Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto Mikhail METZEL / POOL / AFPFoto Mikhail METZEL ...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Ostatnie tygodnie obfitowały w szereg informacji o niejawnych działaniach Rosji w Europie. Okazuje się, że Rosjanie kupują nieruchomości niedaleko europejskich baz wojskowych i innych obiektów strategicznych w kilkunastu europejskich państwach. Coraz intensywniej gromadzą również informacje na temat wojsk państw UE.

W Brukseli zatrzymano przedsiębiorcę, który miał zajmować się eksportem maszyn niezbędnych w rosyjskim sektorze obronnym. W Polsce zatrzymano grupę, która przerzucała do Rosji maszynę do produkcji chipów w wojennych dronach. Natomiast na Łotwie rozbito siatkę szpiegowską, która usiłowała uzyskać dostęp do zakładów produkujących drony.

Jednocześnie zachodnie służby i dowódcy wojskowi nieustannie ostrzegają przed możliwym atakiem Rosji na kraje NATO. W grudniu 2025 roku szef NATO Mark Rutte stwierdził, że „konflikt jest u naszych drzwi”.

„Jesteśmy kolejnym celem Rosji” – mówił wprost.

I kontynuował: „Obawiam się, że zbyt wielu po cichu spoczywa na laurach. Zbyt wielu nie odczuwa pilności. I zbyt wielu wierzy, że czas działa na naszą korzyść. Tak nie jest. Czas na działanie nadszedł” – podkreślił.

Szpiegostwo coraz bardziej militarne

Także w Polsce 26 lutego szef MSZ Radosław Sikorski w corocznym exposé na temat polityki zagranicznej ostrzegał: „Rosja przyniosła wojnę z powrotem do Europy. (…) Musimy być gotowi na konflikt w skali, jakiej doświadczyli nasi dziadkowie i pradziadkowie. Historia wrzuca nas na głęboką wodę”.

Te ostrzeżenia pokrywają się z ujawnionymi odkryciami europejskich służb specjalnych. W latach po rozpoczęciu przez Rosję pełnoskalowej agresji na Ukrainę większość doniesień na temat zidentyfikowanych w Europie kremlowskich szpiegów dotyczyła głównie siatek tak zwanych "jednorazowych agentów”, werbowanych przez internet, którzy realizowali działania dywersyjne i sabotażowe. Drugą grupą działającą na rzecz Kremla były osoby ze środowisk bliskich politykom europejskim. Próbowały one wpływać na unijne i krajowe decyzje polityczne dotyczące głównie pomocy kierowanej do Ukrainy.

W ostatnich miesiącach coś się jednak zmieniło. Służby państw Unii Europejskiej coraz częściej informują o przypadkach szpiegostwa, nazwijmy to, militarnego. A także o przemycie i obchodzeniu sankcji w tym samym obszarze.

Przeczytaj także:

Rosyjski przemytnik z Brukseli

19 lutego Victor Labin, rosyjski biznesmen z własną firmą w Brukseli, został zatrzymany w związku z podejrzeniami o nielegalne dostarczanie sprzętu rosyjskim firmom zbrojeniowym. Jego firma została zamknięta, a policja przeszukała jego dom.

Labina aresztowano w ramach śledztwa dotyczącego przemytu towarów do Rosji. Labin i jego synowie, Roman i Rusłan, mieli obchodzić unijne sankcje i wykorzystywać nieoficjalne kanały do dostarczania rosyjskim firmom zbrojeniowym urządzeń wojskowych. Chodzi przede wszystkim o dostawy tak zwanych współrzędnościowych maszyn pomiarowych – urządzeń, umożliwiających precyzyjne (w skali mikronów) pomiary przestrzenne skomplikowanych elementów.

Maszyny te są istotnym elementem linii produkcyjnej choćby hipersonicznego pocisku rakietowego Kindżał.

Ich odbiorcą w Rosji była firma Sonatek LLC, także związana z rodziną Labinów. Sonatek współpracował z co najmniej osiemnastoma firmami zbrojeniowymi w Rosji. Maszyny transportowano do Rosji zarówno za pośrednictwem europejskich firm świadczących usługi transportu żeglugowego i morskiego (w tym jednej firmy polskiej), jak i firm tureckich.

Powiązany z GRU?

W doniesieniach medialnych na temat Victora Labina pojawiają się podejrzenia, że jest agentem rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Już wcześniej był on obiektem dziennikarskiego śledztwa portalu The Insider. To właśnie dziennikarze znaleźli dowody na jego związki z rosyjskim wywiadem GRU.

"Dostępne informacje dotyczące przeszłości Viktora Labina wskazują na bliskie powiązania z rosyjskim wywiadem wojskowym.

Według baz danych adresowych Viktor Labin był wcześniej zameldowany w Moskwie w renomowanym akademiku akademii GRU przy ulicy Narodnoje Opolczenie 52, budynek 4. Po ukończeniu akademii zamieszkał w Zielenogradzie (okręg administracyjny Moskwy – przyp. aut.) w budynku nr 1818, gdzie przydzielane są mieszkania dla żołnierzy" – informował The Insider.

Dokładnie w tym samym czasie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała w Polsce sześć osób. Usiłowały przemycić do Rosji maszynę do produkcji chipów, wykorzystywanych między innymi w przemyśle zbrojeniowym. Tego rodzaju półprzewodniki są niezbędne przy produkcji wykorzystywanych przez wojsko dronów. Odpowiadają one między innymi za nawigację GPS, naprowadzanie na cel oraz przetwarzanie obrazu z kamer.

Urządzenie do produkcji chipów

Maszyny do produkcji chipów są duże, nielegalna akcja transportowa musiała być więc zaplanowana jako rozległa operacja. Według ABW niepowodzenie przemytników spowodowało „zakłócenia ciągu dostaw sprzętu militarnego dla wojsk Federacji Rosyjskiej, operujących na obszarze wschodniej Ukrainy”.

W polskiej siatce było czterech Białorusinów i dwoje Polaków. Prokuratura postawiła im zarzuty za złamanie przepisów tak zwanej ustawy sankcyjnej, która przeciwdziała wspieraniu agresji Rosji na Ukrainę oraz wzmacnia bezpieczeństwo państwa. Podejrzanym grozi kara pozbawienia wolności nie krótsza niż trzy lata.

Z informacji służb nie wynika, by polska sprawa miała związek z aresztowanie Viktora Labina w Brukseli. Podobieństwa są jednak wyraźne: omijanie unijnych sankcji, nielegalne dostarczanie rosyjskim firmom sprzętu oraz urządzeń wykorzystywanych przez przemysł zbrojeniowy.

Skradzione informacje NATO

W Portugalii zarzut szpiegostwa postawiono natomiast 23-letniemu mężczyźnie, który próbował sprzedać ambasadzie Rosji informacje, skradzione z wojskowych komputerów NATO. Do kradzieży doszło w lutym 2025 roku, podczas konferencji NATO, na której zajmowano się organizacją ćwiczeń wojskowych REPMUS 2025, dotyczących innowacji w dziedzinie obrony morskiej.

Mężczyzna zaplanował kradzież ze szczegółami. Najpierw namierzył uczestników konferencji. Następnie pod fałszywym nazwiskiem zameldował się w hotelu, w którym nocowali. I przekonał pracownika hotelu, by ten wpuścił go do pokoju szwedzkiego oficera marynarki wojennej. Stamtąd ukradł jego laptop i iPad.

Mężczyznę zatrzymano w czasie próby sprzedaży tajnych informacji pracownikom rosyjskiej ambasady. W tej chwili czeka na proces.

Przed szpiegami działającymi na rzecz Kremla pracowników NATO ostrzeżono za to w innym hotelu, położonym na obrzeżach Wiesbaden w Niemczech. W Wiesbaden znajduje się baza armii amerykańskiej, w której funkcjonuje jednostka NATO ds. wsparcia bezpieczeństwa i szkoleń dla Ukrainy (NSATU). Ze wskazanego hotelu najczęściej korzystają brytyjscy pracownicy NATO. To właśnie Wielka Brytania rozesłała do nich ostrzeżenia o możliwej inwigilacji.

Komunikaty pojawiły się po tym, jak w budynku dostrzeżono nieznane osoby, obserwujące wchodzących i wychodzących gości hotelowych. Kilka lat temu tego rodzaju ostrzeżeń zapewne nikt nie potraktowałby poważnie. Dziś podchodzi się do nich, jak podkreślił rzecznik brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, „z najwyższą powagą”.

Siatka z Łotwy

Z kolei na Łotwie śledczy zatrzymali trzy osoby z siatki szpiegowskiej o nazwie „Antyfaszyści Pribałtiki”. Grupa ta miała dostarczać Rosjanom dane dotyczące transportów sprzętu wojskowego.

Próbowała też uzyskać dostęp do łotewskich fabryk produkujących drony.

Jej członkowie aplikowali o pracę do takich firm. Podszywali się pod ich dostawców i partnerów zagranicznych. A nawet gromadzili dane osobowe pracowników fabryk. Zbierali również informacje na temat logistyki łotewskich wojsk oraz śledzili osoby, które eksponowały ukraińskie symbole i przekazywały darowizny na rzecz Ukrainy.

Siatka komunikowała się ze sobą za pomocą specjalnie utworzonych, szyfrowanych kanałów na platformie Telegram i z miesiąca na miesiąc coraz bardziej koncentrowała się na działaniach dotyczących spraw militarnych. Uważa się, że jej aktywność stanowiła zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Łotwy.

„Głównym celem grupy przestępczej było zgromadzenie jak największej liczby osób nielojalnych wobec Łotwy. Chodziło o to, aby w odpowiednim momencie wywołać zamieszki w kraju, zdestabilizować sytuację i podjąć działania przeciwko łotewskiej demokracji, przeciwko urzędnikom, a nawet zwykłym mieszkańcom, którzy sprzeciwiają się Rosji” – przekazała prokuratorka Zane Lodzina.

Współpracowali z FSB

Lider grupy, Serhij Wasiliew, przekazywał zebrane informacje byłemu funkcjonariuszowi rosyjskiego kontrwywiadu FSB, który mimo odejścia ze służby nieformalnie wciąż z nią współpracował. Po pierwszych aresztowaniach co najmniej cztery osoby, należące do łotewskiej siatki, uciekły do Rosji lub na Białoruś.

Natomiast w Estonii zatrzymano funkcjonariusza estońskiej straży granicznej, który pracował na przejściu granicznym z Rosją w miejscowości Koidula. Od co najmniej trzech lat przekazywał rosyjskim służbom informacje o funkcjonowaniu punktu kontrolnego, zmianach personelu, ich opiniach na temat wojny Rosji z Ukrainą oraz innych działaniach estońskich służb.

Jak się okazało, on także współpracował z FSB.

Estońska Policja Bezpieczeństwa podkreśliła, że FSB wykorzystuje tego typu informacje, aby identyfikować luki w zabezpieczeniach na granicy. Co ciekawe, funkcjonariusz nie dostawał wynagrodzenia od rosyjskich służb. Współpracował z nimi, żeby bez problemu móc wjeżdżać do Rosji. Mężczyzna został skazany na trzy lata więzienia.

Sieć rosyjskich „koni trojańskich”

Być może jednak najpoważniejsze ostrzeżenie przed niejawnymi działaniami rosyjskich służb, a w zasadzie przed ich nową strategią, pochodzi z artykułu opublikowanego pod koniec lutego przez brytyjski „The Telegraph”. Opisano w nim proces kupowania przez rosyjskich agentów nieruchomości, położonych w pobliżu obiektów wojskowych oraz strategicznych obiektów cywilnych, w co najmniej kilkunastu krajach europejskich, w tym w Polsce.

Strategię tę nazwano tworzeniem rosyjskiej sieci „koni trojańskich” w Europie.

„Z zamiarem zaostrzenia wojny hybrydowej z Zachodem, rosyjskie agencje szpiegowskie przejęły domy, domki letniskowe, magazyny, opuszczone szkoły, mieszkania w miastach, a nawet całe wyspy, zamierzając wykorzystać je jako bazy wypadowe do skoordynowanego nadzoru, sabotażu i tajnych ataków” – doniósł „The Telegraph”. – „Obecni i byli oficerowie trzech europejskich agencji wywiadowczych (…) obawiają się, iż Rosja może już posiadać w niektórych z tych miejsc ładunki wybuchowe, drony, broń i tajnych agentów, wszystko gotowe do użycia w razie kryzysu”.

Często chodzi o zupełnie niepozorne domy, domki czy działki. Ich kluczowym atutem jest lokalizacja. Celem całej operacji ma być – jak podaje „The Telegraph” –

przeprowadzenie skoordynowanej kampanii sabotażowej, która mogłaby mieć miejsce jednocześnie w kilkunastu krajach.

Tuż poniżej progu wojny

Szczególnie zagrożona tego rodzaju strategią ma być Finlandia, która już w połowie 2025 roku wprowadziła niemal całkowity zakaz kupowania nieruchomości przez Rosjan i Białorusinów. Nad podobnymi przepisami pracuje Estonia, a Litwa i Łotwa zaostrzyły kontrole.

Niepokojące zakupy Rosjan ujawniono także w Norwegii. Chodzi o domki letniskowe w pobliżu obiektów wojskowych w Arktyce oraz bazy lotniczej w regionie Troms. Z kolei w Szwajcarii rosyjscy agenci mieli wykorzystywać nieruchomości, położone w pobliżu federalnego instytutu ochrony chemicznej, do śledzenia pracujących tam ekspertów, zajmujących się bronią chemiczną.

Także brytyjskie służby obawiają się, że Rosja mogła nabyć nieruchomości w pobliżu bazy okrętów podwodnych w Faslane w zachodniej Szkocji, a także domy blisko brytyjskiej bazy wojskowej Akrotiri w południowej części Cypru.

„Rosja testuje nas w szarej strefie, stosując taktykę, która jest tuż poniżej progu wojny”

– już w grudniu stwierdziła Blaise Metreweli, nowa szefowa brytyjskiego wywiadu MI6.

Rosja coraz bardziej agresywna

Z kolei w Bułgarii niedaleko miejscowości Kładnica odkryto nieruchomość wykorzystywaną przez rosyjską prywatną firmę wojskową Grupa Wagnera. Obiekt był strzeżony, a przebywające w nim osoby miały na sobie ubrania z insygniami wagnerowców. Miejsce zidentyfikowała organizacja obywatelska BOEC (Bojowa Organizacja Bezpieczeństwa i Wywiadu), która zgłosiła raport w tej sprawie do bułgarskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Odkrycie to uznali za istotne eksperci z amerykańskiego think tanku Lansing Institute. Ich zdaniem „informacja o odkryciu obiektu powiązanego z firmą Wagner PMC

wskazuje na odejście Moskwy od wpływów czysto politycznych i informacyjnych w kierunku wymiaru represyjnego.

Grupa Wagner jest narzędziem rosyjskich służb wywiadowczych, wykorzystywanym do destabilizacji regionów Afryki i Bliskiego Wschodu. Jej fizyczna obecność w państwie członkowskim UE jest sygnałem – zarówno dla społeczeństwa bułgarskiego, jak i dla europejskich partnerów – o gotowości Rosji do bardziej agresywnych działań” – podkreślają.

;
Na zdjęciu Anna Mierzyńska
Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.

Komentarze