0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Marek Podmokły / Agencja Wyborcza.plFot. Marek Podmokły ...

„Państwo nie może organizować rekolekcji. Szkoła nie może organizować rekolekcji. Nauczycielki nie mogą organizować rekolekcji. Bo nie jesteśmy Iranem” – pisze Alina Czyżewska, aktywistka, współpracowniczka Fundacji Wolność od Religii*. Jej zdaniem oddelegowywanie nauczycielek i nauczycieli do opiekowania się dziećmi w kościele, do zaprowadzania do kościoła czy pilnowania podczas rekolekcji w sali gimnastycznej jest bezprawnym, poważnym nadużyciem".

Poniżej cały artykuł.

Rekolekcje. Sezon czas zacząć

To wszystko nie są zjawiska nowe – w stanie permanentnego i powszechnego ignorowania rozdzielności państwa od Kościoła katolickiego trwamy od wielu lat. Tak wielu, że stan łamania prawa stał się „ustawieniem domyślnym” wielu szkół i samorządów, tj. organów prowadzących szkoły. Stanem, który traktujemy jako normę. I na który milcząco przyzwala nowa władza.

Czasami jest to wręcz samowola prawna – do której niestety przywykliśmy. Przykładowe praktyki szkół, naruszające prawo w religijnym „sezonie rekolekcyjnym”, to:

  • odwoływanie niektórych zajęć edukacyjnych w ciągu dnia,
  • zobowiązywanie kadr nauczycielskich do odprowadzania dzieci do kościoła i do pilnowania dzieci podczas rekolekcji odbywających się w szkole,
  • organizowanie rekolekcji w szkole z pominięciem przepisów,
  • skracanie lekcji z powodu rekolekcji,
  • finansowanie przez gminy dowozu dzieci autokarem do kościołów na rekolekcje,
  • oczekiwanie od wszystkich rodziców wypełnienia oświadczeń o wyrażeniu bądź niewyrażeniu zgody na udział dziecka w rekolekcjach.

Jako że Polska nie jest krajem wyznaniowym oraz zapewnia w Konstytucji poszanowanie każdej religii (nie tylko katolickiej), to powstała ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania. W niej mamy zapisane m.in., że:

„Art. 6.1. Nikt nie może być dyskryminowany bądź uprzywilejowany z powodu religii lub przekonań w sprawach religii”.

W Konstytucji zaś postanowiliśmy, że „religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób”.

Prawo swoje – szkoły swoje.

Jak podaje Dorota Wójcik, prezeska Fundacji Wolność od religii, Fundacja odbiera obecnie – w czasie trwających rekolekcji wielkopostnych przed Wielkanocą – po kilkadziesiat sygnałów dziennie o nieprawidłowościach w szkołach. Zgłaszają je rodzice, osoby uczące się, a także nauczycielki i nauczyciele. Grupy rodzicielskie na Facebooku puchną od zapytań i przykładów naruszeń, lokalne media opisują absurdalne przykłady, jak np. zamknięcie basenu „z powodu rekolekcji”, a i do piszącej te słowa trafia kilka tygodniowo próśb o pomoc.

Dyrektorki i dyrektorzy natomiast bronią swoich naruszających prawo działań, a organy prowadzące bronią dyrektorów, powołując się na paragraf 10 rozporządzenia MEN z 1992 roku, regulującego organizowanie nauki religii w szkołach, a niektórzy nawet na Konstytucję.

Rozporządzenie stanowi, że „uczniowie uczęszczający na naukę religii mają prawo do zwolnienia z zajęć szkolnych w celu odbycia trzydniowych rekolekcji wielkopostnych” i w ten sposób praktyka kultu religijnego znalazła się w państwowych przepisach. „Szczegółowe zasady dotyczące organizacji rekolekcji, są przedmiotem odrębnych ustaleń między organizującymi rekolekcje a szkołą” – podpowiada rozporządzenie, sugerując coś, czego zgodnie z prawem być nie powinno (patrz dalej).

Nowacka nie usuwa rozporządzenia. Bodnar: rekolekcje to kult

Na razie nie widać, aby ministra edukacji Barbara Nowacka próbowała uporządkować bałagan związany z rekolekcjami i religią w szkołach. W rozmowie z Rzeczpospolitą 14 marca 2024 zapowiedziała nawet, że „na przyszły rok przygotuje przepisy, które pozwolą nauczycielom na podejmowanie autonomicznych decyzji, czy chcą uczestniczyć w rekolekcjach czy nie. Nikt nie może być do tego zmuszany. Praktyki religijne są dla wielu osób ważne, ale nie może się to odbywać kosztem edukacji”.

Nauczyciel jako obywatel czy obywatelka już obecnie może podejmować „autonomiczne decyzje”, czy w swoim czasie prywatnym ma sama lub sam uczestniczyć w praktykach religijnych, a także, czy odprowadzać do kościoła swoje dzieci, czy nie. Nie potrzebuje na to nowych przepisów.

Natomiast w czasie pracy – finansowanej ze środków publicznych, w ramach której ma realizować zadania publiczne, a nie zadania wybranego kościoła – nauczycielowi kategorycznie nie wolno, nawet gdyby bardzo chciał, ani też gdyby dyrekcja bardzo „prosiła” – odprowadzać dzieci na rekolekcje.

Podobnie jak nie można oczekiwać „autonomicznej decyzji” nauczycielki, że odprowadzi uczennicę do lekarza czy na aikido, ponieważ nauczycielka nie jest nianią, ani guwernantką.

Za pozalekcyjne aktywności dziecka, czy to religijne, czy sportowe, czy artystyczne, odpowiedzialność bierze rodzic, a nie szkoła.

Nie może także podlegać decyzji nauczyciela to, czy w ramach swoich obowiązków będzie wykonywał pracę na rzecz wybranego kościoła. I absolutnie nieakceptowalne w świeckim państwie jest, aby z powodu „autonomicznej decyzji nauczyciela”, że weźmie udział w praktykach religijnych, dzieci niekatolickie były pozbawione prawa do nauki, a funkcjonowanie szkoły sparaliżowane.

Dodatkowo, art. 52 ust. 3 Konstytucji stanowi że “Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania”. Postulat, żeby nauczyciel oznajmił, czy weźmie udział w rekolekcjach, byłby zobowiązaniem do ujawnienia jego czy jej przekonań.

Na to, że regulacje dotyczące rekolekcji nie powinny w ogóle znaleźć się rozporządzeniu ws. organizowania nauczania religii w szkołach wskazywał w 2017 roku Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar, dziś minister sprawiedliwości, w wystąpieniu do MEiN.: "Rekolekcje są zaś formą praktyk religijnych. W doktrynie prawniczej zwraca się uwagę, że stanowią one kwestię wykraczającą poza zakres ściśle rozumianej nauki religii w szkole, a dotyczącą raczej kultu religijnego

"Ponownie pragnę zwrócić uprzejmie uwagę, że art. 12 ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty (Dz. U. z 2016 r., poz. 1943 ze zm.) stanowi, iż minister właściwy do spraw oświaty i wychowania określi w drodze rozporządzenia warunki i sposób wykonywania przez szkoły publiczne zadania polegającego na organizowaniu nauki religii na życzenie rodziców bądź samych uczniów.

Rekolekcje są zaś formą praktyk religijnych. W doktrynie prawniczej zwraca się uwagę, że stanowią one kwestię wykraczającą poza zakres ściśle rozumianej nauki religii w szkole, a dotyczącą raczej kultu religijnego (zob. M. Pilich, Komentarz do art.12 ustawy o systemie oświaty, Lex 2015, Nr 509990). Należy więc uznać, że § 10 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 14 kwietnia 1992 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach (Dz. U. z 1992 r., Nr 36, poz. 155 ze zm.) nie realizuje upoważnienia ustawowego a wprowadza de facto nowe uprawnienie, wkraczając tym samym w materię ustawową".

O rekolekcjach w kontekście szkoły nie mówi nawet Konkordat! Niezrozumiałym jest więc fakt, że praktyka należąca do wewnętrznych spraw związku wyznaniowego, pojawia się w akcie prawnym.

Jak widać, z której by strony na pomysł ministry nie spojrzeć, to

jedyne, co w świeckim państwie może i powinna zrobić Barbara Nowacka, to usunąć bezprawny zapis o rekolekcjach z rozporządzenia.

Rekolekcje wróciłyby wtedy tam, gdzie jest ich miejsce, czyli do kościoła i zniknęłyby naruszenia i nadużycia, które są konsekwencją rozporządzenia.

Czy reprezentantka nowej władzy popełniła lapsus, czy naprawdę chce utrzymywać stan państwa quasi religijnego, w którym system oświaty ma służyć obsłudze i zaspokajaniu interesów jednego kościoła? Chyba nie na to się umawialiśmy 15 października 2023 roku?

Przeczytaj także:

Każdy kościół to gość w systemie oświaty

Zgodnie z obowiązującymi przepisami oraz z Konkordatem, do obowiązków i zadań szkoły nie należy (i nie może należeć) organizowanie życia religijnego ani Kościołowi katolickiemu i jego wiernym, ani żadnemu innemu z ponad 180 zarejestrowanych kościołów i związków wyznaniowych w Polsce. Organizowanie życia religijnego wiernych to wyłączna rola kościołów i związków wyznaniowych.

Natomiast rola państwa określona została w artykule 25 Konstytucji: „Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym”.

To oznacza, że państwo polskie zapewnia prawne ramy, aby każdy z kościołów i związków wyznaniowych mógł bez przeszkód praktykować swoją religię, oraz zapewnia każdemu obywatelowi wolność sumienia i wyznania. Natomiast nie organizuje życia religijnego, ponieważ…Polska nie jest państwem wyznaniowym.

Skoro wychowanie religijne nie jest zadaniem władz publicznych, ale prawem rodziców i kościołów, to

państwo nie może w szczególności organizować rekolekcji.

Państwo jedynie gwarantuje swobodę praktykowania religii, w tym uczestniczenie dzieci i młodzieży w rekolekcjach.

Polskie władze od 1992 roku, czy rządzi prawica, czy lewica, dają wierzącym „bonus”: możliwość zwolnienia chrześcijańskich dzieci z wypełniania obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki w dniach rekolekcji. To jest „prezent od państwa” dla religijnych obywatelek i obywateli, obok możliwości nauczania przez Kościoły i związki wyznaniowe swojej religii w ramach systemu oświaty. Likwidacja zapisu o rekolekcjach zakończyłaby ten niekonstytucyjny przywilej.

Rola państwa powinna się kończyć na umożliwieniu kościołom i związkom wyznaniowym nauczania swojej religii w ramach państwowego systemu oświaty, przy czym pamiętać należy, że jest to nauczanie “gościnnie”. Każdy Kościół, nauczający swojej religii w szkole, jest swoistym “gościem” w systemie oświaty.

Dlatego oczekiwanie od szkół, dyrektorek czy nauczycieli wzięcia współodpowiedzialności za rekolekcje, jest absurdalnym roszczeniem.

Wynika to jasno z artykułu 20. ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania z 1989 roku:

Art. 20. 1. Kościoły i inne związki wyznaniowe mogą nauczać religii oraz wychowywać religijnie dzieci i młodzież, zgodnie z wyborem dokonanym przez ich rodziców lub opiekunów prawnych.

Jak widać, podmiotem, który posiada prawo nauczania religii, są kościoły, a nie szkoła.

Idźmy dalej:

Nauczanie religii dzieci i młodzieży jest wewnętrzną sprawą kościołów i innych związków wyznaniowych. Jest ono organizowane, zgodnie z programem ustalonym przez władze kościoła lub innego związku wyznaniowego, w punktach katechetycznych znajdujących się w kościołach, domach modlitw i innych pomieszczeniach udostępnionych na ten cel przez osobę uprawnioną do dysponowania nimi.

Z tego przepisu wynika jasno, że „ustawieniem domyślnym” nauczania religii przez kościoły i związki wyznaniowe jest organizowanie go w ramach własnych zasobów – bo nauczanie religii jest wewnętrzną sprawą kościoła. Dlaczego nie jest to sprawa państwa? Bo nie jesteśmy Iranem.

Nauczanie religii uczniów szkół publicznych i wychowanków przedszkoli publicznych może odbywać się również w szkołach i przedszkolach na zasadach określonych w odrębnej ustawie.

Nauczanie religii przez kościoły może mieć miejsce w systemie, zorganizowanym przez państwo. Jest to jednak wciąż nauczanie prowadzone przez kościół, na zasadach „gościa” w systemie oświaty.

Jak to się stało, że ów gość tak się w tym systemie rozpanoszył?

Art. 52 ust. 3. Konstytucji: Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami.

Aby nie było wątpliwości: powyższy przepis konstytucyjny nie mówi o tym, że państwo ma obowiązek zorganizować dzieciom wychowanie religijne zgodnie z przekonaniami ich rodziców. Ten przepis mówi tylko, że rodzice mają prawo do wychowywania dzieci zgodnie z przekonaniami – czyli że nikt nie może zabronić rodzicowi posyłania dziecka do kościoła, do synagogi, medytowania, czy modlenia się z dzieckiem w kierunku Mekki lub odprawiania rytuału Powitania Słońca. Przepis ten mówi: jeżeli rodzic wybiera jakąś religię, to państwo nie może wejść z butami w życie rodziny i powiedzieć: „teraz będziemy wychowywać twoje dziecko zgodnie z naszymi, państwowymi upodobaniami religijnymi czy ateistycznymi”.

Na tym między innymi polega rozdzielność państwa i kościołów. W ustawie o gwarancjach wolności sumienia i wyznania w art. 9 czytamy, że tymi gwarancjami w stosunkach państwa z kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są:

  • oddzielenie kościołów i innych związków wyznaniowych od państwa;
  • swoboda wypełniania przez kościoły i inne związki wyznaniowe funkcji religijnych,
  • równouprawnienie wszystkich kościołów i innych związków wyznaniowych.

Artykuł 10 tej ustawy nie pozostawia wątpliwości: “Rzeczpospolita Polska jest państwem świeckim, neutralnym w sprawach religii i przekonań”.

Przechodząc na grunt rekolekcji: tę religijną praktykę związek wyznaniowy organizuje według swoich potrzeb i pomysłów, a rola szkoły polega jedynie na zwolnieniu uczniów i uczennic w te dni z lekcji.

Mówi o tym jasno Rozporządzenie ws organizowania religii w szkołach:

"§ 10. 1. Uczniowie uczęszczający na naukę religii mają prawo do zwolnienia z zajęć szkolnych w celu odbycia trzydniowych rekolekcji wielkopostnych, jeżeli rekolekcje te stanowią praktykę danego kościoła lub innego związku wyznaniowego. W czasie trwania rekolekcji szkoła nie jest zwolniona z realizowania funkcji opiekuńczej i wychowawczej (...)

3. O terminie rekolekcji dyrektor szkoły powinien być powiadomiony przez organizujących rekolekcje na co najmniej miesiąc przed terminem rozpoczęcia rekolekcji.

4. Jeżeli na terenie szkoły jest prowadzona nauka religii więcej niż jednego kościoła lub innego związku wyznaniowego, powinny one dążyć do ustalenia wspólnego terminu rekolekcji.

5. Szczegółowe zasady dotyczące organizacji rekolekcji, jak również inny termin rekolekcji, są przedmiotem odrębnych ustaleń między organizującymi rekolekcje a szkołą".

Punkt 5., dorzucony w czasach PiS, ma sprawiać wrażenie, że dyrektor musi się włączyć w organizację rekolekcji, choć żadne inne przepisy tego nie regulują.

W tym jednym paragrafie kryje się wiele odpowiedzi na szkolne problemy z rekolekcjami.

Trzy zasady i trzy konsekwencje przepisów

Mamy już rok 2024, nowy rząd i nowe MEN, i nic nie stoi na przeszkodzie, by ministra Barbara Nowacka jednym podpisem usunęła z rozporządzenia bezprawny i dyskryminujący inne wyznania paragraf, ale niestety, nie zamierza tego zrobić. Dlatego ten tekst nie kończy się w tym momencie (a mógłby).

I musimy dalej jakoś mierzyć się z tym wadliwym zapisem i całą masą wynikających z niego patologii, dyskryminacji i naruszeń, mających codziennie miejsce w polskich szkołach.

Wychodząc więc od obowiązujących przepisów sformułuję trzy zasady, organizujące rekolekcyjny bałagan, a wynikające z prawa:

  • Organizowanie rekolekcji nie jest zadaniem państwa.
  • Szkoła nie jest organizatorem rekolekcji. Jest nim Kościół (parafia, proboszcz).
  • Życie religijne to sprawa związku wyznaniowego, rodziców i dziecka. Nie szkoły.

