Członkowie władz PZŁ bezpłatnie polowali dla trofeów, a informacje o tym zniknęły tajemniczo z systemu. Ptaki hodowane w ośrodkach hodowli zwierzyny padały, a wypłacanie odszkodowań rolnikom budziło podejrzenia. Audyt w Polskim Związku Łowieckim wykrył szereg nieprawidłowości.
Część nieprawidłowości dotyczy wewnętrznych spraw zrzeszenia, takich jak niegospodarność. Ale są też sprawy, które wykraczają poza granice PZŁ, a dotyczą gospodarowania majątkiem Skarbu Państwa czy złego traktowania zwierząt.
Prywatna firma audytorska Fraud Control przeprowadziła w 2024 r. audyt dochodzeniowy w PZŁ (na zlecenie samego związku) za okres maj 2018-2023 r. Takie audyty są wykonywane w każdej kadencji władz. W tym czasie łowczymi krajowymi byli kolejno: Piotr Jenoch, Albert Kołodziejski i Paweł Lisiak. „W trakcie badania zidentyfikowane zostały bardzo poważne nieprawidłowości, które z dużym prawdopodobieństwem spowodowały istotne szkody w majątku PZŁ” – napisali autorzy raportu z audytu.
Dotarliśmy do tego dokumentu.
W 2023 r. znacznie wzrosła liczba bezpłatnych polowań w ośrodkach hodowli zwierzyny (OHZ). Pod tą nazwą kryją się tereny wyłączone ze standardowej dzierżawy przez koła łowieckie i zarządzane bezpośrednio przez Lasy Państwowe lub Polski Związek Łowiecki.
W założeniu mają wzorcowo gospodarować łowiskami, prowadzić badania naukowe i odtwarzać zanikające populacje zwierząt. Rzeczywistym celem jest jednak wyhodowanie zwierząt po to, żeby stanowiły cel dla komercyjnych klientów, którzy zapłacą za możliwość ich zabicia. Często są to myśliwi z zagranicy, przyjeżdżający do Polski na tzw. polowania dewizowe.
Myśliwi komercyjni cenią sobie polowania na trofea, więc chętnie strzelają do samców jeleni i saren dla ich poroża, a ośrodki hodowli zwierzyny niemało na tym zarabiają. Bezpłatne polowania są możliwe, ale – w teorii – muszą być one zasadne.
Myśliwi często tłumaczą, że polowania komercyjne służą zarabianiu pieniędzy na odszkodowania dla rolników. Tymczasem wysoko postawione osoby w PZŁ stoją ponad regulacjami związku i traktują łowisko jak swój prywatny folwark.
Osobami, które według raportu z audytu miały bezpłatnie polować, byli:
Bezpłatnie polowały również inne osoby z kręgu kalisko-poznańskiego. Marek Pudełko, kierownik Wydziału Hodowli Łowieckiej i Sokolnictwa, twierdził, że bezpłatne polowania utrudniały polowania komercyjne, bo nie było już zwierzyny albo była ona przepłoszona.
Szczególnie niepokojące jest to, że osobą polującą bezpłatnie była prokurator. Zapytaliśmy Michała Binkiewicza, rzecznika prasowego Prokuratury Regionalnej w Katowicach, czy do Prokuratury trafiły informacje na ten temat, a jeśli tak — to czy podjęte zostały działania wobec Ewy Kraski.
W odpowiedzi czytamy, że Prokuratura Regionalna w Katowicach nie nadzoruje postępowania dotyczącego opisanego przez nas przedmiotu ani osoby, a
„tutejsza jednostka organizacyjna Prokuratury nie dysponuje wiedzą o opisanych (…) okolicznościach”.
Problemem jest jednak także to, że sam audytor nie był w stanie ustalić, na jaką skalę odbywały się polowania. Chciał dokładniej zbadać tę kwestię, ale dane zostały usunięte z systemu.
Z bazy zniknął wycinek danych: tylko cenniki polowań i tylko za 2023 r.
W związku z tym audytor uznał, że ktoś zrobił to celowo, w celu ukrycia informacji o bezpłatnych polowaniach. Usunięcie tych danych przez pomyłkę jest mało prawdopodobne — nie robi się tego jednym kliknięciem. W trakcie badania udało się ustalić, że dane mogli usunąć pracownicy działu IT PZŁ, a także Krzysztof Synowiec, wcześniej związany z firmą Torn, która tworzyła dla PZŁ system Łowiectwo (narzędzie informatyczne, które ma pomóc w usprawnieniu zarządzania gospodarką łowiecką). Synowiec doradzał później PZŁ w zakresie narzędzi IT.
„Ustalenie osoby odpowiedzialnej za usunięcie danych z systemu informatycznego to absolutnie kluczowa sprawa” – rekomenduje audytor, który wskazuje, że prawdopodobnie ta osoba ma nadal dostęp do danych. Ich wyciek może spowodować problemy wizerunkowe i prawne PZŁ.
Według audytora należy przeanalizować w ośrodkach hodowli zwierzyny wszystkie przypadki polowań na zwierzęta dla trofeów w OHZ.
Z raportu wynika, że z powodu bezpłatnych polowań mogła powstać znaczna szkoda w majątku PZŁ. Myśliwi wprawdzie na każdym kroku podkreślają, że utrzymują PZŁ z prywatnych środków, jednak zwierzęta łowne – dopóki są żywe – należą do Skarbu Państwa. Myśliwi utrzymują też, że do polowań dopłacają, a polowania komercyjne służą temu, żeby były środki na wypłatę odszkodowań dla rolników.
Tymczasem audyt w PZŁ pokazuje dużą dowolność polowań ośrodkach hodowli zwierzyny należących do zrzeszenia.
W jednym z 18 ośrodków w trakcie audytu przebadano szczegółowo wszystkie polowania na samce jeleni i w jednym przypadku – Michała Gawdzika, łowczego okręgowego z Katowic – nie znaleziono faktury za polowanie. Audytor wyciągnął więc wniosek, że to było jedno z bezpłatnych polowań. Upolowany byk został wyceniony na około 7 tys. zł.
Pieniądze za polowania trafiają do zarządcy obwodu łowieckiego, czyli w tym przypadku PZŁ, gdyż to on prowadzi OHZ. Środki mają być przeznaczane na realizację celów statutowych, takich jak dokarmianie zwierząt, ochrona przyrody i odszkodowania dla rolników.
Traci więc związek, ale są też straty pośrednie, np. jest mniej pieniędzy na cele statutowe, czyli np. na ochronę przyrody (która i tak jest traktowana marginalnie) czy na odszkodowania dla rolników, więc rodzi to pole do zaniżania odszkodowań. A PZŁ, który jest powołanym ustawą prawo zrzeszeniem osób fizycznych i prawnych, które prowadzą gospodarkę łowiecką, zamienia się w prywatny folwark notabli.
Audytor stwierdził, że biorąc pod uwagę liczbę OHZ oraz uzyskane przez niego informacje o dużej liczbie polowań bezpłatnych, straty z powodu bezpłatnych polowań mogą być dla PZŁ bardzo wysokie, ale z powodu braku danych w systemie nie da się ich oszacować.
Zarekomendował szczegółową analizę polowań na „zwierzynę trofealną” w 2023 r.
Zapytaliśmy PZŁ, czy ustalono, kto wykasował dane z systemu i czy udało się określić skalę darmowych polowań i straty poniesione z tego tytułu, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi na te pytania.
W OHZ-ach nieprawidłowości było więcej. Audytor uznał, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że wyniki OHZ zajmujących się hodowlą ptaków (OHZ Rożniaty, OHZ Gola i OHZ Moszna) zostały znacząco zawyżone za 2023 r., co wynika ze znacząco zawyżonej pozycji przychodów „ze zmiany stanu produktów”.
Ośrodki hodowli zwierzyny hodują zwierzęta, które później są wypuszczane do natury, gdzie rozmnażają się, dzięki czemu jest na kogo polować. Z ptaków myśliwi hodują bażanty i kuropatwy. Podkreślmy: bażanty są w Polsce gatunkiem obcym, a mimo tego myśliwi wpuszczają je do środowiska.
Sprawdzając dane tych trzech OHZ audytor miał duże wątpliwości, co do rzeczywistej rentowności OHZ. Zwrócił on też uwagę na cenę magazynową bażantów, która wzrosła z 31 do 57 zł za bażanta, mimo że na rynku schodzą one poniżej ceny magazynowej. Audytora interesowały kwestie finansowe, natomiast trudno nie zadawać pytania o ptaki – ile ich rzeczywiście hodowano i jakie były ich dalsze losy.
W OHZ Rożniaty i OHZ Gola problemem były też tzw. ubytki ptaków, czyli mówiąc niemyśliwskim językiem, śmierć ptaków w hodowli. Wzrost strat spowodowanych ubytkami z 200 zł w 2022 r. do 65 543 zł w 2023 r. w OHZ Rożniaty miał być spowodowany salmonellą, a ubytki w OHZ Gola nadmiernym zagęszczeniem ptaków spowodowanym nieodebraniem ptaków przez inny OHZ.
Te zdawkowe informacje mówią dużo o warunkach, które OHZ-y zapewniają hodowanym przez siebie ptakom. Nadmierne zagęszczenie ptaków, skutkujące śmiercią wielu osobników, oznacza, że warunki, w których były trzymane zwierzęta, nie odpowiadają potrzebom danego gatunku. W przypadku śmierci z powodu salmonelli wątpliwości budzi stosowana bioasekuracja. Choroba ta przenosi się przez kontakt w stadzie.
Koszty operacyjne w OHZ Gola wynosiły w 2021 r. 581 tys. zł, rok później 527 tys. W kolejnym roku: 270 tys. zł. Tak duże zmiany wzbudziły zainteresowanie audytora, który poszukał przyczyn. Po analizie zauważył, że gros stanowią odszkodowania wypłacane rolnikom za szkody wyrządzane przez zwierzęta łowne (jeśli zwierzęta łowne wyrządzą szkody w uprawach rolnych, to koła łowieckie wypłacają za nie odszkodowania rolnikom).
Wątpliwości audytora budziła wysokość wypłat. Dla przykładu: w 2022 r. zdarzały się wypłaty w kwocie 70 tys. zł. To ogromna kwota, biorąc pod uwagę odszkodowania wypłacane rolnikom przez koła łowieckie. Z Banku Danych o Lasach wynika, że wartość środkowa (mediana) odszkodowania w sezonie 2020/21 przez koło łowieckie wszystkim rolnikom wynosiła 5 tys. zł. To znaczy, że w przypadku połowy kół łowieckich w Polsce, wartość odszkodowań wypłaconych w ciągu roku wszystkim rolnikom mającym uprawy na terenie tego obwodu łowieckiego była niższa niż 5 tys. zł.
Poza tym audytorowi wydało się dziwne, że nie było postępowań sądowych dotyczących odszkodowań wypłacanych rolnikom. Takie postępowania nie są rzadkością dla PZŁ.
Przyjrzenie się tej kwestii doprowadziło do znalezienia przyczyny. Obecny kierownik OHZ Gola wyjaśnił, że jeden z pracowników OHZ miał dogadywać się z rolnikami celem zawyżania szacowanych szkód. „Jak się dowiedziałem, to szacował szkody łowieckie, mocno obciążając OHZ Gola, a dowiedziałem się to od rolników, którzy byli zdziwieni, że mamy jechać na pole” – w audycie zacytowany jest kierownik OHZ Gola.
Pracownik został zwolniony, ale skala szkód nie jest znana. Z raportu wynika, że pracownik PZŁ— co naturalne — nie zawyżał odszkodowań bezpłatnie.
O takim procederze w kołach łowieckich mówią sami myśliwi, ale że są to sprawy trudne do udowodnienia. Kiedy patologii domyślają się tylko koledzy z koła, to sprawy łatwo jest ukryć. Osoby szacujące szkodę dogadują się z rolnikiem, który szkodę zgłosił, na kwotę znacznie przewyższająca wartość strat. Później dzielą się korzyściami. Przykładem może być jedno z kół łowieckich na Pomorzu Zachodnim, gdzie jeden rolnik otrzymywał nawet 100 tys. zł odszkodowania i to na zasadzie ugody, a pieniądze były wypłacane jeszcze tego samego dnia.
Zdaniem myśliwego, który przekazał mi tę informację, dochodziło do zawyżania odszkodowań, z korzyścią majątkową dla myśliwego, którego obowiązkiem było szacowanie szkód. Sprawa, o której mowa w audycie PZŁ, skończyła się zwolnieniem pracownika szacującego szkody.
Zapytaliśmy PZŁ, jakie podjął kroki po audycie.
„Polski Związek Łowiecki przekazał audyt organom ścigania celem zbadania, czy któreś z opisanych tam zachowań wypełnia znamiona czynu zabronionego” – odpowiedział Wacław Matysek, specjalista ds. komunikacji w PZŁ.
Nie udało nam się jednak uzyskać informacji, czy organy ścigania wszczęły jakieś postępowania, a jeśli tak — to z jakim skutkiem.
Absolwentka prawa, z zawodu dziennikarka, przez wiele lat związana z „Rzeczpospolitą”. Trzykrotna laureatka konkursu dziennikarskiego Polskiej Izby Ubezpieczeń i laureatka Nagrody Dziennikarstwa Ekonomicznego Press Club Polska w 2023 r. Obecnie freelancerka, pisywała m.in. do „Gazety Wyborczej”, miesięcznika „National Geographic Traveler”, „Parkietu”, Obserwatora Finansowego i Prawo.pl. Po latach mieszkania w Warszawie osiadła z gromadką kotów na Podlasiu.
Absolwentka prawa, z zawodu dziennikarka, przez wiele lat związana z „Rzeczpospolitą”. Trzykrotna laureatka konkursu dziennikarskiego Polskiej Izby Ubezpieczeń i laureatka Nagrody Dziennikarstwa Ekonomicznego Press Club Polska w 2023 r. Obecnie freelancerka, pisywała m.in. do „Gazety Wyborczej”, miesięcznika „National Geographic Traveler”, „Parkietu”, Obserwatora Finansowego i Prawo.pl. Po latach mieszkania w Warszawie osiadła z gromadką kotów na Podlasiu.
Komentarze