Naruszenie konstytucji oznacza lawinowo narastające naruszenie demokracji, rządów prawa, wolności i praw jednostki. Ale nawet najdłuższa wojna kiedyś się kończy. Ta przeciwko konstytucji też się zakończy. I wtedy trzeba będzie odbudowywać demokrację konstytucyjną. Restauracja musi być przeciwieństwem amoku rewolucji

Publikujemy tłumaczenie na polski niezwykłego wykładu prof. Mirosława Wyrzykowskiego*, sędziego TK w stanie spoczynku, wygłoszonego w Wiedniu 20 lutego 2020 na dorocznej konferencji prezesów europejskich organizacji prawniczych.

Prof. Wyrzykowski przedstawił swoją analizę i zalecenia w formule listu ojca-prawnika do syna.

W pierwszej części rekapituluje metody wrogiego przejęcia porządku konstytucyjnego przez populistów u władzy, przywołując przykłady z Polski i Węgier.

W drugiej – radzi nie tracić nadziei. Wzywa prawników i innych obywateli do dalszej walki przeciwko destrukcji państwa prawa oraz solidarności z mieszkańcami wszystkich innych krajów, w których następuje atak na sądy i demokrację.

Namawia, żebyśmy już zbierali siły do restauracji państwa prawa. Bo każda wojna kiedyś się kończy, zostaje podpisany rozejm, a potem następuje faza restauracji, która powinna być zaprzeczeniem rewolucyjnego amoku.

Na koniec Prof. Wyrzykowskich przypomniał wystąpienie Mariana Turskiego, który do Dekalogu dodał XI przykazanie: „nie bądź obojętny. Bo gdy będziesz obojętny, Auschwitz może spaść z nieba każdego dnia”.

„To jest przykazanie kierowane do każdego z nas: Nie bądź obojętny. Widmo państwa autorytarnego stoi u drzwi Twojego domu. Nie zapuka do drzwi. Wejdzie bez zaproszenia. I zostanie na długo.”

Nagrodzono go owacją na stojąco. Poniżej pełny tekst jego wiedeńskiego wykładu.

Prof. Mirosław Wyrzykowski: wykład otwierający 48. Europejską Konferencję Prezesów Stowarzyszeń Prawniczych w Wiedniu 21 lutego 2020 roku

Szanowny Panie Przewodniczący,

Panie i Panowie,

Bardzo dziękuję za zaszczyt wystąpienia na 48. Europejskiej Konferencji Prezesów Stowarzyszeń Prawniczych.

Późnym latem 2033 roku na biurku, w domu emerytowanego sędziego, leżała kopia listu datowanego na 21 lutego 2020 roku. Był to list ojca do syna prawnika. Oto jego treść:

„Mój drogi synu,

Wczoraj przeprowadziliśmy długą, emocjonalną rozmowę o sprawach, które dzieją się w miejscu dla nas najdroższym. Najdroższym ze względu na historię, teraźniejszość i przyszłość. Przyszłość Twoją i twoich dzieci.

List jest rekapitulacją rozmowy. Rekapitulacją sine ira et studio, tak jak się tego oczekuje od prawników. Zrozumiałe są emocje, nierozumienie i niezgoda na niszczenie konstytucji, demokracji, rządów prawa i praw człowieka. Jesteśmy tylko ludźmi, a zarazem obywatelami i patriotami. Mieszkańcami co najmniej dwóch państw – Węgier i Polski. Państw, które zaczęły się ścigać w najgorszej z możliwych konkurencji. Konkurencji tak złej, że zwycięzca okazuje się największym przegranym.

Ale zostawmy emocje na boku.

Zaczęło się prawie niezauważalnie. Wygrane wybory prezydenckie i parlamentarne przez jedną opcję polityczną nie budziły żadnych wątpliwości. Legalizm i legitymacja wyborów nie budziły zastrzeżeń.

Ale już pierwsze zachowania władzy zapaliły czerwoną lampkę. Było to wyłączenie najistotniejszego bezpiecznika demokracji konstytucyjnej, jakim jest sąd konstytucyjny.

Metody – najpierw Gleichschaltung (glajchszaltung, kreślenie pochodzące z nazistowskiej ideologii III Rzeszy, będące synonimem ujednolicenia realizowanego na obszarze życia społecznego, politycznego i instytucjonalnego – przyp. red.), a potem Ausschaltung (wyłączenie) sądownictwa konstytucyjnego – przeszły do podręczników zamachu na ustrój państwa. Bez wojska, bez zmiany konstytucji, bez skutecznej reakcji międzynarodowej opinii publicznej. Ale z oporem części społeczeństwa, oporem ośmieszanym i lekceważonym przez władze polityczną.

Równolegle miała miejsce likwidacja służby cywilnej i zastąpienie partyjną nomenklaturą. Media publiczne zostały całkowicie podporządkowane władzy politycznej.

Narasta proces likwidacji niezależnych instytucji: podporządkowanie instytucji naukowych, w tym Węgierskiej Akademii Nauk, rządowi czy wyrzucenie Central European University z Budapesztu pod pretekstem zlikwidowania „przywileju”, jakim jest możliwość nadawania amerykańskich stopni akademickich.

A także praktyczne wyłączenie podstawowych funkcji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i przekazanie ich – w procesie bypassu konstytucyjnego – Radzie Mediów Narodowych.

Władza polityczna całkowicie przejęła i podporządkowała sobie prokuraturę. Ta nie dostrzega, jak sprzymierzeńcy władzy łamią prawo.

Parlament przestaje pełnić swoją rolę konstytucyjną. Proces legislacyjny stał się farsą.

Parlament jest wyłącznie mechaniczną maszynką do glosowania. Wystąpienia posłów opozycji są ograniczone do 30 sekund. Za przedłużenie o 40 sekund marszałek izby nakłada grzywnę. Ustawa uchwalana jest w ciągu kilku godzin, nierzadko o piątej rano i wchodzi w życie w dniu ogłoszenia. Na Węgrzech poprawki do konstytucji były uchwalane w ciągu 72 godzin, bez jakiekolwiek dyskusji.

Następnie następuje przejęcie Sądu Najwyższego i obsadzenie go lojalistami. Dzieje się to przez zwolnienie pierwotnie wszystkich sędziów Sądu Najwyższego, a ostatecznie niemal 40 proc. składu sądu pod pretekstem osiągnięcia przez nich nowo wyznaczonego wieku emerytalnego. Konstytucyjna gwarancja trwałości statusu sędziego i gwarancja 6-letniej kadencji prezesa SN nie ma żadnego znaczenia. Teraz wiadomo, dlaczego sąd konstytucyjny przestał istnieć – aby umożliwić osiągnięcie tych celów. A Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego jest sądem specjalnym. Z tego powodu została zdyskwalifikowana jako sąd przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Sąd Najwyższy. Bo sąd specjalny może być ustanowiony jedynie w stanie wojny.

Celem zmian – cynicznie nazywanych „reformą” wymiaru sprawiedliwości – jest podporządkowanie sędziów i sądów władzy politycznej. Minister Sprawiedliwości, będący zarazem Prokuratorem Generalnym, ma nieograniczone prawo mianowania i odwoływania prezesów sądów i innych osób kierujących sądami.

Latem 2017 roku liczyłeś i nie mogłeś uwierzyć, że w ustawie o Sądzie Najwyższym i zmianie innych ustaw pojęcia „sąd dyscyplinarny”, „postępowanie dyscyplinarne” i „rzecznik dyscyplinarny” pojawiają się 596 razy.

Jeżeli w pierwszym akcie dramatu na ścianie wisi strzelba, to wiadomo co stanie się w akcie ostatnim. Odpowiedzialność dyscyplinarna grozi sędziom – i jest już bezwzględnie stosowana – za prawidłowe stosowanie prawa, za kierowanie pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości UE, za zachowania broniące podstawowych zasad porządku konstytucyjnego, za wyroki nieodpowiadające oczekiwaniom władzy politycznej.

Oto konstytucyjne wrogie przejęcie w czystej postaci. Obserwując zdarzenia ostatnich lat widzimy, że instrukcja niszczenia państwa konstytucyjnego jest banalnie prosta, i banalnie skuteczna. Tworzony jest stan, o którym zdumiony Gustaw Radbruch prawdopodobnie powiedziałby – ustawowe prawo i ponad ustawowe bezprawie.

Wiemy także, że naruszanie pierwszy raz pierwszej normy konstytucyjnej uruchamia efekt domina: naruszenie konstytucji oznacza bowiem lawinowo narastające naruszenie demokracji, rządów prawa, wolności i praw jednostki. Społeczeństwo traci fundament swej egzystencji. Państwo traci suwerenność, bo nie jest suwerennym państwo, którego organy naruszają konstytucję. Tworzy się „ciąg technologiczny” niszczenia państwa konstytucyjnego, w który włączone zostają kolejno wszystkie organy państwa, instytucje i procedury.

Łamanie konstytucji jest wyrazem pogardy dla jej aksjologii. Także pogardy dla jej aksjomatów. Konstytucja przestaje być podstawą i granicą działania władzy publicznej. Staje się fałszywym uzasadnieniem rzeczywistego nadużycia władzy.

Także wtedy, gdy prezydent, marszałek parlamentu, sędziowie Izby Dyscyplinarnej czy prokuratura odmawiają wykonania prawomocnego wyroku sądowego. By nie dopuścić do wykonania wyroku, który nie podoba się władzy politycznej, sąd konstytucyjny zmienia prawo.

Przepis konstytucji przestaje być normą. Staje się jednym z „wielu możliwych poglądów”.

Drogi synu, we wczorajszej rozmowie drżał ci głos, gdy mówiłeś, że działania przeciwko demokracji konstytucyjnej są realizowane przez konstytucyjne organy tego państwa: parlament, prezydenta, rząd. Że powstała sytuacja, w której pierwsza ofiara wojny przeciwko konstytucji, a mianowicie sąd konstytucyjny stal się współtwórcą działań naruszających konstytucyjny porządek państwa. Że pedały hamulca stały się pedałami gazu. A przysięga wierności konstytucji brzmi jak szyderstwo.

I pytałeś – jak to możliwe? Jak to możliwe, że w procesie niszczenia porządku konstytucyjnego biorą udział prawnicy? Odpowiem. Dla budowania demokracji konstytucyjnej konieczni są prawnicy. Dla niszczenia demokracji konstytucyjnej wystarczą absolwenci wydziałów prawa. Bez względu na ich stopnie i tytuły, zawodowe czy naukowe.

To są ci, dla których autorytetem i drogowskazem jest Carl Schmitt i jego „Diktatur”, natomiast „Reine Rechtslehre” i całego Hansa Kelsena odstawiają na półkę książek zakurzonych.

Masz prawo zadawać pytanie czy prawnikiem można nazywać osobę, która gotowa jest przyjąć stanowisko sędziego w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego wiedząc, że będzie miała wynagrodzenie 40 proc. wyższe niż koledzy sędziowie w innych izbach tego sądu?

I masz prawo nie podawać im ręki – w imię godności zawodu prawnika (sędziego, adwokata, prokuratora). Ale przede wszystkim w imię wszystkich ofiar machiny niesprawiedliwości, których prawnicy, właśnie prawnicy, nie byli w stanie uratować.

Prawnik nie zgodzi się na żaden szwindel argumentacyjny, czy to przez podstawianie zbliżonych znaczeń pod trwale ustalone treści, czy przez utożsamianie pojęć językowo zbliżonych, ale merytorycznie różnych. Czy realizowany w jakikolwiek inny sposób. Bo to jest forma kłamstwa. Kłamstwa, które jest cynicznym środkiem do niegodziwego celu. Ulubionym przez każdą populistyczną władzę.

Reżimy nie-liberalne okłamują obywateli, często czyniąc z nich współsprawców kłamstwa. Ale wiemy, że – jak mówił Abraham Lincoln – „można oszukiwać wszystkich przez pewien czas, a część ludzi przez cały czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas”.

Ale dzisiaj to właśnie sędziowie są szykanowani, poddani postępowaniom dyscyplinarnym, są przedmiotem kampanii oszczerstw organizowanej także przez ludzi pracujących w ministerstwie sprawiedliwości. Oszczercy w nagrodę są mianowani sędziami Sądu Najwyższego. Kampania oszczerstw znakomicie zorkiestrowana. Ale to nie jest partytura ani Verdiego, ani Straussa, a za pulpitem nie stoi ani Arturo Toscanini, ani Karl Böhm.

I masz rację mówiąc, że następnym celem będą adwokaci. Za ich postawę w obronie podstawowych wartości państwa konstytucyjnego. Za obronę – pro bono – sędziów i prokuratorów, którym postawiono zarzuty dyscyplinarne.

Adwokaci, a także radcowie prawni, bardzo solidnie zapracowali na zemstę. Potem będą to ludzie nauki i kultury, intelektualiści, rzeczywista elita narodu. Niektórzy z nich już doświadczają molestowania ubranego w szaty prawa. A później już nie będzie miał kto ich bronić.

Będziesz musiał odbudować reputację Twojego kraju. Jako prawnik będziesz przez prawników z innych państw traktowany z ograniczonym zaufaniem. Ale oni – właśnie prawnicy – dadzą ci szansę. Twoi zagraniczni partnerzy chcą mimo wszystko wierzyć, że to co się zdarzyło, było wypadkiem przy pracy. Incydentem. Bolesnym, niezrozumiałym, mającym dramatyczne skutki, ale jednak incydentem. Nie jesteś winien temu co się stało, ale niesiesz ciężar zawodowej i moralnej odpowiedzialności. Wykorzystaj tę szansę, jeżeli ją dostaniesz. Kolejnej nie dostaniesz na pewno.

Drogi synu, pytałeś jakie nauki możemy wyprowadzić z powstałej rzeczywistości konstytucyjnej? Ograniczę do pięciu, mających wymiar uniwersalny.

Po pierwsze, to świadomość co tracimy, gdy deprecjonowana jest konstytucja. Jest to, jak mówiliśmy, utrata suwerenności. To utrata bezpieczeństwa prawnego, zarówno wewnątrz państwa jak i w stosunkach z innymi porządkami prawnymi; to utrata tożsamości konstytucyjnej jako podstawy myślenia o porządku normatywnym i społecznym; to utrata wiarygodności państwa w relacjach międzynarodowych; to utrata wiary w trwałość racjonalnej organizacji państwa i społeczeństwa, i zaufania do nienaruszalnych zasad konstytucyjnych, także tych mających charakter „klauzul wieczystych”.

Lekcja druga to świadomość, że początek upadku może być mało widoczny, pozornie uzasadniany trafną diagnozą potrzeby zmian. Bo poza sporem jest, że funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości powinno być fundamentalnie poprawione. Zmiany zawsze będą nazwane reformami. A przecież reforma zakłada obiektywną wiedzę i dobre intencje. Dobra wiara musi być założeniem niepodważalnym. To, co wiemy, to wskazówka: patrz końca, a przede wszystkim patrz na tworzony mechanizm. Patrz zimnym okiem. Nie pozwól, byś miał oczy szeroko zamknięte. Twoje niedostatki pamięci o przeszłości – gdy mówisz „wszystko już było” – i Twoje niedostatki wyobraźni nie są i nie będą żadnym usprawiedliwieniem.

Po trzecie, nawet najdłuższa wojna kiedyś się kończy. Powstają warunki rozejmu, a potem porozumienie pokojowe. Wojna przeciwko konstytucji też się zakończy. I wtedy trzeba będzie zacząć odbudowywać demokrację konstytucyjną. Dla odbudowy państwa konstytucyjnego nie można stosować metod właściwych dla jego burzenia. Odbudowa musi respektować zasady demokracji i rządów prawa.

Restauracja – to wiemy z historii – jest przeciwieństwem rewolucji. Diabelski krąg rewolucyjnego amoku musi zostać przerwany. Zastosowanie metod stosowanych przez niszczycieli demokracji – dla wielu tak bardzo nęcące – tworzyłoby korzenie zatrutego drzewa. Zatrute drzewo nie urodzi zdrowych owoców.

Po czwarte, nie zostawiaj ludzi będących w potrzebie samym sobie. Kilka tygodni temu maszerowaliśmy w togach na marszu tysiąca tog. Także po to, by wyrazić wdzięczność dziesiątkom europejskich prawników, którzy szli razem z nami. Symbolika ma znaczenie. Nie zostawiaj będących w potrzebie prawników. Dotyczy to twoich kolegów z krajowej palestry czy stowarzyszenia sędziowskiego. Tych, którzy są prześladowani, szykanowani, więzieni. Także za granicą. Pomyśl choćby o bliskiej Turcji. I dla których najmniejsza oznaka solidarności jest często najcieńszą, jedyną, ale jakże mocną nitką nadziei, pozwalającą przetrwać najgorsze.

Wreszcie, najważniejsze. Kilka tygodni temu miałeś łzy w oczach, gdy słuchaliśmy poruszającego wystąpienia jednego z ostatnich żyjących więźniów KL Auschwitz Mariana Turskiego. Do Dekalogu dodał XI przykazanie: „nie bądź obojętny. Bo gdy będziesz obojętny, Auschwitz może spaść z nieba każdego dnia”.

To jest przykazanie kierowane do każdego z nas: Nie bądź obojętny. Widmo państwa autorytarnego stoi u drzwi Twojego domu. Nie zapuka do drzwi. Wejdzie bez zaproszenia. I zostanie na długo.

To wszystko na dziś.

Twój zatroskany

Ojciec

Warszawa, 21.02.2020

Angielska wersja wystąpienia została opublikowana na Rule of Law in Poland.

*Mirosław Wyrzykowski, profesor nadzwyczajny i były dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, przewodniczący Komitetu Nauk Prawnych PAN (2011-2015), sędzia Trybunału Konstytucyjnego (2001-2010).

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

profesor nadzwyczajny i były dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, przewodniczący Komitetu Nauk Prawnych PAN (2011-2015), sędzia Trybunału Konstytucyjnego (2001-2010).


Komentarze

    • Vladis Thesaurus

      Słusznie prof. Wyrzykowski wskazuje na niebezpieczeństwa totalitaryzmów (nazizmu i komunizmu). Jesteśmy wszak w sytuacji, kiedy to postkomunizm (niekoniecznie tkwiący w konkretnych ludziach, ale mentalny; homo sovieticus wg J. Tischnera) oraz tzw. marksizm kulturowy ze swą lewacką odnogą święcą triumfy. Słusznie również prof. Wyrzykowski nawiązuje do G. Radbrucha i jego formuły głoszącej, że przepisy prawa pozytywnego (lex) rażąco niezgodne z wymogami prawa naturalnego (ius) – tzw. ustawowe bezprawie (Unrecht), nie mają charakteru prawnego, przez co nie obowiązują. Z tego też powodu tak jak po nazimie tak też po komunizmie niezbędna jest sanacja (uzdrowienie) systemu prawnego realizującego jak dotychczas tzw. pozytywizm prawniczy (Radbruch przed II Wojną był pozytywistą, a po doświadczeniach nazizmu stał się zwolennikiem doktryny prawnonaturalnej). Należy zatem – wbrew oporowi establishmentu prawniczego (czytaj: pozytywistów prawniczych) – dokonać reformy sądownictwa i przywrócić rangę zasadzie sprawiedliwości (contra bezduszny formalizm).

      • TW Balbina

        Po tym wszystkim co PIS zrobił z Polską ja osobiście zerwałem kontakty z tymi ,którym to nie przeszkadza a nawet to popierają.To są ludzie ,którzy utracili zdolności honorowe a dotyczy to w szczególności inteligentnych i wykształconych , prostaczkowi można więcej wybaczyć bo często nie potrafi ogarnąć bardziej złożonej materii . Każda władza znajdzie miliony chętnych do wspierania i współpracy,niektórzy nazywają to, konfiturami władzy.Hitlera popierały miliony,Stalina popierały miliony a więc nie należy mieć w tym względzie żadnych złudzeń.Warto być przyzwoitym pomimo,że czasem to się nie opłaca.

  1. Adam Potoczek

    _ Cała ta PiS-owska niby reforma sądownictwa to tylko pewien etap PEŁZAJĄCEGO ZAMACHU STANU w wykonaniu gangu Olsena. Pomysłowy plan i efektowny start, ale powierzony nieudacznikom, którzy na końcu i tak zostaną złapani.
    _ Zamach pełzający jest TAŃSZY dla zamachowców i ŁATWIEJSZY do przełknięcia przez pasywne i zniewolone grupy społeczeństwa. Przecież „zwykłemu Kowalskiemu” łatwiej jest nie interesować się polityką, albo jedynie ponarzekać na władzę, że przecież WSZYSCY ONI są tacy sami. Dopóki nie biją i nie strzelają, to o co chodzi? Zatem taki zamach w odpowiedniej oprawie propagandowej, z czasem uzyska akceptację biernego społeczeństwa. Dopóki spory o władzę (i chyba o ideologie) będą rozgrywać się na szczytach elit, a dolne klasy społeczne nie odczują tego „w kieszeni”, dopóty opowieści o konstytucji, o demokracji, o trójpodziale władzy, o sądach lub innych racjach, nie przekonają ludzi przyuczonych do podległości. Dlatego, że takich bierno-poddańców jest co najmniej 80%.
    _ Zauważenie pełzającego zamachu stanu, utrudnione jest przez powszechną medialną narrację o walce dwóch obozów (plemion), czyli PiS kontra anty-PiS. Tymczasem kluczowych grup społecznych o odmiennych interesach jest co najmniej kilkadziesiąt. Ten kto manipuluje społeczeństwem na poziomie rzeczywistych podziałów, zdobywa przewagę nad „prostakiem” widzącym tylko dwa obozy.

  2. Andrzej Maciejewicz

    W pełni podzielam opinie pana Potoczeka. Mimo, że kilka razy byłem jego oponentem.
    Z uporem wracam do krytykowanego tu poglądu o zejściu polskich elit na psy. W naszej polityce dominuje styl fikcyjnego sporu PliS/P0. Bo nie jest to spór o państwo lecz o koryto. Wdrażany od 30 lat model państwa to nie efekt rewolucji lecz targu przestępców z oszustami. Wiodącą siła narodu (PZPR) została zastąpiona przez kilka partyjek, z przywódcami na poziomie handlarza starzyzną. Wyrocznią dla szeregowych członków partii stali się bonzowie partyjni, regulujący dostęp do parlamentu, rządu i sowicie opłaconych stanowisk. Utworzono fikcje kontroli społecznej nad władzą. Prawo dotyczące np referendum zezwala na zlekceważenie jego wyników przez Sejm bez słowa publicznego wyjaśnienia. Podobnie nie do realizacji są przepisy dot odwołania prezydenta, ministra czy parlamentarzysty np łamiącego konstytucję czy kryminalnie rozporzadzajacego budżetem. Takich, fundamentalnie ustrojowych spraw są dziesiątki. Nie są one przedmiotem programów wyborczych. Tu waży opinia o wyciągniętym palcu, o tym czy wsadzić do pudła czy nie osobę zaufania publicznego, czerpiącą zyski z burdelu, czy najniższa w Europie kwota wolna od podatku to dużo, czy mało itp. Większość bzdur i kłamstw na temat bezbłędności ustroju i nieomylności władzy pozostaje bez echa. Wszelką krytyka, zwłaszcza z zewnątrz to nieuprawniona ingerencja. Elity zeszły na poziom dyskusji o jakości piwa i cenie wakacji w Egipcie. W większości przypadków świadomie, aby się nie narazić wyborczemu tłumowi.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press