsce – w odpowiedzi na inwektywy generowane przez Groka wobec polskich polityków. Parę miesięcy temu narzędzie generowało wpisy negujące Holokaust.
Na tak zarządzanej platformie konta mają polskie instytucje publiczne najwyższego szczebla. Niemal dwa tygodnie temu (13. stycznia) wysłałem maila z prośbą o komentarz do pięciu z nich – kancelarii Prezydenta, kancelarii Premiera, kancelarii Senatu, kancelarii Sejmu, oraz Ministerstwa Cyfryzacji. Pytałem o to, czy sprawę znają, czy płacą za konta instytucji na X/Twitterze, oraz czy zamierzają te konta zamknąć.
Zawarłem również te same pytania do osób stojących na czele tych instytucji – prezydenta Karola Nawrockiego, premiera Donalda Tuska, marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, marszałek senatu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.
Wszystkie te instytucje i wszystkie te osoby mają konta na portalu Elona Muska. Od czasu zadania przeze mnie pytań wszystkie te konta (zarówno instytucji, jak i konkretnych osób) opublikowały szereg wpisów – czasem kilka dziennie. Jednak czas na odpowiedź na moje pytania znalazły tylko dwie instytucje: kancelaria Senatu oraz Ministerstwo Cyfryzacji. Przytaczam je w pełni na końcu tego artykułu, wraz z pełną treścią moich pytań.
Obie odpowiedzi, które uzyskałem, powołują się na popularność toksycznej usługi. Odpowiedź kancelarii Senatu podkreśla, że „z platformy X korzystają instytucje publiczne nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.” I dodaje:
„Jednocześnie zapewniamy, że przy korzystaniu z profili społecznościowych, zachowujemy najwyższe standardy i nie korzystamy z funkcjonalności, łamiących zasady prawa i etyki”.
Ministerstwo Cyfryzacji zaznacza, że „X pozostaje wciąż popularnym kanałem komunikacji dla wielu użytkowników w Polsce i zasadne jest przekazywanie na tym portalu istotnych informacji o działaniach MC, w tym także tych związanych z samą działalnością portalu.”
I nieco dalej w mejlu:
„Rezygnacja z publikowania ważnych informacji dla użytkowników portalu X nie była dotychczas rozważana. Jednak w przypadku, kiedy działania platformy będą w notoryczny sposób ignorować obowiązujące prawo lub udostępniać możliwość generowania treści nieakceptowalnych dla użytkowników nie można wykluczyć takiego kroku”.
Obie instytucje korzystają z płatnego konta, opłata wynosi 300PLN rocznie.
Podobne odpowiedzi uzyskał na swoje pytania – zadane znacznie większej liczbie instytucji – Oliwier Jaszczyszyn z portalu Kontrabanda. Spytałem go, co sądzi o tych odpowiedziach.
„Według mnie te usprawiedliwienia są w najlepszym wypadku bardzo wątpliwe etycznie, a w najgorszym cichym przyzwoleniem na te działania. Tutaj mówimy o zdecydowanie poważniejszej sytuacji – czyli generowania roznegliżowanych zdjęć na żądanie, niezależnie od wieku” – napisał w odpowiedzi.
„Uważam, że organy państwowe powinny przemyśleć co najmniej ograniczenie częstotliwości publikacji nie tylko na platformie X, ale w ogóle w platformach społecznościowych – i skupić się przede wszystkim na publikacji ważnych informacji dla nas wszystkich na stronach internetowych.”
Jak pokazuje kampania LeaveX, polityczki i politycy są w stanie podjąć decyzję o zamknięciu konta na społecznościówce Elona Muska. Decyzję taką potrafią również podjąć całe partie polityczne, jak Partia Zielonych z Irlandii Północnej.
Media społecznościowe – zwłaszcza te kontrolowane przez jednego operatora, jak X – różnią się tym od innych narzędzi, że to, kto jest na nich obecny, kto z nich korzysta, ma ogromne znaczenie.
To, czy marszałek Senatu czy minister cyfryzacji używa takiej czy innej marki samochodu może oczywiście daną markę nieco wypromować, ale samo w sobie nie wpływa zasadniczo na użyteczność samochodów innych marek. W przypadku społecznościówek, to, z kim możemy się przez daną usługę skontaktować, a z kim nie, kogo możemy śledzić, a kogo nie, ma znaczenie absolutnie fundamentalne. Platforma, na której marszałek Senatu czy minister cyfryzacji są obecni, jest z punktu widzenia innych osób korzystających znacznie bardziej użyteczna, niż platforma, na której ich nie ma.
Samą swoją obecnością na toksycznej społecznościówce amerykańskiego oligarchy polskie instytucje, polityczki i politycy tę platformę w bardzo konkretnym sensie wspierają i legitymizują.
Ta ich obecność powoduje, że innym osobom korzystającym trudniej podjąć decyzję o jej opuszczeniu. Publikując treści istotne dla obywatelek i obywateli wyłącznie na tej platformie (wielu informacji udostępnionych na przykład na profilu premiera Tuska próżno szukać na oficjalnej stronie premier.gov.pl) skłaniają kolejne osoby do dołączenia. Nie tylko promując, ale wypełniając platformę Muska treścią niedostępną nigdzie indziej. Normalizują też kontrowersyjne decyzje operatora platformy i zachowania jej właściciela.
Ponoszą więc w istotnym sensie za to odpowiedzialność, przynajmniej moralną.
Decydenci z upodobaniem korzystają z argumentu bezpieczeństwa dzieci, gdy proponują szerokie regulacje rozmontowujące nasze prawa, na przykład prawo do prywatności czy tajemnicy korespondencji, i dające służbom dodatkowe uprawnienia. Nie zliczę, ile razy z taką argumentacją się spotkałem na przestrzeni dwóch dekad aktywności w obszarze praw cyfrowych.
W przypadku Groka i X/Twittera, najprostszym działaniem, które każda osoba słusznie zbulwersowana tym, co się na tej platformie dzieje, może podjąć jest po prostu przestać na niej publikować. Możemy podjąć tę decyzję sami, w minutę. Jeśli taką decyzję podejmą w swoim imieniu, i imieniu instytucji, którą reprezentują, osoby na eksponowanych stanowiskach, będzie ona miała znacznie większą wagę i realnie pomoże innym uwolnić się z szantażu społecznościowego, który nas tam trzyma.
Chciałbym więc publicznie postawić pytanie, jak dokładnie zdaniem pani Marszałek Senatu wyglądają te „najwyższe standardy” w odniesieniu do wspierania swoją obecnością platformy, która bez mrugnięcia okiem zarabia na generowaniu materiałów przemocowych, w tym z wizerunkami dzieci poniżej 5. roku życia? Konkretnych dzieci, na bazie konkretnych zdjęć, wykorzystanych bez niczyjej zgody.
Ministrowi Cyfryzacji chciałbym publicznie zadać pytanie, co dokładnie oznacza udostępnianie „w notoryczny sposób” możliwości generowania nieakceptowalnych treści, jeśli ta możliwość jest udostępniana od miesięcy, a zamiast ją wyłączyć po ostrej krytyce, na początku stycznia portal X zrobił z niej de facto usługę premium?
Zaś politykom, którzy w natłoku postowania na platformie pełnej hejtu przez prawie dwa tygodnie nie znaleźli czasu na odpowiedź na moje pytania – Prezydentowi RP, Premierowi, oraz Marszałkowi Sejmu – chciałbym publicznie zadać pytanie o to, czy ich zdaniem zgoda na regulamin korzystania z usług amerykańskiej platformy jest warunkiem koniecznym możliwości skorzystania z konstytucyjnego prawa do informacji?
Jakie są granice przyzwoitości dla polskich instytucji i polskich polityków i polityczek w kontekście platform, z których korzystają, i które swoją obecnością wymiernie wspierają? Czy jakieś są? Co musiałby X/Twitter lub jego właściciel Elon Musk jeszcze zrobić, by ich obecność tam przestała być ich zdaniem akceptowalna?
Ostatecznie jeżeli popularność platformy miałaby tu być kluczowym argumentem, czemu polskie instytucje nie otworzą kont na portalach erotycznych? Są przecież niezmiernie popularne! Znajdą się takie, na których treści są tworzone przy świadomej zgodzie zaangażowanych w to osób, w odróżnieniu od X. I nie ma tam czatbotów wychwalających Adolfa Hitlera.
Szanowni Państwo,
nazywam się Michał „rysiek” Woźniak, piszę tekst dla OKO.press na temat Groka i generowanych przez ten system seksualnie sugestywnych treści przedstawiających młode dziewczęta i dzieci, oraz treści przedstawiające akty przemocy, w tym seksualnej.
Kontekst znajdą Państwo np. tutaj: Euronews i tutaj: „The Guardian".
Moją stronę autora OKO.press możecie Państwo znaleźć tu: Autor Michał „rysiek” Woźniak
Chciałbym prosić o odniesienie się do kilku pytań na ten temat:
Panie Redaktorze,
sprawa jest znana Ministrowi i nie tylko – tego typu działania były i są przez niego piętnowane publicznie, jako ostrzeżenie związane z tym, w jakim kierunku może rozwijać się sztuczna inteligencja i jak może być wykorzystywana.
Ministerstwo Cyfryzacji pozostaje w bieżącym kontakcie z Komisją Europejską, która prowadzi postępowanie dotyczące tego typu działań na platformie X na gruncie rozporządzenia Digital Services Act. Polska implementacja rozporządzenia została w ostatnich tygodniach zawetowana przez Prezydenta RP, jednak obecnie trwają prace nad złożeniem kolejnej wersji ustawy, która umożliwiałaby realizację na gruncie prawa krajowego przepisów DSA.
Konto MC na portalu X jest kontem płatnym, z uwagi na konieczność udostępniania treści bez ograniczenia liczby znaków. X pozostaje wciąż popularnym kanałem komunikacji dla wielu użytkowników w Polsce i zasadne jest przekazywanie na tym portalu istotnych informacji o działaniach MC, w tym także tych związanych z samą działalnością portalu. Opłata to około 300 zł rocznie.
Minister Krzysztof Gawkowski ma konto na portalu X i wykorzystuje je do przekazywania informacji skierowanych do użytkowników platformy. Minister uiszcza opłatę na indywidualne konto prywatnie: około 300 zł rocznie.
Rezygnacja z publikowania ważnych informacji dla użytkowników portalu X nie była dotychczas rozważana. Jednak w przypadku, kiedy działania platformy będą w notoryczny sposób ignorować obowiązujące prawo lub udostępniać możliwość generowania treści nieakceptowalnych dla użytkowników nie można wykluczyć takiego kroku, podobnie jak nie można wykluczyć rozpoczęcia działań, których finalnym efektem będzie zakończenie możliwość korzystania z portalu X na terytorium RP.
Z wyrazami szacunku Biuro Komunikacji Ministerstwo Cyfryzacji
Szanowny Panie Redaktorze,
Media społecznościowe, takie jak X czy Facebook, służą Senatowi RP do informowania społeczeństwa o działalności Izby Wyższej, w tym pracach legislacyjnych, aktualnych wydarzeniach, inicjatywach itd. Z platformy X korzystają instytucje publiczne nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.
Działania Senatu w mediach społecznościowych są zgodne z obowiązującym prawem, podlegają także regulaminom oraz wewnętrznym regulacjom używanych platform. Jednocześnie zapewniamy, że przy korzystaniu z profili społecznościowych, zachowujemy najwyższe standardy i nie korzystamy z funkcjonalności, łamiących zasady prawa i etyki.
Marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska posiada konto na X/Twitterze od stycznia 2014 roku. Konto nie ma wersji premium i nie korzysta z żadnych dodatkowych funkcjonalności. Marszałek Senatu stoi na stanowisku, że należy wzmacniać bezpieczeństwo w internecie, chroniąc – zwłaszcza najmłodszych użytkowników – przed szkodliwymi treściami. Temu miała służyć m.in. ustawa wprowadzająca do polskiego porządku prawnego europejski Akt o usługach cyfrowych zawetowana przez Prezydenta RP Karola Nawrockiego.
Konto @PolskiSenat na platformie X posiada wersję premium, za którą uiszczana jest opłata w wysokości 300 zł za rok.
Pozdrawiamy Centrum Informacyjne Senatu Dział Komunikacji Społecznej
Specjalista ds. bezpieczeństwa informacji, administrator sieci i aktywista w zakresie praw cyfrowych. Studiował filozofię, był członkiem Rady ds. Cyfryzacji, jest współzałożycielem warszawskiego Hackerspace’a. Pracował jako Dyrektor ds. Bezpieczeństwa Informacji w OCCRP – The Organised Crime and Corruption Reporting Project, konsorcjum ośrodków śledczych, mediów i dziennikarzy działających w Europie Wschodniej, na Kaukazie, w Azji Środkowej i Ameryce Środkowej. Współpracuje z szeregiem organizacji pozarządowych zajmujących się prawami cyfrowymi w kraju i za granicą. Współautor „Net Neutrality Compendium” oraz “Katalogu Kompetencji Medialnych”.
Specjalista ds. bezpieczeństwa informacji, administrator sieci i aktywista w zakresie praw cyfrowych. Studiował filozofię, był członkiem Rady ds. Cyfryzacji, jest współzałożycielem warszawskiego Hackerspace’a. Pracował jako Dyrektor ds. Bezpieczeństwa Informacji w OCCRP – The Organised Crime and Corruption Reporting Project, konsorcjum ośrodków śledczych, mediów i dziennikarzy działających w Europie Wschodniej, na Kaukazie, w Azji Środkowej i Ameryce Środkowej. Współpracuje z szeregiem organizacji pozarządowych zajmujących się prawami cyfrowymi w kraju i za granicą. Współautor „Net Neutrality Compendium” oraz “Katalogu Kompetencji Medialnych”.
Komentarze