0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Łukasz Wądolowski / Agencja Wyborcza.plŁukasz Wądolowski / ...

„Bruksela kładzie łapę na polskich lasach!" – alarmują od końca stycznia prorządowe media. „Kuriozalna propozycja PE" – to nagłówek z portalu TVP Info. Na Twitterze piszą politycy Zjednoczonej Prawicy. „To nie tylko wbrew traktatom, to także oznacza upadek polskiego przemysłu drzewnego i gigantyczny wzrost cen drewna" – grzmi wiceminister klimatu Edward Siarka. Ministra Anna Moskwa: „Polskie lasy to wyłączna kompetencja Warszawy. Nie pozwolimy na zmianę traktatów w tym zakresie". Europosłanka Anna Zalewska: „To poważne zagrożenie dla polskich lasów, dla polskiej gospodarki!". Rzecznik rządu Piotr Mueller w Radiu Wnet mówił: „Absolutnie w ogóle nie ma możliwości rozszerzania kompetencji unijnych nawet o skrawek dodatkowych rzeczy związanych z lasami".

Chodzi o przyjęte przez Parlament Europejski rekomendacje dotyczące zmian w traktatach UE.

Długa droga do zmian

24 stycznia 2023 54 członków Komisja Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa zagłosowało za wprowadzeniem zmian do traktatów o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. W tej grupie byli m.in. Bartosz Arłukowicz i Ewa Kopacz. Przeciwko zagłosowało 19 osób, w tym Anna Zalewska.

Kontrowersyjna zmiana dotyczy Art. 4 traktatu, który przewiduje, że kompetencje dzielone między UE a państwa członkowskie stosują się do takich dziedzin, jak m.in. rynek wewnętrzny, transport i środowisko.

Leśnictwa do tej pory wśród „kompetencji dzielonych" nie było. Europosłowie i europosłanki proponują, by to zmienić.

Do wprowadzenia takiej zmiany wciąż jednak daleko. Muszą się na nią zgodzić kraje członkowskie, a już wiemy, że poza Polską przeciwko wpisaniu leśnictwa do traktatu może być m.in. Finlandia. Jak podaje portal Euractiv, premierka Finlandii Sanna Marin już w listopadzie 2022 mówiła: „W Finlandii mamy jedno stanowisko: o polityce leśnej decydujemy sami”. Zapowiedziała również, że „jeśli ostateczny kształt przepisów będzie dla nas niezadowalający, Finlandia zagłosuje przeciw”.

„Odbieranie lasu ludziom"

„Pomysł jest zdecydowanie niebezpieczny" – komentował rzecznik Lasów Państwowych Michał Gzowski w Telewizji Republika. „Możemy mówić o próbie prywatyzacji. Próbie odebrania lasów ludziom, którzy się na tym znają, którzy mają doświadczenie w zakresie prowadzenia gospodarki leśnej. Kiedy mówimy, że mamy przekazać kompetencje dzielone, możemy pomyśleć o strategii bioróżnorodności, czy o pakiecie Fit for 55, który niesie szereg zagrożeń dla polskich lasów, w postaci wyłączenia 30 proc. gruntów leśnych z produkcji, z gospodarki leśnej. To wiąże się z zamknięciem polskich firm drzewnych, zwinięciem Lasów Państwowych jako instytucji, zwolnieniem ludzi. Na rynku będzie się pojawiało coraz mniej surowca, czyli sprowadzamy go albo z Niemiec, albo z innych państw europejskich" – dodał.

Jak skończyło się ingerowanie organów UE w sprawę Puszczy Białowieskiej? Dziś ta puszcza jest prawie martwa, miliony metrów drewna leży, gnije, zagraża bezpieczeństwu odwiedzających, ale także bezpieczeństwu w zakresie PPOŻ.
Puszcza nie jest „martwa". Dzięki swojej wielogatunkowości i obecności starego drewna jest bardziej odporna na pożary niż monokultury
Telewizja Republika,01 lutego 2023

„Bo kiedy iskra padnie na ten teren, to może wywołać ogromny pożar" – dodał Gzowski.

Dalej mówił: „Polska ma najwięcej lasów z zarządzie skarbu państwa. 100 lat doświadczenia, kilka generacji leśników, którzy dbają o lasy. Od 1945 roku przybyło 3 mln ha lasów – nie dlatego, że Unia tego chciała".

Lesistość rośnie, ale...

Zacznijmy od drugiej części jego wypowiedzi. Wzrost lesistości to chętnie używany przez Lasy Państwowe argument. I choć nie jest nieprawdziwy, to jest z nim pewien problem. Wyjaśniał to w OKO.press prof. Michał Żmihorski z Instytut Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk.

„Mamy wzrost powierzchni pokrytej drzewami, ale on niekoniecznie oznacza wzrost powierzchni pokrytej lasem. To nie jest tożsame” – tłumaczył. „Musimy zastanowić się, co nazywamy lasem, a co plantacją. Z mojej perspektywy, ale także innych biologów i wielu leśników, znaczna część lasów sadzonych w Polsce to właśnie plantacje. Mamy gdzieś puste pole, przyjeżdża ciągnik, orze bruzdy w ziemi i sadzi się w nich drzewka w rządkach. One są pielęgnowane, pryskane pestycydami, często też ogrodzone. To klasyczna definicja plantacji. Nie wliczałbym jej do powierzchni lasów. Jeśli już – to do zadrzewienia” – mówił prof. Żmihorski.

Z kolei wypowiedź dotycząca Puszczy jest całkowicie fałszywa.

Martwe drzewa, żywa Puszcza

Puszcza Białowieska nie jest „martwa", jak mówi Gzowski. Jest w niej – rzeczywiście – martwe drewno, które jednak nie jest dla Puszczy zagrożeniem, a korzyścią. Wyjaśniał to m.in. magazyn „Dzikie życie", w którym czytamy: „Martwe drewno jest symbolem lasu naturalnego. Leżące i stojące martwe pnie drzew stwarzają niezbędne warunki dla życia płazów i gadów, dzięciołów i innych dziuplaków oraz małych ssaków, takich jak ryjówka, różne gryzonie, kuna czy nietoperze. Jest też warunkiem życia wielu bezkręgowców. Mowa tu o owadach, z których wiele przetrwało tylko w Puszczy. Na martwych drzewach w Puszczy występuje kilkadziesiąt gatunków mchów".

Prawie połowa wszystkich gatunków występujących w lesie związana jest z drewnem martwym, które tak naprawdę decyduje o wyjątkowości Puszczy Białowieskiej.

Najstarsze ślady drewna leżącego w lesie mają nawet 100 lat. Każde takie martwe drzewo jest mikrosiedliskiem, a także źródłem pokarmu.

„Jeśli wartość drzewa w lesie sprowadzić jedynie do wartości rynkowej uzyskanych z niego desek, to rzeczywiście pozostawianie go w lesie byłoby marnotrawstwem. Jednak martwe drzewo w lesie ma jeszcze inne bardzo ważne funkcje do spełnienia i pozostawianie „gnijącego” drewna w lesie nie jest wcale rozrzutnością, ale kluczowym warunkiem zapewniającym dużej liczbie organizmów możliwości przeżycia" – pisali w 2016 roku naukowcy, zabierając głos w dyskusji na temat Puszczy Białowieskiej.

Walka o Puszczę

Przypomnijmy: w 2016 roku Lasy Państwowe zintensyfikowały wycinkę w Puszczy w ramach walki z kornikiem drukarzem. Jak pisaliśmy wtedy w OKO.press, przeciwko tym planom protestowały największe i najbardziej znane organizacje ekologiczne w Polsce. Przekonywały, że Puszcza Białowieska jest jedynym w Polsce lasem pierwotnym, nie poddanym ingerencji człowieka i tego stanu nie powinno się naruszać. Powinno się zostawiać w nim martwe drzewa.

Przeczytaj także:

Około 35 proc. świerków wymarło w związku z pojawieniem się kornika drukarza. Przetrwały silniejsze drzewa, które mogły być źródłem kolejnych, bardziej odpornych pokoleń. „Wolne miejsce po słabych drzewach jest więc okazją do ekspansji młodego pokolenia najlepiej dostosowanych świerków” – pisali wtedy naukowcy z Polskiej Akademii Nauk, Uniwersytetu Śląskiego i Wrocławskiego w swoim opracowaniu dotyczącym nasadzeń.

„Niestety, potomstwo najodporniejszych świerków zostanie zniszczone i zastąpione sadzonkami ze szkółki, które nie przeszły przez sito naturalnej selekcji egzekwowanej przez kornika. To oznacza, że nasadzenia znacznie obniżą odporność Puszczy" - wyjaśniali w 2017 roku.

Puszcza Białowieska i „ingerencja" Unii

17 kwietnia 2018 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał, że Polska złamała prawo, prowadząc w Puszczy Białowieskiej wycinkę motywowaną walką z kornikiem drukarzem.

Zobowiązał Polskę do zaprzestania:

  1. wycinki w puszczańskich borach i lasach bagiennych oraz łęgach wierzbowych, olszowych, topolowych i jesionowych, a także w starodrzewach;
  2. wycinki w siedliskach licznych gatunków zwierząt, m.in. dzięcioła trójpalczastego;
  3. usuwania ponadstuletnich, martwych świerków;
  4. wycinki w ramach zwiększonego etatu cięć w Nadleśnictwie Białowieża.

W 2021 roku Komisja Europejska zgłosiła zastrzeżenia dotyczące wykonywania wyroku. Jej zdaniem Polska nie zastosowała się do wymagań TSUE. Wiceminister klimatu i środowiska Edward Siarka wyjaśniał wtedy, że są to jedynie kwestie prawne i sam podpisze stosowne aneksy, o które upomina się KE. Jak dodał, w Puszczy Białowieskiej nie są prowadzone żadne prace.

To właśnie o tej ingerencji organów UE w sprawy związane z Puszczą mówił Michał Gzowski. Tylko że gdyby nie opór społeczeństwa i przełomowy wyrok TSUE, dziś moglibyśmy mieć tylko wspomnienie naturalnego lasu.

W 2016 roku badacze z Uniwersytetów Warszawskiego i Śląskiego, a także z Polskiej Akademii Nauk pisali: „Obecny stan części gospodarczej Puszczy Białowieskiej jest przede wszystkim wynikiem decyzji podejmowanych w ciągu stuletnich już działań przemieniających krok po kroku las naturalny w las uprawiany, z jednogatunkowymi, jednowiekowymi płatami drzewostanów. Stan Puszczy nie jest jednak katastrofalny. Jeśli zostaną zahamowane zaburzenia powodowane gospodarką ludzką, las ma szansę się zregenerować".

Pożary Puszczy nie grożą

A co z zagrożeniem pożarowym, o którym mówi Michał Gzowski?

„Eksperci powtarzają to od lat: wielopiętrowy, wielogatunkowy las nie jest tak podatny na pożary, jak monokultury" - komentuje w rozmowie z OKO.press dr Antoni Kostka z Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze. O wypowiedzi rzecznika Lasów Państwowych mówi wprost: "bzdury". "Epatowanie rzekomym zagrożeniem dla ludzi, spaleniem Hajnówki, ogromnym niebezpieczeństwem, ma tylko zniechęcić opinię publiczną do ochrony Puszczy. To manipulacja, którą w trakcie sporu o Puszczę słyszeliśmy od niektórych leśników wielokrotnie. Okazała się jednak na tyle bezsensowna, że i oni przestali podnosić ten argument" - dodaje Kostka.

Argument został obalony przez ekspertów w 2019 roku, kiedy spłonął ponad hektar lasu. Lasy Państwowe obwiniały martwe świerki. Odpowiedziała im Fundacja Dzika Polska, komentując, że pożar mógł być skutkiem wieloletnich zaniedbań ze strony LP oraz błędów popełnianych przez nadleśnictwa.

„Rozległe wycinki znacznie zwiększyły zagrożenie pożarowe. Pozostały po nich rozległe powierzchnie trawiaste, które płoną łatwo i błyskawicznie w przeciwieństwie do dojrzałych (nawet martwych) drzewostanów" - pisali eksperci. „Pożar miał miejsce w nasadzeniach świerkowych wykonanych przez nadleśnictwo. Są one bardziej podatne na pożary niż dojrzałe, zróżnicowane piętrowo i gatunkowo lasy" - dodawali.

Lasy Państwowe do likwidacji? Niekoniecznie

Zdaniem dr. Antoniego Kostki opór polityków Zjednoczonej Prawicy, a także Michała Gzowskiego, który w Telewizji Republika ostrzegał przed dramatycznymi konsekwencjami włączenia leśnictwa do kompetencji dzielonych z UE, jest niezrozumiały. Jak wyjaśnia, jeśli dojdzie do wprowadzenia zmian w traktacie o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, Lasy Państwowe (wbrew przewidywaniom Gzowskiego) wcale nie będą musiały zostać zlikwidowane.

„Transport, energetyka czy rolnictwo są kompetencjami dzielonymi i nikt nad tym szat nie rozdziera. To nie oznacza przecież zabrania kompetencji polskiemu urzędowi, tylko wsparcie w procesach decyzyjnych. Nie jest tak, że unijni urzędnicy chodzą i mówią: tu trzeba siać buraka, a tu pszenicę. I mimo że rolnictwo jest kompetencją dzieloną, to jakoś polska gospodarka na tym nie straciła" - komentuje dr Antoni Kostka. „Proszę zauważyć, że kompetencją dzieloną z UE jest również ochrona środowiska. Leśnictwo jeszcze nie. To paradoks, który Unia chce w tym momencie rozwiązać, żeby uniknąć chaosu" – dodaje.

Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Przeczytaj także:

Komentarze