0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.plFot. Władysław Czula...

Poszukiwany czerwoną notą Interpolu Marcin Pióro, były szef Cinkciarz.pl, prowadził w USA normalne życie: dom pod Chicago, rodzina, firmy… Nie ukrywał się, ba, starał się nawet o obywatelstwo amerykańskie.

To frustrowało tysiące poszkodowanych w aferze skutkującej stratami rzędu prawie 200 mln zł. Przypomnijmy, klienci wpłacali pieniądze do internetowego kantoru Cinkciarz.pl i już nie mogli ich wypłacić ani odzyskać. Masowe skargi klientów na ten proceder zaczęły się w 2024 roku.

Ale wróćmy do sytuacji Marcina Pióro w USA. Jego sielanka skończyła się, gdy do USA uciekł Zbigniew Ziobro. Dziewięć dni później, 19 maja, były prezes Cinkciarz.pl został zatrzymany przez amerykańską policję w ramach procedury ekstradycyjnej, o czym poinformowała dziś (21 maja) rzecznik Prokuratury Regionalnej w Poznaniu prowadzącej sprawę Marcina Pióro.

Postępy w sprawie ściganego od lipca 2025 szefa Cinkciarz.pl OKO.press sprawdzało, od kiedy tylko został on objęty czerwoną notą Interpolu, czyli od października 2025. Już latem zeszłego roku jego klienci wytropili go w USA – pod Chicago. Jeden z poszkodowanych, który odwiedził Marcina Pióro w jego domu, dostał nawet... zakaz zbliżania się do niego.

Wielokrotnie próbowaliśmy się dowiedzieć w Prokuraturze Regionalnej w Poznaniu – ta prowadzi postępowanie w tej sprawie – jak to możliwe, że poszukiwany listem gończym multimilioner nie został dotąd zatrzymany w Stanach Zjednoczonych. Prokuratura przez miesiące nie odpowiadała na pytania dotyczące postępów w procedurze ścigania Marcina P.

To zmieniło się dopiero w ubiegłym tygodniu, gdy schronienie w USA znalazł kolejny ścigany z pierwszych stron gazet – Zbigniew Ziobro. Wtedy też zaczęliśmy pytać rządowe instytucje, czy władze Stanów Zjednoczonych blokują zatrzymanie byłego prezesa Cinkciarz.pl. Dopiero po tym zarówno Prokuratura Regionalna z Poznania, jak i Ministerstwo Sprawiedliwości odpowiedziały na nasze pytania.

Rzecznik PR twierdzi, iż OKO.press było jedynym medium, które interesowało się sprawą Marcina P. po ucieczce Ziobry do USA.

Przeczytaj także:

Ścigany powolutku

Wniosek o ekstradycję Marcina Pióro polska strona przekazała do Stanów Zjednoczonych jeszcze w sierpniu 2025.

12 maja 2026 roku rzeczniczka prasowa Prokuratury Regionalnej Anna Marszałek ujawniła OKO.press, że w USA „zakończono ocenę wniosku ekstradycyjnego i przekazano sprawę do Departamentu Stanu z wnioskiem o realizację”. Nie sprecyzowała, kiedy dokładnie to się stało. Rzeczniczka dementowała też, by jakiekolwiek państwo – w tym przypadku chodziło oczywiście o USA – odmawiało zatrzymania pana Pióro.

Ministerstwo sprawiedliwości wyjaśniało, dlaczego tak długo trwa ten proces. „Amerykanie nie stosują czerwonej noty Interpolu, tzn. nie zatrzymują na jej podstawie. Zatrzymanie może nastąpić po złożeniu oficjalnego wniosku o ekstradycje i tymczasowe aresztowanie” – czytamy w niepodpisanym przez nikogo mailu od resortu. Jeszcze 15 maja ministerstwo sprawiedliwości pisało nam, że Marcin Pióro nie został zatrzymany, a procedowanie wniosków w USA trwa miesiące, a nawet lata.

Marcin Pióro starał się o obywatelstwo amerykańskie (o tym dalej), dlatego pytaliśmy ministerstwo sprawiedliwości, czy je już uzyskał. Ministerstwo nie miało takich informacji. „Ale zgodnie z umową o ekstradycji między Polską a USA z czerwca 2006 roku posiadanie obywatelstwa nie jest przeszkodą do wydania ściganego” – zaznaczał resort.

Adwokat Paweł Grzebień z Kancelarii Prawnej Sobota Jachira z Wrocławia, która reprezentuje ponad 100 poszkodowanych przez firmę Cinkciarz.pl., tłumaczy, dlaczego procedura ekstradycji jest długotrwała. „Jedną z istotnych kwestii w takiej procedurze jest ocena zarzucanych przestępstw przez pryzmat zasady podwójnej karalności. Oznacza ona, że czyn stanowiący podstawę wniosku ekstradycyjnego musi być karalny zarówno według prawa polskiego, jak i amerykańskiego” – mówi mecenas Grzebień.

Do przeprowadzenia ekstradycji nawet po pozytywnym rozstrzygnięciu sądu potrzebna jest jeszcze w USA decyzja Sekretarza Stanu.

MS: Ta ekstradycja jest priorytetowa

Inną ścieżką ściągnięcia do Polski Marcina Pióro byłaby procedura deportacyjna. Ministerstwo sprawiedliwości ocenia, że jest to szybsza i prostsza opcja. „Deportacja stanowi wewnętrzny akt administracyjny pozostający w wyłącznej kompetencji państwa w zakresie jej wszczęcia, prowadzenia i wykonania. Oznacza to, że decyzja o zastosowaniu procedury deportacyjnej zamiast ekstradycyjnej należy do właściwych władz państwa dokonującego wydalenia, w tym przypadku władz amerykańskich” – czytam w mailu z resortu.

Zastosowania szybszej i prostszej procedury deportacyjnej polska prokuratura nie może jednak żądać od USA. Władze USA czasami same z siebie ją stosują. MS pisze, iż ostatnio deportowali w ten sposób do Polski podejrzanego, wobec którego wniosek o ekstradycje trafił do USA w ubiegłym roku. Czyli deportacja nastąpiła po kilku-kilkunastu miesiącach.

„Sprawa ekstradycji Marcina Pióro została omówiona w styczniu 2926 podczas polsko-amerykańskich konsultacji. Amerykanie wiedzą, że ta ekstradycja jest dla nas priorytetowa” – podkreśla Ministerstwo Sprawiedliwości.

185 mln strat, ponad 5 tys. pokrzywdzonych

Wg najnowszych danych Prokuratury Regionalnej, w aferze Cinkciarz.pl jest ponad 5 tysięcy osób pokrzywdzonych, a łączna szkoda przekracza 185 milionów złotych.

Poszkodowani w tej aferze to przekrój przez całe społeczeństwo. Są wśród nich zarówno osoby w młodym wieku, jak i starsi ciułacze. Przedsiębiorcy, którzy przewalutowali środki w ramach swojej działalności, frankowicze, którzy zamieniali złotówki na franki szwajcarskie, by spłacać kredyt, jak i turyści, którzy kupili walutę na zagraniczne wakacje. Wśród klientów kancelarii prawniczej Sobota Jachira, największy pechowiec stracił ok. 2 mln zł.

Poszkodowani od miesięcy donosili prawnikom, że Marcin Pióro luksusowo żyje sobie w USA. Na początku mieszkał w Trump International Hotel & Tower Chicago – luksusowym hotelu należącym do Donalda Trumpa, położonym nad Chicago River. Żona Marcina Pióro wrzucała na Instagramie zdjęcia z tego hotelu.

Potem Marcin Pióro kupił dom pod Chicago. Według jego byłych klientów zapłacił za tę nieruchomość 2.5 mln dolarów. Jego adres jest dość powszechnie znany na forach poszkodowanych – wymieniają się tam informacjami. Pokazują sobie zdjęcia tego domu, ekstrawagancką Teslę Cyber Truck, którą jeździ prawdopodobnie żona Marcina Pióro, szkołę jeździecką, w której uczy się jego córka itd.

„Wiem, że stara się o obywatelstwo USA. Nie wiemy, czy ma już status rezydenta” – ujawniał nam kilka dni przed zatrzymaniem Marcina Pióro mecenas Michał Kulczyński z Kancelarii Prawnej Sobota Jachira.

Poszkodowani pokazują też dokumenty firm, jakie założył Marcin P. w USA. W ubiegłym roku utworzył nie mniej niż dwie: w styczniu – XMR 1 LLC, a w maju – Guntech Capital LLC. Obie w Chicago.

„Z informacji AML (agencja przeciwdziałania praniu pieniędzy – red.) wynika, że zakładał spółki nie tylko w stanie Illinois, ale także w stanie Delaware oraz Oregon, gdzie przenoszono środki” – informuje mec. Kulczyński. Żona Marcina Pióro – Roxana – która przewija się w dokumentach założycielskich firm męża, miała także równolegle sama zakładać działalności gospodarcze w USA.

Radca Kulczyński zastanawia się: co się stało ze środkami z Cinkciarz.pl?

