„Nie mamy po prostu wyjścia” – odpowiedział Jarosław Kaczyński na pytanie, czy wyrzuci Morawieckiego i jego ludzi. Czyżby rozłam był przesądzony?
Za każdym razem, gdy ktoś ogłasza koniec konfliktu w PiS, pokrywka się podnosi i znów coś kipi. Całkiem niedawno, w kwietniu, Mateusz Morawiecki spektakularnie wygrał potyczkę z Przemysławem Czarnkiem i Jarosławem Kaczyńskim. Godzili się przy owocach i ciasteczkach.
Teraz jednak Kaczyński chce likwidacji stowarzyszenia Morawieckiego Rozwój Plus, które jeszcze trzy miesiące temu sam zaakceptował. PiS ma już nie mieć dwóch płuc: płuca Czarnka i płuca Morawieckiego. „Ta idea się nie sprawdziła” – przyznaje Jacek Sasin.
W czwartek 16 lipca wieczorem głos w końcu zabrał Jarosław Kaczyński. Na pytanie Kanału TAK, czy dojdzie do rozłamu w jego partii, odpowiedział bez ogródek: „Nie mamy po prostu wyjścia”.
Mówił też: „To nie zależy ode mnie. My nikogo nie wyrzucamy. My domagamy się tylko najbardziej elementarnej lojalności wobec partii”. Czy to oznacza, że Kaczyński właśnie żegna się ze swoim dawnym ulubieńcem, dwukrotnym premierem?
Byłoby to polityczne trzęsienie ziemi. Ale mimo zdawałoby się jednoznacznych słów prezesa, niektórzy wciąż w to wątpią.
Posłuchałam nie tylko polityków PiS, ale też sprzyjających PiS-owi mediów. O tym, że PiS faktycznie jest na krawędzi rozpadu, świadczy to, że te media, które raczej starają się konflikty zagłaskiwać lub wręcz je przemilczać, tym razem poświęcają im wiele czasu i uwagi. Opisują i doradzają, a nawet pozwalają na kłótnie polityków rywalizujących frakcji na oczach widzów.
Morawiecki twierdzi, że konfliktu nie wywołał on, ale „wąska grupa intrygantów”. Dać się wyrzucić – to kluczowe w tej sytuacji. Kaczyński robi jednak wiele, by nie dać Morawieckiemu tego marketingowego zysku, którym byłaby dla bardziej umiarkowanych wyborców aureola wyrzuconego przez Kaczyńskiego.
W czwartek 16 lipca 2026 widzowie Telewizji Republika mieli rzadką okazję, by zobaczyć na żywo starcie dwóch zwalczających się frakcji PiS.
„Ja już trochę na was patrzę, jak na dwie formacje” – śmiał się prowadzący Miłosz Kłeczek, zwracając się do obecnych w studiu posłów PiS: Michała Wójcika i Marcina Horały.
Pierwszy należy do frakcji Przemysława Czarnka, drugi – do frakcji Morawieckiego.
„To jest jak telenowela brazylijska. Ciągnie się miesiącami. Cała partia Prawo i Sprawiedliwość na tym traci. Trzeba męską decyzję podjąć!” – nawoływał Kłeczek.
Kłeczek znany jest z tego, że sztorcuje gości, nieustannie przerywa, po tej tyradzie jednak zamilkł. Pozwolił posłom, by sami wymieniali się ciosami.
„Nie jesteśmy naiwnymi ludźmi, wiemy, po co są stowarzyszenia, po co się buduje struktury” – denerwował się Wójcik. „Dzięki komu jesteś w polityce? Dzięki Kaczyńskiemu! – atakował Horałę. – „Po co to robicie?! Po co idziecie drogą, która jest ślepą drogą?”.
To, że wierna PiS-owi Republika pozwala swoim widzom oglądać takie starcie, dowodzi, jak daleko zaszły sprawy. Nie da się już udawać, że sprawa nie stoi na ostrzu noża.
Jeszcze dobę temu Telewizja Republika i telewizja wPolsce24 próbowały się skupiać na aferze w Szpitalu Południowym, konflikcie z Ukrainą i „Tusku w kosmosie” (premier ogłosił, że Polska zbuduje statek kosmiczny, a obie telewizje od dwóch dni Tuska wysyłają w kosmos). Ale coraz trudniej omijać reflektorem Nowogrodzką.
Jak to powiedział w Republice Miłosz Kłeczek: „Mamy od wczoraj trochę inną rzeczywistość”.
Ta rzeczywistość to zapowiedź radykalnych kroków. W środę wieczorem Jarosław Kaczyński ustami rzecznika PiS Rafała Bochenka ogłosił, że w ciągu siedmiu dni członkowie PiS należący do jakichś stowarzyszeń, mają z nich wystąpić. Albo partia, albo stowarzyszenie.
To ultimatum dotyczy przede wszystkim Mateusza Morawieckiego: ma rozwiązać stowarzyszenie, do którego zapisało się co najmniej 40 polityków PiS i odwołać zaplanowanego na 31 lipca grilla dla członków i sympatyków Stowarzyszenia.
„Grill jest imprezą ekskomunikowaną” – zgrabnie nazwał w Radiu Wnet planowane przez Morawieckiego spotkanie były polityk Robert Winnicki, dziś występujący jako komentator.
Czwartkowe wydanie głównego serwisu TV Republika zaczęła od konfliktu w PiS. Jako eksperta wykorzystała... Ryszarda Kalisza. Były polityk SLD obecnie jest członkiem Państwowej Komisji Wyborczej.
Reporterowi Republiki mówi, że nie ma niebezpieczeństwa odebrania subwencji PiS-owi z powodu funkcjonowania wokół partii stowarzyszeń, a to miałoby być bezpośrednim powodem likwidacji stowarzyszenia Morawieckiego (więcej o tym niżej).
YouTubowy „Kanał TAK”, tworzony przez pracujących w TVP za Jacka Kurskiego Marcina Tulickiego i Michała Adamczyka oraz Michała Karnowskiego, zrobił nawet w środę wieczorem wydanie specjalne na żywo zatytułowane: „Pilne! Jarosław Kaczyński porządkuje. Czy Morawiecki wyjdzie z PiS?”.
To właśnie Kanałowi TAK Kaczyński udzielił wywiadu, który ma zostać opublikowany w piątek, a w czwartek pojawił się tylko trailer.
Z kolei telewizja wPolsce24 poświęciła sprawie kilka programów publicystycznych. W głównym wydaniu czwartkowych „Wiadomości” materiał o PiS jest zatytułowany: „Gra o jedność na polskiej prawicy”.
Dziś widać głównie emocje, miny i prztyczki, jakie wymierzają sobie politycy prawicy. Ale nie zapominajmy, że częścią tego konfliktu są zupełnie różne definicje sytuacji politycznej i różne strategie.
Dla porządku przypomnijmy: wygrane przez Karola Nawrockiego w 2025 roku wybory prezydenckie nie przyniosły PiS-owi wyczekiwanej premii sondażowej. Partia Kaczyńskiego traciła poparcie, a jednocześnie rosły w siłę Konfederacja Mentzena i Bosaka oraz Korona Brauna.
Ta frustracja i widmo utraty dominującej pozycji na prawicy wzmocniły obecne w PiS od dawna konflikty.
Przemysław Czarnek miał odzyskać wyborców-uciekiniarów z PiS, którzy poszli do Konfederacji lub Korony. Stronnicy Morawieckiego zauważają, że ten manewr się nie udał. Doprowadził tylko do tego, że Czarnek zaczął wygadywać rzeczy, które brzmią jak żywcem wyjęte z przemówień Brauna (zaprzestanie militarnego wspierania Ukrainy). A wyborców i rosnącego poparcia, jak nie było, tak nie ma.
„Nie możemy być »Konfederacją z Temu«, czyli podróbką Konfederacji” – mówi w Republice stronnik Morawieckiego Marcin Horała. „PiS nie jest w stanie być wiarygodny dla wyborców Korony czy Konfederacji” – przyznaje dawny polityk Ruchu Narodowego Robert Winnicki.
Morawiecki proponuje inną strategię: marsz w stronę centrum, przyciąganie wyborców bardziej umiarkowanych, bo to konserwatywni, ale nie skrajni wyborcy dali w 2023 roku władzę Tuskowi, głosując na Trzecią Drogę.
Chce też zawalczyć o młodszy elektorat. „31 lipca organizujemy wydarzenie społeczne i ono się odbędzie, bo jest adresowane przede wszystkim do ludzi młodych z pokolenia Z, które w mniejszym stopniu chce brać udział w czynnej polityce. Mateusz Morawiecki potrafi przyciągać młodych ludzi, co wielokrotnie pokazały jego spotkania ze studentami na uczelniach. Powinniśmy otwierać się na różne wrażliwości. Zaś kiedy mówimy językiem skrajności, to sięgamy po skrajnie niskie poparcie” – mówiła Patrykowi Michalskiemu z TVN24 Olga Semeniuk-Patkowska.
„Dlaczego w grupie elektoratu do 30 lat poparcie dla Karola Nawrockiego jest prawie 70 proc., a dla PiS-u 10 proc.?” – pytał w Telewizji Republika Marcin Horała.
Czemu więc Kaczyński, Czarnek i Sasin nie przyjmują tego do wiadomości?
W czwartek koło południa w Telewizji Republika Ewa Bugała przepytała rzecznika PiS Rafała Bochenka. Była wyjątkowo nieustępliwa, próbując wyciągnąć od niego, o co właściwie chodzi i czy będzie rozłam, czy nie.
Bochenek otwartym tekstem zarzucił Morawieckiemu, że ten wykorzystuje struktury PiS i rozgrywa lokalne konflikty. Morawiecki miał obiecać Kaczyńskiemu, że nie będzie rozbudowywał swojego stowarzyszenia, skupi się na pracy programowej, tymczasem niemal nie wysiada z auta i krąży od spotkania do spotkania.
„Jedno się mówi, zupełnie co innego się robi” – narzekał Bochenek.
„Próbuje się budować organizację na bazie struktur i zasobów PiS. Próbuje się korzystać z tych zasobów, bardzo często się organizuje projekty, inicjatywy pod przykrywką PiS, często nie mają nic wspólnego z tym, nad czym pracuje partia” – w tej dziwacznej bezosobowej manierze mówił o Morawieckim Bochenek.
W PiS ma też narastać obawa, że Morawieckiego dosięgnie jednak wymiar sprawiedliwości i odpowie za aferę RARS. Pisze o tym Onet. Sam Morawiecki publicznie aferę bagatelizuje i tłumaczy, że jest to kolejny objaw zemsty politycznej ekipy Tuska.
Według części PiS z Morawieckim nie da się wygrać wyborów, bo to on stał się dla wielu osób symbolem uciążliwej lub tragicznej pandemii.
Jest jeszcze jeden argument przeciwko Morawieckiemu: przez jego działalność PiS miałby stracić pieniądze.
Pretekstem do rozwiązania stowarzyszenia Morawieckiego stały się regulacje dotyczące finansowania partii politycznych. Wirtualna Polska i „Newsweek” donosiły, że na spotkaniu kierownictwa PiS Kaczyński przedstawił analizy prawne, z których miałoby wynikać, że PKW może odebrać dotację PiS-owi, jeśli dopatrzy się w działalności okołopartyjnych stowarzyszeń nielegalnego finansowania partii.
W jaki sposób? Środki wpłacane na kampanię są limitowane i dokładnie rozliczane, a środki wpłacane na stowarzyszenia co prawda trzeba ujawniać, ale nie wliczają się do kampanijnego limitu. Stowarzyszenia mogą np. organizować wydarzenia, które de facto będą częścią partyjnej kampanii.
Na ten problem zwraca uwagę kilkoro ekspertów, m.in. Krzysztof Izdebski z Fundacji Batorego i Róża Rzeplińska ze Stowarzyszenia 61 (portal Mam Prawo Wiedzieć), a także komentatorka Kataryna. Pisał o tym niedawno portal xyz.
Kaczyński miał nagle doznać olśnienia, że PKW może to wytknąć PiS-owi i pozbawi partię pieniędzy. Jak jest to bolesne, PiS przekonał się w 2025 roku, gdy część dotacji zablokował minister finansów.
„To nie była żadna wrzutka” – przekonywał w Republice Michał Wójcik.
Jednak do tej pory PKW nie podnosiła argumentu finansowania poprzez stowarzyszenia, a tych jest przecież bez liku, nie tylko wokół PiS-u. Nikt z tego powodu nie stracił państwowej dotacji.
Niechętni Morawieckiemu politycy PiS twierdzą, że teraz może się to wydarzyć, bo niepewny reelekcji Tusk posunie się do wszystkiego. Wspierający Morawieckiego Marcin Horała odpowiedział: „Od dwóch lat jestem wiceprzewodniczącym Tak dla Rozwoju, w tym czasie nielegalnie odebrano nam dotację, ale ten powód w uzasadnieniu się nie pojawił”.
Wciąż taka argumentacja wygląda raczej na pretekst, by po raz kolejny wywrzeć presję na Morawieckiego niż jak racjonalna obawa.
W mediach sprzyjających PiS komentatorzy przerzucają się scenariuszami rozwoju sytuacji.
Michał Adamczyk (Kanał TAK) twierdzi, że możliwy jest taki scenariusz, że PiS zmienia kandydata na premiera. „Pytanie, czy Kaczyński jest na to gotowy”.
Kilku komentatorów wpadło na pomysł, że partia Morawieckiego powstaje, ale ostatecznie idzie razem z PiS-em na wspólnej liście. W tym scenariuszu Braun z czasem traci poparcie – trochę wyborców podbiera mu bardziej jednoznaczny PiS, trochę – Konfederacja Mentzena i Bosaka. I ostatecznie nie ma potrzeby tworzenia rządu z Braunem.
Jest też pomysł, że Morawiecki wyjdzie... ale tylko na chwilę. „Czasem ktoś musi pójść na swoje, przekonać się, czy ma poparcie, czy nie ma poparcia” – przekonywał Jacek Karnowski we wPolsce24.
W PiS żywa jest historia polityczna partii: różne osoby z niej odchodziły, próbowały własnych pomysłów, a potem albo przepadały, albo odnajdywały się po przeciwnej stronie, albo wracały na łono Kaczyńskiego. Dziś szczególnie ostro brzmi przypominanie tej drugiej ścieżki politycznego unicestwienia.
Tobiasz Bocheński przypomniał historię Pawła Kowala i Joanny Kluzik-Rostkowskiej. Były wiceminister i była ministra w rządach PiS założyli formację Polska Jest Najważniejsza. Partia nie przekroczyła progu wyborczego w 2011 roku. Dziś oboje są w Koalicji Obywatelskiej.
To szukanie historycznych analogii jest o tyle nieadekwatne, że jeszcze nigdy wyjściem z PiS-u nie groził polityk tak ciężkiej wagi. Dwukrotny premier i – jak podkreślają prawicowi komentatorzy – najdłużej obok Tuska urzędujący szef rządu w III RP.
Jego rozpoznawalność, znajomość materii politycznej, osadzenie instytucjonalne w Polsce i za granicą jest nieporównywalne z Kluzik-Rostkowską. Może bardziej z Ziobrą, który był wtedy politykiem powszechnie znanym.
Przy Morawieckim stoją m.in. Paweł Jabłoński, Piotr Mueller, Agnieszka Ścigaj, Krzysztof Szczucki, Olga Semeniuk-Patkowska, Michał Dworczyk, Janusz Cieszyński. Mueller mówił w Radiu TOK FM, że jest wśród nich co najmniej 30 posłów. „Czy ktoś może sobie pozwolić na stratę 30 posłów?” – pytał.
„Przyjmę do wiadomości to skreślenie [członkostwa w PiS]. Taka decyzja sprawi, że PiS tych wyborów nie wygra” – powiedział inny stronnik Morawieckiego Krzysztof Szczucki.
Były strateg PiS, Piotr Matczuk, przekonywał w Telewizji Republika, że Kaczyński wciąż walczy o jedność. „Podział PiS będzie dla wielu wyborców rzeczą demotywującą. Na prawej stronie wyborca zobaczy 4 słupki sondażowe. Jest to rozdrobnienie, które przypomina najgorsze lata prawicy, która była rozbita i nieskuteczna. Dlatego Jarosław Kaczyński chciał utrzymać jedność środowiska, bo ona jest premią”.
Grill stowarzyszenia Morawieckiego jest zaplanowany na 30 lipca. Zobaczymy, kto będzie grilowany.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Dziennikarka polityczna OKO.press. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!“, a w OKO.press podcast „Program Polityczny”.
Komentarze