9 maja na paradzie w Moskwie Putin może się znaleźć najbliżej strefy walk w całej wojnie, którą wypowiedział Ukrainie. Pokazał, jak bardzo się boi, ogłaszając, że w razie ataku drnowego na Moskwę uderzy w centrum Kijowa „w zmasowanym ataku rakietowym”. Tak jeszcze zwycięstwa Moskwa nie obchodziła
Jak wiadomo, moskiewska defilada na rocznicę zwycięstwa nad Hitlerem 9 maja będzie w tym roku skromna. Putin nie pokaże najnowszej broni, przemarsz piechoty będzie krótki – „ze względu na okoliczności”.
Od 2 maja tymczasem ukraińskie drony atakują Moskwę. Do 4 maja obrona zestrzeliła ich około 30. Jeden trafił w budynek 6 km od Kremla. Tak blisko wojny Putin nigdy nie był.
Groźby Kremla wywołało jednak nie to, że ukraińskie drony atakują mu stolicę, ale uwaga prezydenta Zełenskiego, że wojna się zmieniła i Putin nie może być pewien, że Ukraina nie zaatakuje Moskwy w czasie parady 9 maja.
„Jeśli reżim w Kijowie spróbuje zrealizować swoje zbrodnicze plany zakłócenia obchodów 81. rocznicy zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, rosyjskie siły zbrojne przeprowadzą zmasowany odwetowy atak rakietowy na centrum Kijowa” – taki komunikat wydał 4 maja wieczorem rosyjski MON.
W ten sposób Putin pokazał, że obchodzi go tylko jego bezpieczeństwo.
Do samej Moskwy Rosjanie ściągnęli właśnie – jak twierdzą Ukraińcy – dodatkową obronę przeciwlotniczą. Osłabia to resztę Rosji.
Kreml twierdzi przy tym, że „Rosja, pomimo swoich możliwości, dotychczas wstrzymywała się od takich działań ze względów humanitarnych”. Nie jest to do końca prawdą – centrum Kijowa było ostrzeliwane, ale było dobrze bronione. Widać tu więc dużą desperację.
Ukraina odpowiedziała natychmiast: Rozejm nie od 8 maja, jak chce Moskwa, ale od 6 maja.
„Uważamy, że życie ludzkie jest o wiele cenniejsze niż jakiekolwiek »obchody« rocznicowe. W związku z tym ogłaszamy zawieszenie broni, które wejdzie w życie o godz. 00:00 w nocy z 5 na 6 maja. Do tego czasu można doprowadzić do tego, by zapadła cisza. Potem będziemy działać na zasadzie wzajemności. Nadszedł czas, aby rosyjscy przywódcy podjęli rzeczywiste kroki w celu zakończenia wojny, zwłaszcza że rosyjskie Ministerstwo Obrony uważa, iż nie może zorganizować parady w Moskwie bez dobrej woli Ukrainy” – napisał prezydent Wołodymyr Zełenski na X.
Tymczasem odkąd stało się jasne, że defilada w Moskwie nie jest bezpieczna, Putin przestał pokazywać się publicznie. Ostatni raz dał się sfilmować na spotkaniu z „przedstawicielami małych narodów rdzennych” 30 kwietnia. Dopytywał się tam o szczegóły tradycyjnych potraw. W tym czasie kolejny dzień płonęła po ukraińskim ataku rafineria i port w Tuapse, oberwały zakłady chemiczne w Permie oraz lotnisko wojskowe w Czelabińsku. Są daleko poza zasięgiem Tomahawków, których Trump postanowił nie dać Ukrainie.
Nigdy w historii Rosji nie sięgnęła tam wojna.
Ostatnią próbą Putina poradzenia sobie z narastającymi ukraińskimi atakami w dniu, w którym powinien wystąpić publicznie na Placu Czerwonym, było zaciekawienie Trumpa ideą „rozejmu na Dzień Zwycięstwa” w Moskwie. Pomysł przedstawił w rozmowie telefonicznej 29 kwietnia. Trump był „za”, ale przy obecnym stanie relacji USA ze światem nie miało to większego znaczenia. Ukraina zapytała Amerykanów, czy chodzi im o prawdziwy rozejm, czy o zapewnienie Putinowi komfortu na trybunie na Placu Czerwonym.
Trump rozejmu nie załatwił.
Moskwa więc ogłosiła, że nie zamierza się prosić. 4 maja ogłosiła sobie rozejm na 8 i 9 maja i pogroziła Ukrainie. Co jednak Ukraina przebiła i teraz to Rosja ma udowodnić, że rozejmu przestrzega – od jutra, 6 maja.
I Putin ma dylemat: propozycja Ukrainy mogłaby Rosję uchronić przed atakami Ukrainy głęboko na zapleczu, ale w ten sposób upragnione „zwycięstwo” Putina przestałoby istnieć. W piątym roku pełnoskalowego najazdu polega ono już tylko na ostrzeliwaniu Ukrainy i wytracaniu własnych poddanych w „mięsnych szturmach”. Ale to właśnie uzasadnia w Rosji władzę Putina.
Tymczasem ukraińskie ataki na Rosję są coraz częstsze i coraz bardziej dotkliwe, co potwierdza sama Moskwa:
Nie chodzi przy tym o to, czy Ukraińcy rzeczywiście mogliby coś trafić w Moskwie 9 maja. Udało się im skutecznie narzucić Rosji opowieść o zagrożeniu, jakie sama na siebie ściągnęła, napadając na Ukrainę.
Putin nadal nie przyjmuje do wiadomości, że współczesna wojna to nie front, ale wojna dronowa, w której napastnik nie może czuć się bezpieczny. W rozmowie telefonicznej z Trumpem przekonywał go, że „posuwa się do przodu”. Reszta to nieistotne szczegóły.
Rzecznik Putina Pieskow ogłosił, że cele, które Ukraińcy trafili w Rosji, są tajne. Wobec tego informacje o trafieniach dostępne są tylko ze źródeł obcych, w Rosji zakazanych, np. w ukraińskich komunikatach z dowodami w postaci zdjęć:
Dlatego prawomyślny poddany Putina, który nie używa VPN i o wszystkim dowiaduje się z oficjalnych mediów, musi zakładać, że Ukraińcy mogą uderzyć wszędzie i to tylko w cele cywilne. O uderzeniach w infrastrukturę wojenną i zasilającą wojnę w Rosji w oficjalnym przekazie nie ma mowy.
W ramach wyjątku „Wiesti Niedieli” 3 maja pokazały relację z czarnomorskiego portu Tuapse. Oficjalnie sytuacja jest tam pod kontrolą – tak powiedział sam Putin. Telewizyjny komentator nie kwestionował więc twierdzenia władcy, że w zasadzie nic się nie stało. Ogłosił więc, że „atakując zbiorniki ropy przeznaczonej na eksport, Ukraina zagroziła stabilności światowych rynków oraz zbliżającemu się sezonowi wypoczynkowemu nad Morzem Czarnym”.
Następnie telewizja pokazała strawione pożarem instalacje naftowe, mieszkańców skarżących się na zniszczenia w biednych domkach (władza obiecała rekompensat) i wolontariuszy zbierających ropę z plaży. 4 maja telewizja ogłosiła, że w mieście można już bezpiecznie chodzić bez maseczek, bo nie ma już w powietrzu trujących oparów. Atak na miasto zaczął się 16 kwietnia i trwał do 1 maja...
O innych katastrofach odbiorca oficjalnego przekazu może się dowiedzieć tylko z komunikatów o alarmach dronowych i rakietowych na prawie całym europejskim terytorium Rosji. W sumie – jest strasznie.
To nie jedyny apokaliptyczny efekt, jaki wywołuje propaganda.
Poczuciu katastrofy moskiewskie media próbują bowiem też przeciwdziałać reportażami o ostrzeliwaniu Ukrainy. Ilustrują to w głównym wydaniu „Wiesti” obrazami płonących miast (2 i 4 maja). Komentarz wyjaśniał, że Rosja skutecznie odpowiadała na to, co Ukraińcy jej robią. Mimo że to, co robią, jest „tajne”, więc nie wiadomo, co to jest.
Widza ma przy tym pocieszyć informacja, że Ukrainę zaatakowało w ciągu tygodnia ponad 1600 rosyjskich dronów. Niestety, te same oficjalne źródła informują, że nad Rosją obrona powietrzna Putina zestrzeliła ich w tym samym czasie 2600. A niektórych nie zestrzeliła – w Tuapse, sądząc po telewizyjnych obrazkach – trafił nie jeden dron.
Paradoksalnie o tym, jak naprawdę może wyglądać sytuacja Rosji, poddani Putina mogą dowiedzieć się z relacji o wojnie Trumpa w Iranie. Rosyjska telewizja pokazuje z lubością satelitarne zdjęcia zniszczonych amerykańskich baz wojskowych. Objaśnia przy tym, że takie właśnie spustoszenia mogą wywołać małe drony.
Oficjalna wykładnia obecnej sytuacji na wojnie Putina jest tymczasem taka, że Ukraina przegrywa na froncie, stąd „ataki terrorystyczne” na Rosję. Reżimowe rosyjskie media próbują przygotować materiały dostosowane do tej wersji. O tej porze roku grube nici, jakimi to jest szyte, wyjątkowo dobrze widać. Na jednych ujęciach „reportaży o zwycięstwie” roślinność jest buro-przedwiosenna, a na innych – oszałamiająco zielona. A niby chodzi o błyskawiczne bohaterskie zdobycie jednej wioski w ostatnich dniach.
29 kwietnia, po wielu dniach spekulacji, Kreml oficjalnie ogłosił, że tegoroczna parada zwycięstwa w Moskwie będzie mniejsza, krótsza i bez pokazów sprzętu. Powody są mętne: a to nie jest t „okrągła rocznica zwycięstwa” (jednak poprzednie nieokrągłe rocznice w 2022, 2023 i 2024 r. były wielkie i buńczuczne), a to, że powodem są „okoliczności”, a to, że chodzi o „bezpieczeństwo Moskwian”. Z powodu tego bezpieczeństwa w Moskwie już nie działa mobilny internet, krążą też plotki o wyłączeniu go w ogóle.
Tymczasem oficjalna zapowiedź, że moskiewska defilada „z powodu okoliczności” będzie mniejsza miała ten skutek, że
natychmiast posypały się doniesienia o odwoływaniu lub zmniejszaniu lokalnych parad w całej Rosji.
Część imprez będzie w trybie „online” – co w dobie wyłączania internetu wydaje się dziwaczne. Część sprowadzi się do wydarzeń w pomieszczeniach zamkniętych lub ograniczy się do pospiesznego złożenia kwiatów pod pomnikiem.
Zniknięcie Putina w tym momencie, choć to stara jego praktyka w czasach kryzysu, warte jest uwagi. Od chwili, kiedy Ukraińcy ogłosili, że się w rozejm nie bawią, mamy tylko archiwalne zdjęcia władcy i doniesienia, że podpisał liczne ustawy – w tym m.in. ustawę dotyczącą produkcji konserw z wątroby dorsza na statkach i wytyczne w sprawie biogospodarki.
Putin idzie więc w ślady ostatniego cara Mikołaja II, który wiedział, jak celebrować jedynowładztwo, ale nie miał pojęcia o byciu przywódca w momencie kryzysu i katastrofy.
W ten właśnie sposób Moskwa, trzymając się oficjalnej wersji o „zwycięstwie”, wzmacnia poczucie klęski i desperacji. A uczucia te są zrozumiałe: gospodarka kurczy się od początku roku i nikt nie mówi już, że to zgodne z planem. A teraz jeszcze wojna Putina zepsuła ulubione święto Rosjan.
Ponieważ zaś Putin powtarza, że „cele w Ukrainie osiągnie”, nikt nie wie, ile to jeszcze potrwa. Nie można być jednak optymistą, skoro władza w zasadzie odwołała swoje doroczne pogańskie „święto wiosny”. Samo zaś zwycięstwo, które jest przedmiotem celebry, ma coraz bardziej wymiar eschatologiczny. Wojna w Ukrainie nie jest już porównywana z II wojną światową. Nazywana jest już otwarcie „wojną dobra i zła”, a wcieleniem zła jest nie tyle Ukraina, ile cała Europa. A z nią wojna się nawet jeszcze nie zaczęła.
Kremlowscy oficjele mogą więc spokojnie obiecywać poddanym powszechną szczęśliwość po zwycięstwie, które nastąpi w nieokreślonej przyszłości: „Zwycięstwo Rosji przyniesie stabilizację i szansę na rozwój kraju zgodnie z założeniami” – ogłosił 30 kwietnia były prezydent Dmitrij Miedwiediew.
Krążących po sieci opowieści, że Putin panicznie boi się zamachu, nie jesteśmy w stanie ocenić. Ale rozdygotanie w oficjalnym przekazie może świadczyć, że coś jest na rzeczy. Putin właśnie dowiódł, że boi się o siebie – nie o współobywateli. Propaganda przyjęła to śmiertelnie poważnie. Od ogłoszenia komunikatu MON rosyjska propaganda zaczęła powtarzać wezwanie do mieszkańców Kijowa, by opuścili miasto.
Do tej pory coś takiego było elementem najkrwawszej wojennej publicystyki. Propagandyści opowiadali w hejterskich programach publicystycznych, że najlepiej ukraińskie – czy też europejskie (w zależności od okazji wywołującej groźby) – miasta należy zetrzeć z powierzchni ziemi, a mieszkańcom dać 24 godziny na ewakuację.
PS. 5 maja, czekając na decyzję Putina w sprawie rozejmu od 6 maja, Ukraińcy zaatakowali dronami Moskwę, trafili rafinerię Kiriszy i zakłady zbrojeniowe w Czeboksarach. Tam kryzys zapowiada się poważnie: w mieście stanęła komunikacja miejska.
Na zdjęciu głównym: Putin na paradzie przed rokiem.
Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?
UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN.
Cały nasz cykl GOWORIT MOSKWA znajdziecie pod tym linkiem.
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze