Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Mateusz Mirys / OKO.pressMateusz Mirys / OKO....

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Maria Kurowska Show – tak można by podsumować pierwsze posiedzenie komisji nadzwyczajnej, którą powołano, by skonkretyzować i przyspieszyć prace nad projektem ustawy o statusie osoby najbliższej.

Kurowska to polityczka Prawa i Sprawiedliwości (ziobrystka), a zarazem członkini tej komisji. Obserwatorom sceny politycznej znana jest doskonale – laureatka plebiscytu na „Klimatyczną Bzdurę Roku” twierdziła np., że zeroemisyjność doprowadzi do zagłodzenia przyrody, a dzieci poczęte za pomocą in vitro rodzą się poważnie schorowane i borykają się z nowotworami. Przed miesiącem przekonywała z kolei w Sejmie, że w Gietrzwałdzie Matka Boska mówiła po polsku, w dialekcie warmińskim.

10 marca 2026 potrzebowała pięciu minut, żeby obrazić całą społeczność LGBT, a wieloletnią walkę o prawne uregulowanie tych relacji sprowadzić do nikomu niepotrzebnej głupoty, z której nie będzie najważniejszego – dzieci. „Te związki są bardzo nietrwałe. Oni [czyli osoby homoseksualne – przyp. red.] po prostu nie chcą wchodzić w te związki, bo za chwilę będą chodzić po notariuszach i będą unieważniać te umowy” – oświadczała posłanka.

„Kto z Was chciałby żyć w związku, w którym są dwie mamusie?”

Wystąpienie Kurowskiej (które w całości publikujemy poniżej w formie wideo) jak na dłoni obrazuje fobie polskiej prawicy. I jest kontynuacją narracji, którą PiS oraz Konfederacja próbują forsować od dawna, mianowicie, że:

  • ustawa będzie wykorzystywana do podpisywania fikcyjnych umów po to, by skorzystać z przywilejów podatkowych czy spadkowych
  • środki publiczne są marnowane na opracowywanie założeń ustawy dla marginesu ludzi – i że przepisy regulujące związki w sposób inny niż małżeństwo to głupota, fanaberia
  • jedynym celem budowania związku z drugą osobą jest prokreacja
  • na jednopłciowe związki nie zezwala Konstytucja, która mówi o ochronie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny
  • skoro ktoś zna kogoś, kto nie chce formalizować swojej relacji, to na tej podstawie wysuwa wniosek o nikłym zainteresowaniu przepisami pomagającymi związek sformalizować

„Drodzy Państwo, to jest margines ludzi, którzy czekają na tę ustawę. Z rozmów, które ja przeprowadziłam, wynika, że ci ludzie wręcz mówią, co wy nam się wtrącacie do naszego życia! My nie chcemy formalizować związków i w życiu nie będziemy tego robić. Nie uszczęśliwiajcie nas na siłę. My tak chcemy żyć!” – mówiła podczas posiedzenia komisji Maria Kurowska. I dodawała: „Zastanówcie się, czy ktoś z was chciałby żyć w związku, w którym miałby dwóch tatusiów albo też dwie mamusie?! I zastanówcie się, czy każdy z nas w sobie nie miał zawsze tego marzenia, aby miał tatę i mamę. Bo przecież z nich po prostu pochodzi to życie”.

900 tysięcy par. To margines?

Posłanka PiS posunęła się jeszcze dalej: otwarcie podzieliła ludzi na tych wartościowych (czyli z dziećmi, ale żyjących w związkach heteroseksualnych), i tych, którzy jej zdaniem są bezużyteczni – bo zdecydowali, że nie chcą mieć dzieci albo o ich niemożności posiadania potomstwa zdecydowało państwo, zabraniając adopcji czy nie dofinansowując zabiegów in vitro.

„Tyle mówimy, ile tym osobom ma dać państwo. A co te związki dadzą Polsce?” – pytała Kurowska wysuwając tezę, że związki par jednopłciowych są z gruntu nietrwałe.

Przeczytaj także:

Posłanka zupełnie zapomniała, że przepisy dotyczyć mają również osób żyjących w relacjach heteroseksualnych. I że nie mówimy tu o żadnym marginesie, bo 8 procent wszystkich rodzin w Polsce stanowią te w związkach nieformalnych (na podstawie analiz Głównego Urzędu Statystycznego z 2023 roku). W 2021 roku w Narodowym Spisie Powszechnym niemal 900 tysięcy par potwierdziło, że żyje w związkach, ale niesformalizowanych, czyli nie w małżeństwie. Dekadę wcześniej było ich trzy razy mniej (bo 316,5 tysiąca).

Zresztą – liczby te nie powinny mieć znaczenia, bo zadaniem państwa jest dbanie o wszystkich obywateli, nie tylko tych, których jest więcej albo dostatecznie dużo. „Kiedy 10 lat temu organizowaliśmy pierwszy Marsz Równości, szła za nami Młodzież Wszechpolska, w białych skafandrach, która czyściła ulicę, bo my po niej szliśmy. Jest dla mnie głęboko niezrozumiałe, że dziś rozmawiają państwo o nas tak, jakbyśmy byli hipotetyczni, jakbyśmy nie istnieli” – podnosiła Maria Dąbek ze Stowarzyszenia Bank Równości z Kalisza.

Gejowskie małżeństwa trwalsze niż par hetero

Nieprawdziwa jest też forsowana przez Kurowską i środowisko prawicy teza o nietrwałości związków homoseksualnych.

Zbadała to Holandia, która jako pierwszy kraj na świecie zalegalizował małżeństwa jednopłciowe. Dwadzieścia lat później, niderlandzkie Centralne Biuro Statystyczne przeanalizowało ich trwałość. Co się okazało? Że w ciągu dekady (2010-2020) rozpadło się blisko 16 proc. małżeństw zawieranych między mężczyzną a kobietą. Rozwody par męskich dotknęły 14 proc. takich małżeństw. Niemal dwukrotnie więcej, bo blisko 26 procent rozwodów, odnotowano w parach kobiecych. Nie są to więc drastyczne różnice pozwalające wysuwać wniosek o trwałości małżeństw kobiety i mężczyzny oraz nietrwałości związków jednopłciowych.

CBS zwrócił również uwagę na to, że są pary, które mimo prawnych możliwości poprzestają na formalizacji związku partnerskiego, ale nie decydują się na małżeństwo. Jak również takie, które najpierw, na próbę, wiąże się umową, a potem wstępują w związek małżeński. Kluczowa zdaje się tutaj możliwość wyboru – której politycy prawicy konsekwentnie Polkom i Polakom odmawiają.

Nie widać światełka w tunelu

Przypomnijmy: 12 lutego w Sejmie zaprezentowano pierwszy rządowy projekt ustawy o statusie osoby najbliższej. Projekt ten, nazywany protezą związków partnerskich, regulowałby umową sporządzaną u notariusza wyłącznie podstawowe kwestie, jak np. prawo do dziedziczenia, wspólnego rozliczania się (dopiero po roku), prawa do mieszkania, informacji medycznej. Zaproponowana przez Katarzynę Kotulę, ministrę ds. równości oraz Urszulę Pasławską z PSL ustawa nie daje parom możliwości zorganizowana ceremonii w urzędzie czy zmiany nazwiska. Nie dotyka kwestii tęczowych rodzin. Jest z gruntu wolnościowy i zezwala na doprecyzowanie większości zapisów indywidualnie; włącznie z opcją na jednostronne rozwiązanie umowy.

Na wniosek PSL projekt, po pierwszym czytaniu, które odbyło się przed miesiącem, trafił do komisji nadzwyczajnej. To tu posłowie mają pracować nad konkretnymi zapisami i zaproponować ostateczny projekt, który do przegłosowania dostaną posłowie. Pracy jest sporo, bo do przeanalizowania jest aż 237 ustaw. A i rozmowy nie będą łatwe, bo w skład komisji wchodzi 10 polityków koalicji rządzącej, siedmioro polityków PiS i jeden poseł Konfederacji. Prawa strona składa wnioski o zaprzestanie dalszych prac nad projektem, nie widzi w nim sensu, nie chce dyskutować merytorycznie. Trąbi za to o „rewolucji ideologicznej”.

