Polska wyśle wniosek do USA o ekstradycję Ziobry najwcześniej we wrześniu, bo sąd nie spieszy się z wydaniem ostatecznej decyzji o areszcie. Ucieczka byłego ministra do USA może pogorszyć relacje rządu z administracją Trumpa, która może wmieszać się w polskie wybory w 2027 roku.
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiadał w niedzielę 10 maja 2026 roku, że będzie szybki wniosek o ekstradycję z USA byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Uciekł on tam z Węgier przed groźbą wydania Polsce po zaprzysiężeniu nowego premiera Petera Magyara. Ziobro ucieka przed polskim wymiarem sprawiedliwości, bo unika tymczasowego aresztowania i zarzutów za aferę Funduszu Sprawiedliwości, które chce mu postawić Prokuratura Krajowa.
W poniedziałek 11 maja potwierdziło się to, co napisaliśmy w niedzielę w OKO.press. Nie będzie szybkiej ekstradycji Ziobry, bo to długotrwały proces.
Do złożenia wniosku o ekstradycję potrzebna jest poza tym ostateczna decyzja sądu o zgodzie na tymczasowe aresztowanie Ziobry. A takiej zgody nie ma.
Prokuratura Krajowa będzie przygotowywać wniosek o ekstradycję, ale potwierdziła, że złoży go dopiero po ostatecznej decyzji sądu. A ta zapadnie najwcześniej we wrześniu 2026 roku. Dopiero wtedy Sąd Okręgowy w Warszawie rozpozna odwołanie obrońców Ziobry od decyzji Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa z początku lutego 2026 roku (to ten sąd dał nieprawomocnie zgodę na areszt).
Samo przygotowanie wniosku też nie będzie szybkie. To, jak on ma wyglądać, reguluje polsko-amerykańska umowa o ekstradycji z 1996 roku. A dokładnie artykuł 9 tej umowy. We wniosku minister sprawiedliwości musi potwierdzić tożsamość Ziobry i jego miejsce pobytu w USA. Musi też przedstawić opis stanu faktycznego sprawy, powołać się na przepisy, które Ziobro miał złamać (ekstradycja jest dopuszczalna, gdy czyny popełnione w Polsce są też karane w USA). Do wniosku dołącza się też odpis postanowienia o tymczasowym aresztowaniu i informacje potwierdzające, że Ziobro byłby też ścigany w USA.
Strona amerykańska może zażądać też dowodów na winę Ziobry. Mówi o tym artykuł 13. Mogą to być zeznania świadków lub zabezpieczone dowody elektroniczne. Wszystko musi być przetłumaczone na język angielski przez tłumacza przysięgłego. Cała procedura potrwa więc tygodnie.
Polska będzie mogła też wystąpić o tymczasowe aresztowanie Ziobry, ale nie wiadomo z jakim skutkiem.
Decyzję w sprawie dopuszczalności ekstradycji będzie podejmował sąd federalny. Oceni m.in. stan zdrowia Ziobry i to, czy będzie miał sprawiedliwy proces w Polsce, czy nie jest ścigany z powodów politycznych.
I tu może być problem. Bo choć sprawa afery Funduszu Sprawiedliwości jest czysto kryminalna i dobrze udokumentowana, to Ziobro i jego obrońcy twierdzą, że to sprawa polityczna. I zapewne w sądzie federalnym będą przedstawić wszystkie wypowiedzi polityków rządzącej Koalicji, które w ich mniemaniu mają uwiarygodnić tę narrację.
Nie bez znaczenia jest też to, że Ziobro był ministrem sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym. Jest też wiceprezesem PiS. Obrona będzie podnosić, że jest ofiarą odwetu politycznego. I sąd federalny będzie to oceniał.
Jeśli sąd zgodziłby się na ekstradycję, to i tak ostatecznie decyzję podejmuje Departament Stanu, czyli władza polityczna. A dokładnie sekretarz stanu Marco Rubio.
Prokuratura i minister sprawiedliwości nie mogą więc się spieszyć z żadnymi ruchami w tej sprawie. Wniosek musi być bardzo dobrze przygotowany i udokumentowany, by ewentualna porażka przed amerykańskim sądem nie zmieniła się w ich kompromitację. Zwłaszcza że obrońcy polityka będą wykorzystywać wszystkie możliwości, by podważyć zasadność ścigania.
Ziobro wie, jak smakuje porażka przed amerykańskim sądem ws. ekstradycji. I wie, że amerykański sąd nie wydaje łatwo poszukiwanych. Przekonał się o tym na własnej skórze w 2007 roku, gdy był ministrem sprawiedliwości w rządzie PiS-LPR-Samoobrony. Polska starała się wtedy o wydanie polonijnego biznesmena Edwarda Mazura, którego prokuratura wiązała ze zleceniem zabójstwa byłego szefa policji Marka Papały.
Prokuratura podejrzewała Mazura o podżeganie do zabójstwa Papały. Ale Ziobro, który osobiście zabiegał w USA o ekstradycję biznesmena, zaliczył w sądzie spektakularną porażkę. Sędzia Arlander Keys z Chicago odrzucił wniosek o ekstradycję. Uznał, że opiera się on głównie na niewiarygodnych zeznaniach gangstera Artura Zirajewskiego. W 2014 roku polska prokuratura ostatecznie wycofała się ze ścigania Mazura.
Ziobro może więc liczyć, że teraz sąd lub władze amerykańskie dadzą mu podobną ochronę. I że spektakularną porażkę zaliczy teraz minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. To mógł być jeden z powodów wyboru USA na miejsce ucieczki z Węgier, których nowy premier zapowiedział szybkie wydanie go Polsce.
Jak Zbigniew Ziobro dostał się do USA i czy jest tam również drugi zbieg z Polski, były wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski, zbada teraz prokuratura. Będzie sprawdzać, kto pomógł Ziobrze w ucieczce. Jego polski paszport jest bowiem unieważniony, porusza się na tzw. paszporcie uchodźczym. W związku z tym ma być przesłuchany redaktor naczelny Telewizji Republika Tomasz Sakiewicz. O potencjalnej roli tej stacji piszemy dalej.
Są duże szanse, że sprawa ekstradycji nie skończy się szybko – proces ekstradycyjny Mazura trwał dwa lata. I Ziobro może przeczekać w USA, aż do polskich wyborów na jesieni w 2027 roku. I sam wróci do Polski, jeśli PiS powróci do władzy. I wtedy będzie mścił się na wszystkich, którzy próbowali go rozliczyć za aferę Funduszu Sprawiedliwości.
Ziobro mógł legalnie wjechać do USA, bo polskie państwo formalnie go nie ściga.
Do tej pory nie wydano za nim Europejskiego Nakazu Aresztowania, który obowiązuje na terenie UE. Sąd Okręgowy w Warszawie tego nie zrobił, bo czeka na rozpoznanie odwołania obrońców Ziobry od odmowy zawieszenia tego postępowania.
Obrońcy chcą jego zawieszenia, przekonując, że przed wydaniem ENA najpierw trzeba wydać ostateczną decyzję o areszcie. A tej nie ma. Obrońcy tak przeciągnęli kwestie formalne, że do dziś ich zażalenie od odmowy zawieszenia nie zostało rozpoznane. W efekcie wydanie ENA jest dziś bezprzedmiotowe.
Ale prokuratura i tak rozważa wniosek o wyłączenie sędzi Joanny Grabowskiej, która prowadzi sprawę ENA. Bo w oświadczeniu majątkowym wpisała jako współwłasność 102 akcje telewizji Republika. A teraz, gdy Ziobro został współpracownikiem tej stacji, jest to nowa okoliczność.
„Wyborcza” spekuluje, że Ziobro wyjechał z Węgier przez Serbię i odleciał samolotem z Belgradu albo został wywieziony transportem dyplomatycznym. By dostać się do USA, musiał jednak dostać wizę, bo ma tylko tzw. paszport uchodźczy. I ją dostał.
Jak podał Onet, była to wiza dziennikarska. I szybko okazało się, że Ziobro będzie teraz komentatorem politycznym prawicowej telewizji Republika. O tym, kto pomógł Ziobrze w załatwieniu wizy, piszemy dalej. Oznacza to też, że była zgoda, by Ziobrę wpuścić do Stanów Zjednoczonych. Według mediów miał osobiście o tym decydować prezydent Donald Trump.
Ziobro mógł legalnie wyjechać nawet przez Serbię, która nie jest członkiem UE, bo nie tylko w jego sprawie nie ma ENA, ale nie wystawiono tzw. czerwonej noty Interpolu. Umieszczenie Ziobry w międzynarodowej bazie poszukiwanych mogłoby skutkować zatrzymaniem go na granicy i umieszczeniem w areszcie ekstradycyjnym.
Czerwonej noty nie ma z dwóch powodów. Można ją wystawić tylko w przypadku, gdy decyzja o tymczasowym aresztowaniu jest prawomocna, a nie jest i nie wiadomo kiedy będzie. Jest też ryzyko, że Interpol odmówi wpisania noty, bo Ziobro nadal ma azyl polityczny na Węgrzech.
Z tego powodu w kwietniu 2025 roku Interpol odmówił czerwonej noty w sprawie Marcina Romanowskiego, który też przed zarzutami za aferę Funduszu Sprawiedliwości uciekł na Węgry i również dostał od rządu Orbána azyl polityczny. Interpol nie bada, czy wniosek o notę jest zasadny merytorycznie. Podchodzi do sprawy formalnie.
Bez wpisania do bazy poszukiwanych Interpolu polski list gończy zarówno za Ziobrą, jak i Romanowskim nie jest widoczny dla służb na całym świecie. Nie mogą więc oni być zatrzymani.
Ale może to się zmienić, jeśli nowy węgierski rząd Petera Magyara uchyli decyzję rządu Orbána o przyznaniu im azylu politycznego. Wtedy polska strona będzie mogła wysłać wnioski o czerwoną notę dla Ziobry i Romanowskiego. Z tym że najpierw sąd musi wydać ostateczną zgodę na aresztowanie byłego ministra sprawiedliwości.
Ucieczka Ziobry do USA może jednak namieszać na polskiej scenie politycznej. Ziobro nie wyjechałby tam bez zgody władz USA. Onet, „Wyborcza” i „Rzeczpospolita” pisały, że amerykański ambasador w Polsce Tom Rose początkowo wysyłał sygnały, że Ziobro nie dostanie wizy.
Miało to się zmienić po przegranej w wyborach na Węgrzech Wiktora Orbána, który był człowiekiem prezydenta Donalda Trumpa w UE. Pomagał mu ją rozgrywać od środka i rozbijać. Węgry były dla wspierającego Trumpa ruchu MAGA swoistym laboratorium prawicowej kontrrewolucji.
Po przegranej Orbána amerykański prezydent nie ma wielu sojuszników w UE. Niemiecka AfD jest asertywna wobec Amerykanów. Premier Włoch Giorgia Meloni w ostatnim czasie wchodziła w słowne utarczki z Trumpem, który oskarżył ją o zdradę. Trump nie może też liczyć na liderkę Frontu Narodowego we Francji Marine Le Pen.
Jak pisała „Wyborcza”, Trump postanowił więc postawić na PiS i na prezydenta Karola Nawrockiego, którego poparł w wyborach prezydenckich i przy każdej okazji podkreśla, że pomógł mu je wygrać. I dlatego zgodził się na wpuszczenie Ziobry do USA.
Według Onetu i „Wyborczej” zabiegać o to mieli politycy PiS Adam Bielan i Jacek Kurski oraz Telewizja Republika, która ma swoje dojścia do otoczenia Trumpa.
Jeśli prezydent USA postawił na PiS, to oznacza, że będzie w opozycji do rządu Tuska. I kluczowy może być 2027 rok, bo na jesieni odbędą się wtedy wybory do Sejmu i Senatu. Istnieje obawa, że administracja Trumpa może wmieszać się w polski proces wyborczy, by pomóc PiS powrócić do władzy.
Nie musi tego robić w sposób widoczny. Mogą to robić ludzie bliscy ruchowi MAGA i sympatyzujący z Trumpem lub prawicowi populiści. Jak rumuński polityk George Simion, który doprowadził kilka dni temu do obalenia proeuropejskiego rządu w Bukareszcie. A był on widywany razem z Karolem Nawrockiem, któremu dał poparcie w kampanii wyborczej.
Taka polityka administracji Trumpa oznaczałaby zwarcie z rządem Tuska. Ten ostatni ma jednak mocne karty. To rząd decyduje o kontraktach dla amerykańskich firm. Chodzi m.in. o budowę pierwszej elektrowni atomowej na Pomorzu. Nie podpisano jeszcze umowy wykonawczej. Jej budowa może kosztować aż 200-300 miliardów złotych. Polska kupuje też w USA 96 helikopterów Apache (za 40 miliardów złotych), 32 myśliwce F-35 (za ok. 20 miliardów złotych), 366 czołgów Abrams (kolejne 20 miliardów), 8 baterii rakiet Patriot (za ponad 20 miliardów), czy ok. 500 wyrzutni Himars. Kontrakty wynoszą więc dziesiątki miliardów dolarów. Polska kupuje też z USA gaz i ropę naftową.
To ważne dla amerykańskich wyborów, bo ich fabryki mają pracę i amerykańscy politycy mogą tam jeździć i wykazywać się skutecznością. A na jesieni odbędą się połówkowe wybory do Izby Reprezentantów, tymczasem notowania Trumpa w związku z jego polityką zagraniczną – m.in. wojna z Iranem i wysokie ceny paliw – pikują.
Polski rząd może też teraz w delikatny sposób wpływać na stanowisko UE w sporach z Trumpem. A tych nie brakuje, bo co rusz Trump wypowiedziami lub wpisem na swoim koncie wywołuje mini kryzysy w europejskich stolicach. Front oporu przeciwko jego polityce rośnie.
UE ostatecznie może użyć opcji atomowej i pójść na wojnę handlową z USA. A jako marchewki może użyć zapowiedzi zniesienia ceł na amerykańskie towary, na co naciska Trump. Głos premiera Tuska mógłby wzmocnić twarde stanowisko UE. Może on też pomóc odciągać od Trumpa konserwatywnych polityków europejskich. Tak m.in. jest komentowana ostatnia wizyta Tuska u premier Włoch Giorgii Meloni.
Pytanie tylko, czy rząd Tuska się na to zdecyduje. W czasie wojny w Ukrainie relacje Polska-USA są delikatne. Wszak Waszyngton jest gwarantem bezpieczeństwa Polski. Opozycyjny PiS i prezydent Nawrocki będą więc grzmieć, że Tusk niszczy relacje z Ameryką. Na stole leży też opcja utworzenia z polskich portów hubu dla amerykańskiego gazu dla Europy Centralnej. I relokacja 5 tysięcy dodatkowych żołnierzy amerykańskich z baz w Niemczech.
Rząd będzie więc musiał lawirować pomiędzy ściągnięciem Ziobry do Polski a interesem gospodarczym i bezpieczeństwem militarnym.
Są jeszcze dwie opcje. Po połówkowych wyborach w USA na jesieni 2026 roku, jeśli zyskają Demokraci, Trump może zmienić zdanie. To może się też wydarzyć, jeśli z powodu jego polityki USA będą tracić kolejnych sojuszników na świecie.
I wtedy porzuci Ziobrę. Trump często zmienia zdanie. Może to okazać się proste, jeśli dostał on wizę na czas określony. Decydujący mógłby też być rozłam w otoczeniu prezydenta. Wszak decyzji o wydaniu wizy miał nie popierać sekretarz stanu Marco Rubio.
Druga opcja to odpuszczenie sprawy byłego ministra sprawiedliwości przez polski rząd. Ziobro uciekinier – i wiceprezes PiS – kreuje wygodną sytuację polityczną. „Szeryf” nagle okazał się tchórzem, a ucieczka potwierdza jego upadek. Jak pokazują sondaże, ucieczka Ziobry obywatelom się nie podoba. I jest to obciążeniem dla PiS, który pikuje obecnie w sondażach kosztem Konfederacji i partii Brauna.
Tymczasem Ziobro w Polsce – nawet jeśliby tylko na chwilę trafił do aresztu – mógłby zostać męczennikiem.
Afery
Sądownictwo
Karol Nawrocki
Donald Trump
Donald Tusk
Zbigniew Ziobro
Waldemar Żurek
Ministerstwo Sprawiedliwości
Prokuratura Krajowa
Rząd Donalda Tuska (drugi)
Ambasada USA
areszt tymczasowy
departament stanu USA
ekstradycja
Europejski Nakaz Aresztowania
Marco Rubio
Peter Magyar
praworządność
rozliczenia PiS
Sąd Okręgowy w Warszawie
Węgry
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Komentarze