Z nich wynika, że szkoła, w związku z rekolekcjami, jedynie:

  • przyjmuje powiadomienie od związku wyznaniowego organizującego rekolekcje na co najmniej miesiąc przed terminem rozpoczęcia rekolekcji;
  • w dniach rekolekcji zwalnia z obecności w szkole na trzy dni te dzieci, które chodzą na religię i uczestniczą w rekolekcjach.To znaczy, że w rubryce obecności wpisuje: “zwolniony/a”. Nie znaczy to, że szkoła prowadzi dzieci do kościoła albo wynajmuje busa, aby je zawieźć do sąsiedniej wsi do kościoła;
  • jeżeli szkoła przewiduje, że zwolnionych dzieci będzie dużo, może – zgodnie z procedurami – zarządzić o odwołaniu zajęć dydaktycznych w te dni.

Każde inne działanie szkoły będzie naruszaniem prawa.

Przy okazji zauważmy element dyskryminujący: prawo do zwolnienia z obowiązku uczestniczenia w lekcjach przez trzy dni w celu odbycia swoich praktyk religijnych nie istnieje dla osób, które chciałyby pojechać na rodzinny kurs medytacji czy warsztaty tańca pięciu przemian.

Ukłon ze strony państwa w postaci zwolnienia z lekcji na realizację duchowych potrzeb i praktyk przysługuje tylko tym osobom, które pobierają naukę religii w szkole – a z tego „prezentu” nauczania swojej religii w systemie oświaty najobficiej korzysta Kościół katolicki.

W ten sposób państwo dyskryminuje kościoły mniejszościowe.

Za to „z nadwyżką” zapewnia katolickim rodzicom realizację praw, ustanowionych w Konstytucji.

Dyrekcja każdej szkoły w Polsce do 30 września każdego roku ma prawo w swojej szkole wyznaczyć kilka dni (do ośmiu lub dziesięciu w ciągu roku, w zależności od tego, czy to szkoła podstawowa czy średnia), w których nie będą się odbywały zajęcia dydaktyczne. Dlatego początek roku to najlepszy moment dla przedstawiciela związku wyznaniowego, aby poinformował dyrekcję o planowanym terminie rekolekcji.

Tylko do 30 września dyrektor może niejako „bezkarnie” (bez szkody dla społeczności szkolnej) ustalić dodatkowe dni wolne od zajęć w czasie zaplanowanych rekolekcji.

Co istotne, dyrektor musi przedtem zasięgnąć opinii rady szkoły lub rady pedagogicznej, rady rodziców oraz samorządu uczniowskiego, po czym skutecznie poinformować o tym całą społeczność szkolną. Te obowiązki zostały uregulowane w rozporządzeniu w sprawie organizacji roku szkolnego w paragrafie 5.

Ustanowienie tych dni musi mieć materialny wyraz w postaci dokumentu – zarządzenia dyrektora – co okaże się istotne dla rodziców, napotykających na uporczywe łamanie prawa.

Przepisy nie pozwalają na odwołanie pojedynczych zajęć dydaktycznych w ciągu dnia, ale wyłącznie całych dni. Dlaczego? Ponieważ rekolekcje nie odbywają się zamiast lekcji. Rekolekcje to wydarzenie związku religijnego, a lekcje – to zadania szkoły. Tu nie ma żadnego „zamiast”.

Jeśli przyjrzymy się rekolekcjom od strony religijnej, to przekonamy się, że ten przepis ma sens, ponieważ rekolekcje to przecież nie… lekcje, ale dni.

Co na to Pan Bóg? Rekolekcje to nie lekcje

Skoro w polskim prawie nie znajdujemy definicji rekolekcji, to odpowiedzi na pytanie, „czym są rekolekcje”, należy szukać w innych, właściwych temu przestrzeniach – religijnych. Okazuje się, że w Kościele katolickim rekolekcje to przede wszystkim nie są „lekcje od-do”.

Z informacji na kościelnych stronach wynika, że rekolekcje to jest szczególny czas.

Są to dni wzmożonej refleksji religijnej i duchowej.

Jest to okres poświęcany przez wiernych na „poszukiwania Boga przez doświadczenia i formy spotkania inne niż te, z którymi mamy do czynienia na co dzień. Rekolekcje są formą bardzo indywidualną, osobistą. Jest ich wiele do wyboru, są młodzieżowe, biblijne, męskie, żeńskie czy np. powołaniowe. Trwają od kilku do kilkunastu dni” – czytamy w Przewodniku Katolickim.

W Kodeksie Prawa Kanonicznego (czyli “wewnętrznej konstytucji” Kościoła katolickiego) rekolekcje także rozumiane są jako okres kilku dni. Na przykład w Kanonie 1039 czytamy: “Wszyscy kandydaci do jakichkolwiek święceń obowiązani są odprawić przynajmniej pięciodniowe rekolekcje, w miejscu i w sposób określony przez ordynariusza. Zanim biskup przystąpi do udzielania święceń, winien się upewnić, że kandydaci odprawili te rekolekcje” (odprawić rekolekcje – w rozumieniu oddać się tej praktyce, a nie: poprowadzić zajęcia w szkole).

Religijna praktyka milczenia nie polega na tym, że praktykujący ją milczy od 11.45 do 12.30. Rekolekcje – zgodnie z nauką katolicką – są taką kilkudniową praktyką, a nie “lekcją od-do” w kościele czy w sali gimnastycznej. Dlatego zupełnie niezrozumiałe jest, że dyrektorki i dyrektorzy wikłają się w dodatkową pracę przy współorganizowaniu lekcji-rekolekcji w szkole i przekraczają swoje kompetencje, skoro w czasie rekolekcji ich jedynym zadaniem wyznaczonym przez prawo jest zwolnienia dziecka z zajęć, zgodnie z procedurą ustaloną np. w statucie szkoły.

Co ciekawsze, nawet w wadliwym prawnie rozporządzeniu z 1992 roku sprawa jest ujęta tak, jak chce Kościół katolicki: „uczniowie uczęszczający na naukę religii mają prawo do zwolnienia z zajęć szkolnych w celu odbycia trzydniowych rekolekcji”.

Rozporządzenie słusznie nie formułuje prawa do zwolnienia z kilku zajęć szkolnych w trzy następujące po sobie dni, tylko zwolnienie na trzy dni z obowiązku szkolnego, w celu oddania się praktykom religijnym.

Niezrozumiałe są zatem nie tylko działania szkół, ale i wielu księży, którzy utrzymują wbrew nauce katolickiej, że rekolekcje „to są takie lekcje”, a nie dni rozwoju duchowego. I że rekolekcje można „załatwić” wyjęciem dzieci np. z dwóch lekcji fizyki i polskiego na „lekcje” w kościele, albo co gorsza – urządzić lekcje-rekolekcje w szkole, w miejsce odwołanych obowiązkowych zajęć edukacyjnych.

Dzieci bezwyznaniowe lub innych wyznań w tym czasie idą do świetlicy, ponieważ szkoła bezprawnie dezerteruje z wykonywania swojej obowiązkowej działalności dydaktycznej na rzecz praktyk religijnych jednego związku wyznaniowego.

Nie wolno odwoływać lekcji. To muszą być dni

I tu koniecznie należy przypomnieć – a czasem wręcz uświadomić niektóre dyrektorki i dyrektorów, że są organami władzy publicznej, w związku z czym mają obowiązek działania wyłącznie na podstawie i w granicach prawa. Jest to tak zwana zasada legalizmu. Sformułowaliśmy ją sobie w artykule 7 Konstytucji i o niej właśnie krzyczeliśmy przez kilka ostatnich lat na ulicach, czasem ramię w ramię z Barbarą Nowacką, domagając się praworządności – czyli tego, by rządziło prawo, a nie widzimisię, tradycja czy upodobanie władzy.

Zasada ta obowiązuje nie tylko rządy i ministrów, ale także dyrektorki i dyrektorów szkół i oznacza, że na każde działanie dyrektora musi istnieć konkretna podstawa prawna.

Przepisów władza nie można sobie doraźnie zawiesić, bo tak będzie komuś wygodniej, bo proboszcz prosi, oczekuje lub nakazuje.

Zasada “co nie jest zabronione, to jest dozwolone” dotyczy tylko działań naszych, obywatelek i obywateli, podczas gdy organy władzy muszą działać w ramach i w granicach dotyczącego ich prawa.

I właśnie dlatego szkoła nie może dla wygody związku wyznaniowego, dla wygody religijnego rodzica ani dla świętego spokoju odwołać kilku lekcji w ciągu dnia, żeby dzieci mogły iść do kościoła lub do sali gimnastycznej na spotkanie z księdzem – ponieważ nie ma na to podstawy prawnej.

Przepisy jasno mówią o możliwości ustalenia dni wolnych od lekcji, a nie pojedynczych lekcji.

Rekolekcje w ramach zwolnienia

Swoją drogą, związek wyznaniowy może zorganizować rekolekcje w godzinach popołudniowych. I tak też się w niektórych przypadkach dzieje. Jedna z matek napisała mi: „Ewangelickie dzieci też mają rekolekcje organizowane przez nasze punkty katechetyczne i w czasie nie kolidującym z lekcjami w szkole. Często wyjeżdżają na taki rodzaj zlotu diecezjalnego i to są rekolekcje dla starszych dzieci i młodzieży. Katecheza też jest po południu. DA SIĘ”.

Nie jest zadaniem dyrektora, aby naruszając przepisy i prawa osób nie chodzących na religię, wspierać realizację własnej misji jednego związku wyznaniowego.

Moment zasięgania opinii społeczności szkoły przez dyrektora we wrześniu, to również idealny czas na to, aby zorientować się, ile właściwie osób zamierza skorzystać z prawa do zwolnienia z zajęć w dni rekolekcji – bo może okazać się, że jeśli taką chęć wyrazi tylko kilka osób, to odwoływanie lekcji dla całej szkoły będzie bezzasadne.

Wówczas tych kilka osób skorzysta z prawa do zwolnienia na czas rekolekcji i po prostu nadrobi zaległości, a reszta szkoły będzie pracować zgodnie z planem.

Sprzeciw rodziców wobec faktu, że dziecko będzie musiało samo nadrobić zaległości i nazywanie tego dyskryminacją jest nieadekwatne. Pamiętajmy, że prawo do zwolnienia w okresie trzydniowych rekolekcji jest prawem, z którego wcale nie trzeba korzystać. A poza tym, tak samo jak dziecko zwolnione z lekcji do lekarza nie ma oczekiwania, by szkoła odwołała z tego powodu lekcje, i tak samo jak dzieci biorące udział w konkursie matematycznym nie mają oczekiwania, by innym dzieciom wstrzymano z tego powodu lekcje – tak samo osoba korzystająca ze zwolnienia w celu odbycia praktyki religijnej także nie powinna oczekiwać, że szkoła wstrzyma się z realizowaniem swoich podstawowych obowiązków z powodu jej wyboru oddania się praktyce religijnej.

Namawiam na informowanie PIP

Wróćmy do września. Jeżeli w toku opiniowania okaże się, że ze zwolnienia na czas rekolekcji zamierza w szkole skorzystać więcej osób, wówczas dyrektor rozważa, czy wykorzystać trzy dni z puli dodatkowych dni wolnych od zajęć. Jeśli się na to zdecyduje, to jak wspomniałam wyżej, informuje o tym społeczność szkoły do 30 września.

W ten sposób uszanowane są także rodziny dzieci nie chodzących na religię, które w te dodatkowe dni wolne od lekcji mogą zaplanować rodzinny wyjazd lub urlop w pracy.

Szkoła jednak w te dni nie będzie zwolniona z obowiązków – czyli dzieci będą miały prawo w te dni pojawić się w szkole i mieć zapewnioną opiekę. Jest to wpisane w paragrafie 10 ustęp 1 wyżej cytowanego rozporządzenia w sprawie religii w szkołach – i wbrew interpretacji niektórych dyrektorów i dyrektorek nie oznacza on, że szkoła ma zapewniać opiekę osobom, które się zwolniły na trzydniowe rekolekcje.

Kiedy osoba jest zwolniona – nie znajduje się pod opieką szkoły. Aby to lepiej zrozumieć, posłużmy się analogią: kiedy rodzic zwalnia dziecko z lekcji na wizytę do lekarza, to nie oczekujemy od nauczyciela, żeby je zaprowadził do przychodni. Oddelegowywanie nauczycielek i nauczycieli do opiekowania się dziećmi w kościele, do zaprowadzania do kościoła, czy nawet pilnowania podczas „rekolekcji” na sali gimnastycznej, jest poważnym nadużyciem.

W tej sytuacji namawiam osoby uczące, aby zawiadomiły Państwową Inspekcję Pracy (po pomoc w napisaniu takiego zawiadomienia można zwrócić się do organizacji, które zajmują się praworządnością w szkołach), oraz organ prowadzący i kuratorium o bezpodstawnym odwoływaniu lekcji.

Dyrektorki i dyrektorzy, wywołani do odpowiedzi przez rodziców lub Fundację Wolność od religii, próbują udawać, że wcale nie wydawali takiego polecenia służbowego, tylko zwyczajnie po koleżeńsku poprosili nauczyciela, a ten się chętnie zgodził. Brzmi to absurdalnie, ale i tak nie mieści się w ramach prawnych zawodu nauczyciela.

Do organizowania rekolekcji kościół ma zastępy duchownych, zakonnice, zakonników, wspólnotę wiernych oraz przywileje podatkowe. Nie ma żadnych prawnych podstaw, aby związki wyznaniowe korzystały z pracy dyrektorek i nauczycieli, opłacanych przez państwo, ponieważ organizowanie praktyk religijnych, w tym „dostarczanie wiernych” do odbycia tychże, nie należy do zadań szkoły.

Tak samo jak szkoła nie angażuje się w informowanie o obozach organizowanych przez pobliski klub jazdy konnej, tak samo nie angażuje się w informowanie o wydarzeniach i praktykach religijnych wybranego związku wyznaniowego. I tak samo jak nauczyciel nie zaprowadza uczennicy na jej zajęcia z aikido czy do lekarza, czy nie odprowadza do domu i nie przyprowadza do szkoły, tak samo nie odprowadza jej do kościoła.

Dziecko zwolnione z lekcji z powodu rekolekcji nie znajduje się pod opieką szkoły.

W tym miejscu można zaobserwować, jak powstaje kaskada patologii, wynikajaca z pierwotnego nieprzestrzegania przepisu: kiedy szkoła nie odwołuje zajęć dydaktycznych, tak jak umożliwia to prawo, tylko próbuje wcisnąć rekolekcje w plan lekcji i pracę szkoły, powoduje to problem z nadzorem nad dziećmi. Następują kolejne naruszenia: wykorzystywanie kadry nauczycielskiej do obsługi praktyk religijnych.

Po 30 września rekolekcje kosztują całą szkołę

A co w sytuacji, jeśli przedstawiciel kościoła nie zadba o poinformowanie szkoły do 30 września? Rozporządzenie z 1992 roku daje kościołowi prawo do powiadomienia dyrektora o dacie rekolekcji na najpóźniej na miesiąc przed ich rozpoczęciem. Pojawia się wówczas istotny szkopuł: jeśli dyrektor ustanowi dni wolne od zajęć dydaktycznych, to nie będzie mógł tego zrobić „bezkarnie”.

Szkoła będzie musiała odrobić te dni w soboty.

Także w takim przypadku dyrektor będzie musiał zapytać radę pedagogiczną, radę rodziców i samorząd uczniowski o to, jak zapatrują się na zamiar odwołania lekcji w tygodniu i odrabiania w soboty, rozważyć ich zdanie, a dodatkowo wystąpić o zgodę organu prowadzącego.

Oczywiście dyrektor wcale nie musi odwoływać zajęć dydaktycznych (a tym bardziej – pojedynczych lekcji). Nadal musi zwolnić osoby praktykujące z zajęć, ale lekcje dla pozostałych osób muszą odbywać się normalnie.

Co zrobić jeśli dyrekcja narusza prawo?

Są natomiast szkoły, w których te przepisy, terminy i obowiązki organizacyjne są przez dyrekcję ignorowane, a rodzice dzieci niereligijnych są zaskakiwani ustanowieniem dni wolnych. Rodzice słusznie są oburzeni tym, że dyrektor podporządkowuje organizację pracy szkoły woli proboszcza, nie szanuje przepisów, kpi z prawa i nie szanuje ich – osób bezwyznaniowych.

Wówczas proponuję rodzicom, by wystąpili do dyrektora z wnioskiem o udostępnienie w trybie dostępu do informacji publicznej kopii wszystkich dokumentów, które powinny stanowić dokumentację procedury ustalania dni wolnych, którą opisałam powyżej, czyli:

  • kopii korespondencji z przedstawicielem organizatora rekolekcji,
  • kopii zarządzenia o ustanowieniu dni wolnych od zajęć dydaktycznych,
  • kopie zapytań i odpowiedzi z opiniami rady pedagogicznej, rady rodziców i samorządu uczniowskiego,
  • kopie korespondencji z organem prowadzącym w związku z wystąpieniem o zgodę na ustanowienie dodatkowych dni wolnych (jeśli ustanowienie tych dni miało miejsce po 30 września).

Takie zapytanie może złożyć na prośbę rodziców także organizacja pozarządowa, co zdejmie z rodziców ostrze ataku. Odpowiedź na wniosek najpewniej ujawni brak wspomnianych dokumentów i naruszenie procedur, i będzie stanowić podstawę do skargi do organu prowadzącego, kuratorium i Ministerstwa Edukacji.

W tym momencie w czytających te słowa może odezwać się współczucie dla dyrektora-poddanego władzy kościelnej, ale niestety – inaczej nie wyegzekwujemy poszanowania prawa i poszanowania praw rodziców i dzieci.

W wyniku powyższych działań może okazać się, że owe dni wolne nie zostały zaplanowane we wrześniu, więc… muszą być odpracowane w soboty, co wzbudza złość wszystkich: osób zatrudnionych w szkole, dzieci i rodziców. Uważam, że warto dać zaistnieć i wybrzmieć tej złości – aby w kolejnym roku szkolnym każda ze stron pilnowała dyrektora, aby wypełniał swoje obowiązki i dbał o sprawy szkoły, a nie związku wyznaniowego.

“Religia to przedmiot jak każdy inny”

W wypowiedziach osób, które bronią bezprawnie uprzywilejowanej pozycji Kościoła katolickiego w szkołach, pojawia się często argument, że “religia jest przedmiotem jak każdy inny”, a “wyjście na rekolekcje jest jak wyjście do teatru w ramach lekcji”.

Wystarczy zajrzeć do Prawa oświatowego, aby wykazać, że jest to nieprawda. W artykule 109 zapisano: “Podstawowymi formami działalności dydaktyczno-wychowawczej szkoły są: (...)” – i wymieniono siedem rodzajów zajęć. To m.in: obowiązkowe zajęcia edukacyjne (np. geografia, wychowanie fizyczne, muzyka), zajęcia rewalidacyjne, zajęcia typu „kółka zainteresowań”.

Osobno natomiast wymieniono trzy “pozostałe” formy działalności wychowawczo-dydaktycznej szkoły: nauka religii, zajęcia dla uczniów i uczennic należących do mniejszości narodowych i etnicznych oraz społeczności posługującej się językiem regionalnym, oraz WDŻ.

Zatem, odkładając na bok spory światopoglądowe w dyskusji nad tym, czy religia jest “przedmiotem jak inne”, czy nie: patrząc obiektywnie, od strony przepisów, religia w szkole nie ma statusu takiego jak biologia, fizyka, plastyka czy nawet kółko zainteresowań.

Przepisy prawa oświatowego są kompatybilne z wcześniej przytoczonymi przepisami ustawy “wyznaniowej”. Natomiast wyjścia do muzeum czy teatru są formami służącymi realizacji dwóch rozporządzeń MEN w sprawie podstawy programowej. Zapewniam, że nie znajdziemy w tych rozporządzeniach ani podstawy programowej dla lekcji religii, ani rekolekcji jako formy jej realizowania.

Nie wolno nieodpłatnie udostępniać sal

Prawo wyciąga rękę do kościołów i wiernych także w trudnych sytuacjach. Na przykład w gminach wiejskich, jeśli samo uprawnienie do zwolnienia z lekcji na czas rekolekcji na niewiele się zda, bo dzieci z małych wiosek same nie pójdą do kościoła w innej wsi, wówczas na podstawie Rozporządzenia w sprawie organizowania religii w szkołach (par. 10 ust. 5), dyrektor może poczynić „odrębne ustalenia” z organizatorami rekolekcji, np. udostępnić kościołowi salę szkolną.

Prawo dopuszcza nieodpłatne udostępnianie sal lekcyjnych na cele katechetyczne, ale co ważne: w terminach wolnych od zajęć szkolnych.

Rekolekcje odbywające się w budynku szkoły to jest taka sama okoliczność jak lekcje szkoły językowej, która wynajmuje klasę po lekcjach, czy treningi lokalnego klubu sportowego, który wynajmuje salę gimnastyczną, także po lekcjach. Jest to po prostu wynajem sali od szkół na realizację swoich misji. Zatem użytkowanie pomieszczeń szkoły przez zewnętrzne podmioty, jakimi są parafia, zbór, gmina wyznaniowa, kościół i związek wyznaniowy, nie może kolidować z ustawowymi zadaniami szkoły.

Nie wolno rozdawać oświadczeń rodzicom

Poinformowanie szkoły o tym, że dziecko skorzysta z prawa do zwolnienia z zajęć szkolnych w celu odbycia trzydniowych rekolekcji wielkopostnych, jest rolą rodziców i dorosłych osób uczących się. Może im o tym przypomnieć katecheta czy katechetka, jako przedstawicielka związku wyznaniowego, organizującego rekolekcje. To jest w zasadzie jedyna osoba w szkole, która ma prawo organizowania rodziców i dzieci do uczestniczenia w rekolekcjach.

Natomiast jeśli dyrektor angażuje się w organizowanie rekolekcji i np. rozdaje wszystkim rodzicom do podpisania oświadczenia o wyrażeniu bądź niewyrażeniu zgody na udział w rekolekcjach, to przekracza kompetencje.

Analogicznie: tak samo jak dyrektor nie biega za rodzicem, by ten zwolnił dziecko z powodu wizyty u lekarza, tak samo dyrektor nie ma prawa przypominać i starać się o to, aby rodzic zechciał zwolnić dziecko na rekolekcje.

Co więcej, w związku z rekolekcjami nie ma miejsca na udzielanie bądź nieudzielanie przez rodziców jakiejkolwiek zgody, a rozdawanie do wypełnienia wszystkim rodzicom obowiązkowych “oświadczeń” jest niedopuszczalne. To rodzic zwraca się do dyrektora o zwolnienie dziecka z lekcji na czas rekolekcji. Zapewnianie dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami, w tym zapewnianie udziału praktykach religijnych, to sprawa rodziców, do której – w myśl art. 53 ust. 3 Konstytucji – państwo się nie wtrąca.

Obowiązek i zadanie szkoły w związku z rekolekcjami kończy się na odnotowaniu w dzienniku “zwolniony/a/e”. I nic więcej.

Jeśli rodzic nie poinformował (przez dziennik elektroniczny lub inny ustalony w statucie szkoły sposób) z wyprzedzeniem o chęci zwolnieniu dziecka, to nauczycielki i nauczyciele po prostu odnotowują nieobecność osoby na lekcjach. A rodzic może – zgodnie ze statutem szkoły – usprawiedliwić tę nieobecność po rekolekcjach i zmienić adnotację na zwolniony/a/e. Szkoła nie może kontrolować tego, czy dziecko bierze udział w rekolekcjach, czy nie. To, czy dziecko, zwolnione w te dni z lekcji, pójdzie do kościoła czy na wagary – to nie znajduje się już w obszarze zainteresowania ani odpowiedzialności szkoły, ale rodzica.

Przecież rodzice nie mają na to czasu!

Tu podnieść się może rumor, że przecież rodzice nie będą się zwalniać z pracy, by zaprowadzić dziecko do kościoła. Ale wiara i religia, przynależność do wybranego kościoła to jest wolny i świadomy wybór rodzica, a nie obowiązek. Naturalną konsekwencją tego wyboru jest między innymi wzięcie odpowiedzialności za wychowanie religijne swojego dziecka, a nie dość kuriozalne oczekiwanie, aby zrobiło to i opłaciło za rodzica państwo.

Szkoła nie jest instytucją powołaną do zapewniania i pilnowania, aby dzieci realizowały praktyki wybranego przez rodziców związku wyznaniowego.

Instytucją, do której rodzic mógłby się zgłosić z takim oczekiwaniem, jest… jego związek wyznaniowy. Zważymy przy okazji, że kościoły i związki wyznaniowe mają więcej niż my zwolnień podatkowych, ulg i przywilejów finansowych. Państwo pozwala im zatrzymać nasze wspólne pieniądze, aby biskup czy proboszcz – któremu wszak powinno zależeć na ewangelizacji – mógł między innymi zorganizować i sfinansować przyprowadzenie lub dowóz dzieci z wioski do salki katechetycznej.

Argument z Konkordatu

W rozmowach o rekolekcjach jak zaklęcie pojawia się słowo “Konkordat”, które ma natychmiast zamknąć dyskusję o miejscu religii i rekolekcji w szkole. Odczarujmy zatem to słowo. Konkordat to umowa Polski ze Stolicą Apostolską dotycząca zasad funkcjonowania w Polsce organizacji religijnej, jaką jest Kościół katolicki. Konkordat sam w sobie niewiele mówi o Kościele i szkole. W kilku punktach rysuje uzgodneinia dotyczące nauki religii:

Art. 12 ust. 1: Uznając prawo rodziców do religijnego wychowania dzieci oraz zasadę tolerancji, państwo gwarantuje, że szkoły publiczne podstawowe i ponadpodstawowe oraz przedszkola, prowadzone przez organy administracji państwowej i samorządowej, organizują zgodnie z wolą zainteresowanych naukę religii w ramach planu zajęć szkolnych i przedszkolnych.

Jak widać, nie ma tutaj żadnego słowa o rekolekcjach, czy innych formach kultu, a tym bardziej o obowiązku Państwa do współpracy w organizowaniu Kościołowi jego wewnętrznych praktyk religijnych.

Zacznijmy więc w końcu przestrzegać w Polsce prawa.

*Alina Czyżewska – współpracowniczka Fundacji Wolność od Religii, członkini Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, wolontariuszka Fundacji Varia Posnania. Wykłada w Collegium Civitas o narzędziach demokracji

;

Udostępnij:

Alina Czyżewska

Specjalistka od praworządności w szkołach. Interweniuje w sytuacjach nadużywania władzy i przekraczania kompetencji przez osoby pełniące funkcje publiczne i organy władzy, wspiera obywatelki i obywateli, edukuje o demokracji i prawach człowieka, w tym o prawie do informacji. Ujawnia nieprawidłowości i nadużycia organów władzy publicznej, wspiera ujawnianie i zwalczanie przemocy w instytucjach publicznych, w tym: w szkołach, instytucjach kultury, uczelniach teatralnych. Uczy obywatelki i obywateli, jak analizować i rozumieć prawo, jak z niego korzystać, jak reagować w sytuacjach naruszeń naszych praw i wolności przez organy władzy i jak wcielać w życie art. 4 Konstytucji: władza w RP należy do narodu.

Komentarze