"Polskich polityków, którzy obrażają rząd Polski, powinno się pozbawić pełnienia funkcji publicznych, w skrajnych przypadkach powinni trafić do więzienia" - mówi Jarosław Porwich, poseł Kukiz'15. Nie przeszkadza mu, że takie zwyczaje panują wyłącznie państwach o ustroju autorytarnym lub totalitarnym. To nie jedyny dziwny pomysł nacjonalisty z klubu Kukiza

Jarosław Porwich skomentował w ten sposób wywiad, jakiego Borys Budka, wiceszef Platformy Obywatelskiej, udzielił niemieckiej gazecie „Die Zeit”. ”Unia Europejska musi pokazać bezwzględność, ale jednocześnie dać do zrozumienia, że nie jest ona skierowana przeciwko Polakom, tylko przeciwko rządowi” – mówił Budka. Dodał przy tym, że „jest ostatnią osobą, która chciałaby sankcji, bo sankcje dotkną przede wszystkim Polaków”.

Wypowiedź Budki wywołała poruszenie nawet w PO – dwaj senatorowie tej partii publicznie odcięli się od jego słów. Jednak prawdziwy festiwal oburzenia urządziły PiS i Kukiz’15. „To go dyskwalifikuje jako Polaka!” – mówiła europosłanka PiS Jadwiga Wiśniewska, nie zważając na fakt, że przy okazji wykluczyła z grona Polaków obecnego prezydenta, który w 2014 roku na forum parlamentu europejskiego powątpiewał, czy w Polsce wciąż jest demokracja. „Nie rozumiem takiego podejścia polityka, który jest opłacany przez polskie państwo i polskich podatników – komentował Wojciech Skurkiewicz z PiS.



Politycy Kukiz’15 jak zwykle powtórzyli narrację PiS na temat „totalnej opozycji”. We własnym stylu. “Taki człowiek powinien przede wszystkim się zastanowić nad tym, czy jego nie uwiera, że ma polskie obywatelstwo” – mówił w TVP Paweł Grabowski. Słowa Porwicha o wsadzaniu do więzienia za obrażanie rządu były właściwie logicznym podsumowaniem dyskusji zawodowych patriotów.

Aszchabad-Warszawa, wspólna sprawa

Słowa Jarosława Porwicha – jeśli w ogóle potraktować je poważnie, a nie jak nieodpowiedzialne dywagacje – jako przedstawiciela ruchu, który chce ulepszyć polską demokrację, brzmią dziwnie. Podobne praktyki mają bowiem miejsce wyłącznie w krajach, którym bardzo daleko do demokracji. Przykłady?

  • Chiny. Zajmują piąte miejsce od końca w tegorocznym  rankingu opublikowanym przez Reporterów bez Granic, międzynarodową organizację monitorującą wolność mediów na świecie. Chiński prezydent, XI Jingping nazywany jest przez tę organizację „czołowym cenzorem i pogromcą prasy na świecie”. W Chinach więzionych jest ok. 100 dziennikarzy i blogerów. Jednak nie tylko oni muszą się liczyć z karą za krytykę władz. Rozmawianie na temat praw człowieka z zagranicznymi mediami jest niebezpieczne i niesie ze sobą ryzyko utraty pracy. Cenzura dotyka zwłaszcza pracowników uniwersytetów. Może zresztą poseł Porwich zaczerpnął swój pomysł wprost z Dalekiego Wschodu – jest bowiem członkiem Polsko-Chińskiej Grupy Parlamentarnej.
  • Arabia Saudyjska. 13 od końca w rankingu Reporterów bez Granic. Za krytykę władz w obcych mediach można trafić do więzienia. Taka kara spotkała m.in nauczyciela, który w 2012 roku w rozmowie z arabskim oddziałem BBC mówił o łamaniu w tym kraju praw człowieka  Znieważenie króla traktowane jest jak akt terroryzmu. Walka o prawa obywatelskie grozi wieloletnim więzieniem lub karą chłosty.
  • Turkmenistan, przedostatni na liście RbG. Kraj, w którym do więzienia można trafić już za samą rozmowę z obcokrajowcem, a co dopiero z przedstawicielem obcych mediów (wobec całkowitej kontroli władz nad życiem obywateli jest to i tak praktycznie niemożliwe). Sam sprzeciw wobec władz jest uznawany za zdradę. Nic dziwnego zatem, że Garbanguly Berdymuchammedow, nazywany ojcem protektorem, wygrał w lutym tego roku wybory prezydenckie uzyskując 98 proc. głosów przy 97-procentowej frekwencji.

Skoro już powołujemy się na ranking Reporterów bez Granic, warto wspomnieć, że Polska za rządów PiS spadła w nim z 18 na 54 miejsce. W październiku 2016 roku organizacja wezwała nawet Unię Europejską do nałożenia sankcji na Polskę, by zatrzymać postępujące ograniczanie swobody mediów. Karanie ludzi za „obrażanie” rządu w zachodnich mediach niechybnie sprawi, że znajdziemy się w drugiej setce rankingu w towarzystwie wspomnianych wyżej krajów.



Antyszczepionkowcy i nacjonaliści

Jarosław Porwich zabłysnął dotychczas głównie tropieniem niemieckich pieniędzy w Trybunale Konstytucyjnym, o czym pisaliśmy tutaj. Jest aktywnym posłem, często się wypowiada, zgłasza sporo interpelacji. Zajmuje się niemal wszystkim, od dopłat,  przechowalnictwa masła, sprawności fizycznej polskiego żołnierza, aż po troskę o porody siłami natury wśród polskich kobiet.

Niektóre z jego interpelacji są niewątpliwie godne uwagi, inne są wyrazem widocznego u niektórych działaczy Kukiz’15 braku krytycyzmu wobec teorii spiskowych. Porwich jest np. członkiem Parlamentarnego Zespołu ds. Bezpieczeństwa Programu Szczepień Ochronnych u Dzieci i Dorosłych, który przedstawia w Sejmie postulaty ruchu antyszczepionkowego. O tym ruchu pisaliśmy tutaj.

Porwich walczył też z germanizacją polskich dzieci na terenie gminy Nidzica i przypisywaniem Polsce odpowiedzialności za zagładę Żydów. Żydzi go chyba zresztą szczególnie interesują: „kiedy jakiś Polak otrzyma wyróżnienie z rąk Żydów?”, pytał przy okazji odznaczenia Szewacha Weissa przez Andrzeja Dudę. Jest członkiem Narodowo-Demokratycznego Zespołu Parlamentarnego, założonego przez Roberta Winnickego z Ruchu Narodowego. Na swoich profilach w mediach społecznościowych denerwuje się na antypolaków i „ideologię multi-kulti”.

Porwich jest zatem dość typowym przedstawicielem swojego ugrupowania. Nie wiadomo jednak, dlaczego ugrupowanie to wciąż jeszcze uchodzi za siłę niezależną i alternatywną zarówno wobec PiS jak i PO, a nie to, czym jest w istocie – kolejnym, być może nawet bardziej skrajnym niż PiS wcieleniem narodowo-konserwatywnej prawicy.

Analizę działań ruchu Kukiz’15 można przeczytać tu.


Abonament na wolność słowa!

lub

Przez przelew tradycyjny lub PayPal

Redaktor i dziennikarz OKO.press. Tłumacz literatury. Pisze o polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym