0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Agata KubisAgata Kubis

8 marca znów to widzieliśmy: uczestniczki i uczestnicy demonstracji z okazji Dnia Kobiet spisywani i szarpani przez policję. Karani mandatami i trzymani bez żadnego sensownego uzasadnienia w policyjnych kotłach. Atakowani gazem przez funkcjonariuszy.

To już stały scenariusz podczas demonstracji kobiet oraz ich sojuszników, które rozpoczęły się 22 października 2020 roku, chwilę po orzeczeniu Trybunału Przyłębskiej niemal całkowicie zakazującym aborcji w Polsce.

Strajk Kobiet, Warszawa, 8.03.2021
Fot. Agata Kubis / OKO.press

Od tamtej pory byliśmy świadkami używania pałek teleskopowych przeciwko demonstrantkom i demonstrantom. Widzieliśmy używanie gazu przeciwko pokojowym manifestantom, również wobec posłanek, które chroni immunitet.

Media dzień po dniu informowały o przetrzymywaniu kobiet w aresztach, wywożeniu zatrzymanych za miasto, atakach i zarzutach wobec dziennikarzy wykonujących swoją pracę podczas manifestacji. Latami więzienia grożono nawet 14-latkowi za wpis na Facebooku.

To wszystko nie dzieje się bez konsekwencji: zaufanie do policji spada na łeb na szyję. Z sondażu Ipsos dla OKO.press wynika, że w oczach Polaków policja z rozjemcy de facto stała się stroną w politycznym i światopoglądowym sporze.[restrict_content paragrafy="5"]

Badanym zadaliśmy następujące pytanie:

Czy po reakcjach policji na demonstracje Strajku Kobiet po wyroku Trybunału Konstytucyjnego Pana/Pani zaufanie do policji wzrosło czy spadło?

Policja kontra obywatele: To już wrogość?

Rezultaty sondażu Ipsos dla OKO.press są przygnębiające nie tylko dla policji, ale również po prostu dla Polski postrzeganej jako państwo prawa z niezależnymi instytucjami egzekwującymi obowiązujące przepisy.

Aż 59 proc. badanych deklaruje, że po 22 października ich zaufanie do policji spadło. Powtórzmy: spadek zaufania do policji odczuwa blisko 2/3 dorosłych Polaków!

Szokują wyniki w elektoratach partyjnych. Deklarowany wzrost lub spadek zaufania wobec nominalnie niezależnej instytucji, jaką powinna być policja, pokrywa się dokładnie z preferencjami politycznymi Polaków:

inaczej mówiąc, w oczach badanych policja państwowa stała się policją partyjną.

Po reakcjach na Strajk Kobiet zaufanie do policji wzrosło tylko wśród wyborców PiS, spadło wśród sympatyków wszystkich innych ugrupowań. W przypadku Polski 2050, Koalicji Obywatelskiej i Lewicy spadło lawinowo:

Wielki kryzys zaufania do policji dotyczy zwłaszcza mieszkańców większych miast i ludzi młodych. Podobnie jak w poprzednim porównaniu liczby zapierają dech - między policją a młodymi i mieszkańcami metropolii wyrosła barykada.

Pytanie, czy to jeszcze relacja między obywatelami i służącymi im stróżami prawa, czy między dwoma wrogimi grupami:

Kierunek policji wskazał Kaczyński

Tak niespotykany w III RP kryzys zaufania między obywatelami a policją ma swoją oczywistą przyczynę: to polityka partii rządzącej, a konkretne decyzje jej lidera, obecnie wicepremiera ds. bezpieczeństwa.

Przypomnijmy, że na pierwsze, pokojowe demonstracje przeciwko orzeczeniu Trybunału Przyłębskiej policja reagowała powściągliwie: asystowała i chroniła protestujących, np. przed atakami prawicowych bojówek.

To się zmieniło 27 października, po histerycznym wystąpieniu Kaczyńskiego "w obronie kościołów". Szef PiS otwarcie wezwał wtedy do aktywnego działania przeciwko manifestantom.

Opinia publiczna skupiła się na jego wezwaniu do organizowania bojówek - "wzywam wszystkich członków PiS i wszystkich, którzy nas wspierają do tego, by wzięli udział w obronie Kościoła" - ale w wystąpieniu lidera obozu władzy i wicepremiera ds. bezpieczeństwa znalazł się też de facto rozkaz wydany policji:

"Jest dziś czas, w którym musimy umieć powiedzieć »nie«, powiedzieć »nie« temu wszystkiemu, co może nas zniszczyć. Ale to zależy od nas, to zależy od państwa, od jego aparatu, ale przede wszystkim zależy od nas. Od dalszej determinacji, naszej odwagi. Obrońmy Polskę!”.

Po tym wystąpieniu "aparat państwa" zaczął działać brutalnie, a wobec protestujących stosowano przemoc, uporczywe zatrzymania i mandaty.

Przeczytaj także:

Można argumentować, że policja po prostu egzekwuje przepisy zawarte w rozporządzeniu rządowym, które zakazuje zgromadzeń - obecnie większych niż 5 osób. Opinia publiczna jednak najwyraźniej postrzega działania policji jako motywowane polityczne. I ma ku temu poważne powody.

Cztery powody do nieufności

Po pierwsze, nadgorliwość. Policja nie tylko stara się uniemożliwiać przeprowadzenie zgromadzeń, ale również reaguje z nieadekwatną siłą i stanowczością wobec pojedynczych osób: np. wyłapuje na ulicach samotnych ludzi, jeśli zauważy u nich atrybuty protestu (np. tęczową flagę).

Wiosną 2020 roku zdarzały się nawet likwidacje "nielegalnych zgromadzeń" w liczbie jednej osoby - tak jak to miało miejsce pod radiową Trójką.

Po drugie, niekonsekwencja. Rozbijane są jedynie zgromadzenia nieprawomyślne, krytykujące politykę rządu. Zgromadzenia po linii partii i władzy są tolerowane i ochraniane, nawet jeśli łamie się podczas nich obostrzenia rządowe.

Wytłumaczenie policji jest jedno: jeśli w zgromadzeniu występuje ktokolwiek pełniący funkcję publiczną, wówczas słyszymy, że wykonuje on swoje obowiązki służbowe, do czego ma prawo. Bywa jednak, że to samo prawo nie dotyczy np. dziennikarzy relacjonujących protesty.

Po trzecie, bezprawie. Rząd Mateusza Morawieckiego nie wprowadził na czas pandemii stanu nadzwyczajnego, a wolność zgromadzeń ograniczył zaledwie rozporządzeniem, nie ustawą. Jak pisaliśmy w OKO.press, orzeczenia sądów druzgocą rządowy przekaz o nielegalności spontanicznego gromadzenia się, który policja stara się egzekwować. Sprawy z wniosków o ukaranie są masowo umarzane.

W większości orzeczeń sądy przypominają, że Konstytucja w art. 57 gwarantuje każdemu prawo do organizowania pokojowych zgromadzeń oraz uczestniczenia w nich, a także w art. 31 ust. 3 (zasada proporcjonalności) zastrzega, że ograniczenia praw i wolności mogą być stanowione jedynie w ustawie. Rozporządzenie epidemiczne nie spełnia tego wymogu.

Po czwarte, absurd. Rozporządzenie nakłada zakaz zgromadzeń powyżej pięciu osób. A więc bardziej masowe zgromadzenie możemy zorganizować w domu niż na ulicy: jeśli bezdzietna para zorganizuje imprezę, może do siebie zaprosić pięć osób, w wydarzeniu weźmie więc udział o 2 osoby więcej niż jest to dozwolone w miejscu publicznym.

Do tego "nielegalne" uliczne zgromadzenie 6 osób będzie już całkowicie legalne po przekroczeniu drzwi galerii handlowej, gdzie Polacy zupełnie swobodnie mogą się gromadzić w dziesiątkach, a nawet setkach.

Chyba że zaczną wykrzykiwać hasła przeciwko rządowi, wtedy zapewne staliby się na powrót nielegalni.

A może rzeczywiście ten przepis chroni obywateli przed zakażeniem? W statystykach dwa, trzy tygodnie po masowych protestach na przełomie października i listopada nie widać skokowego wzrostu: liczba zakażeń osiągnęła szczyt 11 listopada, a później zaczęła spadać.

Wrócił "pan Władza" i jest mu bardzo wygodnie

W OKO.press już wiosną 2020 roku wskazywaliśmy na niebezpieczeństwo utraty zaufania społecznego przez policję, która bardzo restrykcyjne wówczas zakazy pandemiczne egzekwowała z gracją słonia w składzie porcelany, stosując kary nieadekwatne do wydarzenia i nie radząc sobie zupełnie z odruchami sprzeciwu.

Oliwy do ognia dolewał wówczas rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Ciarka, fantazjując na Twitterze o przemocy wobec obywateli. Podał dalej między innymi posty pokazujące brutalne, pełne przemocy interwencje indyjskiej policji wobec osób, które nie przestrzegają obostrzeń. Sens tych wpisów był prosty: polscy obywatele powinni być wdzięczni polskiej policji, że nie traktuje ich pałkami po przyłapaniu na wyjściu z domu.

Podczas trwających od jesieni demonstracji ta argumentacja się powtarzała, politycy rządzący i propaganda TVP kazali być wdzięczni targanym po ulicy demonstrantom, bo policji we Francji i Niemczech zdarza się reagować z większym zdecydowaniem.

Rok temu przestrzegaliśmy:

"Milicjant w czasach PRL był nazywany »Panem Władzą«, ponieważ miał ogromną przewagę nad obywatelem i na podstawie własnego widzimisię mógł stosować szeroki wachlarz środków represji. Bardziej od konkretnych paragrafów i teoretycznych wówczas praw obywatelskich liczył się nastrój milicjanta. Byli też równi i równiejsi: najważniejsi partyjni notable pozostawali poza prawem i kontrolą.

Po przełomie 1989 roku również włożono wiele wysiłku, by przekonać obywateli, że policja w III RP „pomaga i chroni”, a nie „represjonuje i karze”. I ta zmiana wizerunku z czasem zakończyła się względnym sukcesem.

W czasie pandemii obserwujemy jednak powrót starych antagonizmów i schematów. Powrót do postaci „Pana Władzy” będzie szczególnie niebezpieczny, gdy epidemia minie: rozochoconej nowymi uprawnieniami policji trudno będzie się rozstać z poczuciem przewagi nad obywatelem".

Nasza wróżba niestety się spełnia.

Badanie zrealizowane przez Ipsos metodą CATI 10-12 lutego 2021 roku. Badanie na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków N=1014. Losowanie próby miało charakter warstwowo-proporcjonalny. Kontrolowano miejsce zamieszkania respondenta pod względem województwa i kategorii wielkości miejscowości.

;

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog po Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce, sondażach, propagandzie. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej" jako dziennikarz od spraw wszelakich, publicysta, redaktor, m.in. wydawca strony głównej Wyborcza.pl i zastępca szefa Działu Krajowego. Pochodzi z Sieradza, ma futbolowego hopla, kibicuje Widzewowi Łódź i Arsenalowi

Komentarze