Rozgoryczeni

Nie on jeden. Jeden z poszkodowanych w aferze Cinkciarz.pl – pan Krzysztof, mieszkający w USA – w ubiegłym roku zdobył numer telefonu Marcina Pióro i zadzwonił do niego. Nagranie można znaleźć w internecie. Pióro był „arogancki”, twierdził, że to on jest prawdziwym poszkodowanym, stracił „2 miliardy” i nic nie będzie nikomu oddawał.

Trzy miesiące później, przy okazji swojej wizyty służbowej w Chicago, pan Krzysztof odwiedził Marcina Pióro w jego domu. W marcu opisała to „Gazeta Wyborcza Zielona Góra”. Rozmowa ponownie była nieprzyjemna.

Po niej pan Krzysztof dostał od policji zakaz zbliżania się do domu Marcina Pióro – tak relacjonowała „GW”.

„Jaka czerwona nota? Marcin Pióro jest znany zarówno służbom amerykańskim, jak i polskim. Nikt mu nie przeszkadza w swobodnej egzystencji w USA. Nie mogę zrozumieć, jak to możliwe, że pozostaje bezkarny w USA” – komentował pan Krzysztof. W aferze Cinkciarz.pl, pan Krzysztof stracił 178 tys. dolarów – miały być na dom w USA.

Bezkarność kłuła w oczy

„Nasi klienci oczekują postawienia przed wymiarem sprawiedliwości tych, którzy odpowiadają za tę sytuację – wyprowadzanie środków z Cinkciarz.pl i wykorzystywanie ich niezgodnie z przeznaczeniem” – dodaje Kulczyński. Dopiero na drugim miejscu wymieniają chęć odzyskania przynajmniej części straconych funduszy.

W październiku zeszłego 2025 roku kontaktowaliśmy się z Marcinem Pióro przez jego konto na LinkedIn, prosząc o rozmowę. Odmówił. Pytaliśmy, czy nie obawia się zatrzymania i ekstradycji? Nie odpowiedział. „Dlaczego nie chce pan bronić swojego imienia w wywiadzie?” – pytaliśmy. „Sąd międzynarodowy jest od tego” – odpisał.

W wypowiedziach publicznych Marcin Pióro powtarzał, że to on uważa się za poszkodowanego. Oskarżał KNF, że zabierając mu licencję, doprowadziła do upadłości jego firmę. Twierdził, że wytoczy proces państwu polskiemu. W sierpniu zeszłego roku oskarżał też prokuratorów prowadzących śledztwo, banki Pekao i mBank, a nawet… Google. Zapowiadał złożenie zawiadomień oraz skierowanie wniosków o uchylenie immunitetów urzędnikom państwowym.

Prokuratura Regionalna twierdziła, że to próba wywarcia wpływu na prokuratorów prowadzących postępowanie. Na swoim koncie na X oraz Facebooku Marcin Pióro ostatni raz publikował w listopadzie 2025. Od tego czasu przestał się już wypowiadać publicznie.

Cesarzowa Cinkciarza

Gorycz poszkodowanych podsycał też fakt, iż żona Marcina Pióro, Roxana, lubi się chwalić luksusowym życiem, jakie prowadzi. Jest córką znanego biznesmena z Zielonej Góry, który zginął w wypadku awionetki w 2021 roku.

Początkowo Roxana Pióro podróżowała po świecie, bo razem z mężem prowadzili również biuro podróży. Biuro przynosiło jednak straty. Gdy rozwinęły się social media, jako influencerka modowa i celebrytka zalewała swoje konto na Instagramie zdjęciami z ekskluzywnych hoteli, restauracji i innych eleganckich miejsc w różnych częściach świata.

„Żyje jak prawdziwa cesarzowa! Od przepychu aż bolą oczy” – pisał Shownews. Oceniał, iż bransoletki Bvlgari, jakie nosi „na co dzień”, warte są „setki tysięcy” złotych. „Bez cienia wstydu pokazuje w sieci, w jakich luksusach pławi się na co dzień. Same jej ubrania są warte majątek” dodawał portal, już po wybuchu afery Cinkciarz.pl.

W lipcu 2024 roku pani Roxana chwaliła się nagraniem z paryskiego Wersalu. „Coś wspaniałego. Sama w wielkiej sali lustrzanej na Wersalu. Dziękuje mężu za spełnienie takiego marzenia” – pisała. Inne jej wpisy pokazywały Lazurowe Wybrzeże, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kubę, Tajlandię, Chicago, Florydę, Miami...

30 lipca 2025 roku Roxana na swoim koncie na Facebooku, gdzie występuje pod pseudonimem, opublikowała ostatni, widoczny obecnie wpis – rękę z wyciągniętym, środkowym palcem.

Nie dodała żadnego komentarza.

Raczej nie był już potrzebny.

Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze