0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: foto Natalia Godekfoto Natalia Godek

W piątek, 14 lipca 2023, ok. godz. 14:00 pod Ministerstwem Klimatu w Warszawie kilku aktywistów zaprotestowało przeciwko brutalnemu rozbiciu blokady ekologów w Puszczy Karpackiej dzień wcześniej. Przykleili dłonie do chodnika.

„Gdy zaczynaliśmy protest, niektórzy z zatrzymanych w Turnickim Parku Narodowym nadal byli uwięzieni. To była akcja solidarnościowa z nimi” – mówi Śliwka (woli pozostać anonimowa), aktywistka z Extinction Rebellion, organizacji proekologicznej.

Młodzi ludzie żądali też ochrony przyrody i utworzenia Turnickiego Parku Narodowego.

„Odgrodzić mi tego dziennikarza tam”

Maciej Piasecki, kiedyś reporter OKO.press, a obecnie freelancer – prowadzi agencję SKRAJ – relacjonował protest od samego początku. Prowadził transmisję live na Tik-Toku, gdzie ma największą oglądalność.

Tuż po rozpoczęciu protestu zjawili się policjanci, którzy próbowali oderwać ręce aktywistów od chodnika, bez użycia środków chemicznych – to bardzo bolesne.

„Wiedziałem, że muszę dokumentować tę interwencję. Ale policja kazała mi przejść kilkanaście metrów dalej. Na to się nie zgodziłem, bo stamtąd nie byłoby widać sytuacji” – tłumaczy. Policja musi wyznaczyć miejsce, z którego da się wykonywać pracę dziennikarza.

To nie przekonywało mundurowych – starali się za wszelką cenę go przepędzić, by nie nagrywał interwencji. Legitymowano go, choć nie było ku temu powodu. Kazano zejść z jezdni, bo rzekomo „tamował ruch”, choć ruchu tam nie było – protest go zablokował. Kazali mu się odsuwać, grozili użyciem siły, powtarzali, by wykonywał ich polecenia.

„Jeślibym wykonywał wszystkie prośby policjantów, to nigdy bym nie nagrał czegokolwiek, a to nagrania o dużej wartości dowodowej” tłumaczy Piasecki. Tylko w ostatnim miesiącu dwukrotnie był świadkiem w sprawach z demonstrantami, wielokrotnie wykorzystywano jego nagrania jako dowody w sprawach aktywistów.

W końcu mundurowi wynieśli go siłą na druga stronę ulicy.

Tam policja zatrzymywała aktywistów z transparentem. Piasecki więc pobiegł to dokumentować. „Policjanci zachowywali się już wobec mnie mocno agresywnie. Twierdzili, że się rzucałem na nich, a ja nic takiego nie robiłem. Stawałem tak, by nie utrudniać interwencji. Pracowałem na protestach kilka lat w Polsce, ale też w Austrii, na Białorusi, w Niemczech więc wiem, jak się zachować” – przekonuje.

Trójka policjantów przepychała go przez kilka metrów, on nie stawiał oporu, a w relacji live informował, że jest wobec niego używana siła. Mundurowi zaczęli do niego mówić per „ty”.

Na nagraniu słychać jak któryś z mundurowych krzyczy „Odgrodzić mi tego dziennikarza tam” – brzmi jakby to dowodzący akcją wydawał komendy.

Według Piaseckiego to inspektor Albin Bartosiak – komendant rejonowy Warszawa III, ważna figura w stołecznej policji. Aktywiści potwierdzają, że był podczas interwencji i wydawał polecenia.

To on – według reportera – miał też dowodzić akcją pacyfikacji protestu ekologów w siedzibie PiS w marcu 2023 roku – wtedy też aktywistów potraktowano jak bardzo groźnych przestępców.

Na nagraniach dalej słychać jak Piasecki mówi do przepychających go mundurowych: „Muszę dokumentować... (niewyraźne)”.

Widać też jak jeden policjantów zachodzi reportera od tyłu, łapie go za szyję chwytem i powala. Ale tak nieporadnie, że sam się przewraca. Na nagraniu zza drzewa słychać krzyk „Aała” – to jęk policjanta.

„Gdy leżałem na ziemi, zobaczyłem, że obok mnie leży policjant z podkuloną nogą. Mówił, że złamana” – opisuje Piasecki.

To oficer prasowy złamał sobie nogę

Dosłownie sekundy później słychać jak przechodzący obok kamery mundurowy mówi „Marek, dawaj pogotowie”. Po kolejnych kilkunastu sekundach słychać policjanta mówiącego do radiotelefonu o wezwaniu karetki, bo „policjant złamał sobie nogę”. Potem już dowiadujemy się, że złamanie jest z przemieszczeniem kości.

Na drugim nagraniu pokazującym grupę 11 policjantów, którzy przyciskają Piaseckiego do ziemi i skuwają go, słychać jak któryś z nich mówi: „Zatrzymujemy go za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta. Załóżcie mu kajdanki, bo się rzucał cały czas do policjantów”.

Któryś inny mówi do reportera: „Niech pan odłoży, to co pan trzyma”. Piasecki trzymał gimbal z telefonem, którym relacjonował demonstrację, oraz mikrofon. Piasecki protestuje, krzycząc: „Tam są dokumenty objęte tajemnicą dziennikarską!”. W kilku wykręcają mu z tyłu ręce i wyrywają mikrofon i resztę sprzętu.

Kolejny mundurowy – na jego identyfikatorze czytamy „A. Bartosiak” – przegania filmującą tę sytuację dziewczynę tak bardzo, że depcze jej po stopach.

„To są osoby zatrzymane za naruszenie nietykalności cielesnej policjantów. Przy szarpaniu się z policjantami, policjant doznał obrażeń” – mówi wprost do kamery. Zapewne chodziło mu o szarpanie się z protestującymi, a nie policjantami.

Ale zarówno słowa „policjant złamał sobie nogę”, jak i te wypowiedzi Bartosiaka, plus 2 świadków w mundurach, którzy bardzo dobrze i z bliska widzieli co się stało, świadczą o tym, że policja miała pełną świadomość, iż to nie reporter złamał nogę ich koledze, że policjant sam ją złamał.

Na dalszych ujęciach widać, że liczba funkcjonariuszy, którzy zajmują się zatrzymaniem Piaseckiego i ubezpieczaniem akcji, przekracza już 15 osób. Część jest w cywilu z opaską „policja” na ramieniu.

Potem jeszcze słychać jak któryś mundurowy tłumaczy ludziom przyglądającym się sytuacji, dlaczego aresztowano reportera „Bo nie wykonywał poleceń i naruszył nietykalność cielesną policjanta”.

Jakaś kobieta z torebką trzyma w górze mikrofon Piaseckiego, gdy tego prowadzą do radiowozu. Nie wie, co ma z tym zrobić.

Przeczytaj także:

Do komendy na Opaczewskiej

Reportera przewieziono na komendę przy ul. Opaczewskiej na Ochocie. Tam trzymano go nieco ponad 3 godziny. Ok. 19:00 został wypuszczony. „Kluczowa była interwencja obrońcy i dzięki temu mnie zwolniono” – mówił już po wyjściu Piasecki.

Radosław Galusiakowski, prawnik często broniący aktywistów i demonstrantów, nie chce mówić o szczegółach swojej interwencji. „Dziennikarza chciano zatrzymać do jutra, ale został zwolniony bez postawienia mu zarzutów. Przesłuchali go jedynie jako świadka w sprawie dotyczącej policjanta, który złamał sobie nogę” – mówi tylko Galusiakowski. O powodach zmiany decyzji policji nie wypowiada się.

Prawdopodobnie do komendy dotarły nagrania Extinction REbellion, które już wówczas krążyły w sieci, na których widać, że złamanie nogi to wynik nieudolności policjanta.

Mundurowy, który złapał za szyję i powalił reportera, to sierż. szt. Jakub Pacyniak. W komendzie na ul. Opaczewskiej jest… oficerem prasowym. Zadzwoniliśmy do niego, by zapytać, czy to faktycznie on. „Nie wypowiadam się o konkretnych osobach i nie zamierzam o sobie mówić” – powtarzał wielokrotnie.

Sprawdziliśmy na zdjęciach – policjant ze złamaną nogą to Jakub Pacyniak.

„Wypierdalać ekoświry. Ch...j mnie obchodzi, po co tu jesteście”

Działania policji wobec pokojowo protestujących były bardzo brutalne. Policjanci od razu – dosłownie po 20 kilku sekundach, co widać na relacji live Extinction Rebellion Polska – podeszli i zaczęli odrywać osoby przyklejone dłońmi do podłoża.

Zosia Góra, jedna z 4 osób, które przykleiły się dłońmi, ma już spore doświadczenie aktywistyczne w podobnych akcjach, ale tutaj działania policji ją zszokowały. „Koledze oderwali siłą od podłoża połowę dłoni. Siedziałam obok niego – mówił, że czuje przeszywający ból. Policjanci kompletnie nie dbali o to, by zostało to bezboleśnie zrobione” – podkreśla.

W 7 minucie protestu jakiś mężczyzna próbował wyjechać autem z ministerstwa. „Chciał w nas wjechać. Ja odruchowo próbowałam się odsunąć, choć byłam przyklejona” – relacjonuje Zosia Góra. Mężczyznę zatrzymali policjanci. Jeden z nich stanął przed maską auta, by człowiek nie próbował jechać dalej. Mężczyzna z ministerstwa wychylił się i krzyczał. „Wypierdalać ekoświry. Ch...j mnie obchodzi, po co tu jesteście” – relacjonują aktywiści.

„Zaczęli nas szarpać, zalewali acetonem na oślep”

Gdy mundurowi przepchnęli wszystkich – aktywistów i rejestrujących zdarzenie – na drugą stronę ulicy i zasłonili 2 busami miejsce z osobami przyklejonymi, stali się jeszcze bardziej brutalni.

Jeden z przyklejonych zaczął robić live, by dokumentować działania policji. Mundurowi wyrwali mu smartfona, a potem wyrywali lub próbowali to zrobić też innym. Gdy nie było już świadków ani sprzętu dokumentującego „zaczęli nas bardzo agresywnie szarpać, krzyczeć do nas, zalewali nas acetonem na oślep – ja byłam cała oblana. Nie poczekali, zanim aceton zacznie działać, tylko od razu rwali. Na siłę” opowiada Zosia Góra.

Na zdjęciach, które nam wysyła widać pokiereszowane dłonie aktywistów. Niektóre fatalnie.

Dłoń protestującego siłą oderwana przez policję od chodnika. Foto Natalia Godek

Zosię – jest niepełnoletnia, ma 15 lat – zabrali od razu tajniacy i wywieźli nieoznakowanym radiowozem. „Nie wiedziałam dokąd mnie zabierają ani czemu, tylko krzyczeli, szarpali mnie. Zablokowali mi telefon, bym nie nagrywała” – opowiada młoda aktywistka.

Policja wywiozła ją w taki sposób, że inni aktywiści nie wiedzieli, gdzie jest i długo nie było to wiadome. Jej mama – Julka Tomiczek, też aktywistka zgodziła się na udział córki w tej akcji. Wiedziała, że może interweniować policja. „Oglądałam zdarzenia na live w pracy i widziałam tę brutalność funkcjonariuszy. Siali terror, by zastraszyć. Byłam tym przerażona, choć mam doświadczenie z takich akcji” opowiada.

Osoba aktywistyczna, w parku po drugiej stronie ulicy, chciała rozwinąć transparent z napisem „Solidarnie z inicjatywą Dzikie Karpaty”. Nie zdążyła. Dwóch mundurowych rzuciło się na nią, powaliło, jeden przygniótł ją kolanem mocno na wysokości klatki piersiowej, potem ją skuli na plecach.

Na nagraniach Extinction Rebellion widać wyraźnie tę brutalność. Dokumentująca to podchodzi do powalonej. „Ciężko mi się oddycha” mówi ta i jęczy z bólu. Policjant na niej klęczy. Mundurowi wypychają rejestrującą osobę. „Dlaczego nie mogę nagrywać?” ta z uporem ich pyta.

„Sytuacja była przerażająca” – komentowała nam potem aktywistka.

W sumie razem z reporterem Mackiem Piaseckim policja zatrzymała 4 osoby. „Chcieli nam wlepić po 2 mandaty po 500 zł każdy. Jeden za utrudnienie ruchu, a drugi za zakłócanie spokoju” – relacjonuje Zosia Góra.

Przekonywali, że aktywiści w sądzie przegrają, że sprawa jest nie do obrony, i by przyjęli mandaty. Nikt ich nie przyjął. Ojca Zosi, który przyszedł ją odebrać, policjantka straszyła, że może nie odebrać córki i ta trafi do izby dziecka – relacjonuje aktywistka. Ostatecznie Zosię wypuścili dość szybko, po ok. godzinie na komendzie.

Policja milczy. Jak zwykle

14 lipca wieczorem wysłaliśmy pytania do KSP. Pytaliśmy m.in.:

– Dlaczego policja utrudniała, a w końcu uniemożliwiła relacjonowanie/dokumentowanie ich interwencji?

– Dlaczego, mimo iż sytuacja miała tylu świadków, zatrzymano brutalnie reportera, skuto go i wywieziono?

– Czy policjant, który złamał sobie nogę, złożył już zeznania i twierdzi w nich, że naruszono jego nietykalność?

Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Ani biuro prasowe Komendy Stołecznej, ani oficerowie z komendy na Opaczewskiej nie chcieli udzielić odpowiedzi.

Poszkodowani zapowiadają kroki prawne wobec policji

Gdy rozmawiamy z Piaseckim późnym wieczorem, mówi, że ma jeszcze ślady na rękach po kajdankach i że policja zabrała mu cały sprzęt reporterski. „Mówiłem, że domagam się jego opieczętowania, bo są tam dokumenty objęte tajemnicą dziennikarską. Pozwolili mi go wyłączyć i raczej nie użyją specjalistycznego sprzętu do złamania haseł” – uważa.

Zapewnia, że ma dobrze zabezpieczony telefon – jest po stypendium amerykańskiej organizacji InterNews nt. bezpieczeństwa cyfrowego dziennikarzy i sam też szkoli innych z tego.

Czemu policja zatrzymała mu sprzęt, skoro Piasecki ma obecnie status świadka? „Tłumaczyliśmy, że nagranie (live na Tik-Tok -red.) jest w chmurze, a nie na telefonie” relacjonuje. Policja nie słuchała.

Piasecki zapowiada kroki prawne wobec policji – w tym „postępowanie odszkodowawcze za nieprawidłowe i nielegalne zatrzymanie” oraz złożenie zawiadomienia do prokuratury o naruszeniu art. 44 Prawa Prasowego („Kto utrudnia lub tłumi krytykę prasową – podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”).

Rozważa też wniesienie sprawy o naruszenie dóbr osobistych za zarzuty policjantów, że rzekomo „rzucał się” na nich, „szarpał” i naruszył nietykalność. „Nie ma mojej zgody na zagłuszanie obywatelskich protestów, szczególnie przy nieuzasadnionym użyciu siły” – argumentuje.

Matka Zosi Góry: „Jestem zbulwersowana działaniem policji. Nie możemy tego tak puścić płazem”. Też zastanawiają się z prawnikiem nad dalszymi krokami prawnymi wobec policji.

Zosia Góra jest spokojna o wynik procesu, jaki policja im wytoczy. „Na razie wszystkie nasze sprawy były przez sąd umarzane i mam nadzieję, że tak się stanie i teraz” – kończy.

;
Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze