Prawie 155 tys. m3 - tyle drewna Ministerstwo Środowiska chce wyciąć i wywieźć z Puszczy Białowieskiej do 2021 roku. Powód: zagrożenie życia i zdrowia mieszkańców i turystów, niebezpieczeństwo pożarowe oraz konieczność ochrony cennych siedlisk i gatunków. Zdaniem naukowców i prawników związanych z Koalicją Kocham Puszczę te przesłanki są wątpliwe

W środę 24 kwietnia 2019 roku minister środowiska Henryk Kowalczyk i wiceminister Małgorzata Golińska przedstawili na konferencji prasowej – jak czytamy na stronie resortu – „dobre propozycje” zmian aneksów do planów urządzenia lasu dla trzech puszczańskich nadleśnictwo – Browsk, Hajnówka i Białowieża. „Dobre propozycje” umożliwią kolejne wycinki w Puszczy Białowieskiej. Jak mówili przedstawiciele resortu, do „podjęcia niezbędnych działań” zmuszają leśników „narastające zagrożenie dla życia i zdrowia mieszkańców oraz turystów, wysoki poziom zagrożenia pożarowego oraz konieczność aktywnej ochrony cennych siedlisk i gatunków”.

Propozycje mają zostać wkrótce poddane pod konsultacje społeczne. Ale już budzą obawy, a nawet sprzeciw naukowców i prawników związanych z Koalicją Kocham Puszczę, która zabiega o objęcie całej Puszczy Białowieskiej statusem parku narodowego. W jej skład wchodzą: ClientEarth – Prawnicy dla Ziemi, Fundacja Dzika Polska, Fundacja Greenmind, Greenpeace, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot i WWF Polska.

„Po lekturze komunikatu Ministerstwa Środowiska mam wrażenie, że przeniosłem się w czasie trzy lata wstecz, gdy ministrem środowiska był Jan Szyszko. To są te same argumenty za wycinką, które już słyszeliśmy. Tak samo manipulatorskie i fałszywe” – mówi OKO.press dr hab. Przemysław Chylarecki z Fundacji Greenmind.

„Aneksowanie planów urządzenia lasu stoi w jaskrawej sprzeczności z rekomendacjami ostatniego raportu UNESCO i IUCN” – mówi OKO.press Tomasz Pezold-Knezevic z WWF Polska. I dodaje, że raport mówi wyraźnie, że żadne tego typu dokumenty nie powinny być opracowywane i wdrażane przed przygotowaniem Zintegrowanego Planu Zarządzania obszarem Światowego Dziedzictwa.



„To trochę jak z pożarem Notre Dame”

Jak informuje resort środowiska, na obszarze trzech puszczańskich nadleśnictw martwe drzewa stanowią już 1/4 ogółu drzewostanu. To w 4/5 zabite przez kornika drukarza świerki. Ministerstwo zapewnia, że wycinki będą prowadzone tylko w lasach gospodarczych Puszczy Białowieskiej.

Aż 72 proc. drzew – 112 tys. m3 – ma zostać usuniętych „poza właściwym obszarem Puszczy Białowieskiej na porolnych lasach w Browsku oraz terenie jednostki wojskowej” (chodzi o tę jednostkę, w której rzekomo znajduje się magazyn z materiałami wybuchowymi; jego eksplozją straszyły niedawno Lasy Państwowe – pisaliśmy o tym tu). Reszta wycinek – 42,6 tys. m3 – ma zostać przeprowadzona w granicach III strefy UNESCO, gdzie – w pewnych sytuacjach – są one dopuszczalne.

Źródło: Ministerstwo Środowiska

Ogółem pod topór trafi ok. 155 tys. m3 drzew. Resort uspokaja, że to tylko „0,6 proc. całego drzewostanu, jaki znajduje się na obszarze tych trzech nadleśnictw”. „Posługiwanie się skalą procentową jest całkowicie nie na miejscu. Bo nie chodzi tu o to, jaki procent całego drzewostanu będą stanowiły wycięte drzewa. Ale o to, do jakich strat przyrodniczych może dojść w wyniku ich usunięcia” – komentuje dr hab. Chylarecki.

„To trochę jak z niedawnym pożarem katedry Notre Dame – to niby tylko jeden kościół, ale jego uszkodzenie zabolało nas bardzo mocno” – dodaje.



Wycinka może zwiększyć ryzyko pożarów

Naukowiec krytycznie ocenia również inne motywy wycinki, które przyświecają Ministerstwu Środowiska w jego planach kolejnych wycinek: zapewnienie bezpieczeństwa na szlakach, zapobieganie pożarom i przeciwdziałanie degradacji siedlisk.

„W Puszczy Białowieskiej wycinka związana z zapewnianiem bezpieczeństwa publicznego, np. przy drogach, powinna być realizowana punktowo, z chirurgiczną precyzją, bo to jest najcenniejszy las Europy” – mówi OKO.press dr hab. Chylarecki.

„Tymczasem doświadczenia z poprzedniej wycinki wskazują na to, że robiono to metodą przypominającą użycie cepa, często w odległości 50 i więcej metrów od szlaków komunikacyjnych. Z przyczyn oczywistych – ekonomicznych, bo w ten sposób pozyskiwano więcej drewna, które można spieniężyć” – dodaje.

Co do zagrożenia pożarowego, Chylarecki zwraca uwagę, że wszystkie badania pokazują, że w lasach główną przyczyną pożarów są ludzie, a liczba pożarów jest skorelowana z wielkością pozyskania drewna. Do zaprószeń dochodzi bowiem najczęściej podczas wycinek. Z dwóch powodów: po pierwsze, robotnicy leśni nielegalnie palą ogniska, po drugie – podczas ścinania drzew na leśnej ściółce pozostają stosy gałęzi i gałązek, które są doskonałym paliwem dla pożaru.

„Jest więc wysoce wątpliwe, że ścinka suchych drzew jest adekwatnym sposobem zagwarantowania bezpieczeństwa przeciwpożarowego w Puszczy Białowieskiej” – kwituje dr hab. Chylarecki.

W niedawnej rozmowie z OKO.press inny naukowiec, dr hab. Michał Żmihorski z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży mówił: „Nie możemy zapominać, że przynajmniej część martwego drewna jest na tyle wilgotna, że nie stanowi żadnego zagrożenia pożarowego. Co więcej, wręcz zabezpiecza przed pożarami, ponieważ ogranicza rozwój traw i zwiększa wilgotność ściółki.

Zagrożenie pożarowe wynika z szeregu różnych czynników, a Lasy Państwowe próbują nas przekonać, że jest on tylko jeden – zabite przez kornika świerki. To manipulacja”.

Skoro Puszczy Białowieskiej grozi ogień, to dlaczego cały czas osusza się ją rowami melioracyjnymi, które – choć powstałe dziesiątki lat temu – nadal są utrzymywane? „Przy okazji asfaltowania Drogi Narewkowskiej odnowiono ich łącznie aż 30 km. Zagrożenie pożarowe, o którym mówią Lasy, jest też efektem tych melioracji”.



„Zapobieganie ślepnięciu przez amputację nogi”

Podczas konferencji prasowej wiceminister Golińska mówiła też o „zniekształconych siedliskach”, które wymagają ochrony przez planowaną wycinkę. Wiązała je z efektami gradacji kornika drukarza i wskazywała, że w Puszczy Białowieskiej zniekształceniu uległy następujące siedliska:

  • łęgi jesionowe – w 60 proc.;
  • grądy – w 65 proc.;
  • bory bagienne – w 20 proc.;
  • świerczyny bagienne na torfie – w 90 proc.;
  • dąbrowy świetliste – w 100 proc.

„Zniekształceniem siedliska nazywa się sytuację, w której dany obszar należący – jak Puszcza Białowieska – do sieci Natura 2000 traci tzw. właściwy stan ochrony, czyli – upraszczając – zaczyna się degradować” – wyjaśnia dr hab. Chylarecki. Zaznacza przy tym, że

czynników odpowiedzialnych za tę degradację może być cała masa – ale w przypadkach podanych przez wiceminister środowiska Małgorzatę Golińską nie jest nim kornik!

„Przykładowo, za obniżenie kondycji świerczyny na torfie odpowiada spadek wód gruntowych. A całkowity zanik świetlistych dąbrów to efekt zaprzestania wypasu bydła w Puszczy Białowieskiej” – mówi.

„Mówiąc obrazowo, ‚leczenie’ tych negatywnych zjawisk przez wycinkę suchych świerków przypomina zapobieganie ślepnięciu przez amputację nogi. Po prostu jedno z drugim nie ma nic wspólnego” – dodaje.

I przypomina też, że raport WWF o Puszczy Białowieskiej sprzed dwóch lat jasno wskazywał, że przyczyną niszczenia siedlisk w tym lesie jest właśnie nadmiar gospodarki leśnej, a nie jej brak (o tym raporcie pisaliśmy tu).

Podczas konferencji prasowej wiceminister Golińska podkreślając potrzebę nowych cieć, mówiła również, że kornik atakuje już nie tylko świerki, ale też sosny. Zdaniem dr hab. Chylareckiego nie ma to żadnego znaczenia, bo wycinką nie da się zwalczyć gradacji kornika drukarza.

„Naukowcy z Koalicji Kocham Puszczę – i to na podstawie danych LP! – pokazywali, że ekspansja kornika drukarza w tych częściach lasu, w których cięto, i w tych, w których nie cięto, przebiegała z taką samą intensywnością. Sądziłem, że resort odszedł już od tego sposobu myślenia. Jak widać, łudziłem się” – komentuje naukowiec.



Czy aneksy będą legalne?

Resort środowiska zapewnia, że wszystkie aneksy do puszczańskich planów urządzenie lasu będą respektowały wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 17 kwietnia 2018 r., który uznał wycinkę z 2017 r. za nielegalną. Przypomnijmy, że wykonywano ją na mocy poprzedniego aneksu, który podpisał w marcu 2016 r. były już minister środowiska Jan Szyszko.

„Wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE sprzed roku stwierdził, że poprzedni aneks naruszył prawo, gdyż m.in. ocena oddziaływania na obszar Natura 2000 została oparta na złej metodyce i nieodpowiednich danych przyrodniczych, nie uwzględniła chronionych gatunków, w tym zezwolono na cięcia w okresie lęgowym ptaków, i nie uwzględniono skutków skumulowanych” – przypomina w rozmowie z OKO.press Agata Szafraniuk z ClientEarth – Prawnicy dla Ziemi.

Prawniczka zaznacza, że obecnie proces oceny oddziaływania na środowisko propozycji nowych cięć jeszcze się nie skończył: odpowiednie organy nie wydały jeszcze opinii, a społeczeństwo nie przekazało żadnych uwag, bo nie było jeszcze konsultacji. Dlatego dopiero po przeanalizowaniu odpowiedzi odpowiednich organów oraz uwag w ramach konsultacji społecznych, minister środowiska będzie mógł ocenić czy może podpisać aneksy, czy nie. „Ale warunkiem do tego jest brak negatywnego oddziaływania” – mówi Szafraniuk.

„W kontekście bardzo intensywnej wycinki, która miała miejsce przez ostatnie lata, ciężko sobie wyobrazić że ponowna wycinka będzie miała pozytywny wpływ na chronione obszary i żyjące tam gatunki” – dodaje.


Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press