W Polsce nie powstają parki narodowe z powodu samorządowego weta. Posłowie Polski 2050 i PSL chcą, żeby takie same przepisy obowiązywały w przypadku rezerwatów. „Interes społeczny będzie przegrywał z interesem biznesu, leśników czy myśliwych” – mówi Marek Józefiak z Greenpeace.
Posłanki i posłowie Polski 2050 i Polskiego Stronnictwa Ludowego na celownik wzięli rezerwaty przyrody. Chcą zablokowania tworzenia nowych obszarów chronionych przez wprowadzanie do przepisów mechanizmu analogicznego do prawa samorządowego weta w sprawie parków narodowych, który paraliżuje ich powstawanie już od prawie 25 lat.
W całej Polsce rezerwaty stanowią zaledwie 0,6 proc. powierzchni kraju, z kolei parki narodowe – 1,1 proc. Przyrodnicy mówią o potrzebie objęcia tymi formami ochrony przyrody 3 proc. powierzchni Polski.
14 kwietnia posłowie przedstawili projekt nowelizacji ustawy o ochronie przyrody, który miałby zmienić zasady tworzenia rezerwatów.
Na zdjęciu: od lewej: Krzysztof Paszyk, Urszula Pasławska, Paweł Śliz i Bartosz Romowicz – grupa, która proponuje paraliż ochrony przyrody
Jak dotąd decyzję w tej spawie podejmował Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska. Gdyby projekt wszedł w życie, do powołania rezerwatu nie wystarczy jego decyzja. Ma być wymagana zgoda rady gminy.
To doprowadzi do blokady tworzenia nowych rezerwatów – dokładnie tak, jak stało się z parkami narodowymi.
Jedną z twarzy tej nowelizacji jest Bartosz Romowicz, poseł Polski 2050 z Podkarpacia, wcześniej burmistrz Ustrzyk Dolnych. Jego polityczna kariera była początkowo związana z Polskim Stronnictwem Ludowym. To w tych barwach bezskutecznie ubiegał się o fotel senatora. Szeregi ludowców zamienił na ugrupowanie Szymona Hołowni, co opłaciło się mu politycznie – otrzymał mandat poselski.
Romowicz wielokrotnie krytykował pomysły powoływaniu nowych obszarów chronionych na terenie planowanego Turnickiego Parku Narodowego, którego obszar znajduje się częściowo na terenie gminy Ustrzyki Dolne. Z racji tego, że park jak dotąd nie powstał, do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska trafił projekt utworzenia na części jego obszaru rezerwatu przyrody „Reliktowa Puszcza Karpacka”. W opinii przyrodników to jedyny sposób, aby ocalić najcenniejsze fragmenty lasów na tym terenie. Poseł Polski 2050 nazwał pomysł powołania tego rezerwatu „drogą dookoła”, bo jak podkreślał:
„Od wielu lat trwa dyskusja na temat utworzenia Turnickiego Parku Narodowego. Różne gremia są za, różne opinie i opracowania sugerują powstanie. Ale niezmiennie od wielu lat brakuje jednego – akceptacji społeczeństwa lokalnego i zgody samorządów gmin, gdzie miałby ten park powstać”.
Obecnie samorządowcy mogą blokować powstanie i poszerzenie każdego parku narodowego, bo korzystają z przywileju wprowadzonego do ustawy o ochronie przyrody po 2000 roku. W rezultacie od ćwierć wieku nie powstał żaden nowy park, chociaż lista obszarów wymagających tej formy ochrony liczy co najmniej kilka pozycji. Wśród nich jest między innymi Turnicki Park Narodowy. Przypomnijmy, że samorządowe weto do ustawy w 2000 roku wprowadził PSL, co opisywał w OKO.press Wojciech Kość:
Romowicz chce podobną blokadę wprowadzić w przypadku rezerwatów.
W obecnym porządku prawnym ochrona przyrody przez powołanie rezerwatu jest prostsza do przeprowadzenia z racji tego, że decyzję w jej sprawie podejmuje Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska. W praktyce wygląda to bardzo różnie – wszystko zależy od lokalnych uwarunkowań i determinacji urzędników z RDOŚ.
Na Podkarpaciu proces tworzenia nowych rezerwatów idzie najmozolniej, jeśli porównać ten rejon z innymi województwami w Polsce. W Bieszczadach i na Pogórzu Przemyskim wciąż jest mowa o potrzebie utworzenia 22 rezerwatów przyrody, które zostały już pozytywnie zweryfikowane przez ekspertów. Jak dotąd jedyne obszary, które zostały tam powołane, to parę rezerwatów, na które zgodziły się już wcześniej miejscowe nadleśnictwa. Zdaniem przyrodników to za mało.
Projekt nowelizacji, obok Romowicza, firmują Paweł Śliz z Polski 2050 oraz Krzysztof Paszyk i Urszula Pasławska z PSL. Ich zdaniem zostanie wzmocniony głos lokalnych społeczności. Chcą też zapewniania równowagi „między ochroną przyrody a rozwojem lokalnym”, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom tych grup interesu, które nie chcą nowych obszarów chronionych. Przy okazji próbuje się propagować hasło, że lokalne społeczności i samorządy nie mają żadnych z korzyści z rezerwatów i parków narodowych.
Tak postawionej tezie przeczą dane Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Wynika z nich, że za lata 2025 i 2026 zysk netto z tytułu wszystkich istniejących form ochrony przyrody wyniesie dla gmin Lutowiska, Czarna i Cisna z obszaru Bieszczadzkiego Parku Narodowego aż 24,1 mln zł.
Z kolei dla gmin z obszaru Magurskiego Parku Narodowego – Dębowiec, Dukla, Krempna, Lipinki, Nowy Żmigród, Osiek Jasielski i Sękowa – 31,4 mln zł. Jest to możliwe dzięki systemowi subwencji dla samorządów wprowadzonemu dzięki nowelizacji ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, przygotowanej przez Ministerstwo Finansów i uchwalonej w 2024 roku. Ustawa gwarantuje pieniądze wypłacane gminom za tereny objęte ochroną.
Podstawowa stawka wynosi 310 złotych za każdy hektar rezerwatu przyrody. W zależności od formy ochrony stosuje się różne przeliczniki: park narodowy to 200 proc. tej stawki, rezerwat – 100 proc., obszar Natura 2000 – 15 proc. Te dane nie przekonują jednak zwolenników samorządowej blokady dla rezerwatów.
Być może w tej inicjatywie należy doszukiwać się jeszcze jednego dna. Fatalne notowania ludowców i Polski 2050 zmuszają oba ugrupowania do pokazania swojej sprawczości i przyciągnięcia do siebie elektoratu. Najłatwiejszą drogą jest dalsze rozbrajanie systemu ochrony przyrody w Polsce i sięgnięcie tym razem po rezerwaty. O ile w przypadku PSL to podejście w ogóle nie dziwi, to Polska 2050 wyraźnie odchodzi od swojej pierwotnej narracji, która towarzyszyła temu ugrupowaniu jeszcze na początku jego politycznej drogi. Wtedy partia kreowała się na obrońców przyrody i zwolenników powoływania nowych form ochrony cennych terenów.
Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot pomysł nowelizacji kwituje następującymi słowami: „Garstka nowych rezerwatów staje się dziś przedmiotem sporu politycznego wewnątrz samej Koalicji. Politycy, którzy szli do władzy z hasłami ochrony przyrody, proponują rozwiązania ograniczające rozwój obszarów chronionych”.
Rozczarowania nie kryje też Marek Józefiak z Greenpeace Polska: „Z punktu widzenia lokalnych polityków może być warto zniszczyć kawałek cennej przyrody, by wybudować drogę, osiedle deweloperskie czy ochronić źle pojęty interes Lasów Państwowych. Pamiętajmy, że w radach gmin często zasiadają leśnicy i myśliwi, którzy bywają uprzedzeni do rezerwatów. Natomiast jako społeczeństwo jesteśmy wyjątkowo zgodni w tym, że polska przyroda zasługuje na lepszą ochronę. Jeśli te przepisy wejdą w życie, nasz wspólny interes społeczny będzie coraz częściej przegrywał z interesem wąskich, ale wpływowych sił – wielkiego biznesu, leśników czy myśliwych”.
Ślusarczyk dodaje: „Rezerwaty obejmują tereny o najwyższej wartości przyrodniczej – a więc także obszary atrakcyjne dla myśliwych. Każde ich powiększenie ogranicza polowania. Dla partykularnych interesów, które reprezentuje myśliwa, Urszula Pasławska gminy stracą pieniądze”.
Publicysta, dziennikarz, autor książek poświęconych ludziom i przyrodzie: „Syria. Przewodnik po kraju, którego nie ma”, „Łoś. Opowieści o gapiszonach z krainy Biebrzy”, „Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, „Rzeki. Opowieści z Mezopotamii, krainy między Biebrzą i Narwią leżącej" i "Borsuk. Władca ciemności. Biografia nieautoryzowana".
Publicysta, dziennikarz, autor książek poświęconych ludziom i przyrodzie: „Syria. Przewodnik po kraju, którego nie ma”, „Łoś. Opowieści o gapiszonach z krainy Biebrzy”, „Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, „Rzeki. Opowieści z Mezopotamii, krainy między Biebrzą i Narwią leżącej" i "Borsuk. Władca ciemności. Biografia nieautoryzowana".
Komentarze