Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Wyborcza.plFot. Piotr Skórnicki...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

„Na pierwszy rzut oka brzmi dobrze: szybciej, taniej, mniej stresu. Ale diabeł tkwi w szczegółach” – mówi nam Urszula Nowakowska, założycielka fundacji Centrum Praw Kobiet.

Rozwód w miesiąc. Ale nie dla każdego

13 marca posłowie na Sejm uchwalili zmianę ustawy Kodeks rodzinny i opiekuńczy, wprowadzając do niej przepisy o tak zwanych rozwodach pozasądowych. To rozwiązanie dla par, które chcą się rozstać i spełniają warunki:

  • ich staż małżeński wynosi co najmniej rok,
  • nie mają wspólnych małoletnich dzieci,
  • żona nie jest we wspólnej ciąży,
  • obydwoje chcą rozwodu i zgodnie oświadczają, że nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia,
  • nie toczy się między nimi sprawa o rozwód, separację lub unieważnienie małżeństwa,
  • mają polskie obywatelstwo lub mieszkają w Polsce.

Jeśli tę zmianę kodeksu rodzinnego przegłosuje Senat i nie zawetuje jej prezydent Karol Nawrocki, takie pary od 1 stycznia 2027 roku będą mogły udać się do Urzędu Stanu Cywilnego. Tam, przed kierownikiem USC złożą pisemne zapewnienie, że spełniają wyżej wymienione warunki oraz oświadczą, że doszło do trwałego i zupełnego rozkładu pożycia małżeńskiego we wszystkich trzech aspektach: duchowym, fizycznym i ekonomicznym. Urzędnik poinformuje ich z kolei o skutkach rozwodu, dostępnych formach wsparcia w kryzysie małżeńskim.

„Spodziewamy się, że pouczenie będzie zawierało m.in. klarowne omówienie kluczowej przesłanki rozwiązania małżeństwa, jaką jest trwały i zupełny rozkład pożycia małżeńskiego. Podczas rozmowy kierownik podejmie próbę wyjaśnienia, czym w ogóle jest owo pożycie, często w powszechnym odbiorze traktowane zbyt wąsko, a nawet sprowadzane wyłącznie do relacji fizycznych” – wyjaśnia Rafał Bednarz, prezes śląskiego oddziału Stowarzyszenia Urzędników Stanu Cywilnego Rzeczypospolitej Polskiej.

„Naszym obowiązkiem będzie także powiadomienie o możliwości skorzystania ze wsparcia w kryzysie małżeńskim dostępnego na terenie gminy. Jeśli ma się to przyczynić do podjęcia przez małżonków próby ponownego nawiązania bądź uleczenia nadszarpniętych relacji, naszym zadaniem będzie przekazanie małżonkom możliwie kompletnej i aktualnej listy konkretnych podmiotów zajmujących się stosowną pomocą” – dodaje Bednarz.

Czas na namysł. Od miesiąca do sześciu

Jeśli obie strony nadal chcą rozwodu, muszą znów przyjść do USC i przed kierownikiem urzędu, w dowolnej miejscowości w Polsce, złożyć oświadczenie woli o rozwiązaniu małżeństwa. Mogą to zrobić najwcześniej miesiąc po pierwszej wizycie.

Dlaczego nie od razu?

Ponieważ miesięczny tempus deliberandi jest powszechnie stosowany w procedurach rozwodów pozasądowych w różnych krajach, znajduje się też w międzynarodowych rekomendacjach dotyczących tego, jak powinna wyglądać procedura rozwodowa. To czas, by upewnić się, że decyzja nie jest pochobna – identycznie jest w przypadku ślubów cywilnych, których również nie można otrzymać od ręki, a po miesiącu od dopełnienia formalności.

Procedura rozwodowa w USC ma kosztować 620 złotych i jak przekonuje na platformie X Arkadiusz Myrcha, sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, z którego wyszły przepisy o pozasądowym rozwiązaniu małżeństwa, „to realne odciążenie sądów przy zachowaniu prawnych wymogów rozwodu”.

Urzędnik, po sprawdzeniu formalności, dokonuje wpisu w rejestrze stanu cywilnego. I już – małżeństwo zostało rozwiązane. Byli małżonkowie mogą nawet wrócić do wcześniej noszonego nazwiska i formalności dokonać w Urzędzie Stanu Cywilnego.

Rafał Bednarz dodaje, że pozasądowy rozwód może być rzeczywiście ekspresowy, a wzmianka o ustaniu małżeństwa i aktualizacja danych w rejestrze PESEL dokonywana właściwie od ręki, jeśli np. małżeństwo będzie rozwiązywane w tym samym urzędzie, co było zawierane.

W rozmowie z OKO.press wskazuje jednak, że procedura nie ma być tylko formalnością – a urzędnicy otrzymali wachlarz narzędzi do weryfikacji dokumentów, a nawet sprawdzania, czy w przeszłości para próbowała rozwieść się w innym urzędzie i dlaczego ewentualnie rozwodu im odmówiono.

Dodatkowo, "jeśli jedno z małżonków będzie się uchylało od złożenia tego i innych oświadczeń, do rozwodu przed kierownikiem USC nie dojdzie, a parze pozostanie droga sądowa” – zwraca uwagę Rafał Bednarz.

24,5 tysiąca małżeństw mogłoby skorzystać

Przepisy dotyczące rozwodów pozasądowych są częścią nowelizacji Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. I odpowiedzią na realne zapotrzebowanie par, które chcą się rozwieść. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2024 roku sąd orzekł o rozwodzie niemal 57,5 tysiąca razy. W 24,5 tys. przypadków były to małżeństwa nieposiadające dzieci, które w teorii mogłyby zostać objęte nowymi przepisami.

To aż 42 procent wszystkich rozwodów.

Adwokat Katarzyna Topczewska w rozmowie z OKO.press mówi wprost: „Takie zmiany powinny zostać wprowadzone w Polsce już dawno. Mówimy o sytuacjach, w których dwoje dorosłych ludzi chce się dobrowolnie rozstać, zakończyć małżeństwo w sposób kulturalny i zgodny, bez orzekania o winie. Nie widzę powodu, dla którego takie pary, nieposiadające dzieci, miałyby czekać rok czy dwa lata na sądowy finał sprawy, co do której są zgodni. Blokują tylko miejsce na naprawdę poważne sprawy z punktu widzenia wymiaru sprawiedliwości, chociażby te, gdzie ważą się losy małoletnich dzieci” – ocenia.

„Sądy są przeciążone nadmiernym biurokratyzmem. Propozycja, która wyszła z Sejmu zakłada, że małżonkowie muszą podjąć decyzję wspólnie i dobrowolnie, a samo rozwiązanie małżeństwa poprzedzone jest spotkaniem z urzędnikiem. Zostawia czas na przemyślenie sprawy, minimum miesiąc. W moim przekonaniu to sensowna propozycja, która realnie może stać się alternatywą dla wielu par, które chcą zakończyć wspólny rozdział i iść dalej, każde swoją drogą” – ocenia prawniczka.

Przeczytaj także:

Podobnego zdania jest Jakub Pawliczak, radca prawny i członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Rodzinnego, który objaśnia procedurę:

"Kierownik USC nie będzie żądał dowodów na całkowity i zupełny rozkład pożycia małżeńskiego. Podobnie jak sąd w sprawach, w których strony są zgodne, że chcą rozwodu bez orzekania o winie, i nie mają wspólnych małoletnich dzieci, ogranicza się do wysłuchania samych stron, w tym odpowiedzi na zapytanie, czy na pewno nastąpił trwały i zupełny rozkład pożycia, i na tej podstawie orzeka rozwód.

Zatem jeśli małżonkowie oświadczą, że nastąpił między nimi zupełny i trwały rozkład pożycia, to kierownik USC po prostu przyjmie od nich to oświadczenie. Dopiero gdyby nabrał wątpliwości, bo na przykład jedna ze stron oświadczyłaby, że chce walczyć jeszcze o to małżeństwo, to wtedy faktycznie powinien odmówić przeprowadzenia procedury rozwodowej. W takiej sytuacji nie zostałby spełniony jeden z warunków, czyli zgodne oświadczenie obu stron co do woli rozstania" – wyjaśnia.

RPO: To nie takie rozwody generują kolejki

Zarówno Topczewska, jak i Pawliczak wskazują, że pozasądowy rozwód może być nie tylko szybszy, ale i tańszy. Procedura sądowa kosztuje 600 złotych. Ale na ogół pary opłacają również pełnomocnika, który np. sporządza pozew.

Marcin Wiącek, Rzecznik Praw Obywatelskich, powątpiewa jednak, czy wprowadzenie rozwodów pozasądowych rzeczywiście odciąży sądy. "Z doświadczeń Biura RPO wynika, że jeśli małżonkowie zgodnie chcą rozwiązać związek małżeński, a nie mają małoletnich dzieci, to postępowanie jest zazwyczaj szybkie i sprawne.

Z reguły sądy uznają w takich przypadkach żądanie pozwu, często nie prowadząc nawet postępowania dowodowego, a małżonkowie nie odwołują się. To nie takie sprawy generują długoletnie procesy w sprawach rozwodowych. Zasadniczy na to wpływ ma konieczność rozstrzygania przez sąd o winie w rozkładzie pożycia, kwestie związane z władzą rodzicielską i kontaktami z dziećmi oraz sprawy alimentacyjne" – podnosił w opinii kierowanej ministra sprawiedliwości.

Prawica: zamach na rodziny

Ustawa została w poniedziałek 16 marca przekazana do Senatu. Jeśli Senat przyjmie ją bez poprawek – ostatnim etapem będzie podpis prezydenta. Ale czy do tego dojdzie? Sam Karol Nawrocki nie wypowiadał się dotąd publicznie w tej sprawie i jego zamiary nie są znane.

Ryzyko weta istnieje – po pierwsze dlatego, że prezydent lubi iść pod prąd decyzjom Sejmu i Senatu (jak policzyło OKO.press Nawrocki zawetował do tej pory 28 ustaw, podpisał 170). Po drugie – jego stronnictwo polityczne konsekwentnie opowiada się przeciwko temu projektowi.

Przykłady? W Sejmie, podczas ostatniego czytania projektu ustawy, Barbara Bartuś z PiS wskazywała że obowiązkiem państwa jest konstytucyjna ochrona małżeństwa i rodziny, a nie ułatwianie rozwodów. Twierdziła też, że łatwy rozwód będzie przyczyniać się do pogłębienia zapaści demograficznej i rozpadu rodzin, czemu zaprzeczał Sławomir Pałka z resortu sprawiedliwości. Wskazywał m.in., że ochrona małżeństwa nie jest tożsama z zakazem rozwiązania małżeństwa i nie oznacza jego nierozerwalności.

„To nie jest tak, że nie ma rozwodów, a nagle rząd wprowadza rozwody, które spowodują upadek demografii i upadek rodziny. Rodzinę trzeba chronić, demografię trzeba promować, ale tam, gdzie to ma sens, gdzie rodzina jest wciąż rodziną w kłopotach, ale nadającą się do uratowania, albo tam, gdzie są dzieci. I tego projekt rządowy nie narusza, nie powoduje promocji rozwodu w żadnym wypadku ani tym bardziej nie uderza w demografię” – tłumaczył prawicy Sławomir Pałka.

Rozwody i ustawa o osobie najbliższej

Ultrakonserwatywne Ordo Iuris oraz prawicowy Klub Jagielloński możliwość pozasądowego rozwodu łączą z procedowaną w sejmowej Komisji Nadzwyczajnej ustawą o osobie najbliższej.

Ordo Iuris wysuwa wniosek, że „osłabienie trwałości małżeństwa nie jest skutkiem ubocznym pojedynczej reformy, lecz świadomym kierunkiem polityki rządu”. W jego opinii z jednej strony „zmierza do destabilizacji małżeństwa (ekspresowe rozwody), a z drugiej strony do jego degradacji do poziomu jednej z opcji (związki partnerskie)”.

„W czym ma się różnić małżeństwo od związku z osobą najbliższą, jeżeli zarówno jedno i drugie łatwo rozwiązać? Na czym polega konstytucyjna ochrona małżeństwa przez państwo polskie, jeżeli nie na tym, aby próbować ludziom uświadomić, jak ważnym aktem jest małżeństwo i że należy kilkukrotnie zastanowić się, czy na pewno chcemy je rozwiązać?” – mówił z kolei Piotr Trudnowski z Klubu Jagiellońskiego w Polsat News.

„Nie można trzymać nikogo na siłę w małżeństwie. Prawne zmuszanie do pozostania w związku dla dobra rodziny albo utrudnianie rozwodów sprawia tylko, że pary coraz mniej chętnie będą chciały sięgać po instrument małżeństwa” – podnosi w rozmowie z OKO.press mecenas Katarzyna Topczewska. „Rozstania były, są i będą, prawica nie jest w stanie ich zatrzymać” – dodaje.

Strona rządząca zarzuty odpiera ... przykładami z życia. Odwołuje się do konkretnych polityków i wskazuje, że prawica, grzmiąca o świętości małżeństwa, sama sięga po rozwody (m.in. Schreiber, Zbornikowski, Kurski, Kamiński z PiS).

„Przypomnijcie sobie ile u ludzi z waszej strony było rozwodów kościelnych. Tego się nawet trudno doliczyć. Jedna osoba – trzy rozwody kościelne. To się w głowie nie mieści” – mówiła w Sejmie Henryka Krzywonos-Strycharska.

„Obydwiema rękami zagłosuję za zakazem rozwodów w Polsce. Ale wtedy, gdy ślub będzie mógł wziąć każdy w tym kraju, w tym pary jednopłciowe” – wskazywała z kolei, jeszcze podczas posiedzenia Komisji Nadzwyczajnej w Sejmie Katarzyna Kotula, ministra ds. równości. Podnosiła, że zarówno projekt dotyczący rozwodów pozasądowych, jak i ustawa o statusie osoby najbliższej są z gruntu proczłowiecze i mają na celu ułatwianie parom funkcjonowania, dbanie o ich bezpieczeństwo.

A jeśli ktoś został zmuszony?

W narracji prawicy wybrzmiewa jeszcze jedna wątpliwość, powszechnie bagatelizowana z uwagi na jej ideologiczne i polityczne zabarwienie. „W przypadku rozwodu pozasądowego urzędnik Urzędu Stanu Cywilnego nie ma narzędzi dochodzeniowych sądu: nie prowadzi postępowania dowodowego, nie powołuje biegłych, nie zleca wywiadów środowiskowych. Istnieje więc realne ryzyko, że słabszy ekonomicznie małżonek zgodzi się na niekorzystne warunki pod presją lub w sytuacji zależności, której procedura pozasądowa nie jest w stanie ujawnić” – pisze w swojej analizie adwokat Rafał Dorosiński z Ordo Iuris.

Podobne wątpliwości ma Urszula Nowakowska z Fundacji Centrum Praw Kobiet. W rozmowie z OKO.press wskazuje: "Projekt, choć co do zasady potrzebny i idący w dobrym kierunku, zawiera istotną lukę. Nie przewiduje realnych mechanizmów zabezpieczających osobę słabszą przed niekorzystnymi skutkami rozwodu zanim złoży oświadczenie.

Mam na myśli np. kobiety starsze bez prawa do emerytury, doświadczające przemocy. Bardzo łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której takie osoby godzą się na rozwód pozasądowy pod presją – ze strachu albo w zaufaniu do ustnych obietnic dotyczących podziału majątku czy wsparcia finansowego, które później nie zostaną dotrzymane" – podkreśla.

Jej zdaniem, wniesienie powództwa o unieważnienie rozwodu pozasądowego w ciągu sześciu miesięcy od rozwodu nie jest wystarczającą gwarancją zabezpieczającą ich prawa.

Nowakowska zwraca uwagę, że w zapisanym w ustawie modelu strony nie mają zapewnionego wsparcia prawnego, które w wielu krajach europejskich stanowi standard przy rozwodach pozasądowych. „We Francji czy Hiszpanii każda ze stron ma własnego prawnika, a rozwód jest możliwy dopiero po uregulowaniu kwestii majątkowych i finansowych. W polskim projekcie takich gwarancji brakuje” – zaznacza.

Jak dodaje, bez minimalnych mechanizmów identyfikacji przemocy istnieje ryzyko, że procedura obejmie także osoby, w wypadku których istnieje duże prawdopodobieństwo, że zgoda nie jest w pełni dobrowolna. „Kierownik urzędu stanu cywilnego nie jest ani przygotowany, ani zobowiązany do oceny, czy ma do czynienia z sytuacją przemocy domowej lub nierówności między stronami. Jego rola sprowadza się w praktyce do formalnej weryfikacji dokumentów” – wskazuje.

Zdaniem Nowakowskiej ustawa wymaga uzupełnienia o podstawowe zabezpieczenia. „Warto wprowadzić co najmniej obowiązkowe bezpłatne wsparcie prawne dla obu stron oraz wymóg uregulowania kwestii majątkowych i finansowych przed rozwodem. Potrzebne są mechanizmy wychwytywania sytuacji nierówności czy przemocy zanim zostanie złożone oświadczenie. Pozwoli to ograniczyć ryzyko nierówności i późniejszych sporów” – podkreśla.

Jak zaznacza, bez takich rozwiązań reforma zamiast realnie odciążyć sądy, może doprowadzić do przesunięcia konfliktów na późniejszy etap – w postaci wieloletnich spraw o podział majątku, które już dziś należą do najbardziej czasochłonnych postępowań.

„Jesteśmy przygotowani”

„Kierownicy urzędów stanu cywilnego, bo to oni według projektu mieliby przyjmować oświadczenia o rozwiązaniu małżeństwa, są przygotowani do pełnienia tej roli” – przekonuje OKO.press Rafał Bednarz, prezes śląskiego oddziału Stowarzyszenia Urzędników Stanu Cywilnego Rzeczypospolitej Polskiej.

Wskazuje, że procedura, jak i sam zakres zadań, są podobne do procedury zawarcia małżeństwa. „Dlatego nowa rola nie będzie nam nastręczała trudności” – zapewnia.

„Rozwiązania te były z nami konsultowane, w pełni wpisują się w istniejący system i póki co nie dostrzegamy wad. Myślę, że przede wszystkim nasze społeczeństwo jest na to w pełni gotowe i z pewnością spodziewa się rozwiązań ułatwiających, a nie utrudniających życie. Przykłady innych krajów, które wcześniej zdecydowały się na przyjęcie podobnych rozwiązań prawnych, pokazują, że ten system się sprawdza” – deklaruje urzędnik Stanu Cywilnego.

;
Na zdjęciu Angelika Pitoń
Angelika Pitoń

Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".

Komentarze