Na czele komisji nadzwyczajnej stoi Urszula Pasławska, współautorka projektu ustawy (PSL). Jej zastępcami są Jolanta Niezgodzka z KO, Katarzyna Ueberhan z Lewicy oraz Michał Wawer z Konfederacji, który postulował w przeszłości likwidację Ministerstwa Równości. W składzie komisji zasiadają też:

  • Anna Baluch (PiS)
  • Barbara Dolniak (KO)
  • Elżbieta Duda (PiS)
  • Magdalena Filipek-Sobczak (PiS)
  • Maria Kurowska (PiS)
  • Grzegorz Lorek (PiS)
  • Alicja Łepkowska-Gołaś (KO)
  • Dorota Łoboda (PO)
  • Grzegorz Napieralski (PO)
  • Bogumiła Olbryś (PiS)
  • Barbara Oliwiecka (Centrum)
  • Monika Rosa (KO)
  • Katarzyna Sójka (PiS)
  • Wioleta Tomczak (Polska 2050)

Szopka polityczna. A urzędnicy przyszli z konkretami

„Prawica grzmi, że za chwilę wprowadzimy równość małżeńską. Marzyłabym o tym, ale rzeczywistość polityczna jest inna, tak w Polsce, jak i w całej Unii Europejskiej. Wiatr wieje z prawej strony. Mamy więc do wyboru: albo przez te cztery lata nawalać się politycznie o to, kto przyniesie do Sejmu lepszą, bardziej progresywną ustawę, z której ostatecznie nic nie wyniknie, albo zmienić kurs. Tę pierwszą drogę obrano w sprawie aborcji, co tylko osłabiło polityczki, które z tymi postulatami szły do wyborów. Bardzo nie chciałam powtórzyć tamtych błędów, tylko wyciągnąć z nich wnioski” – mówiła w wywiadzie dla OKO.press Katarzyna Kotula, ministra ds. równości.

Komisja Nadzwyczajna ds. ustawy jest szóstą powołaną w obecnej kadencji Sejmu. Jak dotąd tylko jedna z nich zakończyła pracę. Komisja, która miała się zająć liberalizacją prawa aborcyjnego, drastycznie zaostrzonego przez Zjednoczoną Prawicę, spotkała się siedem razy. Ostatni raz półtora roku temu (!). Konkluzji do dziś nie ma z tych spotkań żadnej.

Pierwsze posiedzenie nie dało nadziei na to, że posłowie będą merytorycznie pracować nad ustawą. Choć nie sposób pominąć w nim głosów tych, którzy rozumieją materię, nad którą przyszło im pracować. Monika Rosa z KO jako pierwsza sprzeciwiła się Marii Kurowskiej, mówiąc, że ta odbiera osobom LGBT+ godność, a jej postawa jest haniebna. „Ja nie miałabym problemu, żeby mieć dwie mamy albo dwóch ojców. Najważniejsze jest to, żeby dziecko wychowywało się w spokoju i szczęściu. Co pary LGBT+ dają Polsce? To samo, co inne. Płacą podatki, pracują, kochają, posiadają dzieci. Są tak samo ważni. Hańbą jest obniżanie godności i wartości człowieka z uwagi na to, kogo kocha” – grzmiała posłanka ze Śląska.

Grzegorz Napieralski (KO): „Kto dał nam prawo, żeby zaglądać komuś do prywatnego życia i decydować, z kim ma się wiązać i jak układać swoje życie? Spójrzcie na swoich wyborców, na kolegów i koleżanki w swoim klubie. I zobaczcie, ilu osobom może ona ułatwić życie, ilu osobom pozwoli wprost powiedzieć, jaka jest i kogo kocha” – mówił polityk. Marcin Józefaciuk: „Ustawa ta nie jest tylko dla par LGBT, ale i dla tych, którzy zrazili się małżeństwami, albo których wcześniejszy partner zmarł. (...) Jeśli naprawdę chcemy walczyć o demografię, to ułatwmy formalizację związków. Związki rejestrowane przyczyniają się do wzrostu dzietności” – podkreślał poseł i wskazuje na bezpieczeństwo, jakie daje możliwość zalegalizowana relacji.

Katarzyna Kotula: „W życiu zdarzają się wypadki, przypadki, choroby i śmierci. Osoba, która przez 30 lat żyje w związku nieformalnym, płaci podatki, dokłada się do PKB. Liczymy, że będzie się tą drugą osobą opiekować. Nie będzie musiało robić tego państwo”.

Ani ziębią, ani grzeją

Wniosek po pierwszym posiedzeniu Komisji jest smutny: temat ustawy o osobie najbliższej nie ma wielu przeciwników (politykom prawicy w krucjacie towarzyszyło wyłącznie Ordo Iuris, choć było to posiedzenie otwarte dla wszystkich), ale najpewniej i tak zostanie zawetowany. Z braku racjonalnych argumentów. Ale „bo tak”.

I na nic fakt, że jak wskazała ministra Katarzyna Kotula, „rodziny niszczy alkohol, przemoc, czasem nieskuteczna polityka mieszkaniowa”. Że politycy prawicy mają „drugie, trzecie żony, a rozwody załatwiają kopertą”, a „gdyby wszystkie osoby w Polsce mogły brać śluby, to tej ustawy by nie było”. Że popiera go rzeczniczka praw dziecka. W samym rządzie wciąż nie ma jednomyślności co do sposobu rejestracji małżeństw jednopłciowych dokonywanych za granicą – a oblig ten na polskim państwie wymusza wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Na posiedzenie Komisji urzędnicy przyszli uzbrojeni w szereg argumentów i wątpliwości, które ustawa powinna rozwinąć. „Jestem przygotowana na rozmowę techniczną, merytoryczną. Tymczasem tu pojawiły się argumenty światopoglądowe” – powiedziała Magdalena Arendt z Krajowej Rady Notarialnej, wskazując, że notariusze już dziś przygotowują dla par umowy-protezy, które częściowo mają zabezpieczać dwójkę osób przed brakiem dostępu do informacji medycznej lub wskazywać ich wolę dotyczącą testamentu.

W podobnym tonie wypowiadała się Ewa Iwańczuk ze Stowarzyszenia Urzędników Stanu Cywilnego: „Jesteśmy na dzień dzisiejszy na pierwszej linii z osobami, które chcą zalegalizować swój związek. Zaraz będziemy tutaj wspólnie z notariuszami. Widzimy, ile nieszczęść powstaje dlatego, że nie możemy rejestrować zdarzenia, że nieważne, czy to jedna płeć czy dwie płcie, mamy związki partnerskie za granicą, których nie możemy przenieść na nasz grunt” – podkreślała. A Anna Śledzińska-Simon z Krajowej Izba Radców Prawnych wskazała, że projekt ustawy wyraża tylko to, co już wpisane jest do Konstytucji. „I nie robi nic więcej. Nie zrównuje umowy z instytucją małżeństwa, nie wprowadza nowego stanu cywilnego, stosunku pokrewieństwa czy powinowactwa” – dodała.

Nie wiadomo, kiedy Komisja Nadzwyczajna zakończy prace nad projektem, ani w jakim kształcie będzie projekt, który wyląduje na biurku prezydenta. I czy nie skończy w wetomacie tak jak szereg innych rządowych projektów. „Jest plan B, ale zostawmy go sobie na czas, kiedy plan A nie dojdzie do skutku” – mówi nam Katarzyna Kotula.

;
Na zdjęciu Angelika Pitoń
Angelika Pitoń

Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".

Komentarze